PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Pominięta rocznica

(23,11,2010)

We wtorek 23 listopada minęła bez echa kolejna rocznica śmierci
śp. Grażyny z Boruckich Kuroniowej, pierwszej żony znanego opozycjonisty Jacka Kuronia, oraz matki słynnego w Polsce kucharza Macieja Kuronia. Szukałem w "Gazecie Wyborczej" okolicznościowych wspomnień o Gajce - jak nazywał Grażynę mąż  oraz jego środowisko - ale poza wzmianką o mszy świętej za spokój jej duszy niczego nie znalazłem. Nawet w "Wysokich Obcasach". Jako wieloletni przyjaciel Kuroniów chciałbym przypomnieć czytelnikom "Gazety Polskiej" sylwetkę tej zasłużonej dla Polski działaczki opozycyjnej.
Grażyna Kuroniowa urodziła się w dramatycznych dla Polski czasach wkrótce po klęsce wrześniowej 2 stycznia 1940 roku. Jak wiele młodych ludzi w PRL należała do komunistycznej formy harcerstwa i dzięki temu na obozie poznała swego przyszłego męża. Jacek był starszy od niej o 6 lat i należał do kadry kierowniczej obozu. Było to w lecie 1955 roku.
Następny rok 1956 przyniósł rewolucyjne zmiany w Polsce. Po Październiku został odtworzony w tradycyjnym - Bogoojczyźnianym kształcie - Związek Harcerstwa Polskiego z poprzednią niekomunistyczną kadrą kierowniczą. Jacek Kuroń, który brał czynny udział w wydarzeniach październikowych na Uniwersytecie Warszawskim, w znak sprzeciwu wobec tradycyjnego ZHP stworzył czerwone harcerstwo w kształcie Hufca im. gen. Waltera czyli polsko-sowieckiego generała Karola Świerczewskiego. Do tego harcerstwa chętnie posyłali swe dzieci ideowi komuniści, często żydowskiego pochodzenia, co później wykorzystała przeciwko wychowankom Kuronia propaganda komunistyczna spod znaku generałów Jaruzelskiego i Moczara. W 1959 roku Gajka i Jacek pobrali się, zaś w następnym roku Grażyna urodziła Maćka. Wszystkie lata ich pożycia małżeńskiego Gajka była wzorową żoną i matką, a zarazem wierną współpracownicą swego męża, który wkrótce został organizatorem różnorakich działań opozycyjnych. Wychowana w zwyczajnej polskiej rodzinie - katolickiej i patriotycznej, pod wpływem męża odeszła od kościoła i podzielała jego lewicowe poglądy odrzucające patriotyzm. (Mnie w prywatnej dyskusji Jacek oświadczył, że naród polski - to hipostaza czyli byt nierealny. Zaskoczony takim stwierdzeniem nie zapytałem, czy realnym bytem jest przynajmniej polska mowa). Ukończyła studia psychologiczne, ponoć za namową męża, prawdopodobnie ze względu na dziedziczną dyslekcję swego syna.    
Grażynę poznałem w uniwersyteckim klubie dyskusyjnym zasłuchaną  w przemówienie swego męża, zaiste mówcy z Bożej łaski. Została aresztowana przez SB podczas policyjnej akcji w związku z przyjęciem w mieszkaniu Joanny i Stanisława Gomułków na Kole, kiedy znaleziono napisany przez Jacka we współpracy z Karolem Modzelewskim Manifest Rewolucyjny. Było to w końcu listopada 1964 roku.
Następnie Karol Modzelewski napisał w porozumieniu z Jackiem List otwarty do PZPR, za który zostali oni skazani odpowiednio na 3,5 oraz 3 lata więzienia. Zbieraliśmy pieniądze na pomoc dla obydwu rodzin uwięzionych. W 1967 roku Gajka zwróciła się do mnie z prośbą, bym został ojcem chrzestnym Maćka, który właśnie miał iść do szkoły. Wyraziłem zgodę, ale Maciek się uparł i nie dał się ochrzcić. Gdy siedziałem z nim w jednej celi podczas stanu wojennego w Białołęce opowiadał mi z humorem, jak tegoż lata 1967 roku babcia Borucka czyli mama Gajki usiłowała go ochrzcić w miejscowym kościele w Tuliszkowie, ale on salwował się ucieczką w krzaki.
W czasie uwięzienia Jacka Gajka pracowała jako psycholog w poradni pod własnym nazwiskiem panieńskim. Gdy do niej dzwoniłem do pracy musiałem pamiętać, że muszę prosić telefonistke o połączenie z panią Borucką. Po zwolnieniu Jacka z więzienia w Sztumie miałem kilkakrotnie z nim spięcia, w których Gajka - za młodu jego wychowanica w harcerstwie - zwracała mu uwagę na niestosowność jego zachowania. Miała na niego wielki wpływ. Wystarczyło jej powiedzieć: "Jacku, nie wygłupiaj się !", by gryzł się w język mimo zacietrzewienia. 
Dzieliła z mężem wszystkie uroki życia opozycjonisty. Podczas jednego z posiedzeń Uniwersytetu Latającego w mieszkaniu Kuroniów została dotkliwie pobita przez bojówkę ZMS. W stanie wojennym cała trójka trafiła do obozów internowania. Siedząc z Maćkiem - tym razem działaczem NZS - w jednej celi namawiałem go, by skorzystał z bogactwa życia religijnego w więzieniu w Białołęce i przyjął chrzest, zapraszając mnie na ojca chrzestnego. Mówiłem mu żartem: "Maćku, twoja mama po śmierci będzie wyniesiona na ołtarze, ale advoctus diaboli wypomni, że nie ochrzciła swego syna." Maciek niestety nie posłuchał mojej rady.
Nie zdawaliśmy sprawy, że jej śmierć nastąpi tak prędko. Chorowała na grzybicę płuc, ale konowały z więziennej służby zdrowia leczyli ja na jakieś dolegliwości kobiece. Dopiero dr Marek Edelman poznał się na rzeczy i ustalił właściwą diagnozę. Było jednak za późno. "Człowiek honoru" gen. Kiszczak nie dał jej umrzeć w obecności męża, którego po ostatnim widzeniu zabrano ze szpitala do więzienia. Zmarła 23 listopada 1982 roku. Miała tłumny pogrzeb na katolickich Powązkach. Na stypie Jacek przekonywał mnie, że Gajka była świadomą ateistką, ale ja wiem swoje. Widziałem ją na pogrzebie jej teścia pana Henryka Kuronia wkrótce po zwolnieniu jej z obozu internowania szczerze i żarliwie modlącą się u jego grobu. A siedząca z nią w jednej celi Teresa Kłosówna ze Szczecinka  opowiadała mi wkrótce po jej śmierci, że bardzo przeżywała uwięzienie męża i syna, płakała czytając ich listy i często się modliła.
Grażyna Kuroniowa była wielką postacią polskiej opozycji, niestety w wydanym przez Ośrodek "Karta" Słowniku biograficznym Opozycja w PRL nie ma jej biogramu, zaś w obszernym biogramie jej męża nie ma o niej najmniejszej nawet wzmianki. A szkoda.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |