PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Dwie komisje

(15,06,2010)

Pojednanie na rosyjskich warunkach

We wtorek 25 maja odbyło się w naszym Sejmie wspólne posiedzenie komisji spraw zagranicznych polskiego Sejmu oraz delegacji komitetu do spraw międzynarodowych rosyjskiej Dumy Państwowej. Posiedzeniu przewodniczyli obydwaj szefowie komisji Andrzej Halicki z PO oraz komitetu Konstantin Kosaciow z rządzącej w Rosji partii "Jedinaja Rossija". Jest to widomy znak wyraźnej poprawy stosunków pomiędzy Rosją a Polską, a raczej pomiędzy Platformą Obywatelską a tzw. "jedinorosami". Punktem przełomu stała się -  jak wskazywali deputowani rosyjscy - katastrofa smoleńska 10 kwietnia. Posiedzenie trwało cały dzień i podzielone zostało na pięć sesji tematycznych, obejmujące przeróżne kwestie, m.in. problemy gospodarcze, umacnianie bezpieczeństwa w Europie, zwalczanie piractwa i terroryzmu morskiego, handlu ludźmi oraz narkotykami.

Konstantin Kosaciow koryguje historię Polski

 Na początku omawiano sporne problemy historyczne  wpływające na pogorszenie dobrosąsiedzkich relacji naszych krajów. W ramach tej dyskusji głos zabrał prof. Adam Daniel Rotfeld - polski współprzewodniczący grupy do spraw trudnych  oraz dr  Andrzej K. Kunert - nowy sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa (zastępujący tragicznie zmarłego w Smoleńsku Andrzeja Przewoźnika). Ich trud nie na wiele się zdał, gdyż rosyjski współprzewodniczący obrad Konstantin Kosaciow w swym podsumowaniu dyskusji wypowiedział kilka bulwersujących dla Polaków tez. Zarzucił on Polakom, że koncentrują się na polskich krzywdach, jakie nasz kraj zaznał z ręki Rosjan, natomiast zapominają o rosyjskich krzywdach z rąk Polaków. Wszak było tak, że gdy Polska była silniejsza od Rosji, to Polacy krzywdzili Rosjan, a gdy układ sił w ostatnich stuleciach się zmienił na korzyść Rosji, to konsekwencje tego ponosili Polacy. Wynikałoby z tego, że bilans krzywd jest wyrównany i nie ma o co toczyć spory. Pan Konstantin Kosaciow zapewne słucha swoich rosyjskich ekspertów historycznych i nie słyszał z ich ust o takich rosyjskich ekscesach, jak rzeź Pragi przez rosyjskiego bohatera narodowego Aleksandra Suworowa - przedstawianego w Rosji jako wzór cnót (w Rosji są wciąż szkoły kadetów noszące nazwę suworowskich), nagminne mordowanie rannych powstańców podczas tłumienia Powstania Styczniowego 1863 roku, przymusowa rusyfikacja szkolnictwa i kultury w Priwislińskim Kraju itp. O znajomości historii najnowszej przez pana K. Kosaciowa świadczy fakt, że dla zrównoważenia polskich oskarżeń o haniebny pakt Stalina z Hitlerem w sierpniu 1939 roku zarzuca on Polsce udział w równie haniebnym pakcie monachijskim w 1938 roku. Co więcej, Polska wykorzystała - jego zdaniem - słabość Rosji bolszewickiej, by podczas konferencji pokojowej w Brześciu wymusić ustępstwa korzystne dla siebie. Pan Kosaciow zapomniał, że Polska była wtedy okupowana przez państwa centralne i Rosja bolszewicka jedynie zrezygnowała na ich rzecz ze swych praw do dawnego zaboru rosyjskiego. Wszak Polska stała się podmiotem prawa międzynarodowego odzyskując niepodległość  11 listopada 1918 roku, zaś pokój brzeski zawarto w marcu 1918 roku. Co się tyczy konferencji monachijskiej, to jak powszechnie wiadomo Polska nie była jej uczestnikiem i za jej wyniki nie ponosi odpowiedzialności.
Nikt z obecnych na posiedzeniu historyków polskich, ani z lepiej w polskiej historii wyedukowanych posłów nie zabrał głosu, by skorygować wypowiedź rosyjskiego polityka.

Marszałek S. Niesiołowski chyli czoła przed demokracja rosyjską

Dla równowagi zaznaczę równie kompromitującą wpadkę wicemarszałka Sejmu prof. Stefana Niesiołowskiego z PO. W swym przemówieniu podkreślił on, że jest niezmiernie szczęśliwy mogąc powitać w Warszawie przedstawicieli demokratycznie wybranej Dumy Państwowej. By popisać się swoją znajomością najnowszej historii Rosji wicemarszałek powiedział, że dotychczas Duma kojarzyła mu się z postacią marynarza Żelezniakowa, który na polecenie bolszewików ową Dumę rozpędził. Pan wicemarszałek jest profesorem biologii i zna się znakomicie na insektach, natomiast ze znajomością historii Rosji jest już gorzej. Duma carska, wybierana w wyniku zdobyczy rewolucji demokratycznej 1905 roku, nie była nigdy pełnoprawnym parlamentem i minister carski zabierając w niej głos tak się zgodnie z prawdą wyraził: "U nas w Rosji , chwała Bogu, nie ma parlamentu".  Epizod wspomniany przez pana wicemarszałka dotyczył Konstytuanty (po rosyjsku Ućrieditielnoje Sobranije) wybranej w głosowaniu demokratycznym już po zdobyciu władzy przez bolszewików w końcu 1917 roku. Ponieważ wybory wygrały wrogie wobec bolszewików demokratyczne stronnictwa socjalistyczne, Lenin i Trocki postanowili Konstytuantę rozpędzić. Zadanie to wykonał dowódca straży Pałacu Taurydzkiego, w którym odbywało się pierwsze i jedyne posiedzenie Konstytuanty, marynarz Anatolij Żelezniakow -  zwolennik ruchu anarchistów. Porównywanie dzisiejszej rosyjskiej Dumy Państwowej do demokratycznie wybranej Konstytuanty jest jawnym nadużyciem, gdyż w putinowskiej Rosji nie ma wolnych i nieskrępowanych wyborów do parlamentu. Stwierdził to zresztą nasz kolega Michał Orzechowski na konferencji prasowej Kosaciowa i Halickiego, porównując deputowanych Dumy do odgórnych mianowańców oraz rady bojarskiej przy carze. Zapytał on przy sposobności posła A. Halickiego dlaczego Rosja nie wpuszcza do siebie obserwatorów z OBWE dla obserwowania uczciwości wyborów. Widocznie ma coś do ukrycia w tej materii.
K.Kosaciow, zapytany na tej konferencji prasowej przez polskich dziennikarzy o list 5 Rosjan do polskich gazet, odparł, iż nie mają oni kompetencji do zabierania głosu, gdyż nie znają wyników śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Tymczasem sygnatariusze listu protestowali przeciwko przemilczaniu w rosyjskich mediach treści orędzia Jarosława Kaczyńskiego do Rosjan i uprzedzali Polaków, że interesy władz rosyjskich oraz narodów sąsiadujących z Rosją nie są zbieżne.
Na inne pytania K. Kosaciow odpowiadał z podobną precyzją.

W Polsce panuje bezbrzeżna rusofobia

Na zakończenie konferencji prasowej wystąpił rosyjski dziennikarz, który po rosyjsku zarzucił polskim dziennikarzom rusofobię, zaś dla zilustrowania dramatycznych skutków antyrosyjskiej kampanii w polskich mediach już po polsku opowiedział historię, jak Rosjance mieszkającej w Polsce jej dzieci powiedziały: "Mamo, wracaj do Moskwy, bo Rosjanie zabili nam naszego prezydenta". Chciałem zapytać go o więcej szczegółów tej historii, jak również o proponowane przez niego środki zaradcze, ale on po zakończeniu konferencji prasowej wybiegł gdzieś w ślad za wychodzącym K. Kosaciowem i ulotnił się.        

W odróżnieniu od polskich posłów, którzy w swych wypowiedziach demonstrowali panujący w polskim Sejmie pluralizm, polemizując niejednokrotnie ze sobą, rosyjscy deputowani wobec Polaków demonstrowali jednolitą postawę. Z ich wypowiedzi nie sposób było wywnioskować, czy do Polski wysłano delegację złożoną z przedstawicieli jednej frakcji parlamentarnej - "jedinorosów" czy też również z innych. Biuro prasowe Sejmu niestety nie podało składu partyjnego delegacji Dumy. Dopiero z Internetu dowiedziałem się, że pierwszy wice-przewodniczący komitetu Leonid Kałasznikow jest członkiem KPRF czyli komunistą. Na charakter wypowiedzi nie miało to wpływu. Wszyscy deputowani zajmowali wobec Polaków jedno, z góry uzgodnione stanowisko.(Takie przynajmniej odniosłem wrażenie słuchając ich wypowiedzi). Stanowisko Rosji w każdym punkcie jest ich zdaniem słuszne. Polscy partnerzy jeśli polemizowali z nimi, to bardzo łagodnie, aby nie urazić drażliwych gości. Mówiąc o ostatnim konflikcie rosyjsko-gruzińskim o Południową Osetię prof. Adam D. Rotfeld przekonywał Rosjan, że gdyby Gruzja była (wbrew opozycji Rosji) członkiem NATO, prezydent Micheil Saakaszwili nie mógłby podejmować swych decyzji o zastosowaniu sił zbrojnych samodzielnie, gdyż musiałby je skonsultować z innymi krajami NATO. Wyobrażam co by się stało, gdyby ktoś powiedział Rosjanom, że zachowanie Gruzji broniącej przemocą integralności swego terytorium z punktu widzenia międzynarodowego prawa niczym się nie różniło od stanowiska Rosji siłą łamiącej prawo Czeczenii do niepodległości. Taka wypowiedź byłaby - ich  zdaniem -  skrajnym przypadkiem rusofobii.          

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |