PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

syn czerwonego księcia

Wielebnemu księdzu pod rozwagę


(6.05.2009, źrodło:ASME)

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski jest cennym klejnotem w skarbcu redakcji "Gazety Polskiej". Zasłużył na takie określenie swą bohaterską postawą w czasach podziemnej "Solidarności". Bardzo sobie cenię zaszczyt pisywania na łamach "GP" obok tak zasłużonej postaci. Jeśli kreślę kilka słów polemiki z felietonem ks. Tadeusza, to w myśl starożytnej zasady Amicus Plato, sed magis amica veritas.

Przedmiotem mej polemiki jest felieton ks. Tadeusz pt. "Zagłada Małopolski Wschodniej". Na wstępie chciałbym zastrzec, że nie lubię tego określenia pochodzącego z dorobku urzędowego II Rzeczypospolitej. Dla mnie Małopolska Wschodnia - to Rzeszów lub Przemyśl, ale nie Lwów czy Stanisławów. Wolę bardziej precyzyjne określenie Galicja Wschodnia, czyli właściwa. Wprowadzenie urzędowej nazwy Małopolska Wschodnia było fatalnym błędem polskich władz, godzącym w uczucia narodowe mieszkających w Galicji etnicznych Ukraińców. Jak wiadomo, obóz niepodległościowy marszałka Piłsudskiego w imię programu prometejskiego szukał w Ukraińcach sojuszników do walki z imperialnymi dążeniami Rosji przepoczwarzonej w Sowiety. Obóz Narodowy chciał Ukraińców spolonizować na siłę, co było szkodliwą dla losów naszych bratnich narodów utopią. Gdy piszemy o krwawych jatkach w wyniku działalności ukraińskich nacjonalistów, powinniśmy pamiętać, że to polski Obóz Narodowy robił wszystko, co mógł, aby w imię źle pojmowanej polskiej racji stanu odepchnąć od Polski ukraińskich patriotów.

Gdy ks. Tadeusz pisze o zagładzie Małopolski Wschodniej, to ewidentnie ma na myśli rzeź polskiej ludności na Kresach Wschodnich dokonaną przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku OUN-UPA. Ale to jest błąd. Prawdziwa zagłada polskich Kresów Wschodnich nastąpiła w wyniku paktu Stalina z Hitlerem w 1939 roku oraz potwierdzenia tych zdobyczy terytorialnych Stalina przez jego zachodnich sprzymierzeńców w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Ks. Tadeusz sam podaje mi piłkę do strzału do jego bramki, kiedy pisze: "Pierwsze zbiorowe mordy na bezbronnej ludności polskiej dokonane przez wyznawców ideologii Dmytro Doncowa i Stepana Bandery miały miejsce już we wrześniu 1939 roku". Jest to ewidentne nieporozumienie. Po 17 września 1939 roku na Kresach Wschodnich działy się rzeczy, przy których bledną okrucieństwa rabacji Jakuba Szeli. Pochodzący z Wołynia koledzy opowiadali mi w polskim sierocińcu nad Wołgą o rżnięciu piłą polskich osadników w myśl zasady "dobry pan - na jeden raz, zaś zły pan - na dwa razy piłowania". Działo się tak wszelako nie w myśl ideologii Dmytra Doncowa oraz Stepana Bandery, lecz na wezwanie dowódców Armii Czerwonej idącej wyzwalać spod polskiego panowania "jedinokrownych" białoruskich i ukraińskich braci. Marszałek Siemion Timoszenko w odezwie do ludności wręcz wtedy wzywał: "Bieritie topory i kosy! Rieżtie polskich panow!" (Bierzcie siekiery i kosy! Rżnijcie polskich panów!). Więc rżnęli. Nie tylko na tzw. Zachodniej Ukrainie, ale i na Polesiu, i na Zachodniej Białorusi. Robiły to czerwone bojówki białoruskie, ukraińskie i żydowskie. Dmytro Doncow - znany ukraiński pisarz i publicysta nie miał z tym nic wspólnego, gdyż z polskim paszportem w ręku uciekł do Rumunii przed wkraczającą na Kresy Armią Czerwoną. Zresztą wątpię, by napisane w okresie przejściowej fascynacji nacjonalizmem ukraińskim jego dzieła tłumaczono na jidysz.
Nasi historycy badający dzieje ukraińskich organizacji nacjonalistyczno-terrorystycznych moim zdaniem zbyt słabo penetrują sowiecki trop. Z opublikowanych w ostatnich czasach wspomnień sowieckich czekistów wynika m.in., że niektórzy prominentni działacze OUN-UPA byli agentami NKWD zainteresowanymi w wykończaniu Polaków ukraińskimi rękoma. We Lwowie działacze ukraińskiego "Ruchu" opowiadali mi o oddziałach UPA dowodzonych przez sowieckich agentów. Mój kolega, którego ojciec jako oficer LWP walczył w Bieszczadach z oddziałami UPA, opowiadał o ukraińskich jeńcach branych do niewoli, przekazywanych nadzorującym akcję oficerom NKWD i łapanych ponownie po którejś kolejnej akcji. W PRL za czasów Gomułki nakręcono film o polskim komuniście (granym przez Jana Łomnickiego), który stał na czele słynącego z okrucieństwa wobec ludności polskiej oddziału UPA. Scenariusz oparto na prawdziwej historii.

Chcę jak najdobitniej podkreślić, że cenię i popieram publicystykę ks. Tadeusza wymierzoną w morderców z OUN-UPA, jak i jego apele o stawianie krzyży oraz pomników polskim ofiarom banderowskiego terroru. Chcę tylko wskazać naszym wspólnym czytelnikom, że sprawa miała szerszy zakres geopolityczny. I dlatego chciałbym bronić przed ks. Tadeuszem dobrego imienia prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, z wyjątkową zajadłością atakowanego przez propagandę imperialną Kremla. Interes narodowy Polski wymaga od nas obrony niepodległości Ukrainy, której rzecznikiem jest prezydent Juszczenko. Popiera go w tym względzie nasz prezydent Lech Kaczyński i chwała mu za to.

Antoni Zambrowski

artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |