PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Blondynka znowu mówi głupstwa

(7,07,2009 źródło Asme)

Tym razem nie chodzi o kolejny dowcip o blondynkach, lecz o wywiad dr Aliny Całej z Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie na temat stosunków polsko-żydowskich podczas niemieckiej okupacji Polski udzielony ostatnio "Rzeczypospolitej". "Polacy jako naród nie zdali egzaminu" zatytułowała "Rzeczpospolita" ów wywiad i tak wyraża stanowisko pani Aliny w omawianej sprawie.

Byliśmy narodów sumieniem

Dotychczas odczuwaliśmy dumę z postawy Polaków podczas II wojny światowej. Ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin D. Roosvelt nazwał nas "sumieniem narodów" i do tego stopnia byliśmy pewni słuszności tej oceny, że polski poeta Adam Ważyk powoływał się na nią w swym głośnym wierszu o tragedii węgierskiej z listopada 1956 roku: "My cośmy byli narodów sumieniem milczymy i oto racją stanu jest ta mowa niema...". Tymczasem pracownica naukowa Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie powiada: nic z tych rzeczy. Red. Piotr Zychowicz pyta ją wprost: "Czy Polacy są współodpowiedzialni za Holokaust?" i ona odpowiada: "W pewnym stopniu tak. Przyczyną tego był przedwojenny antysemityzm, który nie przygotował ich moralnie do tego, co miało się dziać podczas Zagłady" (chciałbym tu tylko zwrócić uwagę na znamienną okoliczność, iż warszawska pracownica naukowa mówi o Polakach - oni).

Kościół Katolicki nie był jako całość antysemicki

I dalej: "Nośnikiem tego antysemityzmu były dwie instytucje. Ugrupowania tworzące Obóz Narodowy oraz Kościół Katolicki. Ten ostatni mniej więcej od 1935 roku zaczął sprzyjać endecji".
Istotnie, Obóz Narodowy tradycyjnie był antysemicki. Składały się na to różnorakie przyczyny, o których pani Alina woli nie mówić, toteż pomińmy tę sprawę. Społeczeństwo polskie było wszelako pluralistyczne, więc były w nim czynniki filosemickie, antysemickie oraz wobec Żydów obojętne. Nowością dla mnie jest natomiast teza pani Aliny, że Kościół katolicki od 1935 roku zaczął sprzyjać endecji. Mnie się zdawało, że Obóz Narodowy miał w polskim Kościele katolickim znaczne wpływy jeszcze w carskich czasach i w niepodległej II Rzeczypospolitej te więzi ks. Prymas August Hlond postanowił poluzować. Wszak Obóz Narodowy był od przewrotu majowego 1926 roku w opozycji, zaś ks. Prymas A. Hlond wolał mieć poprawne stosunki z władzą państwową. Odnoszę więc wrażenie, że pani Alina zabiera głos w sprawach, na których nie zna się najlepiej. W Kościele katolickim obowiązywał jeden pogląd w sprawie dogmatów religijnych, natomiast jeśli chodzi o stosunek do Żydów - to panował duży pluralizm. Już samo oskarżanie przez panią Alinę ojca Maksymiliana Kolbego (przyszłego męczennika z Oświęcimia) o antysemityzm jest wyjątkowym uproszczeniem. Wolałbym, by pani Alina za przykład antysemity wybrała sobie ks. Stanisława Trzeciaka. W dodatku obok ojców franciszkanów w Niepokalanowie były też siostry franciszkanki w Laskach i ich opiekun duchowy, ks. Władysław Korniłowicz - znany filosemita. Filosemitą był przez całe swe życie ks. Jan Zieja, który na zlecenie swej kościelnej zwierzchności podjął nawet na Uniwersytecie Warszawskim studia judaistyczne. Antysemitą nie był pochodzący z Żydów ks. Tadeusz Puder, któremu mimo żydowskiego pochodzenia umożliwiono studia w seminarium i wyświęcono na księdza. Według relacji ks. Jana Zieji, jego zwierzchnik biskup piński Zygmunt Łoziński miał zwyczaj przemawiania po hebrajsku do miejscowych starozakonnych po każdej procesji Bożego Ciała. A zatem trafiali się w Kościele katolickim księża antysemici, ale sam Kościół antysemicki nie był.

Antysemici też ratowali Żydów

Ponadto wątpliwą jest teza pani Aliny, iż antysemicka postawa narodowców przed wojną skłaniała ich do popierania Holokaustu. Znany był przypadek radykalnego narodowca Jana Mosdorfa, który w obozie hitlerowskim w Oświęcimiu z narażeniem życia pomagał współwięźniom żydowskim. A i sama pani Alina w artykule na łamach "Midrasza" określała założycielkę "Żegoty", znaną pisarkę Zofię Kossak-Szczucką jako rasistkę i antysemitkę. Uważam tę ocenę za przesadzoną, ale od pracownicy naukowej można wymagać więcej logiki i konsekwencji w rozumowaniu. Nie można zatem zarzucać antysemityzmu osobie ratującej Żydów i jednocześnie twierdzić, iż antysemityzm wykluczał niesienie Żydom pomocy. Jak widać, nie wykluczał.
Jak wiadomo, za ratowanie Żydów Polakom podczas okupacji niemieckiej groziła kara śmierci, wymierzana w całą zbiorowość: rodzinę, kamienicę, wieś. Mimo to w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie 8 tys. drzewek zasadzono ku czci ratujących Żydów Polaków.

Nie wszyscy ratujący Żydów mają swoje drzewko w Jerozolimie

Jest to oczywiście pars pro toto - jedynie symbol polskiego udziału w ratowaniu Żydów, gdyż takich ryzykujących było znacznie więcej. Moi koledzy, którzy przeżyli Holokaust, z różnych przyczyn nie zgłosili do instytutu Yad Vashem swoich polskich - świeckich czy też kościelnych zbawców. Dlatego cenna z polskiego punktu widzenia była inicjatywa śp. prof. Tomasza Strzembosza, by i polskie instytucje dokumentowały przypadki ratowania przez Polaków Żydów. Pani Alina pokpiwa sobie z tej inicjatywy. Powiada, że chcielibyśmy "z kapelusza wytrzasnąć 300 tys. Polaków pomagających Żydom". Jest to kwestia jej nastawienia do sprawy. Wiele razy napotykałem w swym życiu ludzi, którzy pomagali Żydom. Jeden z moich szefów w fabryce warszawskiej - inż. Młynarski jako żołnierz Kedywu AK brał udział w akcji wysadzania muru getta podczas walk w getcie na wiosnę 1943 roku. Inny mój szef w innej fabryce - Janusz Siemiński, z oddziału Szarych Szeregów "Zośka", z własnej inicjatywy przerzucał chleb przez mur getta. Obydwaj ryzykowali życiem. Matka mego kolegi szkolnego z LO im. T. Reytana, inż. Wojciecha Kuropieski, narażając życie własne i swych dzieci, przechowała szczęśliwie gromadkę dzieci żydowskich. Tylko ona została odznaczona medalem Yad Vashem. W odróżnieniu od pani Aliny nie jestem historykiem i nie zajmuję się zawodowo tą sprawą. Wiem tylko tyle, ile zobaczyłem lub usłyszałem w swym życiu. Wyciągam inne wnioski, gdyż mam inne nastawienie wobec Polaków niż pani Alina.

Pretensje do królików o to, że nie obroniły zająca

Niektóre jej pretensje są na poziomie przysłowiowej blondynki. Oto cytat z jej wypowiedzi: "W ogóle sołtysi w okupowanej Polsce mieli obowiązek denuncjowania wszystkich ukrywających się Żydów i partyzantów. Tych ostatnich jednak na ogół nie denuncjowano, a Żydów często". I jak na blondynkę przystało - nie wie dlaczego. Za wydanie Niemcom partyzanta można było otrzymać wyrok śmierci od jego kolegów z konspiracji. Żyd, jeśli nie był w oddziale, był bezbronny.
Powiada więc ona, że Polacy zawinili biernością i cytuje nie całkiem z sensem przysłowie: "wśród prawdziwych przyjaciół psy zająca zjadły". A przecież trudno mieć pretensje do królików, że nie obroniły zająca przed chartami. Byliśmy pod okrutną okupacją i naród polski wyszedł spod niej zdziesiątkowany.
Pani Alina porównuje powszechny udział Polaków w antyniemieckiej konspiracji i zestawia to z 8 tys. Sprawiedliwych. Znowu mamy dowcip jak u blondynki. Mieliśmy polskie państwo podziemne i wielką podziemną Armię Krajową (oraz parę innych formacji zbrojnych). Pretensje pani Aliny artykułują "hańbę Polaków", którzy nie zginęli jak jeden mąż w obronie polskich Żydów. Tyle że gdyby zginęli i spełnili ten nakaz honoru według kryteriów pani Aliny - też by nie uratowali polskich Żydów przed hitlerowskim terrorem. Jak nie uratowali milionów polskich współbraci. Armia Krajowa mimo licznego udziału w konspiracji polskiej młodzieży też nie była w stanie wyzwolić Polski bez pomocy aliantów.
Inną miarą mierzy pani Alina postawę współpracujących z hitlerowcami Żydów. Dla nich ma znacznie więcej wyrozumiałości. Jest to bardzo smutny przypadek postawy naukowca, który najzwyczajniej nie lubi Polaków i co i rusz daje temu wyraz publicznie. Ta postawa najwyraźniej nie budzi odruchu sprzeciwu u kierownictwa Żydowskiego Instytutu Historycznego, choć kompromituje go w oczach normalnych Polaków. Polityczną poprawnością popisała się natomiast redakcja dziennika "Rzeczpospolita", która udzieliła swych łamów niemądrym dywagacjom pani Aliny, zaś gdy, poruszony jej wypowiedzią, odezwał się dr Piotr Gontarczyk, przypominając powszechnie znane prawdy o niemieckiej okupacji, zaznaczyła, iż są to jego prywatne poglądy. Wyobrażam sobie taką dyskusję w Rosji lub w Izraelu. Aż strach pomyśleć.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |