PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Złote gody kapelana internowanych

(16.04.2008 źródło ASME)
W tym roku władze kościelne przeniosły uroczyste obchody dnia św. Józefa - Oblubieńca Najświętszej Marii Panny z przypadającego na Wielki Tydzień dnia 19 marca na sobotę 15 marca. Tegoż dnia w kościele pw. św. Józefa przy ul. Deotymy na warszawskim Kole obchodzono święto parafialne pod patronatem ks. arcybiskupa Kazimierza Nycza. Ks. metropolita warszawski przewodniczył koncelebrowanej wieczornej mszy świętej i wygłosił kazanie poświęcone 70-leciu tej parafii oraz 50-leciu kapłaństwa wieloletniego jej proboszcza, ks. prałata Jana Sikorskiego. Po mszy świętej do życzeń przedstawicieli szkół z terenu parafii dołączył swe życzenia Jacek Szymanderski w imieniu duszpasterstwa byłych internowanych. Jacek Szymanderski był w okresie "karnawału solidarnościowego" członkiem Prezydium Zarządu Regionu Mazowsza NSZZ "Solidarność", za co trafił do obozu internowania w więzieniu w Białołęce. Później był członkiem kierownictwa duszpasterstwa internowanych założonego przez śp. Marcina Przybyłowicza i dlatego w imieniu nas wszystkich wygłosił życzenia ks. Janowi.

Pierwsze spotkanie z ks. Janem

Księdza doktora Jana Sikorskiego poznaliśmy w drugiej połowie grudnia roku 1981 roku w baraku więzienia w Białołęce, gdy niespodziewanie trafił do nas wraz z ówczesnym rektorem kościoła pw. św. Marcina przy ul. Piwnej na warszawskiej Starówce (późniejszym biskupem), ks. Bronisławem Dembowskim oraz jezuitą, ks. Andrzejem Zarzyckim. Była to niedziela przed świętami Bożego Narodzenia i wizyta naszych duszpasterzy stanowiła wyłom w obłędnym systemie izolacji zaprowadzonym przez ludzi gen. Czesława Kiszczaka, którzy wywlekli nas w mroźną noc grudniową z 12 na 13 grudnia i zamknęli w więzieniu w Białołęce. W następną niedzielę po internowaniu wysłuchaliśmy w swych celach mszy radiowej i wyglądało, że na tym skończy się nasze życie religijne, a tu taka niespodzianka. Zostały otwarte drzwi więziennych cel, mogliśmy wyjść na korytarz i tam wysłuchaliśmy prawdziwej - rzekłbym - namacalnej, a nie tylko usłyszanej przez radio liturgii mszy. Poza tym przybycie kapłanów było jeszcze innym wyłomem w systemie tajemnic zaprowadzonym przez warszawskie SB oraz służbę więzienną. Z niewiadomych powodów udawali oni wobec naszych rodzin, że nie wiedzą, gdzie się znajdują internowani działacze "Solidarności". Poinformowany o tym ks. Jan poradził nam, byśmy szybko napisali listy do swych rodzin, które on pochował w różnych zakamarkach swej sutanny i przemycił poza mury więzienia. Trafiły one do Komitetu Prymasowskiego opieki nad internowanymi mieszczącego się w klasztorze ss. Franciszkanek przy kościele św. Marcina. Skupieni wokół Komitetu Prymasowskiego ludzie dobrej woli piorunem roznieśli je po domach internowanych i rodziny z naszymi listami w ręku zmusiły strażników więziennych do przyznania się, że jesteśmy więzieni w ich zakładzie karnym. Następnej mszy wysłuchaliśmy w święta Bożego Narodzenia i tak zaczęła się nasza znajomość i współpraca z księdzem Janem.

Prawdziwy warszawiak urodzony w Kaliszu

Ksiądz Jan urodził się 12 listopada 1935 roku w Kaliszu. Jego rodzice Marian i Zofia z Kobertów mieli czworo dzieci - dwie córki i dwóch synów. Przez całą niemiecka okupację rodzina Sikorskich mieszkała w Warszawie. Po Powstaniu została wywieziona do obozu w Niemczech i stamtąd wróciła do Kalisza (obozowe doświadczenie małego Janka przydały się później nam w więzieniu w Białołęce). Swą pierwszą komunię przyjął w Kaliszu w kościele oo. Franciszkanów. Ukończył znane w Kaliszu liceum ogólnokształcące im. Adama Asnyka. Święcenia kapłańskie otrzymał 3 sierpnia 1958 roku. Było to rok po ukończeniu seminarium - był zbyt młody, by zostać księdzem w tym samym czasie, co jego koledzy z seminarium. Dwa lata wcześniej nie był jednak zbyt młody, by w lecie rewolucyjnego roku 1956 wraz ze swym kolegą (dziś znanym księdzem Jerzym Chowańczakiem) po kleryckim obozie na Murzasichlu na Podhalu wybrać się pieszo w Bieszczady. Tam konspiracyjnie nawiedzili internowanego w Komańczy księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Po dwóch latach sprawujący już swój urząd ks. Prymas wyświęcił go na księdza. Swą mszę prymicyjną odprawił ks. Jan w Warszawie w zabytkowym kościele ss. Sakramentek na Nowym Mieście, a następną w równie bliskim mu Kaliszu. Później przez prawie siedem lat pracował w Skierniewicach na Mazowszu jako wikary w kościele św. Jakuba oraz nauczyciel w miejscowych szkołach podstawowych oraz liceach. W 1974 roku został przeniesiony na warszawski Mokotów do kościoła pw. św. Michała przy ul. Puławskiej. 24 sierpnia 1979 roku ks. Prymas S. kardynał Wyszyński mianował go ojcem duchownym w warszawskim seminarium metropolitalnym.

Kapelan internowanych

Później był solidarnościowy karnawał, zamach na polskiego papieża w Rzymie i uroczysty pogrzeb Prymasa Tysiąclecia. W grudniu 1981 roku ks. Jan zawitał do nas na Białołękę jako zwiastun nadziei. Po upływie miesiąca - 24 stycznia 1982 roku gościliśmy na Białołęce ks. Prymasa Józefa Glempa, który nawiedził wszystkie cele, porozmawiał ze wszystkimi internowanymi, w jednej z cel spożył więzienny obiad. Uczciliśmy tę wizytę specjalnym znaczkiem poczty więziennej, wykonanym przez naszych domorosłych grafików. Wizycie ks. Prymasa zawdzięczaliśmy też rozgęszczenie cel - po zapowiedzi tej wizyty władze przydzieliły nam jeszcze jeden barak i dzięki temu liczba więźniów w celi spadła z dwunastu do ośmiu.
Krzysztof Śliwiński, który z sąsiedniej celi prowadził przez kratę w oknie naszą modlitwę na Anioł Pański, został wtedy przeniesiony do drugiego baraku. Na odchodne prosił mnie, bym go zastąpił w tej roli. Po jakimś czasie naczelnik obozu wezwał mnie i poprosił, byśmy zaprzestali modlitwy przez okno, gdyż zbiega się ona z zakończeniem dnia pracy administracji więziennej. Opuszczający swe stanowiska służbowe urzędnicy byli narażeni na wysłuchiwanie naszej modlitwy. By nie narażać ich ateistycznych sumień na religianckie pokusy, przenieśliśmy godzinę modlitwy na później. Na próżno. Towarzysz naczelnik nie pogodził się z nią i za karę przeniósł mnie do drugiego baraku - w sam raz do celi z Jackiem Szymanderskim. Nic nie wskórał, gdyż koledzy z celi dalej prowadzili modlitwę.
W lutym ks. Jan wpadł na pomysł zorganizowania sakramentu bierzmowania dla 12-osobowej grupy internowanych. Bierzmował nas ks. arcybiskup Bronisław Dąbrowski. Wystąpiliśmy podczas tej uroczystości w więziennych koszulach. Po jakimś czasie Krzysztof Śliwiński został zabrany do innego ośrodka internowania - bardziej reprezentacyjnego niż obskurne więzienie. Obowiązek zastąpienia go spadł ponownie na mnie. Dzięki temu miałem sposobność lepszego poznania naszego duszpasterza ks. Jana. Zostawiał pod moją opieką przechowywane w świetlicy, pełniącej w razie potrzeby funkcje kaplicy, naczynia liturgiczne oraz dewocjonalia. Coraz bardziej doceniałem jego walory kaznodziei i teologa. Wygłaszał kazania jasne, przejrzyste i zarazem treściwe, w dodatku wszystko z głowy, bez podpierania się tekstem.
W lecie 1982 roku otrzymałem przepustkę do domu, a po powrocie do więzienia po kilku dniach zostałem zwolniony ostatecznie. Moje kontakty z ks. Janem na szczęście nie urwały się. W kościele pw. św. Józefa na Krakowskim Przedmieściu koło Pałacu Namiestnikowskiego, gdzie ks. dr Sikorski wciąż pełnił funkcje profesora oraz ojca duchownego, zaczął on odprawiać co miesiąc w niedziele po 13-tym msze święte za Ojczyznę, na którym gromadzili się dawni internowani. Na te msze przychodzili również znani aktorzy, bojkotujący reżymową telewizję i w ogóle kwiat warszawskiej inteligencji. Podczas pielgrzymki ojca świętego Jana Pawła II do Ojczyzny w czerwcu 1983 roku ks. Jan przewodził naszej delegacji internowanych na spotkaniu z papieżem. Ustawiono nas w pierwszym szeregu i dostąpiliśmy zaszczytu ucałowania pierścienia papieskiego. Na usilną prośbę ks. Jana przyszedłem do kościoła oo. kapucynów na Miodowej, gdzie odbyło się spotkanie, w więziennej koszuli, w której byłem bierzmowany. Wcześniej, bo w maju 1983 roku, ks. Jan szedł wraz ks. rektorem Bronisławem Dembowskim na czele konduktu pogrzebowego zakatowanego przez ZOMO-wców na komisariacie MO przy ul. Jezuickiej na Starym Mieście maturzysty Grzesia Przemyka, syna współpracownicy Komitetu Prymasowskiego poetki Barbary Sadowskiej.
W następnym roku duszpasterstwo internowanych ogłosiło konkurs na obraz Matki Bożej Białołęckiej, który wygrała zawodowa malarka Anna Danuta Staszewska. Później dzięki staraniom ks. Jana pani Danuta odważyła się zorganizować w kościele wystawę swych obrazów, w tym sławną Pietę Katyńską oraz nowy cykl obrazów o stanie wojennym. Na jednym z nich można rozpoznać sylwetkę ks. Jana odprawiającego mszę świętą na korytarzu baraku w Białołęce. Później na propozycję ks. Jana zorganizowaliśmy peregrynację obrazu Matki Bożej Białołęckiej po mieszkaniach dawnych internowanych i ich sympatyków. Program peregrynacji opracowała na prośbę ks. Jana znana działaczka KPN i podziemnej "S" Magda Góralska. Było to po zorganizowanej przez ks. Jana pielgrzymce autokarowej do Nowej Huty - do tzw. Arki, gdzie proboszczem był znany kapelan "Solidarności", ks. Kazimierz Jancarz. W drodze powrotnej ks. Jan uczył nas śpiewania Godzinek o niepokalanym poczęciu Najświętszej Marii Panny. Ta nauka przydała się w maju 1985 roku, gdy naszą delegację Bractwa Otrzeźwienia z Marcinem Przybyłowiczem na czele SB zatrzymała w komendzie MO w Piekarach Śląskich po tradycyjnej, wielotysięcznej pielgrzymce mężczyzn i młodzianków. Doprowadzaliśmy do furii miejscowych SB-ków, śpiewając Godzinki w oczekiwaniu na przesłuchanie na korytarzu komendy.

Kontynuator prac ks. Jerzego

Po męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki ks. Jan został wyznaczony jako odpowiedzialny za dalsze prowadzenie w kościele pw. św. Stanisława Kostki comiesięcznej mszy za Ojczyznę. Poznały go tysięczne tłumy wiernych nawiedzających kościół na Żoliborzu. Wielu zaczęło nawiedzać również kościół seminaryjny św. Józefa. Ponieważ patriotyczne msze w kościele seminaryjnym na Krakowskim Przedmieściu od dłuższego czasu psuły krew warszawskiej SB, władze wymusiły przeniesienie niepokornego kapłana z tego newralgicznego miejsca. Od 12 stycznia 1986 roku ksiądz prałat Sikorski został proboszczem w kościele (nomen omen!) pw. Józefa przy ul. Deotymy na warszawskim Kole. Tam też przeniosły się nasze co miesięczne msze za Ojczyznę. W wypełnionej po brzegi pojemnej świątyni wśród modlących się wiernych trafiali się najróżniejsi ludzie. Pewnego razu podczas uroczystej mszy zasłabł ze wzruszenia pewien starszy pan, jak się okazało, dawny ubek pilnujący ks. Prymasa S. Wyszyńskiego w czasie jego internowania. Tam był, wykonując rozkazy, do nas dołączył, aby zbawić swą duszę.
Na stanowisku proboszcza tej ważnej parafii ks. Jan dotrwał do upadku w Polsce komunizmu. O licznych jego inicjatywach ubogacających życie parafialne wiele by mogli opowiedzieć wierni. W nowej rzeczywistości spadły na niego nowe - dodatkowe obowiązki. W roku 1990 został Naczelnym Kapelanem Więziennictwa RP (dodajmy jako ciekawostkę, że jego wieloletni przyjaciel i współuczestnik nawiedzenia ks. Prymasa Wyszyńskiego w Komańczy, ks. Jerzy Chowańczak - proboszcz kościoła św. Krzyża - został w tym czasie kapelanem policji). Uchowało się zdjęcie, jak ks. Jan oprowadza Matkę Teresę z Kalkuty po Zakładzie Karnym na Służewcu. W odróżnieniu od PRL w III RP więźniowie uzyskali rzeczywiste prawo obcowania z Chrystusem i Jego kapłanami.
Po przejściu na emeryturę ks. Jan otrzymał nowe obowiązki - od 1 września 2007 roku został ojcem duchownym katolickiego seminarium w Kijowie. W niedzielę odprawiał msze święte dla miejscowych Polaków w katedrze katolickiej. Szczególną opieką otoczył miejscowy chór kościelny, śpiewający polskie pieśni religijne. Ponadto wykładał teologię pastoralną klerykom trzech seminariów: diecezjalnego pw. Najświętszego Serca Jezusa, misyjnego i zakonnego. Po powrocie do kraju w końcu maja 2007 roku nie miał wiele czasu na odpoczynek. Już 8 grudnia 2007 roku w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny ks. abp Kazimierz Nycz - nowy metropolita warszawski - mianował go wikariuszem biskupim do spraw formacji kapłańskiej, błogosławiąc go "na zbożny trud pogłębiania życia duchowego i intelektualnego kapłanów w Kościele warszawskim". Chciałoby się dodać, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. W roku 2007 prezydent Lech Kaczyński udekorował ks. Jana Krzyżem Oficerskim orderu Polonia Restituta. Urodzony w Kaliszu otrzymał jakże zasłużony tytuł Warszawiaka Roku.
Również witryna ASME - Antysocjalistycznego Mazowsza składa na swych łamach księdzu prałatowi najserdeczniejsze życzenia wszelakich łask Bożych i długich lat życia dla dobra Kościoła i Ojczyzny.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |