PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Z kurzem krwi bratniej...

(17.09.2008 źródło ASME)

Obchodziliśmy 65. rocznicę rzezi na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Rocznica jest umowna, gdyż ta koszmarna rzeź trwała przez długie miesiące od 1942 roku. Jej głównym celem była eksterminacja polskiej ludności Kresów Wschodnich, choć ucierpieli również Czesi, Żydzi i poważna liczba ludności ukraińskiej. Paradoksalnie pierwszymi ofiarami siepaczy z UPA-UNO padli Ukraińcy, gdyż banderowcy najpierw musieli spacyfikować własną ludność, aby uzyskać wśród niej należny posłuch. Z punktu widzenia prawnego było to ludobójstwo mające na celu czystkę etniczną żywiołów polskich oraz innej ludności obcej.

Rzeź nie pierwsza, za to rekordowa

Takie rzezie miały również miejsce i wcześniej, jak dla przykładu głośna rzeź humańska z roku 1768, dokonana jeszcze w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, później liczne rzezie lokalne w czasie wojny domowej na Ukrainie oraz podczas wkraczania Armii Czerwonej na Kresy po 17 września 1939 roku. Ale takiej masowej rzezi Polaków jak w latach 1942-44 nie da się porównać do żadnej innej zbrodni pod względem liczby ofiar i jej okrucieństwa.
Po rabacji Jakuba Szeli w Małopolsce w 1846 roku powstał przejmujący chorał do słów Kornela Ujejskiego "Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej do Ciebie Panie wznosimy głos...". A przecież zbrodnia kresowa znacznie przekracza pod względem skali zbrodnie Jakuba Szeli. Wyznam, że melodii tego chorału zabrakło mi w polskim radiu i TVP podczas transmisji obchodów zbrodni wołyńskiej. Obchody te w pewnym stopniu przełamały milczenie w sprawie rzezi wołyńskiej i galicyjskiej, panujące w Polsce z czasów PRL, dzięki czemu być może wiedza o tej tragedii narodowej przestanie być wyłączną wiedzą kresowiaków.

Nie było żałoby narodowej

Jak zwykle przy takich masowych uroczystościach - nie obyło się bez pewnych napięć. Na głowę prezydenta Lecha Kaczyńskiego posypały się gromy o to, że zbyt mało zaangażował się osobiście w obchody rocznicy tragedii kresowej, że w jego oświadczeniach w tej sprawie zabrakło prawnego określenia, iż było to ludobójstwo, a nadto o to, że wraz z prezydentem Wiktorem Juszczenką objął swym protektoratem kolejny już, XIX Festiwal Kultury Ukraińskiej, zorganizowany przez Związek Ukraińców w Polsce w Operze Leśnej w Sopocie. Osobiście nie mam żalu o protektorat nad kolejnym Festiwalem Kultury Ukraińskiej, natomiast podzielam żal kresowiaków, że władze państwowe (nie tylko prezydent Lech Kaczyński, ale i premier Donald Tusk oraz marszałek Sejmu Bronisław Komorowski) pozostawiły troskę o należny wymiar obchodów tej rocznicy wyłącznie organizacjom kresowym. Jak gdyby nie była to sprawa całego narodu, sprawa wszystkich Polaków. Ten brak narodowej solidarności w żałobie po zamordowanych bardzo boli rodziny ofiar rzezi.
Padły też gromy pod adresem Związku Ukraińców w Polsce i jego prezesa Piotra Tymy, o to że nie odwołano owego Festiwalu Kultury Ukraińskiej, zaś na łamach "Naszego Dziennika" jeden z działaczy organizacji kresowej wyznał z dumą, iż domaga się od premiera Donalda Tuska poskromienia Z.U.wP. oraz wydawanego przezeń w języku ukraińskim tygodnika "Nasze Słowo". Warto przyjrzeć się uważniej tym zarzutom. Ostatnie obchody wydobyły na światło dzienne napięcia pomiędzy organizacjami kresowymi a Związkiem Ukraińców w Polsce. Kresowiacy alarmują, że Związek Ukraińców w Polsce kolportuje sprowadzane z Kanady antypolskie publikacje wśród ludności ukraińskiej na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Uważam, że w takich sprawach nie ma co apelować do premiera D. Tuska, by represjonował wrogie działania, tylko nagłaśniać podobne przypadki. Chętnie zająłbym się takimi antypolskimi publikacjami, gdyby ktoś z czytelników "Gazety Polskiej" nadesłałby nam materiały dowodowe. Po to mamy w Polsce dzisiejszej wolność słowa, by o tych sprawach dyskutować otwarcie.

Unikać ukrainożerczych wypowiedzi

W sporze z ukraińskimi nacjonalistami, jacy w myśl tych oskarżeń kryją się w szeregach Z.U.wP., należy wszelako unikać niemądrych i co gorsza - ukrainożerczych - wypowiedzi. Tymczasem "Nasz Dziennik" w artykule red. Jacka Dytkowskiego zawierającym krytykę postawy Z.U.wP. przytacza wypowiedź osoby tak ważnej w środowisku kresowiaków, jak samego przewodniczącego prezydium Rady Naczelnej Organizacji Kresowych, p. Tomira Sołtana, broniącego akcji "Wisła". A przecież akcja "Wisła" była zbrodnią komunistyczną, popełnioną przez władze PRL na wyraźne zlecenie Kremla, gdy ludność ukraińska ze wschodnich województw PRL odmówiła dobrowolnego wyjazdu do ZSRR. Zbrodnia ta, popełniona przez władze państwowe PRL, została słusznie potępiona przez senat III RP. Podważanie tej uchwały przez osobę ze świecznika organizacji kresowych rzuca cień nie tylko na pana Tomira Sołtana, ale i na jego wyborców.
Z drugiej strony nasz kolega redakcyjny, wielebny ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski w pięknym artykule "Polacy przeciwko Polakom" idzie o kilka słów za daleko, gdy mówi, że hierarcha obrządku bizantyjsko-ukraińskiego oraz prezydent Ukrainy powinni "wspólnie w imieniu swego narodu na klęcząco błagać Polaków o przebaczenie". Jest to nieporozumienie wynikające w pospolitej u nas niestety zamiany pojęcia "banderowiec" pojęciem Ukrainiec. Tymczasem sam ks. Tadeusz nalega w swym artykule na potępienie za mordy na Polakach Ukraińskiej Powstańczej Armii. Prezydent Ukrainy oraz hierarchowie kościoła powinni potępić ludobójstwo banderowskie w imieniu narodu ukraińskiego. Premier RFN Willi Brandt mógł klęknąć przy pomniku bohaterów powstania w Getcie Warszawskim, gdyż jego państwo było i jest prawnym spadkobiercą III Rzeszy. UPA natomiast nie było siłą zbrojną niepodległej Ukrainy, lecz zbrojną milicją partyjną banderowskiego skrzydła OUN. UPA ma na sumieniu dziesiątki tysięcy Ukraińców zamordowanych obok Polaków za brak poparcia dla ludobójstwa. Władze ukraińskie powinny w imię prawdy historycznej potępić ludobójstwo, ale przepraszać mogą (i powinny!) za obecne honorowanie przywódców oraz żołnierzy UPA. Rozumiem motywy postępowania władz ukraińskich, gdyż dla nich UPA - to odpowiednik naszych "żołnierzy wyklętych" z podziemia antykomunistycznego. Tym bardziej w tej sprawie należy mówić całą prawdę. Kłym Sawur jest podstawowym winowajcą rzezi Polaków na Wołyniu i jest jednocześnie bohaterem walki z sowieckim okupantem, poległym w walce z NKWD. Wskutek jego politycznej krótkowzroczności popełniono masową zbrodnię i w skutek tej zbrodni Polacy, i Ukraińcy nie byli w stanie razem zwalczać oddziały NKWD, krwawiąc w pojedynkę. Wcześniej czy później ukraińscy przywódcy będą musieli powiedzieć o tym całą prawdę swemu społeczeństwu. Im wcześniej się to się stanie, tym lepiej dla naszych stosunków wzajemnych.

A my róbmy swoje

Stronie polskiej do tej chwili nie pozostaje nic innego jak czcić pamięć swych poległych, wznosząc im pomniki, mówić prawdę o ich mordercach i wdzięcznym sercem pamiętać o ukraińskich ofiarach siepaczy z UPA.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |