PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Wojna chwalebna z Żydami.

"Sam król monarcha w złotej koronie pisze takimi słowamy: >Przybądź rycerzu, zaprzęgaj konie, wojna chwalebna z Żydamy<" - napisał znany satyryk w tekście dla przedwojennego warszawskiego kabaretu, opisując dzieje wojny krzyżowej z Saracenami, dla efektu humorystycznego przemienionymi w Żydów. Te słowa przypomniały mi się podczas spotkania prof. Jana Tomasza Grossa z warszawskimi czytelnikami jego książki "Strach" wydanej przez wydawnictwo katolickie "Znak".

Powiadomiony dzięki szczęśliwemu przypadkowi o tym wydarzeniu, wziąłem udział w spotkaniu autorskim 22 stycznia br. w dużej auli Szkoły Wyższej im. Koźmińskiego na Żeraniu. Choć przyjechaliśmy z Krzysztofem Pawlakiem z ASME ze znacznym wyprzedzeniem, w sali był już duży tłok, miejsca siedzące pozajmowane, ludzie stali w przejściach lub siedzieli na podłodze. W większości przeważała młodzież studencka. Przed wejściem do gmachu stała pikieta Narodowego Odrodzenia Polski z transparentem przeciwko antypolonizmowi, zaś pracownicy Bubla rozdawali wchodzącym jego pismo "Tylko Polska" z dużym artykułem przeciwko Grossowi. Mimo to wielu obecnych miało przed sobą książkę "Strach". Kolega, który ofiarował mi miejsce koło siebie, też miał przed sobą tę książkę i chwalił się z wyraźną dumą, że był sąsiadem Janka i chodził z nim do przedszkola. Natomiast moja sąsiadka z prawej strony zwierzyła mi się, że ma niezmiernie krytyczny stosunek do Grossa jako polakożercy.

Jak do Gołdy Meir

Ostatnio studiowałem materiały dotyczące powojennej stalinowskiej kampanii antysemickiej. Wynika z nich, że moskiewscy Żydzi narazili się na represje NKWD poprzez tłumne przybycie pod moskiewską synagogę w związku z odwiedzeniem jej przez panią Gołdę Meir - ambasadora nowego państwa żydowskiego Izrael. Stąd moje skojarzenia, gdy ujrzałem na sali wielu swych znajomych, niektórych demonstrujących swe żydostwo przez siedzenie w czapce na głowie. Oczywiście w III RP demonstrowanie żydostwa jest - mimo obaw Bolesława Szenicera - zajęciem całkowicie bezpiecznym, o czym świadczy ów snobizm na bycie Żydem wśród osób o mocno pomieszanym pochodzeniu rasowym (jedna 1/4 czy 1/8 domieszki tzw. krwi żydowskiej). Ale widać, że zjawienie się Janka Grossa w Polsce działa na wielu Żydów i żydowskich krewnych niczym przybycie Gołdy Meir do Moskwy.
Promocja książki "Strach" pomyślana została jako dyskusja panelowa pod przewodnictwem prof. Feliksa Tycha - dawnego wybitnego historyka ruchu komunistycznego, a później dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego. Brali w niej ponadto udział red. Zbigniew Nosowski z miesięcznika katolickiego "Więź", prof. Marcin Kula i prof. Barbara Skarga. Choć niektórzy z nich odcinali się od przesady w oskarżeniach zawartych w promowanej przez nich książce, widać było, że to sami znajomi królika. O zaproszeniu do debaty nad tak kontrowersyjną książką bardziej zdecydowanych jej krytyków jak dr Jan Żaryn z Instytutu Pamięci Narodowej, przebywający właśnie w kraju prof. Marek Jan Chodakiewicz z USA lub obecny na sali i domagający się odpowiedzi na bardziej dociekliwe pytania prof. Jerzy Robert Nowak - nie było mowy. Wszak jeszcze tow. Stalin uczył, że nie należy udostępniać trybuny wrogom ludu.
Co więcej: jeden z panelistów tak przejął się zadaniem reklamowania wydanej przez "Znak" książki Grossa, że zaprotestował przeciwko promowaniu przez IPN w tym samym czasie książki prof. Marka Jana Chodakiewicza "Po Zagładzie - Stosunki polsko-żydowskie 1944 - 1947" (gdy następnego dnia udałem się do najbliższej księgarni na Bródnie, gdzie mieszkam, można tam było nabyć bez przeszkód "Strach", ale dostarczenie pracy prof. Chodakiewicza zapowiedziano dopiero po upływie dwóch tygodni).

Nie ma wolności dla wrogów wolności

Po zakończeniu pierwszej serii wystąpień panelistów ludzie chcieli zadać pytania Grossowi, ale dowiedzieli się, że nie będzie żadnych możliwości zabrania głosu pod groźbą wydalenia z sali przez licznych ochroniarzy. Pozostawało jedynie zadawanie pytań na kartkach. Dało to możliwość przebierania w pytaniach i unikania pytań nazbyt dociekliwych. Poza tym odpowiadający zamiast Janka Grossa paneliści najwyraźniej wykonywali zwody i korzystając ze stworzonych im okoliczności sprzyjających odpowiadali wyraźnie nie na temat. Na pytanie o projekt Judeo-Polonii, czyli powołania na terenie zaboru rosyjskiego po wyparciu stamtąd wojsk carskich żydowskiego państwa pod niemiecką kuratelą, padła odpowiedź sugerująca, iż chodziło o plany nadania ludności żydowskiej w II RP tzw. autonomii narodowo-kulturalnej, tj. podniesienia języka jidysz do rangi języka urzędowego. Do jawnej nieprawdy zniżył się panelista, gdy przyznając nadreprezentację żydowską w organach ścigania wczesnej PRL, sugerował, iż dotyczy to wyższych struktur MBP, zaś w terenie "to Maćki torturowali Janków". Jest ewidentny fałsz. Siedziałem w więzieniu mokotowskim ze Ślązakiem Ewaldem Szymiczkiem z Wodzisławia, który z przejęciem opowiadał nam, jak bił go po twarzy oficer śledczy UB narodowości żydowskiej. Ewald był tak przejęty tym faktem, iż był bity przez Żyda, że zapomniał nawet o tym, że bicie go przez rodowitego Polaka też byłoby łamaniem prawa. Również mój teść śp. Zygmunt Malarecki ps. Szczerb, żołnierz oddziału Kedywu AK majora "Ponurego", opowiadał mi, że w więzieniu UB w Kielcach w 1945 roku bili go Polacy, Żydzi i Rosjanie. Gdy zapytałem, czy to byli Żydzi rosyjscy czy polscy, odpowiedział, iż nie umiał wówczas odróżnić Rosjan od Żydów rosyjskich.
W tych warunkach do głosu w dyskusji przebijali się ludzie o wysokiej motywacji, ale mniejszej wiedzy. Pewien przywódca grupy narodowców zabierał mimo zakazów kilkakrotnie głos i oświadczył m.in. (ku uciesze sprawozdawców z "Gazety Wyborczej"), że żona przewodniczącego Mao, tow. Jiang Qing również była Żydówką, co jest oczywistym hitem informacyjnym nawet dla Chińczyków. Była to jego odpowiedź na tezę, iż w Chinach socjalizm był okropny, mimo że nie psuli go Żydzi. Natomiast ludzie o większej wiedzy w dyskutowanych tematach do głosu się przebić nie mogli. A szkoda.

Mój głos poza dyskusją

Po zakończeniu dyskusji zostałem rozpoznany jako dziennikarz "Gazety Polskiej" i poproszony o kilka słów komentarza przed kamerą TV. Odpowiedziałem, zaskoczony zaproszeniem, że gdyby Janek Gross chciał istotnie poruszyć sumienia Polaków, a nie obszczekać Polskę i Polaków przed całym światem, wówczas polska wersja książki "Strach" byłaby bardziej ostra, zaś wersja anglojęzyczna dla Amerykanów - bardziej łagodna. Jest, jak wiadomo, na opak.
Poza tym opowiadał sam podczas tej promocji, iż pochodzi z rodziny mieszanej polsko-żydowskiej i że to jego matka uratowała przed śmiercią z rąk okupantów jego ojca, czemu zawdzięcza on swe narodzenie. Słyszałem, iż matka Janka pochodziła z rodziny ziemiańskiej. Gdyby Janek zastanowił się nad tragedią, która podczas okupacji hitlerowskiej, a następnie w PRL dotknęła rodziny ziemiańskie, nie sprowadzałby ludzkiej podłości i pazerności tylko do antysemityzmu. W powojennej Polsce takie same tragedie obok Żydów przeżyli Ślązacy, Warmiacy i Mazurzy, ziemianie, kułacy, AK-owcy, narodowcy i wiele innych kategorii obywateli. Strach w Polsce nie jedno miał imię. To nie Polacy Żydom, lecz - jak to ujęła Zofia Nałkowska w "Medalionach" - ludzie ludziom sprawili ten los. Szkoda, że Janek Gross ma wyłącznie żydowskiego zeza.
Istotnym warunkiem dialogu pomiędzy Żydami a Polakami jest obustronne przyznanie się do win względem siebie, a nie ustawianie Polaków jako wyłącznych winowajców, zaś Żydów jako wyłączne ofiary polskiego antysemityzmu. Weźmy i w tej sprawie przykład z postawy polskich biskupów wobec Niemców ze słynnego listu podczas Soboru w 1965 roku.
Potwierdziłem też w odpowiedzi na pytanie w tej sprawie fakt, iż Janek Gross - zaliczany do przywódców marcowych "komandosów" - załamał się w śledztwie jako jeden z nielicznych uczestników Ruchu 8 marca, którzy w większości odmawiali zeznań. Mało, że obciążył w zeznaniach swych kolegów, ale wygadywał do protokółu obrzydliwe rzeczy o Basi Toruńczykównie i o jej zachowaniu na Zachodzie. Nie miało to związku z problematyką śledztwa i świadczyło jedynie o chęci podlizania się ubekom. Dlatego po wyjściu z więzienia był poddany przez kolegów ostracyzmowi i przed tym uciekł z Polski do USA. Dlaczego środowisko "Gazety Wyborczej" tak go dzisiaj wspiera, nie bardzo jestem w stanie zrozumieć.
Rzecz znamienna: ks. kardynał Stanisław Dziwisz wyraził swą dezaprobatę wobec kłamstw Grossa, ale wydawnictwo "Znak" ma najwyraźniej dziś innych mocodawców.

21,02,2008 artykuł ukazał się w "Asme"

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |