PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

To nie było takie jednoznaczne

(4.11.2008)
W dodatku specjalnym IPN do październikowego numeru "Niezależnej Gazety Polskiej", poświęconym podziemnemu nurtowi narodowemu w PRL, jest tekst omawiający penetrację agentów SB w środowiska narodowo-demokratyczne. Obok Jana Matłachowskiego - przedwojennego działacza Stronnictwa Narodowego (TW "Maksym") oraz przedstawiciela tzw. endo-komuny Bogusława Rybickiego (TW "Rogulski") - autor opracowania omawia działalność mego przyjaciela, doc. dr. Józefa Stefana Kosseckiego - więźnia politycznego, skazanego za udział w nielegalnej Lidze Narodowo-Demokratycznej obok wiecznego więźnia PRL Przemysława Górnego. Stefana (tak go nazywali najbliżsi, choć swe prace podpisywał pierwszym imieniem Józef) poznałem na konspiracyjnym spotkaniu u pierwszej żony Karola Modzelewskiego Bogny. Po utworzeniu odrębnego kółka dyskusyjnego podejmującego krytykę "Listu Otwartego" Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego z pozycji "bogoojczyźnianych" brał udział w naszych spotkaniach najpierw w garsonierze Bernarda (dziś Bolesława) Tejkowskiego na Hożej, a po rozłamie z nim - w mieszkaniu socjologa Waldemara Siemińskiego na Koszykowej. W przeddzień mego aresztowania w poniedziałek 11 marca 1968 roku byłem z nim na Krakowskim Przedmieściu, by obejrzeć ślady po rozpędzaniu manifestacji studenckiej pod Uniwersytetem Warszawskim. W areszcie śledczym na Mokotowie dowiedziałem się niebawem, że moją sprawę z ramienia Biura Śledczego MSW prowadzi mjr Zbigniew Cieślikowski, który jako kapitan SB prowadził sprawę Stefana w ramach śledztwa w sprawie Ligi Narodowo-Demokratycznej. Po wyjściu na wolność nadal utrzymywaliśmy stosunki towarzyskie i Stefan w 1972 roku podawał do chrztu świętego w kościele w Błoniu moją drugą córkę Aldonę. Później nasze stosunki nieco się rozluźniły, gdy w czasie pobytu w obozie internowania w Białołęce urzędowe Polskie Radio nadało kilka jego wystąpień wymierzonych w Jacka Kuronia i Adama Michnika. Byłem w owym czasie związany raczej ze środowiskiem "Głosu", krytycznym wobec Jacka i Adama, ale występy we WRON-im radiu wszyscy uznaliśmy za kolaborację z "komuną". Później Stefan tłumaczył się, że nagrania wykorzystane bez jego zgody w stanie wojennym powstały jeszcze w okresie "karnawału", kiedy w ruchu opozycyjnym panował pluralizm. W III RP Stefan działał w Partii X, założonej przez kandydata na prezydenta RP Stanisława Tymińskiego, ja natomiast wraz kierowanym przez Jarosława Kaczyńskiego "Tygodnikiem Solidarność" popierałem Lecha Wałęsę. Mimo to przyjaźniliśmy się ze Stefanem i jego żoną Elżbietą nadal, ponieważ w odróżnieniu od takich zwolenników tolerancji, jak Adam Michnik - nie wymagam od swych przyjaciół, by co do joty podzielali moje poglądy polityczne. W pewnym momencie dowiedziałem się o dowodach współpracy Stefana z SB, o co wcześniej podejrzewał go Waldemar Kuczyński. Natomiast Przemek Górny - zaiste męczennik idei narodowej, gdy chciałem nagrać dla ASME jego relacje o działalności opozycyjnej w PRL, skierował mnie w pierwszej kolejności do Stefana Kosseckiego. Oświadczył mi, że jest to człowiek jak kryształ i że to on - Przemysław Górny jako szef Ligi Narodowo-Demokratycznej - polecił Stefanowi wstąpienie do PZPR oraz podjęcie współpracy z SB, gdyż potrzebowali w konspiracji konfidencjonalnych informacji z obozu przeciwnika.
Przeżyłem ostatnio kilka ciosów związanych z ujawnieniem przez Instytut Pamięci Narodowej współpracy z SB mych przyjaciół, m.in. nieżyjącego już wybitnego działacza Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz Ruchu Wolnych Demokratów, a wcześniej bohaterskiego powstańca i więźnia stalinowskiego Andrzeja Mazura (TW "Wacław"). Niemniej życie jest bogatsze od wszystkich schematów i przypadek współpracy z SB na polecenie antykomunistycznej konspiracji nie może być traktowane na równi z przypadkiem innego mego kolegi z czasów PRL Leszka Maleszki (TW "Ketman"). W podobnych do Stefana Kosseckiego kategoriach należy chyba rozpatrywać przypadek założyciela Konfederacji Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego, który - oskarżony o współpracę z SB - również powołuje się na polecenie przywódców konspiracyjnego "nurtu niepodległościowego". Niestety, Leszek Moczulski nie ma tyle szczęścia, co Stefan Kossecki, którego alibi potwierdza żywy, choć schorowany po tylu latach więziennej poniewierki Przemek Górny. Gen. Roman Abraham, na polecenie którego mógłby się on powołać, niestety nie żyje i swe tajemnice zabrał do grobu. Na rzecz Leszka Moczulskiego przemawiają natomiast lata spędzone w ciężkich więzieniach PRL.
Przy sposobności chciałby sprostować zamieszczonym w tekście informację o udziale w naszym kółku dyskusyjnym Janusza Krzyżewskiego oraz Andrzeja Ochalskiego. Janusza Krzyżewskiego - wybitnego działacza Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela - poznałem dopiero w obozie internowania w więzieniu w Białołęce. Natomiast Andrzej Ochalski przyjaźnił się z mec. Karolem Głogowskim - uczestnikiem naszej konspiracji, ale nie ze mną. W naszych spotkaniach dyskusyjnych udziału nie brał. Podczas pomarcowego śledztwa czytałem w więzieniu mokotowskim jego zeznania na mój temat, w których obciążył mnie wyssanym z palca zarzutem o sympatie do trockizmu, w pewnym sensie współgrającym z oszczerstwami pod moim adresem wypowiedzianymi przez głównego świadka oskarżenia w mojej sprawie Bernarda (dziś Bolesława) Tejkowskiego. Dzięki tym oszczerstwom zostałem skazany na dwa lata pozbawienia wolności. Po wyjściu z więzienia przyjaźniłem się nadal z członkami naszego kółka dyskusyjnego, ale oczywiście nie z Andrzejem Ochalskim.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |