PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

To dzień i naszego zwycięstwa

(18.06.2008 źródło ASME)

Choć minęło już od niego prawie dwa miesiące, warto zapamiętać, że w tegorocznym dniu 8 maja br. nie można było uświadczyć żadnych oznak, że Polacy obchodzą dzień swojego zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. Nie mam żalu o brak defilady, takiej jak następnego dnia w Moskwie i innych miastach Federacji Rosyjskiej. Ale nie było nawet uroczystej zmiany wart przy Grobie Nieznanego Żołnierza i składania wieńców, uroczystej mszy świętej oraz apelu poległych. Ani żadnej wzmianki w środkach elektronicznego przekazu. Jak gdybyśmy byli krajem uwikłanym w sojusz z państwami Osi. Tymczasem nasi partyzanci z Armii Krajowej śpiewali z goryczą: "My, kraj bez Quislingów, Petainów/ My - naród nadziei i snów/ Za kilka tych coltów i stenów (chodziło o broń z nazbyt rzadkich zrzutów powietrznych z Zachodu)/ krwawimy od Odry po Lwów".

Byliśmy pierwszym krajem, który powiedział ustami ministra Józefa Becka Hitlerowi "Nie" i stawił mu zbrojny opór w kampanii wrześniowej. Później - już po klęsce wynikającej ze zdrady naszych zachodnich aliantów oraz wiarołomnego ciosu w plecy ze strony Sowietów - mówiliśmy z zasłużoną dumą: Poland - first to fight. Polska - nie tylko pierwsza do walki, ale i niepokorna, i stawiająca wciąż opór. Polacy walczyli na wszystkich frontach II wojny światowej: pod Narwikiem, w lotniczej Bitwie o Anglię oraz bitwie o Atlantyk, pod Tobrukiem, pod Monte Cassino i dalej w kampanii włoskiej. Stworzyliśmy jedną z największych w Europie armii partyzanckich oraz unikalną rzecz - całe państwo podziemne sprawujące rząd dusz w podbitym przez wroga kraju. Po wyjściu Armii gen. Władysława Andersa do Persji z niegościnnej ziemi sowieckiej, z polskich ochotników powstały tam jeszcze dwie kolejne armie polskie pod dowództwem gen. Zygmunta Berlinga oraz gen. Karola Świerczewskiego, które krwawiły pod Lenino, przy zdobywaniu warszawskiej Pragi, Wału Pomorskiego, podczas szturmu Berlina oraz pod Budziszynem.
Polscy partyzanci brali udział w wyzwalaniu Wilna i Lwowa, wyzwolili Lublin oraz obszerne połacie Mazowsza w ramach akcji "Burza", płacili obfitą daninę krwi w Powstaniu Warszawskim. W nagrodę byli tropieni przez NKWD, mordowani na miejscu lub internowani w obozach w głębi Rosji, skąd wróciły jedynie niedobitki.
Te polskie dokonania, z których możemy i powinniśmy być dumni, są mało doceniane przez świat. W ramach ustaleń jałtańskich potraktowano nas na równi z dawnymi satelitami państw Osi - Bułgarią, Rumunią i Węgrami, oddano pod sowiecką okupację. Podczas obchodów 60. rocznicy kapitulacji Niemiec hitlerowskich prezydent Rosji Władimir Putin nie raczył nas nawet wymienić wśród współautorów wspólnego zwycięstwa.
Nie jest to jednak powód, byśmy sami zapominali o naszych narodowych zasługach. Naszym licznym kombatantom oraz ich rodzinom należą się obchody dnia naszego zwycięstwa nad Niemcami, właśnie teraz, gdy dzięki "Solidarności" i jej zwycięstwu nad komunistami żyjemy w niepodległej Rzeczypospolitej. Niestety, umiemy w Polsce rozpamiętywać jedynie rocznice krwawych klęsk narodowych. Obchodzimy uroczyście rocznice Powstania Warszawskiego, nie pamiętamy o zwycięskim powstaniu AK w Lublinie. Czas najwyższy nauczyć się jednak dostrzegać w naszej najnowszej historii powody do dumy. Jeśli sami nie nauczymy się cenić i pamiętać o własnych dziejowych zasługach, nikt inny za nas tego nie uczyni.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |