PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Rocznicowy skandal

(13.11.2008)
We wtorek 4 listopada obchodziliśmy kolejną - 214. rocznicę rzezi Pragi przez wojsko cesarzowej Katarzyny II pod komendą feldmarszałka Aleksandra Suworowa. Był to końcowy akord powstania kościuszkowskiego 1794 roku, po jego klęsce pod Maciejowicami i uwięzieniu ciężko rannego Naczelnika. Powstaniem dowodził gen. Tomasz Wawrzecki, pozbawiony niestety niezbędnej determinacji w walce z najeźdźcą.

Czwartego listopada Suworow podjął szturm Pragi - w owym czasie odrębnego od Warszawy miasta po prawej stronie Wisły. Po przełamaniu polskiego oporu i zdobyciu miasta swoim zwyczajem oddał je na łup żołdactwu. Ci podjęli rzeź ludności cywilnej, gwałcąc przy sposobności kobiety i rabując wszystko, co się dało. Obrabowane domy podpalano. Wymordowano wówczas ponad 10 tys. mieszkańców Pragi płci obojga. Wrzaski gwałconych i mordowanych były tak głośne, że słychać je było po drugiej stronie Wisły (takiego okrucieństwa w doświadczonej obcymi najazdami Polsce nie pamiętano od czasów wtargnięcia w XIII wieku hord mongolskich).
Sam Suworow w ramach ulubionej błazenady biegał po ulicy z dwoma indykami pod pachami, wołając: "Niech przynajmniej te nieboraki przeżyją!".
Oczywiście ta okrutna rzeź była ze strony Suworowa przemyślanym zabiegiem, mającym na celu złamanie ducha obrońców Warszawy, którzy w czasie wiosennego powstania pod wodzą Jana Kilińskiego dali się we znaki Moskalom. Co też się stało. Ignacy Potocki przybył w imieniu władz powstańczych do obozu Suworowa i zaproponował mu kapitulację Warszawy pod warunkiem przyrzeczenia bezpieczeństwa jej mieszkańcom. Nie pobite przez Moskali wojsko opuściło stolicę i następnie skapitulowało bez walki 22 listopada 1794 roku pod Radoszycami.
W czasie rozbiorów pamięć rzezi Pragi była ważnym składnikiem wychowania patriotycznego jako symbol męczeństwa Polaków i bezgranicznego okrucieństwa zaborców. Z kolei w dobie PRL wszelkie wzmianki o rzezi Pragi, podobnie jak wspominanie mordu katyńskiego, traktowano jako zamach na wieczystą przyjaźń polsko-radziecką. Dopiero upadek "komuny" stworzył warunki do dzisiejszych obchodów. Dlatego cenna jest inicjatywa dorocznych uroczystych obchodów rocznicowych podejmowanych 4 listopada przez kolejnych biskupów warszawsko-praskich oraz księdza Adama Krukowskiego - proboszcza katedry pod wezwaniem św. Floriana. Nie może to być jednak samotna inicjatywa kościelna, nie poparta przez władze państwowe.
Uważam, że do tych obchodów powinny się włączyć władze samorządowe całej stolicy oraz władze ogólnokrajowe. Praga nie jest jak w XVIII wieku osobnym miastem, lecz dzielnicą stolicy. Rzezi Pragi nie można traktować jako bolesnego, ale mało ważnego wydarzenia lokalnego. Był to ważny moment w dziejach Powstania narodowego, który w poważnym stopniu zadecydował o jego upadku i przypieczętował losy całego kraju. Ta rocznica powinna mieć oprawę ogólnonarodową. W przyszłym roku będziemy obchodzili 215. rocznicę tej tragedii i niedobrze by było, gdyby władze odsunęły się od tej sprawy w podobny sposób, w jaki w tym roku pozostawiono kresowym organizacjom obchody rzezi Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Więcej poczucia solidarności narodowej!
Tym bardziej, że tego właśnie dnia Rosjanie celebrują od kilku lat nowe święto Zgody Narodowej, wprowadzone w zamian rocznicy rewolucji bolszewickiej 7 listopada 1917 roku. Obchodzone ono jest na pamiątkę kapitulacji polskiego garnizonu na Kremlu w 1612 roku. Wieczorem tego świątecznego dnia w telewizji moskiewskiej RTR Planeta odbyła się kolejna debata w sprawie wyboru personalnego symbolu Rosji. Tym razem Siergiej Mironow - szef zasiadającego w Dumie Państwowej ugrupowania "Sprawiedliwa Rosja" i jednocześnie marszałek Rady Federacji (odpowiednika senatu) promował właśnie generalissimusa Aleksandra Suworowa. W dyskusji po jego laudacji wszyscy jurorzy w jeden głos głosili chwałę wielkiego zdobywcy, co więcej wyrażali uznanie za jego humanitaryzm demonstrowany m.in. w walce z "bandami Kościuszki" - jak się wyraził znany malarz Ilja Głazunow - promujący cara Iwana Groźnego. Inny z uczestników debaty historyk Andriej Sacharow - promujący cara Aleksandra II oświadczył, że imię Suworowa - zdobywcy Krymu na Tatarach - jest symbolem rosyjskich praw do Krymu. Jest to głoszenie roszczeń wobec tego półwyspu, który wszak jest dziś częścią niepodległej Ukrainy. Tak TV moskiewska dokumentuje mizerny poziom naukowy i moralny elity intelektualnej Rosji.
Przy sposobności ta dyskusja potwierdza koncesjonowany charakter stronnictw politycznych w Rosji. W dyskusji o Suworowie dwaj przedstawiciele stronnictw lewicowych: Giennadij Ziuganow - niezmienny przywódca komunistów rosyjskich oraz promujący Suworowa przywódca lewicowej "Sprawiedliwej Rosji" Siergiej Mironow nie wspomnieli ani słowem o roli Suworowa w pacyfikacji głośnego buntu chłopów rosyjskich pod wodzą kozaka Jemieliana Pugaciowa, występującego na wzór Samozwańca w roli cesarza Piotra III (w rzeczywistości zgładzonego w wyniku spisku pałacowego pod wodzą jego żony i następczyni na tronie Katarzyny II). Historiografia bolszewicka nie mogła darować Suworowowi klęski zadanej zbuntowanym chłopom, ułaskawił go dopiero Stalin dla swych patriotyczno-imperialnych celów.

Taki lekceważący stosunek do lewicowych kryteriów oceny postaci historycznej dowodzi niezbicie, że zarówno Ziuganow, jak i Mironow są lewicowcami z nominacji Kremla. Pozorują na polecenie Kremla przewodzenie lewicowym stronnictwom, by stworzyć pozór demokracji w Rosji - w rzeczywistości stanowiącej wariant wsi potiomkinowskiej. Naprawdę są rosyjskimi imperialistami i to ich łączy ideowo z kremlowskimi czekistami, którym służą.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |