PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Polsko-ukraińska kwadratura koła

(23.06.2008 źródło ASME)

W tym roku obchodzimy 65. rocznicę krwawej rzezi wołyńskiej, jednego z najstraszniejszych doświadczeń w dziejach narodu polskiego. Rzeź wołyńska - jest to skrót myślowy, określany po łacinie jako "pars pro toto", czyli część symbolizującą całość. Polaków rżnięto wtedy na terenie całej tzw. Ukrainy Zachodniej, czyli dawnych polskich Kresów Wschodnich. Rżnięto zresztą nie tylko Polaków, lecz wszystkich obcych - "zajmanciw" - w imię czystej etnicznie Ukrainy. Ofiarą tego zbrodniczego obłędu padli również Żydzi, Rosjanie i nawet pozostający poza wszelkimi konfliktami czescy koloniści. No i sami Ukraińcy, którzy nie chcieli uczestniczyć w zbrodni.

Wołyń - scena największego ludobójstwa

O rzezi wołyńskiej mówimy z dwóch powodów: ponieważ spośród ziem kresowych Wołyń stał się sceną największego ludobójstwa oraz dlatego, że zbrodnia ta została najlepiej udokumentowana przez wydane przez wydawnictwo "von Borowiecki" benedyktyńskie dzieło Władysława i Ewy Siemaszków (ojca i córki) pt. "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 - 1945".
Liczba ofiar po stronie Polaków na samym Wołyniu państwo Siemaszkowie szacują na 50 - 60 tysięcy. Autorzy wartościowej "Historii Polski" w języku ukraińskim Leonid Zaszkilniak oraz Mykoła Krykun podają wysokość polskich ofiar na terenie całej Zachodniej Ukrainy (a zatem oprócz Wołynia dodatkowo z Galicji właściwej, czyli wschodniej) na 75 tys. osób. Nie chcą oni jednak uznać faktu zbrodniczej rzezi bezbronnej ludności polskiej przez oddziały UPA, choć przyznają, że kierownictwo UPA dążyło do usunięcia ludności polskiej z terenów Ukrainy, czyli do "czystki etnicznej" żywiołów polskich. Wobec tego przedstawiają oni polskie ofiary jako wynik wzajemnych zmagań zbrojnych, którym przeciwstawiają 35 tys. ofiar po stronie ukraińskiej.
I na tym polega problem, że nie tylko piewcy chwały ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, których nie brakuje ani w Kanadzie, ani w niepodległej dziś Ukrainie, ale i zwyczajni ukraińscy historycy nie chcą uznać bezspornego dla nas faktu - rzezi Polaków na Kresach.
W swoim czasie przy spotkaniach ze swoimi ukraińskimi przyjaciółmi, udzielającymi się społecznie i politycznie, poddawałem ich swoistemu testowi: proponowałem im, by potępili w wywiadzie udzielonym mi, jako polskiemu dziennikarzowi i wypróbowanemu sympatykowi niepodległej Ukrainy, rzeź Polaków na Wołyniu. Żaden nie wyraził zgody mimo bardzo zażyłych naszych stosunków i przyjaźni z licznymi innymi Polakami. Jedynie prof. Bohdan Osadczuk podczas udzielonego mi wywiadu (zamieszczonego w "Najwyższym CZASIE!") potępił ową zbrodnię i wyznał, iż żałuje, że nie udało mu się jako doradcy kolejnych ukraińskich prezydentów Leonida Krawczuka oraz Leonida Kuczmy namówić ich do potępienia w imieniu narodu ukraińskiego tej zbrodni.

Hołd poległym - naszym obowiązkiem narodowym

Z drugiej strony, Jacek Kuroń otrzymał od wdzięcznych Ukraińców tytuł Łycaria Hałyczyny (czyli Rycerza Galicji) za krytykę polskich pretensji pod adresem Ukraińców. Nie dziw, że prominentni działacze Związku Ukraińców w Polsce popierają (ze szkodą dla spraw ukraińskich w Polsce) dawną Unię Wolności, obecnie "partię demokratów".
Dziś pogrobowcy Jacka Kuronia z "Gazety Wyborczej" protestują przeciwko uroczystym obchodom kolejnych rocznic rzezi Polaków na Kresach w imię przyjaźni polsko-ukraińskiej.
Tymczasem hołd wobec polskich ofiar banderowskiego ludobójstwa jest naszym obowiązkiem narodowym. Obowiązkiem powszechnym, a nie spychanym na barki organizacji kresowiaków. Jeśli sytuacja na Zachodniej Ukrainie do chwili obecnej temu nie sprzyja, to musimy wznosić pomniki ku czci Polaków zamordowanych przez UPA tam, gdzie to jest możliwe, czyli w Polsce, a przede wszystkim w Warszawie. Obowiązkiem państwa polskiego jest obrona środkami dyplomatycznymi Polaków na całym świecie, o ile dzieje im się krzywda, zaś obowiązkiem nas wszystkich jest hołd i solidarność z tymi, którzy zginęli tylko dla tego, że byli Polakami. Zwłaszcza Polakami bezbronnymi.

Potrzeba przyjaznej, ale krytycznej debaty o naszych stosunkach wzajemnych

Rzecz jednak na tym się nie kończy. Niepodległa Ukraina jest i pozostaje partnerem strategicznym Polski. Tego wymaga obopólny interes naszych narodów. W naszym wzajemnym interesie jest również prowadzenie przyjaznej, ale krytycznej debaty na temat naszych wzajemnych stosunków na przestrzeni dziejów, a zwłaszcza w dobie najnowszej. Mamy wiele rzeczy do wytknięcia i sobie, i Ukraińcom. Sobie - że nasi narodowcy nie chcieli uznać aspiracji niepodległościowych bratniego, słowiańskiego narodu. Dziś obozowi narodowemu zarzuca się (zwłaszcza celuje w tym "Gazeta Wyborcza") szerzenie w Polsce antysemityzmu, przypisując narodowcom nie tylko ich prawdziwe, ale i nie popełnione winy. Śmiem twierdzić, że grzechy obozu narodowego w sprawie ukraińskiej są znacznie cięższe. Ukraiński ruch nacjonalistyczny powstał na wzór i podobieństwo polskiego obozu narodowego, w pewnym sensie jest jego dzieckiem z nieprawego łoża. Polska administracja w zaborze austriackim oraz w Polsce niepodległej były szkołą polityki dla zachodnio-ukraińskich elit. Wiele konfliktów było niepotrzebnych i szkodziło obydwu stronom. Rządy sanacyjne popełniły wiele błędów w sprawie ukraińskiej, ale trzeba przyznać, że większość tych błędów wynikała z presji narodowców. I dziś narodowcy są przeciwni sojuszowi polsko-ukraińskiemu. Kult Romana Dmowskiego uprawiany w dniu dzisiejszym przez jego epigonów jest niestety kultem jego błędów, a nie jego rozumu geopolitycznego.

Walka OUN z Polską była obcinaniem gałęzi nad przepaścią

Z drugiej strony, trzeba powiedzieć, że prowadzona przez ukraiński ruch nacjonalistyczny wojna terrorystyczna z II Rzecząpospolitą była obcinaniem gałęzi, na której się siedzi. Gałąź być może pozbawiona była różnych wygód, ale pozostawała bez porównania lepsza od innych alternatyw wyboru. Warunki na Ukrainie sowieckiej, jak też podczas okupacji niemieckiej pod rządami Ericha Kocha były bez porównania gorsze niż w Polsce niepodległej. Wybitny pisarz i dziennikarz ukraiński, na pewnym etapie swej ewolucji politycznej - współpracownik OUN Dmitro Doncow opracował założenia ideowe ruchu nacjonalistycznego, głoszące usunięcie z ziemi ukraińskiej wszystkich obcych etnicznie żywiołów. Gdy Niemcy hitlerowskie i Sowiety napadły pospołu na Polskę, Dmitro Doncow z polskim paszportem w kieszeni wyjechał spokojnie w świat i jako lojalny obywatel RP (tak podczas spotkania z Jerzym Giedroyciem pod polską ambasadą określił sam siebie) przetrwał z tym dokumentem zawieruchę światową, lądując bezpiecznie po wojnie w Kanadzie. Tymczasem jego nacjonalistyczni wychowankowie zamienili w piekło życie innych polskich obywateli - Polaków, Czechów, Żydów.
Rzeź wołyńska wynikała z bezgranicznej głupoty jej inicjatorów, których przerosła sytuacja geopolityczna. Dlatego do dziś mamy trudności z ustaleniem jej autorów. Dlatego też wypierają się jej dawni bojownicy UPA, usiłując przedstawić ją jako równorzędną walkę pomiędzy zbrojnymi oddziałami podziemia ukraińskiego i polskiego. Tymczasem układ sił na Wołyniu był taki, że nie było mowy o równorzędnej walce. Polacy byli bez porównania mniej liczebni. I taką prawdę trzeba głosić wszem i wobec, również i nieświadomym tej prawdy mieszkańcom dzisiejszej Zachodniej Ukrainy. Trzeba wyraźnie oddzielić naród ukraiński od nacjonalistycznych zbrodniarzy spod znaku OUN-UPA. Przecież ich ofiarą padali również ci Ukraińcy, którzy nie chcieli się splamić niewinną krwią starców, kobiet i dzieci. I ten tragiczny ustęp w naszych wspólnych dziejach nie powinien przesłaniać innych stron naszej historii.

Nasza historia - to nie tylko konflikty wzajemne

Nasze wspólne dzieje - to nie tylko wzajemne konflikty. Gdy byliśmy razem, odnosiliśmy chwalebne zwycięstwa nad Moskwą i Turkami. Przecież nawet w odsieczy wiedeńskiej brali udział w szeregach wojsk koronnych ukraińscy kozacy. Carowie rosyjscy chętnie stroili się w szaty obrońców ludu ukraińskiego, ale rozbiory Polski stały się jeszcze większą katastrofą cywilizacyjną dla narodu ukraińskiego niż nawet dla Polaków. Zostało zniszczone powszechne na Ukrainie szkolnictwo przykościelne (a raczej przycerkiewne) dla chłopskich dzieci. Efektem stał się powszechny analfabetyzm na wsi. Przymusowa rusyfikacja zubożyła znacznie głębiej kulturę ukraińską niż polską. Drenaż mózgów na rzecz kultury i nauki rosyjskiej w większym stopniu dotknął Ukrainę niż Polskę. Wystarczy wymienić nazwiska wielu wybitnych synów i córek Ukrainy stanowiących dumę literatury i kultury rosyjskiej, jak Mikołaj Gogol lub poetka Anna Achmatowa, w rzeczywistości nosząca nazwisko Horenko. Etnicznym Ukraińcem był Serhij Korolow - ojciec sowieckiej kosmonautyki, zmuszony do zmiany urzędowej narodowości na rosyjską.
Wybitni synowie Ukrainy solidaryzowali się z walką Polaków o niepodległość, zaś oficer carski, ale etniczny Ukrainiec Andrij Potebnia zdezerterował z wojska i dołączył do powstania w 1863 roku. Zginął po bohatersku w oddziale Langiewicza pod Skałą. W 1920 roku ukraińskich towarzyszy broni przybyło nam więcej. Polacy i Ukraińcy wspólnie wyzwalali w maju 1920 roku Kijów, zaś podczas sierpniowej nawały bolszewickiej ramię w ramię bronili Warszawy i Zamościa. Wielu z nich spoczywa na prawosławnym cmentarzu na Woli.
Symbolem braterstwa polsko-ukraińskiego powinien się stać polski bohater, zaś etniczny Ukrainiec - Kazimierz Pużak, marszałek konspiracyjnego parlamentu polskiego w dobie okupacji hitlerowskiej, porwany w 1945 roku w gronie 16-tu przywódców Polski Podziemnej do Moskwy, zaś po powrocie do PRL skazany za swą niezłomną wierność Polsce niepodległej na kolejne więzienie i zmarły w ubeckich kazamatach.
Winniśmy hołd i pamięć naszym rodakom, którzy zginęli w okropnych męczarniach z ręki banderowskich zbirów. Nie dobrze by jednak było, gdyby tamta straszliwa zbrodnia przesłoniła w naszej świadomości to dobro, które nagromadziło się przez stulecia w stosunkach polsko-ukraińskich. A najważniejsze - nie wolno nam tracić ze świadomości faktu, że współpraca polsko-ukraińska jest warunkiem umocnienia niepodległości naszych ukraińskich sąsiadów oraz poczucia bezpieczeństwa narodowego Polaków. Obrona niepodległości Ukrainy wobec imperialnych zakusów moskiewskiego hegemonizmu służy również obronie niepodległości Polski.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |