PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Perypetie z naszym hymnem

(29.09.2008 źródło ASME)

Na wiosnę 1956 roku mieszkałem jako student ostatniego roku wydziału ekonomii Uniwersytetu Moskiewskiego w nowym wysokościowcu na Wzgórzach Leninowskich. Pewnego dnia w stołówce zagadnął mnie doktorant z Czech, pytając, czy u nas w Polsce obok hymnu państwowego grają hymn sowiecki. Odpowiedziałem, że gdy mamy mecz międzypaństwowy z Sowietami, to obok hymnu polskiego orkiestra gra hymn ZSRR. Czechowi chodziło jednak o coś innego. U nich w Czechosłowacji za każdym razem, gdy grano "Kde domov muj", grano również "Sojuz nieruszymyj". Władze partyjne w Pradze w ten sposób uprzytamniały Czechom i Słowakom, że są częścią większej wspólnoty międzypaństwowej ze Związkiem Sowieckim na czele.

Zmiany symboli narodowych w KDL

Czechosłowacja miała szczęśliwie po II wojnie światowej status sojusznika Związku Sowieckiego dzięki korpusowi czechosłowackiemu pod dowództwem gen. Ludvika Svobody walczącego w kilku bitwach u boku Armii Czerwonej na froncie wschodnim. Gorzej pod tym względem były notowane inne KDL (kraje demokracji ludowej): Bułgaria, Rumunia i Węgry, które w czasie II wojny światowej były sojusznikami państw Osi. Po tzw. wyzwoleniu, już w dobie stalinizacji, po 1948 roku przeżyły one zmianę symboli narodowych uznanych za reakcyjne i faszystowskie. Na Węgrzech Matjas Rakosi przerobił w duchu socjalizmu tradycyjny herb państwowy i w listopadzie 1956 roku podczas rewolucji narodowej powstańcy w Budapeszcie walczyli pod sztandarami z wyciętą w środku dziurą. Zmieniono też mundury z tradycyjnych, na wzorowane na rosyjskie.
Gdy w połowie lat 60. pracowałem jako starszy asystent na wydziale ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, podczas letnich wakacji dorabiałem sobie jako pilot wycieczek zagranicznych w Biurze Zagranicznej Turystyki Młodzieży "Juventur". Pilotowałem m.in. wycieczkę aktywu młodzieżowego z Bułgarii i dla zgrywy śpiewaliśmy (z mojej inicjatywy) ich tradycyjny hymn, zastąpiony w dobie przemian socjalistycznych przez inny - bardziej postępowy. Słowa starego hymnu nawiązywały do cierpień narodu bułgarskiego pod jarzmem tureckim: "Szumi Marica okrowawlena" (czyli po polsku: szumi rzeka Marica, zbroczona krwią). Za każdym razem gdy trzeba było przyspieszyć marsz naszej grupy podczas zwiedzania obiektów turystycznych, mówiłem do nich, cytując refren ich starego hymnu: "Marsz, marsz, generale nasz!".

W Polsce inaczej

Myśmy cudem uniknęli podobnego losu. Wiele razy słyszałem, że w Polsce Ludowej za czasów tow. "Tomasza", czyli Bolesława Bieruta, rozważano sprawę zmiany hymnu narodowego na bardziej postępowy, odpowiadający właściwemu etapowi przemian. Fama głosi, że zaproponowano nawet napisanie odpowiedniego wariantu tekstu hymnu państwowego różnym poetom, m.in. Władysławowi Broniewskiemu oraz Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu. Ci sami znawcy przedmiotu opowiadają, że dzięki temu powstała bardzo ładna pieśń "Ukochany kraj, umiłowany kraj", śpiewana do melodii Sygietyńskiego przez zespół "Mazowsze". Za dokładność tej informacji nie ręczę, gdyż pieśń ta mogła powstać bez żadnego związku z konkursem na hymn PRL. Natomiast nasz kolega redakcyjny Bohdan Urbankowski, który przyjaźnił się za życia z W. Broniewskim, opowiada, że ten otwarcie powiedział, co myśli o pomysłach zastąpienia Mazurka Dąbrowskiego i odmówił partyjnym notablom pisania tekstu nowego hymnu. Władysław Broniewski był za młodu legionistą, później w II Rzeczypospolitej komunizował, ale pobyt w sowieckim więzieniu wyleczył go z wielu złudzeń. Wyszedł z Rosji wraz z Armią Andersa i wrócił do kraju, bo Polska jest tylko jedna. Mógł dla swych dawnych towarzyszy układać poematy o Karolu Świerczewskim i Józefie Stalinie, ale wzdrygał się przed konkurowaniem z Józefem Wybickim. Chwała mu za to.

Pomysły sowieckiego generała

Ponieważ sprawa jest mało znana, a ja mam do opowiedzenia kilka faktów zaczerpniętych z pewnego źródła, postanowiłem podzielić się nimi z czytelnikami ASME. W swoim czasie zapytałem swego ojca - wybitnego działacza komunistycznego - jak to było z projektem zmiany polskiego hymnu. Ojciec potwierdził fakt i dorzucił wiele szczegółów sprawy. Otóż pomysłodawcą był sowiecki generał narodowości polskiej, przekazany z Armii Sowieckiej do Ludowego Wojska Polskiego po mianowaniu marszałka Konstantego Rokossowskiego ministrem obrony narodowego i dokooptowaniu go do Biura Politycznego KC PZPR. Dodajmy do sposobności, że marszałek obojga narodów miał wtedy nieco podrasowany dla celów propagandowych życiorys. Kreowano zeń warszawiaka, co było półprawdą. W rzeczywistości Konstanty Rokossowski urodził się nie w Warszawie, lecz w rosyjskim mieście Wielkie Łuki i był synem polskiego kolejarza Ksawerego Rokossowskiego oraz rosyjskiej nauczycielki. Po śmierci ojca wdowa przyjechała wraz z dziećmi do Warszawy do rodziny męża i tu osiadła na stałe. W czasie I Wojny Światowej młody Kostek Rokossowski zaciągnął się do rosyjskiej kawalerii, później zrobił karierę w Armii Czerwonej. Trzeba przyznać, że zawsze podawał w swych dokumentach narodowość polską, za co podpadł w czasie antypolskiej czystki w latach 30. Przeszedł ciężkie tortury, ale nie przyznał się do winy, co go uchroniło zapewne od kary śmierci. Tuż przed wojną z Hitlerem został zwolniony z łagru i przywrócony do służby. Odegrał wielką rolę w sowieckiej wojnie ojczyźnianej, wyróżniając się w walkach pod Stalingradem, pod Kurskiem oraz prowadząc ofensywę przez Białoruś i Polskę. W nagrodę Stalin powierzył mu dowodzenie uroczystą defiladą zwycięstwa na placu Czerwonym, którą w imieniu stojącego na mauzoleum generalissimusa odbierał marszałek Żukow. Obydwaj jako wytrawni kawalerzyści wystąpili na defiladzie konno na białych rumakach. Po wojnie marszałek Rokossowski dowodził sowiecką grupą wojsk stacjonującą w Polsce i przebywał w Legnicy. Stamtąd przybył do Warszawy na nowe stanowisko w bratniej Polsce Ludowej. Wówczas do LWP napłynęły tysiące sowieckich oficerów i generałów, na ogół narodowości polskiej, ale wychowanych z dala od polskiego społeczeństwa. Nazywano ich z przekąsem p.o. (pełniący obowiązki) Polaka - w skrócie p.o.P.
Jednym z nich był sowiecki generał - pomysłodawca zmiany polskiego hymnu. Pełnił on funkcję komendanta Wojskowej Akademii Politycznej, bądź jego zastępcy - dziś zawodzi mnie już pamięć. Choć ojciec wymienił jego nazwisko, nie jestem w stanie go odtworzyć (Gdy w 1978 roku powołano w drugim obiegu pismo "Zapis", złożyłem Wiktorowi Woroszylskiemu tekst mej relacji ze wspomnień zmarłego w owym czasie ojca o Stalinie i Bierucie pod tytułem "Chozjain" i "Gospodarz", ale mój tekst został odrzucony w myśl stałych praktyk mych przyjaciół dziś redagujących "Gazetę Wyborczą". Wtedy lepiej pamiętałem różne szczegóły). Owemu sowieckiemu generałowi chodziło nie tylko o hymn, ale również o herb, czyli orła pozbawionego w PRL korony, a nawet o krój mundurów nawiązujący jego zdaniem do złych i reakcyjnych tradycji. Czy była to inicjatywa samego sowieckiego generała, czy był on tubą jakichś czynników sowieckich - nie umiem powiedzieć. Nie wykluczone, że po doświadczeniach ze zmianą sowieckiego hymnu z Międzynarodówki na "Sojuz nieruszymyj" i podobnych zmianach w kilku bratnich krajów obozu zapragnął on popisać się rewolucyjną pryncypialnością i uwolnić Polaków od atrybutów reakcyjnej przeszłości.
Sprawa była zapewne omawiana na najwyższych szczeblach partyjnych, stąd zetknął się z nią mój ojciec - członek Biura Politycznego KC PZPR. Ponieważ tow. "Tomasz", nazywany w Partii "Gospodarzem", nie umiał poradzić sobie z tym zawiłym problemem, udał się po wytyczne do instancji najwyższej, czyli do Stalina (Jego nazywano na Kremlu od wielu lat "Chozjain", co po rosyjsku oznacza właśnie gospodarza. Stąd wzorowany na sowieckich obyczajach przydomek polskiego Numeru 1).
Bolesław Bierut miał na Kremlu szczególny status, gdyż w czasach kiedy na czele KC PPR stał jeszcze tow. "Wiesław", czyli Władysław Gomułka - na narady do Stalina wysyłano właśnie prezydenta Bieruta. W pierwszych latach niemieckiej okupacji, czyli w latach 1941-43 Bierut przebywał w Mińsku Białoruskim, pracował na ważnym stanowisku w niemieckim urzędzie i musiał jednocześnie grać jakąś bardzo ważną rolę w sowieckiej konspiracji. Kiedy na wniosek jego partyjnej żony Małgorzaty Fornalskiej, zrzuconej na spadochronie dla założenia PPR, Międzynarodówka Komunistyczna zdecydowała przesunięcie Bolesława Bieruta z Mińska do Warszawy, aż do granic Generalnego Gubernatorstwa konwojował go oddział sowieckiej partyzantki (świadkiem tego był mój dobry znajomy Bohdan Pilarski - były poseł na Sejm RP, którego owi partyzanci omal nie rozstrzelali podczas postoju w domu państwa Pilarskich na Kresach).
Stalin wyczuł pragnienia Bieruta, który się wzdragał przed zmianą tradycyjnego hymnu i godła, i powiedział: "A po co macie je zmieniać? Mnie się wasze mundury oraz herb i hymn podobają". I to wystarczyło do ucięcia dyskusji. Jedynie rogatywka została zamieniona na czapkę okrągłą aż do czasów jej przywrócenia przez gen. Jaruzelskiego.
Dziś w Niepodległej Polsce wielu ludziom w głowie się nie mieści, że nasze mundury, herb i hymn zawdzięczają swoje przetrwanie kaprysowi Stalina, a nie suwerennej decyzji Polaków.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |