PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Nieznane fakty o opozycji niepodległościowej

(26, maja 2008 źródło ASME)

Mało kto w Polsce pamięta o inicjatywie grupy opozycyjnych intelektualistów, którzy w pierwszych latach rządów Edwarda Gierka upomnieli się o Polaków zamieszkujących w ZSRR. Informuje o niej znany historyk, prof. Andrzej Friszke w swej wydanej ostatnio przez "Bibliotekę Więzi" książce pod tytułem "Przystosowanie i opór. Studia z dziejów PRL". Jest to zbiór jego artykułów na powyższe tematy zamieszczonych w różnych czasopismach naukowych oraz gazetach w ciągu ostatnich lat dziesięciu.

List opozycyjnych intelektualistów w sprawie sowieckich Polaków

Jeden z nich opowiada o tzw. Liście 15 intelektualistów, napisanym w listopadzie 1974 roku do Józefa Tejchmy - ministra kultury PRL i zarazem członka kierownictwa partyjnego (zasiadającego w Biurze Politycznym KC PZPR) w sprawie Polaków w ZSRR. List ten wykorzystując zabiegi władz PRL o pozyskanie Polonii na Zachodzie, postulował taką samą troskę tychże władz o naszych rodaków w Rosji, a właściwie w całym ZSRR. Autorzy pisali m.in.: "Apelujemy przeto do rządu PRL o uzyskanie dla Polaków w ZSRR praw, z jakich korzystają nasi rodacy zamieszkali w innych krajach. Jest sprawą pilną i naszym zdaniem konieczną rozszerzenie kontaktów miedzy krajem a Polonią radziecką, ułatwienie wyjazdów zarówno indywidualnych, jak i zbiorowych, bardziej niż dotychczas swobodne uczestniczenie w zjazdach, zlotach, festiwalach i koloniach dla dzieci. Pragniemy, aby nasi rodacy ze Związku Radzieckiego mieli możliwość nieskrępowanego wypowiadania się na temat swoich potrzeb, zwłaszcza w dziedzinie kultury, oświaty i religii. Niech zostanie im udzielona we wszystkich dziedzinach niezbędna i zorganizowana opieka".
Zdawałoby się, że są to niezbyt wygórowane postulaty, gdy się zważy slogany o "wieczystej przyjaźni polsko-radzieckiej" i łączącej nas "granicy przyjaźni". SB uznała jednak, że są to działania godzące "w interesy sojusznicze PRL w stosunkach ZSRR".
SB dowiedziała się o inicjatywie opozycyjnych intelektualistów z podsłuchu telefonicznego.
Prof. Andrzej Friszke informuje na podstawie zachowanych dokumentów SB, że tekst apelu do ministra Tejchmy napisali znany kompozytor Zygmunt Mycielski oraz wybitny poeta Zbigniew Herbert. Oni też jako pierwsi złożyli swoje podpisy pod apelem. Jak wynika z dokumentów SB, udali się oni do znanego pisarza Jerzego Andrzejewskiego, który - jak enigmatycznie informuje Andrzej Friszke - był niedysponowany. Jak możemy się domyślać, był on w stanie wskazującym na spożycie... czego nie przewidzieli Herbert i Mycielski. Co więcej, po ich odejściu J. Andrzejewski nie myśląc o koniecznej konspiracji, zadzwonił do Stefana Kisielewskiego w tej właśnie sprawie i w ten sposób wsypał podsłuchującym go ubolom informację o podjętej konspiracyjnie inicjatywie.

SB na straży sowieckich interesów

Ofiarą tej dekonspiracji padł Adam Michnik, który został zatrzymany w Leśnej Podkowie po opuszczeniu mieszkania znanej aktorki Zofii Małynicz 29 listopada 1974 roku o godz. 17-tej i został przesłuchany przez osławioną prokurator Zofię Bardonową. Ta akcja przerwała zbieranie podpisów pod apelem do władz.
Nie została wyjaśniona sprawa braku podpisów pod apelem Stefana Kisielewskiego oraz Jerzego Andrzejewskiego. Być może zatrzymanie Adama Michnika zakończyło akcję zbierania podpisów, ale pozostaje niejasna dla mnie kwestia, czy ci dwaj niedoszli sygnatariusze nie mogli jakoś wyrazić swej solidarności z 15 intelektualistami.
Tu chciałbym wyjaśnić czytelnikom, że obok wiedzy zaczerpniętej z artykułu prof. Andrzeja Friszke posiadam własne informacje w tej sprawie, uzupełniające fakty przytoczone przez niego w artykule o Liście 15-tu. Przede wszystkim chcę dodać, że Adam Michnik został bardzo brutalnie spałowany podczas zatrzymania. W kilka dni po zwolnieniu go z komendy MO spotkaliśmy się przypadkowo na ulicy. Adam towarzyszył znanej aktorce Halinie Mikołajskiej - późniejszej rzeczniczce Komitetu Obrony Robotników. Na moje zapytanie, czy to prawda, że został dotkliwie pobity, odpowiedział z uśmiechem: "Niech Halina poświadczy". Pani Halina wyjaśniła mi, że Adam po zwolnieniu przyszedł do wspólnego mieszkania jej oraz jej męża - pisarza Mariana Brandysa i pokazał im plecy. "Był poobijany jak ulęgałka - powiedziała - zaś plecy były całe fioletowe od sińców". Dla mnie była to niesłychanie upokarzająca sytuacja, gdyż to ja go - można tak powiedzieć - wepchnąłem pod ubeckie razy.

Samolot w szwedzkim niebie

Zaczęło się od tego, że mój wieloletni przyjaciel Jarosław Chała-Chaliński wrócił z letnich "saksów" w Szwecji, gdzie usiłował zarobić nieco dewiz. Tam widział samolot latający w niebie i ciągnący za sobą wielki napis: "Pamiętajmy o dwóch milionach Polaków w Rosji". Po powrocie do Warszawy przyszedł do mnie i opowiedział o tej inicjatywie emigrantów polskich. Jarek Chała-Chaliński był przed Marcem '68 jako student UW uczestnikiem naszych konspiracyjnych debat w konkurencyjnym wobec "komandosów" "bogoojczyźnianym kółku dyskusyjnym", w owym czasie już dziennikarzem, więc potraktowałem jego opowieść z całą powagą. Poruszony tą historią, poszedłem do Adama Michnika, który w pierwszej chwili wyznał, iż nie zdawał sobie sprawy, że mniejszość polska w ZSRR jest tak liczna. Domyślał się jej tragicznego losu, ale dopiero podczas naszej rozmowy uprzytomnił sobie, że Polaków w ZSRR jest tak dużo. Obiecał, że poruszy sprawę we właściwym miejscu.
Adam pełnił wtedy funkcję sekretarza poety Antoniego Słonimskiego i po naszej rozmowie zreferował sprawę najpierw swemu szefowi.
Andrzej Friszke przytacza w swym artykule notatkę ubeka, który opisuje (niezbyt zgodnie z prawdą), jak to Antoni Słonimski skłania przy stoliku kawiarnianym do podpisania apelu Włodzimierza Zonna oraz Jana Nepomucena Millera jako czwartego i piątego sygnatariusza. W rzeczywistości kolejność podpisów była inna, a mianowicie: Zygmunt Mycielski, Zbigniew Herbert, prof. Edward Lipiński - nestor polskich ekonomistów i przyszły członek-założyciel Komitetu Obrony Robotników, ks. Jan Zieja - również przyszły członek - założyciel KOR, Antoni Słonimski, poeta Wiktor Woroszylski, pisarz Tadeusz Konwicki, wybitny polski astronom prof. Włodzimierz Zonn, pisarz Kazimierz Brandys (młodszy brat Mariana Brandysa), krytyk literacki Jan Nepomucen Miller, pisarz i dziennikarz Andrzej Szczypiorski, pisarz Jacek Bocheński, pisarz Marek Nowakowski, pisarz i krytyk literacki Andrzej Kijowski oraz wybitna aktorka Zofia Małynicz.
Warto dodać, że już w III RP ujawniono, iż znany opozycyjny pisarz i dziennikarz Andrzej Szczypiorski był jednocześnie agentem SB i pisał swe donosy nawet na swego ojca członka-założyciela KOR Adama Szczypiorskiego. W owym czasie w kręgach opozycyjnych o tym oczywiście nie wiedziano.

Minister tłumaczy się polską racją stanu

W artykule Andrzeja Friszke nie ma o tym wzmianki, lecz od osób zainteresowanych sprawą i zasięgających języka u lepiej poinformowanych słyszałem, że Antoni Słonimski złożył wizytę ministrowi Józefowi Tejchmie, zaprotestował przeciwko bezprawnemu potraktowaniu przez SB Adama Michnika i omówił z nim sprawę apelu w sprawie Polaków w ZSRR. Minister ponoć bronił stanowiska władz PRL, które nie miały żadnego wpływu na los Polaków za sowiecką miedzą, natomiast obawiały się jeszcze większej ingerencji służb sowieckich w stosunki Polonii zachodniej z Macierzą. Za dokładność relacji nie mogę ręczyć, ale - jak mówią Włosi - se non e vero e ben trovato (nawet jeśli to nie prawda, to dobrze podpatrzone). Było to oczywiście wykręcanie kota ogonem, gdyż w ramach urzędowej przyjaźni można było zrobić znacznie więcej dla ułatwienia kontaktów sowieckich z konieczności Polaków z rodakami w PRL. Władze sowieckie w tym samym czasie wykorzystywały sowiecką Armenię dla nawiązywania kontaktów z ormiańską diasporą. Gdyby władze polskie mocniej napierały na Kreml w sprawie sowieckich Polaków, być może udało by się coś zwojować. Były one jednak zbyt uzależnione od Kremla w warunkach ograniczonej suwerenności krajów obozu, więc wolały cicho siedzieć. Zakłócanie spokoju w tej sprawie traktowały więc jak naruszanie interesów sojuszniczych PRL.

Nie było drugiego obiegu informacyjnego

List 15-tu powstał jako inicjatywa obywatelska przed zorganizowaniem "drugiego obiegu informacyjnego" w drugiej połowie lat 70. Dlatego tak mało o nim wiadomo. W warunkach informacji kontrolowanej przez cenzurę, obywatele byli z konieczności skazani na powtarzanie plotek dostarczanych - jak mówiono w Rosji - przez agencję OGG (odna grażdanka goworiła), co po polsku się tłumaczy - Pewna Pani Opowiadała. Wiele plotek było fałszywych lub wynikających z przekłamań. Inne kolportowały specjalnie PRL-owskie służby specjalne. Nam - bardziej dociekliwym - ułatwiało orientację słuchanie zagranicznego radia nadającego po polsku. Zagraniczni korespondenci starali się jak mogli, by nadrobić uchybienia PRL-owskich środków przekazu. M.in. również w sprawie Listu 15-tu. I dzięki im za to. Wsadzam w ten temat swoje 5 groszy z tego prostego względu, że osobiście otarłem się o sprawę i mogę dzięki temu uzupełnić informacje zebrane przez zawodowego historyka.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |