PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Mój przyjaciel - agent SB

Przez lata przyjaźniłem z wybitnym działaczem opozycji antykomunistycznej Andrzejem Mazurem. Po jego przedwczesnej śmierci okazało się, że był niezmiernie płodnym agentem TW "Wacław".

Spóźnialstwo przyczyną wsypy

Poznałem go przez Stanisława Gomułkę - mego kolegę z wydziału ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, dziś światowej sławy ekonomisty z London School of Economics i niezmiennego doradcy w sprawach gospodarczych wszystkich rządów III Rzeczypospolitej. Przez jego urodziny w końcu 1964 roku nastąpiła pierwsza wpadka Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. Obchody dnia urodzin miały być przykrywką do dyskusji nad napisanym przez Jacka Kuronia we współpracy z Karolem Modzelewskim "Manifestem Rewolucyjnym". Ponieważ dyskutanci znani byli ze spóźnialstwa, Staszek zadzwonił do nich, prosząc, by byli punktualni, gdyż do pokonania mają masę problemów technicznych. Jemu chodziło o przygotowanie kanapek dla gości, co wymagało współudziału gości nie tylko w spożywaniu, ale i w uprzednim pokrojeniu chleba i posmarowania kromek masłem, natomiast podsłuchująca rozmowę SB pomyślała, że chodzi o powielanie wrogich tekstów. Dokonała więc jednoczesnego najścia na kilkanaście mieszkań domniemanych opozycjonistów. Łupem przeszukania stał się ów egzemplarz "Manifestu". Skutkiem policyjnej afery było usunięcie Kuronia, Modzelewskiego i Gomułki z szeregów PZPR oraz z pracy na Uniwersytecie Warszawskim, oraz usunięcie z pracy na Uniwersytecie Łódzkim mgr. socjologii Andrzeja Mazura. Winą tego ostatniego był udział w dyskusjach nad nieprawomyślnym tekstem.
Wkrótce Karol Modzelewski napisał nowy poprawiony (jak żartowano - po recenzjach) tekst ujęty w formie "Listu Otwartego do PZPR", za co obydwaj z Jackiem powędrowali do więzienia.

Klub dyskusyjny na Hożej

Wraz ze Staszkiem i jego żoną Joanną Majerczyk mieliśmy dość mieszane uczucia po lekturze "Listu Otwartego" i postanowiliśmy założyć kółko dyskusyjne dla wypracowania naszych uwag krytycznych uwag pod jego adresem. Najpierw spotykaliśmy u nich na Kole, później w wygodniej położonej garsonierze przy ul. Hożej, której gospodarzem był Bernard Tejkowski, również uczestnik dyskusji nad "Manifestem", za karę wydalony z pracy na Uniwersytecie. Przedtem był on absolwentem Politechniki Krakowskiej. Jako wybitny uczestnik przełomu październikowego 1956 (nawet kandydat na posła do Sejmu, ale z pozycji niemandatowej) otrzymał on swą garsonierę w Warszawie dzięki wstawiennictwu znanego działacza partyjnego o orientacji "liberalnej" Mateusza Ochsa i został zaproszony przez znanego partyjnego socjologa Zygmunta Baumana do napisania pod jego kierownictwem pracy magisterskiej. Już jako magister socjologii podjął pracę na etacie asystenta w jego katedrze na wydziale socjologii UW.
Wówczas Staszek przyprowadził do mnie do domu Andrzeja Mazura. Był to człowiek o pięknym, choć trudnym życiorysie. Żołnierz "Szarych Szeregów", powstaniec odznaczony Krzyżem Walecznych, ranny w płuco podczas walk o kościół św. Krzyża i wyniesiony przez kolegów na drzwiach od ubikacji. Po wojnie skazany na 15 lat pozbawienia wolności, wciągnięty przez kolegów bez wiedzy i zgody na listę osób godnych wtajemniczenia w sekret na temat magazynu broni AK, który się uchował po Powstaniu Warszawskim. Po wsypie tej listy ubecki sąd uznał to za udział w nielegalnej organizacji wojskowej. Andrzej spędził pięć lat w zakładzie karnym w Sztumie, uzyskał przerwę w odsiadce wskutek otwartej gruźlicy i już do niego nie wrócił dzięki przemianom Października '56.

Przyjaciel Karola Głogowskiego

Był on bliskim przyjacielem mec. Karola Głogowskiego - przywódcy zdelegalizowanego przez władze Związku Młodych Demokratów, założonego w 1956 roku na gruzach stalinowskiego ZMP. Karol Głogowski był w 1962 roku aresztowany na pięć miesięcy, a następnie uwikłany w wieloletni w proces sądowy o przechowywanie materiałów szkalujących ustrój PRL. Na szali zawisło jego prawo do wykonywania zawodu adwokata. Chodziło o to, że pewien znajomy inżynier rozsyłał do różnych ludzi, w tym i do niego, listy krytyczne w swej treści wobec coraz bardziej wycofującej się z programu reform ekipy Władysława Gomułki. Jako znakomity prawnik, Karol Głogowski uzyskiwał kilkakrotnie rewizje wyroku najpierw przed sądem w Łodzi, gdzie mieszkał, a później w Warszawie. Tak Karol trafił do naszego kółka dyskusyjnego, a my wraz z innymi opozycjonistami przychodziliśmy do gmachu sądów na Lesznie na kolejne rozprawy w jego sprawie. Pewien znany opozycjonista starszego pokolenia powiedział do mnie wtedy na korytarzu sądowym: "Dziś porządni ludzie spotykają się na procesach i pogrzebach". W 1968 roku Karol został ostatecznie skreślony z listy adwokatów, przez kilka lat pozostawał bez pracy, zaś jego piękna żona - śpiewaczka Opery Łódzkiej nie wytrzymała trudów takiego życia i popełniła samobójstwo.
O tym wszystkim dowiedziałem się właśnie od Andrzeja Mazura, gdy odwiedził mnie po moim wyjściu z więzienia w Barczewie w lipcu 1969 roku. Od niego dowiedziałem się też o przestępczych manipulacjach Wydziału Śledczego MSW oraz Prokuratury Stołecznej, które odpowiednio selekcjonowały materiał śledczy i wyeliminowały z akt sprawy dokumenty świadczące o mej niewinności. SB zatrzymała mnie pod zarzutem organizowania wiecu studentów UW 8 marca 1968 roku. Gdy okazało się, że nie mam z tym nic wspólnego, przy współudziale mego dawnego kolegi Bernarda (dziś Bolesława) Tejkowskiego ukuto nowe oskarżenie o szkalowaniu PRL oraz Narodu Polskiego, za co zostałem skazany przez sąd pod przewodnictwem SSW Alojzego Derkacza na karę dwóch lat więzienia. Głównym dowodem mej winy było rzekome ułożenie przeze mnie wiersza szkalującego Naród Polski, co w rzeczywistości było fragmentem znanej wszystkim maturzystom pieśni Jana Kochanowskiego z Czarnolasu o spustoszonym przez Tatarów Podolu:
"Cieszy mię rym ten: >Polak mądr po szkodzie<,
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi".
Od Andrzeja Mazura dowiedziałem się m.in. że w mojej sprawie przesłuchano Karola Glogowskiego, a że jego zeznania przeczyły oszczerstwom Tejkowskiego i prowadzonej przez niego grupie świadków oskarżenia z mego dawnego Instytutu Organizacji Przemysłu Maszynowego, prokurator Andrzej Jarzyna wraz z majorem Zbigniewem Cieślikowskim usunęli zeznania Karola z akt mojej sprawy, by nie utrudniać sądowi pracy.

Działacz opozycji i agent SB

Później Andrzej Mazur przestał mnie odwiedzać, choć z Karolem Głogowskim nadal byłem w kontakcie. Słyszałem więc, że był uczestnikiem Ruchu Wolnych Demokratów wchodzącego w skład Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, redagował pisma w drugim obiegu, zabierał głos, składał oświadczenia. W pierwszym tomie "Słownika biograficznego opozycji PRL" jest wiele wzmianek o jego działalności. Później umarł i wraz z wielu jego przyjaciółmi opłakaliśmy jego śmierć.
Jak grom z jasnego nieba spadła na nas wszystkich wiadomość o tym, że prowadził podwójne życie i był niezmiernie płodnym w donosy agentem SB "Wacław". Ogłosił o tym prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki i Karol Głogowski przed swą przedwczesną śmiercią wspomagał łódzkiego adwokata, który w imieniu wdowy wytoczył sprawę sądową panu prezydentowi w obronie dóbr osobistych naszego przyjaciela. Przegrali sprawę, gdyż dowody były nie do podważenia. Nie dało się ukryć faktu, że Andrzej Mazur swą współpracą z SB przekreślił cały dorobek swego życia.
Nasuwa mi się jednak refleksja dotycząca stosunku rządzącej dziś Platformy Obywatelskiej do esbeckiej agentury. Pisząc artykuł o mym wieloletnim przyjacielu Andrzeju Czumie, przeczytałem na jego stronie internetowej ostre słowa pod adresem Andrzeja Mazura TW "Wacław". W gruncie rzeczy same (zasłużone!) inwektywy, bez wzmianki o jego zasługach z czasów okupacji niemieckiej czy więziennej gehennie w czasach stalinowskich. Ale jak to pogodzić z pełnym atencji potraktowaniem przez kierownictwo Platformy Obywatelskiej innego mego kolegi z "Solidarności" Michała Boniego, który się przyznał, że również - wbrew poprzednim solennym zaprzeczeniom - był agentem SB. Czyżby i tu byli równi, i równiejsi?

07,02,2008 artykuł ukazał się w "Asme"

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |