PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Goralenvolk dla Ukrainy

(22.10.2008)
Telewizja moskiewska RTR Planeta już kilkakrotnie podejmowała temat praw ludności Rusi Zakarpackiej. Jest to nowy kierunek natarcia propagandowego na władze niepodległej Ukrainy, rzekomo łamiące prawa miejscowej mniejszości etnicznej, czyli Rusinów. Władze ukraińskie traktują Rusinów jako zwyczajnych Ukraińców, za mniejszość etniczną wymagającą szczególnych praw uważają miejscowych Węgrów. Nie dziwota, gdyż Ruś Zakarpacka przez stulecia należała do Węgier i nagromadziła się tam przez ten czas dość liczna ludność węgierska. Natomiast miejscowych Rusinów Ukraińcy tradycyjnie traktowali jako swoich. Również Rusini poczuwali się do przynależności do narodu ukraińskiego.

Po I wojnie światowej i rozpadzie monarchii austro-węgierskiej Ruś Zakarpacka przypadła Czechosłowacji. Po II wojnie światowej, w której Czechosłowacja była uczestnikiem koalicji antyhitlerowskiej, Stalin przyłączył Ruś Zakarpacką do sowieckiej Ukrainy. Wtedy to nazywało się, że Rusini Zakarpaccy łączą się po wiekach ze swą ukraińską macierzą. Stalin oczywiście nie przewidywał w najczarniejszych swych snach rozpadu skleconego przez siebie w 1922 roku Związku Sowieckiego i tego, że jego starania o powiększenie sowieckiej Ukrainy kosztem Polski i Czechosłowacji posłużą samostijnej Ukrainie, którą zawsze zwalczał.
Rosyjscy imperialni nacjonaliści również nie mogą pogodzić się z utratą Ukrainy i wciąż wyszukują w niej przysłowiowej dziury w całym, by przynajmniej przyszyć jej łatkę gwałciciela praw ludzkich. W dodatku Rusini zachowali tradycyjną nazwę, z której przez wieki korzystali również mieszkańcy wszystkich ziem ruskich. Znany endecki działacz i historyk Jędrzej Giertych w wydawanym w Londynie piśmie protestował nawet przeciwko używaniu nazwy "Ukraińcy" przez ludność Galicji Wschodniej, uważając, iż są oni Rusinami, a nie Ukraińcami. Są to sprawy zupełnie obce, bo nieznane zwyczajnym odbiorcom drugiego kanału moskiewskiej TV. Gdy słyszą słowo "Rusini", kojarzy im się to z bliskim co do rdzenia słowem Russkije, czyli Rosjanie. W ten sposób autorzy programu w obronie Rusinów zakarpackich manipulują prawdą, wzywając Rosjan, by stawali w obronie swoich zakarpackich pobratymców. Oczywiście nie spieszą z wyjaśnieniami, że Rosja nie ma żadnych praw do tych terenów, które nawet podczas zaborów Rzeczpospolitej Obojga Narodów nie trafiły pod berło rosyjskich carów i nigdy nie były częścią tzw. Małorosji, czyli rosyjskiej części Ukrainy. I że gwara rusińska (nb. bliska gwarze naszych Łemków i Bojków) jest najbliższa języka ukraińskiego i dość oddalona od języka rosyjskiego. Z korespondentem TV moskiewskiej przedstawiciele rusińskich organizacji rozmawiali po rosyjsku, gdyż gdyby mówili w swojej gwarze, rosyjski widz mało by zrozumiał. Jest to więc zagrywka w duchu tworzenia odrębnego goralenvolku, tym razem na Ukrainie i na usługach polityki moskiewskiej.
Rusini mają swoje legalne organizacje, które przypominają nieco naszych zwolenników autonomii Górnego Śląska. Na szczęście nikt jeszcze nie kręci programów telewizyjnych o dyskryminacji Ślązaków przez polskie, nacjonalistyczne władze. Znacznie łatwiej byłoby znaleźć przypadki dyskryminacji mniejszości narodowych w Federacji Rosyjskiej, ale to nie interesuje kierownictwo RTR Planeta.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |