PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Antyczeskie kalumnie

(12.11.2008)
Oglądałem ostatnio w telewizji moskiewskiej na jej drugim kanale w RTR Planeta dyskusję rosyjskich stołecznych intelektualistów poświęconą zbrojnemu najazdowi wojsk Układu Warszawskiego na bratnią Czechosłowację w sierpniu 1968 roku. Większość dyskutantów zachowywało większy lub mniejszy dystans wobec tej sprawy, natomiast znany nacjonalistyczny poeta i redaktor naczelny pewnego pisma literackiego Stanisław Kuniajew - choć udaje krytyczny stosunek do komunizmu - podjął się obrony tej agresji z pozycji geopolitycznych.

Wpierał w swych zaskoczonych jego rewelacjami rozmówców, że Czesi zawsze byli narodem tchórzy, którzy bez oporu przyjmowali cudze jarzmo. Tak było - jego zdaniem - podczas dyktatu monachijskiego, gdy rząd czechosłowacki przyjął decyzję wielkich mocarstw europejskich o oddaniu Sudetów III Rzeszy bez stawiania Niemcom oporu zbrojnego. Gdy na wiosnę 1939 roku Hitler zarządził okupację Czech i Moraw (Słowacja ogłosiła niepodległość), mieszkańcy Pragi radośnie witali wkraczające oddziały Wehrmachtu, zaś prezydent Czech Hacha w znak wdzięczności ogłosił zbiórkę pieniędzy, która przyniosła miliony (pan Kuniajew nie podał waluty). Ponieważ znany dziennikarz telewizyjny Nikołaj Swanidze opowiadał w tym programie telewidzom, że jego ojciec brał udział w wyzwalaniu Czech i opowiadał, że nawet w Rosji nie witano Armię Czerwoną tak radośnie i serdecznie, jak w Czechach, pan Kuniajew wytłumaczył to typowym dla Czechów konformizmem. Póki byli Niemcy, kłaniano się Niemcom, przyszli Rosjanie, kłaniano się Rosjanom. Najazd Układu Warszawskiego pan Kuniajew uzasadnił względami geopolitycznymi, gdyż władze w Pradze zamierzały zmienić orientację kraju na prozachodnią.
Nikt z zaskoczonych tym wykładem dyskutantów nie zadał kłam tym rewelacjom, najwyraźniej wskutek typowej dla rosyjskich intelektualistów ignorancji.
Nie jestem zawodowym historykiem, ale żyję chwała Bogu już 74 lata i coś niecoś zachowałem w pamięci z tego, co widziałem lub o czym czytałem w gazetach. Stąd wiem, że rewelacje pana Kuniajewa można porównać do rosyjskiego filmu fabularnego "Rok 1612". Film o kompletnie wypranej z prawdy historycznej fabule odnośnie konfliktu polsko-rosyjskiego i zajęcia przez Polaków Moskwy, zakwalifikować można do swego rodzaju historycznego science-fiction. Wszystko zostało w nim wyssane z palca i służy jedynie sianiu nienawiści do współczesnych Polaków (dodajmy przy sposobności, że promotor i opiekun artystyczny tego filmu - znany aktor i reżyser rosyjski Nikita Michałkow za krzewienie w ten sposób przyjaźni polsko-rosyjskiej otrzymał od ministerstw spraw zagranicznych Rosji i Polski specjalną nagrodę wraz z polskim aktorem Wojciechem Siemionem).
Nie wiem, co przy kolejnej sposobności pan Kuniajew nakłamie na temat kolaboracji Polaków z III Rzeszą, ale to co on opowiada o współczesnych dziejach Czech, jest równie kłamliwe i oszczercze. Jest to o tyle bezczelne, że ignoruje prawdziwe nastroje i sympatie Czechów, którzy przez długie dziesięciolecia - w odróżnieniu od lepiej obeznanych z Rosją Polaków - kultywowali sympatie do Rosjan jako słowiańskich braci. Trzeba powiedzieć, że dzięki temu w przedwojennej Czechosłowacji istniały skupiska "białych", czyli antybolszewickich emigrantów z Rosji. Sympatyzowali oni w naturalny sposób z odczuciami czeskich gospodarzy i znana rosyjska poetka Marina Cwietajewa wydrukowała po dyktacie monachijskim wiersz, w którym opisała czeskiego oficera wbrew decyzji władz stawiającego opór w obronie Sudetów. Zaprotestował on w ten sposób przeciwko oddaniu czeskich ziem Niemcom bez jedynego wystrzału i zginął w samotnym okopie, stawiając opór przekraczającym granicę Niemcom. Stanisław Kuniajew może nie zna prawdziwej historii Czech, ale powinien przynajmniej znać rosyjską poezję XX wieku.
Wymieniony przez pana Kuniajewa prezydent Czech i Moraw Emil Hacha był kolaborantem na równi z Quislingiem czy Petainem i tak go potraktowano po wojnie, wsadzając za zdradę do więzienia, gdzie umarł. Jego poprzednik - prezydent Edward Benesz nie chciał przyjąć dyktatu monachijskiego i ustąpił z urzędu, po czym wyjechał na Zachód. Przez cały okres II wojny światowej był on uznawany przez aliantów jako przywódca czechosłowackiego ruchu oporu i władz niepodległej Czechosłowacji na uchodźstwie, podobnie jak gen. Władysław Sikorski czy Stanisław Mikołajczyk byli reprezentantami Polski Walczącej. Nie był on samotną figurą w Londynie, gdyż po stronie zachodnich aliantów walczyli (podobnie jak liczniejsi od nich Polacy) czescy piloci oraz czeskie pododdziały piechoty. Znany polski pisarz Arkady Fiedler w swym zbiorze reportaży o lotniczej Bitwie o Anglię i udziale w niej polskich pilotów "Dywizjon 303" opisuje jednego z dzielnych czeskich pilotów walczącego ramię w ramię z Polakami w tym właśnie dywizjonie. Z kolei Melchior Wańkowicz odnotowuje udział w obronie Tobruku czeskiej kompanii walczącej w ramach polskiej Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Gen. Ludwik Svoboda stanął na czele czechosłowackiego korpusu w ZSRR walczącego (podobnie jak I Armia gen. Zygmunta Berlinga) na froncie wschodnim u boku Armii Sowieckiej.
Łże pan Kuniajew, opowiadając o radosnym powitaniu wkraczających do Pragi oddziałów niemieckich przez jej mieszkańców. Pomyliło mu się z radością Austriaków witających kwiatami Anschluss. Widziałem kroniki filmowe z płaczącymi ludźmi, śpiewającymi na ulicy "Kde domov muj".
Czeski ruch oporu zapisał się tak spektakularna akcją, jak zabicie w 1941 roku przez zrzuconych z Londynu czeskich "cichociemnych" wysokiego dostojnika hitlerowskiego Reinharda Heydricha, za co hitlerowcy w ramach odwetu wymordowali mężczyzn we wsi Lidice. Szczytowym przejawem czeskiego - jak określa pan Kuniajew - "konformizmu" było powstanie zbrojne w Pradze w maju 1945 roku, które uratowało miasto przed losem Wrocławia czy Berlina, zamienionych na rozkaz Hitlera w twierdze i obróconych w gruzy. Sprytni Czesi przeciągnęli na swoją stronę rosyjskich kolaborantów z armii gen. Własowa, którzy pomogli im wyprzeć Niemców z pełnego zabytków miasta.
Podczas mych studiów na Uniwersytecie Moskiewskim podczas zajęć na studium wojskowym wiele słyszałem od szkolących nas sowieckich oficerów o sabotażu w czeskich zakładach zbrojeniowych. Niemiecka bomba, która nie wybuchła podczas walk o Moskwę na jesieni 1941 roku, miała w zapalniku skrawek strony ze słownika rosyjsko-czeskiego. Inna zawierała kartkę: "Czym możemy, tym pomożemy" i podpis: Czesi.
Wbrew kłamstwom pana Kuniajewa komunistyczne władze Czechosłowacji z Aleksandrem Dubczekiem na czele nie zamierzały dokonywania zmiany sojuszy, lecz jedynie opracowywały nie uzgodnione z Kremlem reformy rynkowe i poszerzenie zakresu demokracji. Najbardziej bolało Sowietów zniesienie prewencyjnej cenzury prasy i elektronicznych środków przekazu. Dlatego posłali swe czołgi i piechotę, by okupować niepodległy do tej pory kraj. I zabili na długie lata tradycyjną miłość Czechów do swych rosyjskich braci.
Siedziałem wtedy w więzieniu mokotowskim i byłem szczęśliwy, że mam wobec swych czeskich i słowackich przyjaciół żelazne alibi, iż nie łączy mnie nic wspólnego z gen. Wojciechem Jaruzelskim wysyłającym polskich żołnierzy na naszych pobratymców (w latach 1964-66, gdy pracowałem jako starszy asystent na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, dorabiałem podczas letnich wakacji jako pilot Biura Zagranicznej Turystyki Młodzieży "Juventur" i prowadziłem po Polsce wiele czechosłowackich grup turystycznych).
Ówczesny najazd na Czechosłowację przypomina niedawną agresję Rosji na Gruzję i pan Kuniajew najwyraźniej postrzega te analogię. Niestety, reakcje Zachodu i wtedy, i dziś są równie tchórzliwe. Na Zachodzie niezmiennie nie zamierzano umierać ani za Sudety, ani za Gdańsk, zaś po wojnie ani za Budapeszt, ani ponownie za Pragę, a dziś - za dalekie Tbilisi. Duch Monachium wciąż panuje na Zachodzie, chociaż dla powstrzymania rosyjskiego imperializmu nie trzeba toczyć wojen. Wystarczą pokojowe, byle bolesne sankcje.
Natomiast rosyjska demokracja jest dziś równie słaba, jak za czasów Brieżniewa, kiedy tylko siedmioro śmiałków odważyło się zaprotestować na placu Czerwonym pod hasłem polskich powstańców "Za wolność waszą i naszą". Przykre dwójnasób jest to, że czeski prezydent Vaclav Klaus jest w tej sprawie po tej samej stronie, co plujący na Czechów rosyjski nacjonalista pan Stanisław Kuniajew.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |