PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Wrześniowa tragedia na Kresach Wschodnich

(4,11,2007 źródło ASME)

Polska ludność na Kresach przeżyła z rąk bojówek komunistycznych terror gorszy od rabacji galicyjskiej 1846 roku.

17 września 1939 roku Stalin w porozumieniu z Hitlerem wysłał Armię Czerwoną do walki przeciwko Polsce. Jak określił wtedy londyński "The Times", było to "pchniecie Polski nożem w plecy", choć bardziej by pasowało określenie o pchnięciu Polski bagnetem. Prezydent RP prof. Ignacy Mościcki stwierdził w wydanym w tej sprawie orędziu do narodu: "Gdy armia nasza z bezprzykładnym męstwem zmaga się z przemocą wroga (...) nasz sąsiad wschodni najechał nasze ziemie, gwałcąc obowiązujące umowy i odwieczne zasady moralności" (cyt. wg "Najnowszej historii Polski" prof. Wojciecha Roszkowskiego). Nota sowiecka, której przyjęcia odmówił ambasador RP w Moskwie Wacław Grzybowski, uzasadniała kłamliwie ten wrogi akt rzekomym rozpadem państwa polskiego i koniecznością otoczenia opieką pozostawionych na pastwę losu "jedinokrownych" (związanych wspólną krwią) braci Białorusinów i Ukraińców.

Dni nieustającego koszmaru

Dla polskiej ludności na terenach Kresów Wschodnich zaczęły się dni nieustającego koszmaru. Komunistyczne bojówki ukraińskie, białoruskie i żydowskie rozpoczęły - głównie na terenach wiejskich, gdzie nie mogły napotkać na przeciwdziałanie wojska oraz policji - okrutną rzeź znajdujących się tam żywiołów polskich, swą bezwzględnością przypominającą sceny z czasów małopolskiej rabacji Jakuba Szeli w czasie powstania krakowskiego 1846 roku. Wtedy polscy chłopi, podpuszczeni przez austriackiego zaborcę, rżnęli polskich ziemian, podejrzewanych o dążenia patriotyczne i niepodległościowe. "Mego dziada piłą rżnęli" - wspominał po latach bohater "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego. Moi koledzy z polskiego sierocińca nad Wołgą wspominali z taką samą grozą okrutny los zarówno polskich ziemian, jak i chłopów, zwłaszcza osadników wojskowych, wyrzynanych przez bojówki komunistyczne działające na ich terenie. "Dobry pan - na jeden raz, zły pan - na dwa razy... przecinania żywcem piłą". Była to reakcja na wezwania sowieckich dowódców wyrażone w ulotkach zrzucanych z samolotów. W czasie studiów na Uniwersytecie Moskiewskim czytałem wydany w Mińsku w 1940 roku rosyjski podręcznik historii Polski pióra białoruskiego historyka prof. Piczety, a w nim przytoczony w załączniku apel marszałka Siemiona Timoszenki - we wrześniu 1939 roku dowódcy frontu ukraińskiego. W swym apelu wzywał on owych "jedinokrownych" braci białoruskich i ukraińskich: "Bieritie topory i kosy i rieżtie polskich panow!" (Bierzcie do rąk siekiery i kosy i rżnijcie polskich panów). Więc rżnęli. W miastach i miasteczkach, gdzie istniały duże skupiska ludności żydowskiej, to samo czyniły komunistyczne bojówki złożone z Żydów.
Moi koledzy z sierocińca zostali wywiezieni wraz z rodzicami w głąb Rosji już podczas pierwszej wywózki przez NKWD Polaków 10 lutego 1940 roku i nie mieli zielonego pojęcia o krwawej czystce etnicznej, podjętej na Wołyniu i Galicji Wschodniej w 1943 roku przez oddziały UPA. Nie ma mowy, by ich relacje odzwierciedlały jakieś inne wydarzenia, oprócz tych, których byli świadkami po 17 września 1939 roku. Niestety, nie ma w Polsce historyków, którzy udokumentowali by wrześniową rzeź Polaków na wzór dokumentalnego dzieła państwa Siemaszków o rzezi Polaków przez UPA. Nie znalazłem wzmianek na ten temat ani w "Najnowszej historii politycznej Polski" Władysława Poboga-Malinowskiego, ani w "Najnowszej historii Polski" prof. Wojciecha Roszkowskiego. Jedynym dokumentem w tej sprawie są wspomnienia mego kolegi z sierocińca, śp. Zdzisława Rataja, w których opisuje on okrucieństwa popełnione przez czerwoną bojówkę białoruską na terenie Polesia, gdzie jego ojciec był leśniczym.

Są to skutki antypolskiej działalności Kominternu

Znam te sprawy ze słyszenia i nie wiem, kto przygotowywał organizacyjnie te struktury terrorystyczne, jeśli się zważy, że Komintern, czyli Międzynarodówka Komunistyczna, jeszcze w 1937 roku rozwiązała swoją polską sekcję - Komunistyczną Partię Polski wraz z jej kresowymi organizacjami, czyli Komunistyczną Partią Zachodniej Białorusi oraz Komunistyczną Partią Zachodniej Ukrainy. Ten sam los spotkał też komunistyczną młodzieżówkę, czyli Komunistyczny Związek Młodzieży Polski wraz z komsomołem Zachodniej Białorusi oraz Zachodniej Ukrainy. Być może rozwiązano struktury organizacyjne, ale pozostali wyznawcy tej ideologii, którzy w stosownej chwili podjęli swe krwawe działania? Czytałem w swoim czasie opublikowane na łamach "Z pola walki" przemówienie Grigorija Zinowjewa - na początku lat 20. przewodniczącego Komitetu Wykonawczego Kominternu, później zdymisjonowanego i zgładzonego w stalinowskiej czystce. Mówił on do zebranych w Moskwie działaczy KPP, że bolszewicy przed I wojną światową nie zdawali sobie sprawy z wagi kwestii narodowej. W swym przemówieniu zwracał on uwagę, że w walce z wrogim Moskwie państwem polskim należy kłaść nacisk na konflikty narodowe pomiędzy Polakami a mniejszościami etnicznymi. Jak widać, Stalin zgładził Zinowjewa jako swego rywala w walce o władzę na Kremlu, ale myśl wdrożył w życie.
Antypolska rabacja trwała przez kilka dni aż do wkroczenia jednostek Armii Czerwonej na dany teren. Od tego momentu zwalczaniem żywiołów polskich zajmowało się NKWD. Tak relacjonowali mi sprawę koledzy z sierocińca. Dziś wiem, że i krasnoarmiejcy również dopuszczali się gwałtów na jeńcach polskich i czasami na polskiej ludności cywilnej. Są to jednak przypadki znacznie lepiej udokumentowane, jeśli mogę przeczytać o nich w podręcznikach. Natomiast o antypolskich pogromach dokonywanych przez ukraińskie, białoruskie i żydowskie bojówki komunistyczne nie ma w znanej mi literaturze historycznej żadnej wzmianki. Nie mamy pojęcia, jak liczne były ofiary tych pogromów.
Ciekawa rzecz. Wiele razy czytałem w wydawnictwach emigracyjnych wspomnienia Polaków z Kresów, w których z bólem opisywali powitanie wkraczających oddziałów Armii Czerwonej przez ludność białoruską, ukraińską i żydowską. Słyszałem o budowaniu przez miejscową ludność łuków tryumfalnych dla wyzwolicieli. Nigdy jak dotąd nie napotkałem na opisy antypolskich pogromów. Co się stało z ich świadkami? Nie można było opowiadać o takich zbrodniach w czasach PRL. Sam pamiętam strach kolegi z pracy, który jako harcerz brał udział w obronie Grodna przed Sowietami i był świadkiem mordowania przez nich polskich jeńców. W żaden sposób nie mogłem go namówić do spisania przy mej asyście wspomnień z tych wydarzeń dla prasy drugiego obiegu. Od upadku PRL minęło już chwała Bogu kilkanaście lat. Nie rozumiem więc trwającego wciąż milczenia nad tymi trumnami. Czas najwyższy, by IPN zajął się tą sprawą, gdyż świadkowie tych krwawych wydarzeń coraz liczniej zaludniają cmentarze. Za jakiś czas pozostaną w tej sprawie jedynie przysłowiowe "białe plamy" w naszej zbiorowej pamięci narodowej.
Wątpię też, by można było liczyć na dokumenty w postsowieckich archiwach w Rosji, na Ukrainie lub Białorusi. Krzywdy ludności polskiej nikogo w owym czasie w administracji sowieckiej nie obchodziły, nikt więc ich nie dokumentował. W Związku Sowieckim panowała wtedy antypolska psychoza nakręcana przez Stalina. Wszystko to ustało, dopiero kiedy Hitler napadł na swego dotychczasowego przyjaciela i Stalinowi zaczęło zależeć na dobrych stosunkach z naszymi sojusznikami zachodnimi - z Wielką Brytanią i USA, bez czyich dostaw wojennych Armia Czerwona nie stawiła by czoła niemieckiemu najeźdźcy. Ale i wtedy Stalina nie stać było na samokrytykę w sprawie jego stosunku do Polaków. Bogu ducha winnych polskich więźniów GUŁAG-u zwolniono nie poprzez rehabilitację, lecz jedynie na mocy amnestii. Władze sowieckie nie chciały się przyznać do mordu katyńskiego na polskich oficerach. A gdy po wielu latach Michaił Gorbaczow został zmuszony do przyznania się do popełnienia tej zbrodni przez NKWD, z całym bolszewickim cynizmem wymyślił dla równowagi czarną legendę o mordowaniu przez Polaków tysięcy jeńców rosyjskich po zwycięskiej kampanii 1920 roku. I tę legendę głosiły rosyjskie środki przekazu, co sam obserwowałem w moskiewskiej telewizji. Nasze obecne stosunki z rządzoną przez prezydenta Putina Rosją również nie skłaniają do nadziei, że rosyjscy historycy powiedzą w tej sprawie prawdę. Do tej pory nie dojrzeli oni do uznania sowieckiej, a zatem i rosyjskiej winy w rozpętaniu II wojny światowej poprzez wsparcie hitlerowskiego najazdu na Polskę.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |