PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Tajemnicza śmierć trzech deputowanych. Opowieść Jurija Felsztyńskiego - wywiad Antoniego Zambrowskiego

(28,06,2007 źródło ASME)

Gdy nie można im było zatkać usta, nie pozostało nic innego, jak zabić.

W latach 2003-04 w Rosji zamordowano w tajemniczych okolicznościach trzech deputowanych Dumy Państwowej, uwikłanych w próbę wyjaśnienia sprawy wysadzenia przez agentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa domów mieszkalnych w Moskwie i innych miastach Rosji w 1999 roku. Wszyscy oni byli powiązani poprzez mnie z naszą książką "Wysadzić Rosję" oraz wykonanym przy naszym współudziale filmie dokumentalnym na ten temat.

Jurij Ściekocichin

Rozpocznijmy od Jurija Ściekocichina, gdyż on pierwszy oglądał tekst naszej (czyli Saszy Litwinienki oraz mojej) książki. Mieszkałem w tym czasie w USA i stamtąd umówiłem się z nim telefonicznie na spotkanie poza granicami Rosji. Ostatecznie spotkaliśmy się konspiracyjnie w hotelu w Zagrzebiu w lecie 2001 roku. Znaliśmy się już ze słyszenia, ale było to nasze pierwsze osobiste spotkanie. On znał moje poprzednie książki, ja jego działalność dziennikarską w "Naszej Gazecie". Gdy zaproponowałem mu przygotowanie wydania nadzwyczajnego "Naszej Gazety", poświęconego tajemnicy wysadzania przez FSB domów mieszkalnych, on początkowo zaoponował, tłumacząc mi, że ich redakcja przez kilka miesięcy prowadziła w tej sprawie dziennikarskie śledztwo. Nigdy też nie było nadzwyczajnego wydania ich gazety. Mimo to zaproponowałem mu, by przejrzał maszynopis książki, i po lekturze rozważył rzecz ponownie. Rano na śniadaniu przyznał, że nie zdawał sobie sprawy z rewelacyjności książki i przyrzekł wydanie nadzwyczajne. Gdy zaproponowałem mu komisję parlamentarną w Dumie Państwowej, odparł mi, że to nie będzie takie proste. I istotnie w sierpniu 2001 roku ukazało się w nakładzie 100 tys. egzemplarzy wydanie nadzwyczajne poświęcone tej sprawie. Cały numer - mniej więcej formatu "Gazety Polskiej" - poświęcony był wysadzaniu domów przez FSB i tylko na ostatniej stronie zamieszczono artykuł Anny Politkowskiej, poświęcony wojnie w Czeczenii. Cały nakład wydania wykupiono w oka mgnieniu.
Na jesieni 2001 roku zorganizowałem w Paryżu ekipę filmową, która miała nakręcić film dokumentalny pod tytułem "Zamach na Rosję". Jego treść miała koncentrować się na sprawie zapobieżenia przez mieszkańców wysadzeniu przez agentów FSB domu mieszkalnego w Riazaniu. Była to najbardziej kompromitująca wpadka agentów FSB i jej szef Nikołaj Patruszew usiłował uratować ich, tłumacząc tę akcję jako ćwiczenia. Film trwał 43 minuty i był nakręcony przez Francuzów w Rosji. Dziś taki film byłby już nie możliwy, gdyż ci ludzie, którzy udzielali wywiadów filmowcom, w obecnych warunkach rosyjskich już nie odważyli by się zabrać głos publicznie.
W owym czasie toczyła się walka o niezależność kanału telewizyjnego NTW, wygrana niestety przez władze. Wówczas kierowany przez Borysa Bieriezowskiego kanał telewizyjny TV6 ogłosił, że zaprasza do siebie cały dawny personel NTW i daje im możliwość kontynuowania ich pracy dziennikarskiej w równie niezależnym stylu. Jednocześnie Bieriezowski ogłosił, że przejmuje finansowanie ostatniego etapu nakręcania naszego filmu i że wyemituje go natychmiast po jego ukończeniu. By to uniemożliwić, władze podjęły działania, aby pozbawić Bieriezowskiego praw do tego kanału. Póki trwała o to walka, staraliśmy się w Paryżu jak najszybciej zmontować film. Niestety, władze były szybsze, przy czym miałem wrażenie, że pośpiech władz wynika właśnie z tej deklaracji Bieriezowskiego. Ostatecznie 4 marca 2002 r. ukończyliśmy film i Borys Bieriezowski następnego dnia zwołał w tej sprawie konferencję prasową.

Siergiej Juszenkow oraz Władimir Gołowlow

W owym czasie Bieriezowski oraz Siergiej Juszenkow powołali nową partię o nazwie Liberalna Rosja, która zamierzała ubiegać się o mandaty w wyborach do Dumy Państwowej. Obydwaj mieli być współprzewodniczącymi organu kierowniczego stronnictwa. Innym przywódcą stronnictwa był deputowany Dumy Władimir Gołowlow, który odpowiadał za finanse stronnictwa. Zawdzięczał on swe obowiązki kompetencjom w tej dziedzinie, które zyskał, łącząc działalność polityczną z finansową jako przedsiębiorca. Bieriezowski w tym czasie kierował stronnictwem z bezpiecznej odległości w Anglii i na posiedzeniach kierownictwa stronnictwa uczestniczył poprzez telemost z Londynu. Podjęto decyzję o popularyzacji naszego filmu w Rosji. W Paryżu wykonano 1000 kopii filmu i Juszenkow oraz Gołowlow prowadzili zebrania wyborcze w Moskwie i na prowincji w oparciu o projekcję filmu. O zademonstrowaniu filmu w rosyjskiej TV czy w sieci kin nie mogło już być w owym czasie mowy, natomiast projekcja filmu na zebraniach wyborczych dawała niesamowity efekt propagandowy. W związku z tym Juszenkow zaproponował, by również deputowani Dumy obejrzeli ten film na specjalnej projekcji w parlamencie. Posłowie Dumy odrzucili jednak tę propozycję.
Szanse wyborcze Liberalnej Rosji były dość słabe ze względu na słabość organizacyjną oraz kadrową stronnictwa. Jej orężem natomiast była propagandowa moc żądania, by wyjaśnić sprawę wybuchów w Moskwie i innych miastach w 1999 roku. I w tych warunkach ginie nagle deputowany Dumy Władimir Gołowlow, zabity podczas wieczornej przechadzki z psem dwoma strzałami przez nieznanych sprawców. Śledztwo prowadzone przez prokuraturę budowało różne hipotezy motywów zbrodni: ofiara miała jakieś konflikty na tle finansowym w związku z działalnością handlową i nawet ujawniono jakieś motywy związane z życiem osobistym. Najmniej jakoś akcentowano okoliczność, że poprzez działalność opozycyjną był on na bakier z wszechwładnym FSB.
Trzeba trafu, że wkrótce po tym mordzie w Moskwie ginie również Siergiej Juszenkow, również zamordowany dwoma wystrzałami przez równie nieznanych sprawców. Tak Liberalna Rosja traci swego współprzewodniczącego działającego na terenie kraju. Po chwili stronnictwo spotyka kolejny cios: Prokuratura Generalna oskarża o zlecenie zabójstwa jednego z przywódców Liberalnej Rosji Kaganiowa. Prokuratorzy zarzucają mu, że zlecił mord, by usunąć konkurenta do kierownictwa partii. Kto chce, niech w to wierzy, ale sąd dał wersji prokuratury wiarę i Kaganiow zostaje skazany na 20 lat pozbawienia wolności. Skutkiem tego "zbiegu" okoliczności jest to, że Liberalna Rosja ponosi klęskę wyborczą, zbierając zaledwie 2 lub 3% głosów wyborców. Ludzie, którzy chcieli ujawnienia zbrodni FSB, zginęli śmiercią skrytobójczą, zaś ich stronnictwo poniosło klęskę.

Ścikocichin zginął otruty

W odróżnieniu od Gołowlowa oraz Juszenkowa Jurij Ścikocichin zginął w swym mieszkaniu, otruty prawdopodobnie substancją radioaktywną. O jego śmierci opowiadała mi Ania Politkowska - znana dziennikarka jego gazety, która również nie żyje. Trzeba trafu, że złożyła mu wizytę w domu, ale zastała go już nieprzytomnego. Opowiadała, że był to jedyny pozytywny moment w tej tragicznej historii, że ofiara uniknęła takich męczarni, jakie stały się losem Saszy Litwinienki. Dziś, gdy porównuję różne symptomy ich choroby, odnoszę wrażenie, że i Jurija Ścikocichina otruto - jeśli nie polonem - to jakimś innym środkiem promieniotwórczym. Tyle, że śledztwo w Anglii było bardziej dociekliwe niż w Rosji.
W podsumowaniu mogę stwierdzić, że mordercy mogli mieć różne motywy zbrodni, ale wspólnym mianownikiem w tej całej sprawie była ich chęć wyjaśnienia spraw opisanych w naszej książce oraz w opracowanym przy naszym współudziale filmie. Gdyby nie ta dociekliwość, wywołująca gniew FSB, wszyscy oni mogli pozostać przy życiu.

Jurij Felsztyński
- wysłuchał, zanotował i przetłumaczył
Antoni Zambrowski

Artykuł pierwotnie opublikowany w tygodniku "Gazeta Polska"

artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |