PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Obraz nazbyt wykrzywiony

(30,07,2007 źródło ASME)

Znowu o Dworcu Gdańskim - Antoni Zambrowski

Znana dziennikarka Teresa Torańska nakręciła w Izraelu film, zatytułowany "Dworzec Gdański" i pokazany na dorocznym (już IV-tym z kolei) festiwalu "Żydowskie Motywy" w Warszawie w kinie "Muranów". Z tego względu zapewne został nadany przez TVN, dzięki czemu go sobie obejrzałem.
Przyznam szczerze, że darzę od dłuższego czasu przyjaźnią Teresę Torańską i jestem jej niezmiernie wdzięczny za to, że w kolejnych wydaniach jej światowej sławy zbioru rozmów z PRL-owskimi prominentami pt. "Oni" jest coraz więcej wzmianek o mojej skromnej osobie i to mimo zakazów kuroniowego "salonu". Dlatego z uwagą śledzę twórczość dziennikarską Teresy, zarówno w prasie, jak i telewizji. Moje uwagi krytyczne nie wynikają bynajmniej z niechęci do autorki głośnych wywiadów - wręcz przeciwnie, raczej z tego, że śledząc uważnie jej twórczość nieraz dojrzę jakieś błędy. Jak mawiali starożytni Rzymianie: amicus Plato, sed magis amica veritas (jest mym przyjacielem Platon, ale prawdę darzę jeszcze większą przyjaźnią). Często się różnimy, ale staram się oddzielać błędy od osoby je popełniającej.
Omawiany tu film zawiera zapis rozmów z polskimi Żydami, którzy opuścili PRL w pamiętnych latach 1968-69 pod wpływem antysemickiej kampanii ówczesnych władz komunistycznych z Władysławem Gomułką na czele. Tytuł filmu nawiązuje do dworca kolejnowego w Warszawie, skąd miejscowi Żydzi wyjeżdżali do Wiednia, a stamtąd do Izraela lub gdzie indziej. Teresa Torańska spotkała się ze swoimi izraelskimi dziś rozmówcami w tamtejszej miejscowości wczasowej Aszkelon i nagrała ich wynurzenia po latach. Jest to typowy dla niej schemat wywiadu. Teresa, pełna ciepła dla swych rozmówców, zadaje im pytania, a oni, nakręcani przez kamerę, odpowiadają na nie w miarę swych możliwości. Również i ten film zawiera wszystkie zalety głośnych wywiadów światowej zaiste sławy dziennikarki. Ludzie otwierają się wobec niej i bez żadnych zahamowań mówią, co myślą na omawiany temat. Tak wykonany wywiad pozwala znakomicie zrozumieć świat wewnętrzny bohaterów wywiadu, ale w niczym nie koryguje wypowiadanych przez nich bzdur czy głupot.
Pod tym względem film Teresy Torańskiej nie jest jeszcze najgorszy. Sądząc z recenzji Pawła T. Felisa, zamieszczonej w "Gazecie Wyborczej", na festiwalu "Żydowskie Motywy" pokazywano filmy o skrajnie antypolskiej wymowie. Przykładem może być "Świat Marii" Michała Bukojemskiego, który przedstawia Polaków jako antysemitów, wspomagających hitlerowców w tropieniu i mordowaniu Żydów. Obawiam się, że w przyszłości będziemy mieli do czynienia - zgodnie z zapowiedzią zawartą już w dziełach Jana Tomasza Grossa - z obrazem Polaków bez żadnej hitlerowskiej asysty prowadzących dzieło żydowskiej zagłady. Stąd konieczność reakcji na takie filmy, której na łamach "Gazety Wyborczej" niestety nie uświadczysz.
Choć film Teresy Torańskiej wolny jest od tak antypolskiego nastawienia, mimo to wypowiedzi jej rozmówców wywołują we mnie masę zastrzeżeń swą wyjątkową jednostronnością. Dobrze pamiętam tamte czasy, chociaż większość gomułkowsko-moczarowskiej kampanii spędziłem w więzieniu na Mokotowie, a później w Barczewie pod Olsztynem. Trudno było stamtąd obserwować zachowania prostych ludzi, ale widać było jak na dłoni zamiary partyjno-ubeckich animatorów i wykonawców tej kampanii. Po wyjściu na wolność zdążyłem jeszcze odprowadzić kilku przyjaciół na przysłowiowy dziś Dworzec Gdański, choć byłem przeciwny tamtej emigracji - zwłaszcza dzieci PRL-owskich prominentów. Uważałem, że powinni solidarnie znosić trudy znoszenia uroków ustroju, do którego budowy przymuszali Polaków ich ojcowie.
Co istotniejsze, zapamiętałem Polskę i Polaków owych lat całkiem odmiennie niż izraelscy rozmówcy Teresy Torańskiej. Oni mają do dziś kompleks odrzucenia przez Polaków, niezdolnych do gestu solidarności wobec swych znajomych Żydów wyrzucanych na emigrację z ojczystego kraju. Jeden z rozmówców Teresy z wyraźnym wzruszeniem opowiada, że tylko jeden z jego znajomych Polaków wyraził nadzieję, iż uda mu się wrócić z powrotem do kraju. Ten sam rozmówca opowiada dla kontrastu, jak zupełnie obca osoba w Izraelu dała mu pieniądze na taksówkę. Do głowy atoli mu nie przychodzi, że w Polsce trwała antysemicka kampania w środkach przekazu, której musieli się przeciwstawić zwyczajni, prości ludzie, a nikt im nie podpowiadał, jak się mają zachować w tak niecodziennej sytuacji. Natomiast w Izraelu tamtejsze media nawoływały do aktów solidarności z nowymi przybyszami. Stąd ta różnica w postawach. Ale ten sam rozmówca jakoś nie pamięta (w odróżnieniu ode mnie) ani powszechnej radości w Polsce, że prozachodnie siły zbrojne Izraela pobiły na głowę arabskich sojuszników Moskwy, sprawującej wtedy protektorat nad Polską, ani powszechnego gestu solidarności z Żydami, kiedy tysiące młodych Polaków zapuszczały wtedy brody.
Pamiętam też zawiść rodowitych Polaków, że w odróżnieniu od żydowskich potomków nie mogą wyjechać z PRL na Zachód - do wolnego świata. Oni w odróżnieniu od Żydów musieli pozostać tu - by użyć określenia z czasów stanu wojennego - na dużym spacerniaku. Tym bardziej, że składający podanie o wyjazd do Izraela - bo takie były wymogi urzędowe - najczęściej wybierali jednak jako ostateczny cel podróży bynajmniej nie Ziemię Obiecaną, lecz Danię, Szwecję, Wielką Brytanię czy USA, zaś żydowskie pochodzenie było tylko pretekstem do emigracji.
W filmie Teresy Torańskiej zabrakło też refleksji, że ówczesna antysemicka kampania toczyła się z inicjatywy Kremla i Łubianki, wręcz wymuszana na prosowieckich władzach PRL przez bezkarną w owych czasach moskiewską agenturę spod znaku generałów Jaruzelskiego i Diomki-Moczara. Że ofiarą ubeckiej kampanii padło wielu rodowitych Polaków, jak usunięci wtedy z wojska za nieprawomyślność generałowie Józef Kuropieska, Adam Uziembło oraz Tadeusz Bończa-Pióro. Tacy Polacy zostali pozbawieni możliwości zbawiennej ucieczki na Zachód, choć brali czasem cięższe cięgi z ręki reżymu. Również rasistowski charakter tej kampanii, której ofiarą padali ludzie nawet nie poczuwający się do żydostwa, kompletnie spolonizowani, jeśli tylko podpadli władzy ludowej, a raczej sowieckiej agenturze, wynikał wszak z narzucania Polsce obcych jej tradycji rasistowskich wzorców rodem z Kraju Rad.
Teresa Torańska jest dobrą znajomą gen. Wojciecha Jaruzelskiego, ale podczas wywiadów z nim nacechowanych wzajemnym zrozumieniem nie wydusiła z niego szczerego wyznania odnośnie jego haniebnej roli w tej moskiewskiej czystce. Toteż łzy wzruszenia nad swoją dolą przelewane przez izraelskich rozmówców Teresy Torańskiej z braku tego personalnego adresu spadają zbiorowo na nasze polskie głowy. Wyznam szczerze, że jeśli taki "człowiek honoru" jak gen. Jaruzelski nie poczuwa się do winy organizowania tej w jeszcze większym stopniu antypolskiej, co antyżydowskiej akcji marcowej, to co tu mówić o winie nas - pozostałych Polaków? A przecież co i rusz musimy świecić oczami w tej sprawie za niego i jego kompanów.
Może warto by było, aby Teresa Torańska nakręciła film zawierający rozmowy o tych wszystkich pominiętych w "Dworcu Gdańskim" sprawach? Z pod innym kątem dobranymi rozmówcami. Gorąco bym ją do tego zachęcał.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |