PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Nieuki w roli specjalistów

(22,01,2007 xródło ASME)

Po Sejmie krąży sporządzona przez anonimowych autorów lista osób wpływowych w Polsce, względnie posiadających w niej władzę. Jej nagłówek napisany jest po angielsku oraz po polsku, co ma dodać jej wiarygodności w oczach ludzi mało zorientowanych w przedmiocie. Ludzie umieszczeni na liście zostali wybrani pod jednym kątem - używają ponoć nazwisk, które różnią się od ich nazwisk prawdziwych, czyli rodowych. Większość z nich ma zdaniem autorów listy nazwiska żydowskie, choć trafiły się jak rodzynki w cieście jedno nazwisko niemieckie oraz dwa słowiańskie - rosyjskie oraz ukraińskie. Obydwa zawierają informacje błędne: gen. Stanisław Popławski (poz. 196.) był sowieckim Polakiem, tymczasem autorzy przypisują mu nazwisko Siergiej Grochow (z adnotacją "Rosjanin"), które poprawnie po rosyjsku brzmiałoby Gorochow. Mógł to być zresztą jeden z wojskowych kryptonimów gen. Popławskiego, używanych dla konspiracji na froncie. Tuż pod nim autorzy przytaczają rzekomo prawdziwe nazwisko gen. Karola Świerczewskiego (poz. 197.), któremu przypisują nazwisko do wyboru: Walter Golz lub Tenenbaum. Świadczy to nie tylko o nieuctwie, ale i o złej woli autorów, którzy sami przyznają się do niewiedzy, mimo to nie powstrzymują się od mącenia w głowach innych. Walter - to pseudonim gen. Karola Świerczewskiego z wojny domowej w Hiszpanii, zaś Golz - nazwisko opisanego na łamach książki Ernesta Hemingwaya "Komu bije dzwon" - sowieckiego generała, którego pierwowzorem był gen. Walter Tenenbaum - to już rewelacja z brudnego palca, gdyż Karol Świerczewski był rodowitym Polakiem z warszawskiej Woli. Inne nazwisko słowiańskie - to podane przez autorów listy rodowe nazwisko gen. Mieczysława Moczara (poz. 242.) - Mykoła Demko z adnotacją "Ukrainiec", co jest dezinformacją wielostopniową. Gen. Moczar nazywał się nie Mykoła Demko, lecz Nikołaj Tichonowicz Diomko. Nie mógł on mieć ukraińskiego imienia, gdyż został ochrzczony w cerkwi prawosławnej w Łodzi za czasów carskich, kiedy istniała jedynie Rosyjska Cerkiew Prawosławna, toteż przy chrzcie świętym nadano mu imię Nikołaj. Prawdziwe brzmienie nazwiska jego ojca Tichona było Diomko, zaś błąd w zapisie nazwiska pochodzi z zastąpienia litery rosyjskiej "jo" przez literę "je" wskutek opuszczenia kropek nad literą "jo". Informacja o nazwisku niemieckim gen. MBP Artura Jastrzębskiego (poz. 191.) - Artur Ritter jest natomiast prawdziwa, co w powodzi kłamstw stanowi prawdziwy ewenement.
Czasami (nader rzadko) autorzy piszą prawdę: gen. Janusz Zarzycki (poz. 202.) istotnie z domu nazywał się Janusz Neugebauer, zaś gen. Tadeusz Wilecki (poz. 200.) - miał nazwisko rodowe Wałłach (rzecz jednak w tym, że nie informują oni o polskości obydwu generałów i w ten sposób sugerują, że przez zmianę nazwisk zacierali oni swe żydowskie pochodzenie, co jest fałszem). Znany pisarz Julian Stryjkowski (poz. 156.) istotnie nazywał się z domu Pesah Stark, zaś Irena Szewińska (poz. 161.) ma nazwisko panieńskie Kirszensztajn. Znana działaczka okupacyjnego ZWM Hanka Sawicka (poz. 141.) była istotnie z domu Szapiro, sławny polski pedagog Janusz Korczak (poz. 76.) rzeczywiście nazywał się Henryk Goldszmit, zaś Josek Mitzenmacher napisał przed wojną dla policji książkę o KPP pod pseudonimem Jan Reguła. Reszta informacji - to kompletne bzdury.
Weźmy dla przykładu kilka rewelacji: o znanym polskim pisarzu Arkadym Fiedlerze (poz. 34.), autorze głośnego "Dywizjonu 303" o polskich lotnikach w czasie Bitwy o Anglię piszą oni, iż naprawdę nazywał się Efroim Trusker. Pomylili oni atoli pisarza z działaczem SDKPiL, KPP, PPR i PZPR Franciszkiem Fiedlerem, który nazywał się pierwotnie Truskier. Takich qui pro quo jest więcej. W poz. 2. podają oni Amsterdamski - Saul Henrykowski. Być może chodzi o prof. Stefana Amsterdamskiego - wybitnego naukowca, jednego z organizatorów TKN, czyli nielegalnego Latającego Uniwersytetu w Warszawie. Mylą oni go z zamordowanym w czasie czystek stalinowskich działaczem KPP Saulem Amsterdamem noszącym partyjny pseudonim Henryk Henrykowski.
W poz. 140. podają jako prawdziwe nazwisko jakiegoś Rutkowskiego - Botwin. W istocie byli to różni bojowcy komunistyczni, którzy polowali na agenta polskiej policji Cechnowskiego. Władysław Hibner, Władysław Kniewski i Henryk Rutkowski zostali straceni na Cytadeli w Warszawie w 1925 roku za strzelaninę w Śródmieściu podczas nieudanej próby zamachu na niego, zaś Naftali Botwin zastrzelił Cechnowskiego, gdy ten zeznawał w sądzie we Lwowie.
O Stanisławie Krajewskim (poz. 82.) - współprzewodniczącym Rady Chrześcijan i Żydów piszą oni, że nazywa się Abel Kaimer. W istocie jest był pseudonim autorski Stanisława Krajewskiego, którego odziedziczone po dziadku-komuniście prawdziwe nazwisko rodowe brzmi Stein. Było w kierownictwie KPP dwóch braci Steinów: Władysław Stein-Krajewski oraz Henryk Stein-Domski. Obydwaj zginęli w Moskwie w czystkach stalinowskich lat 30.

Podobnie jest z rewelacjami o nazwisku b. członka KSS "KOR" i b. posła na Sejm Jana Lityńskiego (poz. 98.), który ma się nazywać Jakub Leman. Tymczasem Janek Lityński jest bratankiem znanego działacza PPS Feliksa Perla, wieloletniego redaktora jej organu - "Robotnik". Gdy Janek redagował w PRL drugoobiegowe pismo KSS "KOR" "Robotnik", Jacek Kuroń proponował mu nawet powrót do rodowego nazwiska, ale Janek te rady zignorował. Znanemu polskiemu poecie Antoniemu Słonimskiemu (poz. 149.) przypisują oni nazwisko Stomma, czyli nazwisko znanego posła katolickiego Stanisława Stommy z klubu poselskiego "Znak" w czasach PRL. Tym czasem pan Antoni był synem znanego w Warszawie lekarza Stanisława Słonimskiego, sportretowanego przez Bolesława Prusa w "Lalce" w postaci doktora Szumana. W poczekalni doktora Stanisława Słonimskiego przy Niecałej 4 w Warszawie spotykali się przywódcy PPS-Frakcji Rewolucyjnej z Józefem Piłsudskim na czele.
Wszystkie te gafy są niczym w porównaniu do pozostałych, wyssanych z brudnego palca, informacji o prominentnych osobach z lewicy i prawicy, którym autorzy listy przypisują żydowskie nazwiska. Niektóre te nazwiska kolportowała niegdyś SB spod znaku gen. Moczara dla zdezawuowania jego przeciwników politycznych. I tak Romanowi Zambrowskiemu (poz. 183.) przypisują oni w ślad za SB nazwisko Rubin Nussbaum, gdy liczni członkowie jego rodziny rozsiani po świecie, poczynając od jego ojca-emigranta do USA sprzed I wojny światowej, nosili nazwisko Zambrowski. Roman Zambrowski kilkakrotnie stawał pod swym nazwiskiem przed sądami II RP za działalność komunistyczną i część dokumentów z tego okresu szczęśliwie się uchowała.
Wieloletniemu premierowi PRL Józefowi Cyrankiewiczowi (poz. 26.) przypisują nazwisko Izaak Cukerman, co jest o tyle nowością, że SB rozrabiało Cyrankiewicza przez długie lata jako Cymmermana. Jedno i drugie jest bzdurą, gdyż Józef Cyrankiewicz pochodził ze znanej rodziny krakowskiej i to o zapatrywaniach narodowych. Tyle że on w odróżnieniu od ojca i braci nie był narodowcem, lecz socjalistą. Przeżył też hitlerowski obóz w Auschwitz pod swym nazwiskiem rodowym i z polską oznaką narodową na pasiaku.
O dzisiejszych politykach, którym autorzy listy przypisują wyssane z palca nazwiska żydowskie, pisał nie będę, by nie kolportować bzdur. Wszystko to jest kontynuacją ubeckiego procederu, firmowanego niegdyś przez ubeckiego dezinformatora, prof. Walichnowskiego. Dziś czyni to podziemie ubeckie lub powiązane z nim służby specjalne państw ościennych, aby poprzez dezinformacje o charakterze antysemickim sprowokować jakieś antyżydowskie reakcje i w ten sposób skompromitować Polskę. Jest to więc działalność tej samej natury jak zorganizowanie przez NKWD w Kielcach pogromu żydowskiego w roku 1946. Apeluję do ABW, by przyjrzała się sejmowym kolporterom tych pożal się Boże rewelacji i zapytała ich, za czyje pieniądze to czynią.

Artykuł pierwotnie został opublikowany w tygodniku "Nasza Polska.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |