PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Nieporozumienia z rasizmem

(06,07,2007 źródło ASME)

Pracownica naukowa Żydowskiego Instytutu Historycznego, dr Alina Cała zarzuciła antysemityzm Kościołowi Katolickiemu w II Rzeczypospolitej, zaś znaną pisarkę katolicką Zofię Kossak-Szczucką nazwała rasistką. Jest to ewidentne nieporozumienie.

Czy znana polska pisarka Zofia Kossak-Szczucka była rasistką? Tak bowiem twierdzi znana bojowniczka z polskim antysemityzmem, dr. Alina Cała z Żydowskiego Instytutu Historycznego w styczniowym numerze wydawanego po polsku żydowskiego pisma "Midrasz". Wywołała tym zarzutem falę oburzenia i polemiki na łamach wielu gazet, broniących dobrego imienia naszej wielkiej pisarki historycznej i zarazem bohaterskiej działaczki Polski Podziemnej. Jak wiadomo, była ona założycielką konspiracyjnego Komitetu Pomocy Żydom "Żegota", ratującego przez hitlerowskim ludobójstwem tysiące polskich Żydów. Gwoli ścisłości wyznam, że miesięcznik "Midrasz" znam ze słyszenia, natomiast o wypowiedzi pani Aliny przeczytałem ostatnio w "Wysokich Obcasach" - cotygodniowym dodatku kobiecym do "Gazety Wyborczej".
Spór o rasistowskie poglądy pani Zofii Kossak-Szczuckiej bierze źródło w nieporozumieniu co do treści słowa "rasizm", które zapewne pani Alina przyrównuje do antysemityzmu, nie zdając sobie sprawy z tego, że będąc polską filosemitką czy też nacjonalistką żydowską, również z pewnością jest rasistką (Zetknąłem się przed laty z panią Aliną w "Tygodniku Solidarność", przy zleconym mi do poprowadzenia spotkaniu przedstawicieli mniejszości narodowych. Pozostając pod wrażeniem jej północnosłowiańskiej urody, nie domyśliłem się, niestety, zapytać ją o przynależność narodową, stąd ma niepewność w tym względzie). Tyle, że jej rasizm ma inny wydźwięk, niewątpliwie przyjazny wobec Żydów.

Rasizm wobec Żydów jest sprzeczny z polską tradycją narodową

Rasizmem jest bowiem określanie przynależności narodowej człowieka nie na podstawie jego samoświadomości w tym względzie, lecz - jak przewidywały ustawy norymberskie w III Rzeszy - według pochodzenia rodziców lub dziadków. Takie zwyczaje upowszechniły się Polsce wbrew naszej tradycji narodowej - pod wpływem praktyk bolszewickich bądź narodowo-socjalistycznych. W PRL wiele było nieporozumień wynikających z przypisywania pochodzenia żydowskiego na podstawie wyglądu osobnika, a ostatnio już w III RP - pod wpływem jego sukcesu na niwie społeczno-politycznej. Dziś częstokroć wystarczy osiągnąć sukces w polityce, przedsiębiorczości lub przynajmniej w środkach przekazu, by na internetowych forach zostać zaliczonym do "narodu wybranego". Czasem takie wyssane z palca rewelacje wypływają z dawnych ubeckich źródeł, a czasem wręcz z Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Prace Stalina jako źródło nieporozumienia.

Oznaczanie postawy rasistowskiej jako godnej potępienia ma historyczne korzenie z czasów walki o równouprawnienie Murzynów amerykańskich. Rasistami nazywano wówczas białych Amerykanów z południowych stanów, przeciwstawiających się nadaniu praw obywatelskich odróżniającym się od nich kolorem skóry współmieszkańcom. Z kwestią żydowską pojęcie rasizmu w owym czasie nie miało nic wspólnego. Zwłaszcza w Polsce, gdzie Żydzi byli mniejszością religijną i etniczną wyróżniającą się językiem (jidisz), obyczajem i nawet strojem. W Niemczech, w których w XX wieku upowszechniło się zjawisko rasistowskiego antysemityzmu, Żydzi - inaczej jak w Polsce - odróżniali się od pozostałych mieszkańców nie językiem, lecz wyznaniem. Gdy opuszczali gminę wyznaniową, porzucając praktyki religijne, faktycznie zrywali swą więź z judaizmem. Z żydostwem łączyło ich tylko pochodzenie, stąd nagłaśnianie przez narodowych socjalistów kryteriów rasowych przy zwalczaniu licznych przeciwników Hitlera o żydowskim rodowodzie.
"Wódz całej postępowej ludzkości", tow. Stalin przebywał za młodu w Niemczech i tam na podstawie tamtejszych publikacji marksistowskich napisał swe głośne dzieło "Marksizm a kwestia narodowa". Powołując się na niemieckie autorytety marksistowskie, uznał on, iż Żydzi w odróżnieniu od ludów osiadłych na jednym terytorium nie są narodem, co było skutkiem nieporozumienia. Istotnie: w Niemczech oraz w ojczystej dla Józefa Dziugaświlego Gruzji Żydzi byli jedynie grupą wyznaniową, ale nie mniejszością narodową (Sytuacja w Gruzji przypominała niemiecką z tego względu, że gruzińscy Żydzi byli zupełnie zasymilowani wśród prawosławnych w większości Gruzinów i wyróżniali się jedynie wyznaniem mojżeszowym). Natomiast w Rosji carskiej Żydzi stanowili odrębną grupę etniczną z własnym językiem narodowym.

W Rosji carskiej lub bolszewickiej było inaczej niż w Polsce

Rosja carska była wskutek stałych podbojów krajem wielonarodowym i wieloreligijnym, pozbawionym atoli dyskryminacji rasowej zarówno wobec Murzynów, jak i wobec Żydów. Dyskryminowane było natomiast wyznanie mojżeszowe, które w Rosji przed rozbiorami Polski było wręcz tępione (Gdy Iwan Groźny zdobył na Polakach Połock, potopił miejscowych Żydów w rzece). Takie prześladowanie starozakonnych było zresztą w Średniowieczu normą i tylko Polska Piastów oraz Jagiellonów stanowiła wówczas chlubny wyjątek. Po zdobyciu obszernych połaci Rzeczypospolitej Obojga Narodów Rosja przejęła tereny zamieszkane przez liczną rzeszę Żydów, więc wprowadziła zakaz osiedlania się starozakonnych poza dawnymi terenami Litwy i Korony, czyli poza tzw. ciertoj osjedłosti. Później wprowadzono wyjątek dla kupców I gildii, którym pozwalano mieszkać w Rosji właściwej. Te ograniczenia nie dotyczyły atoli przechrztów, którzy posiadali pełnię praw poddanych prawosławnego cara. W odróżnieniu od starozakonnego przechrzta, o ile dobrze znał język rosyjski, mógł w Rosji być oficerem wojska lub ważnym urzędnikiem państwowym.
Kryteria rasowe przy określaniu przynależności narodowej Żydów wprowadził dopiero w trybie urzędowym wspomniany wyżej Stalin. W Rosji Sowieckiej oddzielono kościół od państwa, toteż kryteria wyznaniowe przestały obowiązywać i narodowość dziedziczono po rodzicach (Dzieci z małżeństw mieszanych etnicznie miały do wyboru narodowość ojca lub matki, choć zwyczajowo w Rosji określano narodowość według przynależności narodowej ojca). Nie brano przy tym pod uwagę takich drobiazgów, jak faktyczna więź z daną wspólnotą etniczną, znajomość języka i kultury narodu, do którego przypisano danego osobnika. Tak dla przykładu ks. Aleksander Mień, wychowany w rosyjskojęzycznej rodzinie prawosławnej, miał w dowodzie osobistym wpisaną narodowość żydowską. Dotyczyło to nie tylko Żydów. Bułat Okudżawa pochodził z mieszanego małżeństwa gruzińsko-ormiańskiego i narodowość odziedziczył po ojcu, choć - wychowany w Moskwie - nie znał ani gruzińskiego, ani ormiańskiego i pisał wyłącznie po rosyjsku. Syn samego Stalina Wasilij również miał zapisaną narodowość gruzińską, choć gdy rozmawiał w Tbilisi ze swą babcią po mieczu, musiał wraz z siostrą Swietłaną korzystać z usług swego przyrodniego brata Jakowa, występującego w roli tłumacza.

W przedwojennej Polsce panowały inne zwyczaje, wykluczające rasizm

W Polsce międzywojennej obowiązywały inne kryteria. II Rzeczypospolita była państwem wielonarodowym, ale każdy obywatel sam zgodnie z własną świadomością narodową określał swą przynależność do danej grupy etnicznej. Bywały wskutek tego rodziny, w których rodzeni bracia odmiennie określali swą narodowość. Znane były przypadki, gdy jeden brat czuł się Polakiem, zaś drugi - odpowiednio Niemcem, Ukraińcem lub Żydem (Jeden z braci w rodzinie hrabiów Szeptyckich - Stanisław był polskim generałem i nawet ministrem rządu, drugi - ukraińskim zakonnikiem w unickim zakonie bazylianów, zaś trzeci - Roman jako unicki metropolita Lwowa Andrij przez dziesięciolecia pełnił funkcję duchowego przywódcy galicyjskich Ukraińców).
Pani Zofia Kossak-Szczucka, wychowana w II Rzeczypospolitej, hołdowała panującym w niej zwyczajom. A polska tradycja z czasów przedrozbiorowych zakładała nie tylko uznawanie polskości Żydów przyjmujących katolicyzm, lecz i ich nobilitację. Tak August III Sas nobilitował "frankistów" przyjmujących w ślad za swym przywódcą chrzest w obrządku rzymsko-katolickim.
Oczywiście ziemiaństwo polskie szczyciło się zasługami przodków i stare rody mogły spoglądać z góry na niedawnych neofitów, ale nie zmieniało to faktu społecznego, że frankiści stali się polską szlachtą. Takie obyczaje przetrwały do czasów pani Zofii Kossak-Szczuckiej, toteż pochodząca z ziemiaństwa matka poety Brunona Jasieńskiego zadbała o przyjęcie do herbu przez swych szlacheckich krewnych jej syna zrodzonego z męża - Polaka o żydowskim rodowodzie. Nawet rodziny arystokratyczne nie ulegały w Polsce przesądom rasowym, więc ich potomkowie chętnie żenili się z zamożnymi Żydówkami. Warunkiem był oczywiście chrzest i katolicki ślub kościelny. Mój przyjaciel, Andrzej hrabia Broel-Plater mógł wyjechać z PRL w 1969 roku na tzw. żydowskich papierach dzięki temu, że mógł wykazać się posiadaniem żydowskich przodków wobec moczarowego MSW, zaś Janusz Szpotański napisał na tę okoliczność żartobliwy wierszyk: "To żaden wstyd, że hrabia Plater jedzie jako Żyd".
Wbrew zarzutom pani Aliny, przedwojenny Kościół katolicki w Polsce nie był antysemicki. Owszem trafiali się księża-antysemici, ale sam Kościół - antysemickim nie był. Wręcz przeciwnie: w trosce o zbawienie żydowskich dusz pragnął ich nawrócenia na prawdziwą wiarę, czyli katolicyzm. W Kościele katolickim w Polsce działali tacy duszpasterze, jak ks. Władysław Korniłowicz z Lasek - dziś Sługa Boży, który nawrócił na katolicyzm wielu zobojętniałych na wiarę przodków Polaków żydowskiego pochodzenia, oraz ks. Jan Zieja - studiujący specjalnie judaizm, aby nawracać na katolicyzm Żydów nie tkniętych asymilacją. Według relacji ks. Zieji, jego biskup Zygmunt Łoziński miał zwyczaj przemawiania podczas procesji Bożego Ciała w Pińsku do obserwujących ją starozakonnych po hebrajsku. Wizytówką Kościoła w Polsce był też ks. Tadeusz Puder - sam Żyd z pochodzenia. Wiele rozgłosu w przedwojennych środkach przekazu zyskał on przez fakt spoliczkowania go podczas mszy prymicyjnej przez bojowców z ONR. Nie wyrażało to jednak stosunku do niego hierarchii kościelnej, która wszak umożliwiła mu ukończenie seminarium, a po wyświęceniu na księdza popierała jego działalność kapłańską. Poza tym nie należy zbyt pochopnie osądzać przedwojennych antysemitów w Kościele katolickim. I dziś już po Soborze Watykańskim II, który w swych dokumentach potępił zdecydowanie antysemityzm, też zdarzają się poszczególni księża, którzy nie lubią Żydów, a przed wojną nikt przecież w najczarniejszych snach nie przewidywał Holokaustu.
Nasza wielka pisarka Zofia Kossak-Szczucka nie była rasistką, gdyż wraz z całym Kościołem w Polsce popierała asymilację, czyli polonizację Żydów i ich nawrócenie na katolicyzm. Zarzut rasizmu wysunięty przez panią Alinę jest więc nieporozumieniem, wynikającym z pomylenia pojęć. Po prostu II Rzeczypospolita jako kraj wielonarodowy stała się areną konfliktów etnicznych, zwłaszcza na tle konkurencji o miejsca pracy i zbyt towarów. Ukraińcy na Kresach Wschodnich mieli rozwiniętą spółdzielczość zaopatrzenia i zbytu, i to od nich nauczyli się Polacy hasła: "swój do swego po swoje", co w końcu lat trzydziestych starozakonni kupcy odbierali jako przejaw dyskryminacji. Ale gdy moja dobra znajoma - Polka i katoliczka - założyła przed wojną sklep spożywczy i chciała takiego samego rabatu w żydowskiej hurtowni, co i konkurujący z nią kupcy żydowscy, usłyszała odpowiedź, iż są to przywileje tylko dla swoich. Pani Alina jest zatem po prostu ślepa na jedno oko i widzi winy tylko po stronie polskiej i katolickiej.

Utarte stereotypy o okupacji hitlerowskiej są zbyt uproszczone

Rasizm do Polski w kwestii żydowskiej przynieśli narodowi socjaliści Adolfa Hitlera. Z zapatrzenia w hitlerowskie wzory wywodzi się atakowanie jako Żydów przez radykalnych narodowców Polaków o żydowskim rodowodzie, jeśli różnili się z nimi w poglądach na jakieś istotne sprawy polityczno-społeczne, no i jako skrajny przypadek - wspomniane wyżej spoliczkowanie ks. Tadeusza Pudra podczas mszy prymicyjnej. Artykuły norymberskie stały się jednak prawem w Polsce dopiero podczas hitlerowskiej okupacji. I wtedy to pani Zofia Kossak-Szczucka narażając życie swoje i całej swej rodziny, założyła Komitet Pomocy Żydom "Żegota". Właśnie w imię chrześcijańskiej dewizy pomocy bliźniemu.
Żydzi, którym udało się przeżyć cudem hitlerowski Holokaust, mają za złe Polakom zjawisko szmalcownictwa, czyli szantażowania dla okupu ukrywających się przed Niemcami Żydów. Zapominają atoli, że w tym procederze brali udział jako szantażyści nie tylko Polacy, ale i Niemcy oraz sami Żydzi (wytł. ASME). Bywały sytuacje, gdy ukrywający Żydów Polacy musieli obawiać się również żydowskich, a nie tylko polskich szmalcowników. Szmalcownictwo było oczywiście formą kolaboracji z niemieckim okupantem, ale wielu Żydów nie tylko trudniło się szmalcownictwem, ale dla przedłużenia swego życia współpracowało z okupantem, służąc w żydowskiej policji w gettach, względnie będąc konfidentami Gestapo lub polskiej, "granatowej" policji. Opowiadał mi mój kolega z Wydziału Ekonomii UW, prof. Andrzej Jezierski, jak w lecie 1943 roku - już po likwidacji warszawskiego Getta taki żydowski konfident policyjny usiłował zadenuncjować jako ukrywających się po aryjskiej stronie Żydów jego oraz jego krewnych - parę znanych aktorów Justynę oraz Jana Kreczmarów. Oskarżenie upadło po sprawdzeniu stanu napletków u obydwu panów.

Rasizm według sowieckich wzorców

Dalszy proces utrwalania postaw rasistowskich wobec Polaków żydowskiego pochodzenia rozpoczął się w okresie PRL pod wpływem przenoszenia do Polski sowieckich wzorców. Towarzysze sowieccy nie słyszeli oczywiście o lansowaniu przez Polaków w czasie zaborów hasła asymilacji, czyli polonizacji Żydów polskich celem pozyskania w nich sojuszników w walce o niepodległość, więc uważali Polaków żydowskiego pochodzenia za zwyczajnych Żydów ukrywających swą prawdziwą przynależność narodową. Działo się to w dodatku w czasie, gdy w Związku Sowietów Stalin inicjował kampanię przeciwko "kosmopolitom", polegającą na ujawnianiu żydowskich nazwisk ukrywających się pod rosyjskimi pseudonimami różnych dygnitarzy. W czasie przełomu politycznego, w 1956 roku promoskiewska koteria w PZPR, zwana "natolińczykami", chętnie posługiwała się rasistowskimi hasłami w walce z bardziej liberalną koterią, proreformatorską, zwaną "puławianami". Gdy Polacy okazali się obojętni na hasła antysemickie w 1956 roku i poparli reformatorów w czasie zwycięskiej dla nich październikowej próby sił, stronnictwo moskiewskie oraz sterujący nim Kreml nie zrezygnowali i czekali na kolejną sposobność do antysemickiej czystki.
Przygotowaniu do niej miała służyć publikacja na Zachodzie pamfletu Witolda Jedlickiego "Chamy i Żydy", przedstawiającego działaczy październikowej odnowy jako Żydów traktujących z pogardą jako "chamów" swych proletariackich przeciwników spod znaku Natolina. Było to obliczone na sukces propagandowy kłamstwo, gdyż Polacy żydowskiego pochodzenia znajdowali się po obydwu stronach partyjnej barykady, zaś w obydwu koteriach panował bolszewicki kult dla robociarskiego chamstwa. Po prostu Witold Jedlicki był w rzeczywistości agentem wpływu gen. Moczara, wybranym dla swej roli na Zachodzie jako Żyd udający się na stałe do Izraela. Gen. Mieczysław Moczar (właściwie Nikołaj Tichonowicz Diomko) sam był z kolei w Polsce rzecznikiem tzw. Rusitów, czyli nacjonalistycznej koterii w KPZR. Liczyli oni na przejęcie władzy na Kremlu podczas październikowego zamachu stanu na plenum KC KPZR w 1964 roku, w wyniku którego obalono Nikitę Chruszczowa, ale zawiedli się, gdyż stanowisko sekretarza generalnego KC KPZR objął po nim Leonid Brieżniew. W dążeniu do władzy w PRL gen. Moczar jako szef MSW wpędził swego protektora Władysława Gomułkę najpierw w konflikt z Kościołem katolickim na tle Milenium Chrześcijaństwa w roku 1966, a następnie przez odpowiednią manipulację - w popieranie antysemickiej czystki zainicjowanej na rozkaz z Kremla przez generałów Moczara i Jaruzelskiego w latach 1967 - 68. Tu trzeba podkreślić okoliczność, że partyjna kampania antysemicka w marcu 1968 roku napotkała przeciwdziałanie Kościoła katolickiego z ks. Prymasem Stefanem Wyszyńskim na czele oraz jego rzeczników w Sejmie PRL w postaci klubu poselskiego "Znak". Pani Alina Cała o tym wszystkim nie raczy jakoś pamiętać.
Ten z konieczności skrótowy szkic historyczny dowodzi, iż - wbrew twierdzeniom pani Aliny Całej - to nie Kościół katolicki ani katolicka pisarka Zofia Kossak-Szczucka uprawiali pospołu antysemicki rasizm, lecz ich lewicowi przeciwnicy - spod znaku Hitlera oraz Stalina. (wytł. ASME)

Rasizm filosemitów

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że obok rasizmu antysemickiego, z którym walczy pani Alina Cała, istnieją postawy rasistowskie wyrażane przez środowiska żydowskie oraz filosemickie (wytł. ASME). Przeciwne są one naturalnym procesom asymilacyjnym, którym ulegali i wciąż ulegają polscy Żydzi. Przykładem takich postaw był m.in. obecny guru lewicy laickiej Jacek Kuroń, który swych wychowanków z harcerskiego hufca im. gen. Waltera wychowywał w duchu kultywowania tradycji żydowskich - w imię socjalistycznego internacjonalizmu. Moi koledzy, którzy zaliczyli w swym życiu wychowanie walterowskie, opowiadali mi, że śpiewali na rozkaz Jacka Kuronia podczas marszu obok piosenek polskich, rosyjskich i ukraińskich, również piosenki w języku jidysz. Nie przeszkadzało to Jackowi wytykać swym adwersarzom w ramach koleżeńskiej polemiki żydowskiego pochodzenia, jeśli taki zabieg pedagogiczny uważał za celowy. Wbrew zasadom politycznej poprawności, narzucanej ludziom prawicy podczas dyskutowania tematyki żydowskiej, sam Jacek Kuroń nigdy nie krępował się wywlekania żydowskiego rodowodu opisywanych w swych wspomnieniach lub rozmowach osób. On bowiem był w tej sprawie niczym żona Cezara - poza wszelkim podejrzeniem. Jako czytelnik powieści Zofii Kossak-Szczuckiej i wieloletni przyjaciel (a zarazem adwersarz ideowy) Jacka Kuronia, śmiem powiedzieć pani Alinie Całej, że myli się, usiłując wcisnąć całe bogactwo życia w toporne schematy. Wynikają one z faktu, że pani Alina zamknęła się w swym środowisku intelektualnym niczym ortodoksyjny Żyd w getcie i straciła wskutek braku kontaktu ze zwykłymi ludźmi poczucie rzeczywistości. A szkoda, gdyż nie przystoi intelektualistce paradować niczym dorożkarskiej szkapie w tzw. końskich okularach.

Artykuł pierwotnie (ze skrótami) opublikowany w tygodniku "Gazeta Polska"

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |