PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

NAWRÓCENIE MASONA (15-lecie śmierci śp. księdza prałata Jana Zieji)

(02,01,2007 źródło ASME)

O księdzu prałacie Janie Zieji usłyszałem po raz pierwszy, gdy w środowisku opozycji niepodległościowej rozniosły się słuchy o jego niezwykle odważnym kazaniu, wygłoszonym 17 września 1974 roku w 35. rocznicę stalinowskiego najazdu na walczącą z Hitlerem Polskę w katedrze warszawskiej pw. św. Jana. Później podziwiałem na wielu pogrzebach osób zasłużonych dla opozycji jego wysoką sylwetkę w starej, wytartej sutannie. Był od lat młodości zwolennikiem Kościoła ubogich i przez całe życie codzienną postawą demonstrował swe przekonania w tym względzie. Miał długie, białe od siwizny włosy i równie białą brodę, toteż wyglądem przypominał patriarchów biblijnych.
Gdy pierwszy raz nawiedziłem go na jesieni 1979 roku - wraz z dobrze go znającym aktorem Maciejem Rayzacherem, przewodzącym naszej akcji zbierania pod kościołami podpisów wiernych pod apelem do Sejmu PRL o mszę świętą w Polskim Radiu oraz TVP - w jego pokoju w klasztorze sióstr urszulanek przy ul. Dobrej na warszawskim Powiślu, leżał w łóżku wskutek przeziębienia, ale czytał Pismo święte po hebrajsku. Przekonywał mnie dumnego, żem liznął nieco szkolnej łaciny, iż dobry katolik powinien obok łaciny władać greką i hebrajskim (Czynił tak chyba dla żartu, gdyż znajomość hebrajskiego wyniósł z przedwojennych jeszcze studiów judaistycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Pozazdrościł bowiem wtedy laurów swemu przyjacielowi z Lasek, księdzu Władysławowi Korniłowiczowi, który nawrócił na katolicyzm wielu Polaków żydowskiego pochodzenia i zapragnął nieść Prawdę wiary katolickiej w szerokie rzesze autentycznych starozakonnych).
Ksiądz Jan przeżył po bohatersku swoje długie życie - był kapelanem w Wojsku Polskim podczas wojny bolszewickiej 1920 roku, w kampanii wrześniowej 1939 r., kapelanem "Szarych Szeregów" w latach okupacji oraz pułku AK "Baszta" podczas Powstania Warszawskiego, ale dla nas był przede wszystkim sygnatariuszem wielu wystąpień opozycyjnych przeciwko władzom komunistycznym, no i członkiem-założycielem Komitetu Obrony Robotników. Była to pierwsza struktura opozycyjna istniejąca otwarcie w PRL - mimo represji SB - od czasu ucieczki Stanisława Mikołajczyka. Obydwaj z Maćkiem byliśmy współpracownikami KSS "KOR", tym większy żywiliśmy podziw dla księdza Zieji.
Po raz ostatni nawiedziłem księdza Jana w jego pokoiku wczesną jesienią 1985 roku. Był już bardzo słaby (miał 88 lat) i praktycznie nie opuszczał klasztoru sióstr urszulanek. Przyniosłem mu w prezencie tekturowy kalendarz na rok 1986 z portretem księdza Jerzego Popieluszki i fragmentami jego kazań. Ksiądz Jan zgodnie ze swymi przekonaniami chciał wesprzeć mnie - szukającego pracy po odsiadce w wiezieniu na Służewcu kary za pikietowanie sklepu monopolowego - wszystkimi posiadanymi pieniędzmi, na co się nie zgodziłem. Prosiłem go jedynie o modlitwę w mojej intencji, która poskutkowała, gdyż wkrótce znalazłem pracę w bibliotece uniwersyteckiej.
Innym mym znajomym seniorem wśród członków-założycieli KOR był wybitny polski ekonomista, prof. Edward Lipiński. W latach 1978-80 brał on czynny udział w pracach opozycyjnego Towarzystwa Kursów Naukowych. Słuchałem pewnego razu takiego wykładu w mieszkaniu prywatnym koło placu Narutowicza podczas najścia bojówki Socjalistycznego Związku Studentów z SGPiS, która na szczęście nikogo nie pobiła. Utrudniała jednak profesorowi Lipińskiemu wykład, przerywając jego tok i zadając z góry przygotowane pytania, odbiegające treścią od tematu odczytu. Proponowałem im, że w sąsiednim pokoju odpowiem na wszystkie ich pytania, byle nie utrudniali pracy profesorowi, ale im właśnie o to chodziło.
W sierpniu roku 1984 należało uczcić 40. rocznicę Powstania Warszawskiego. Po ogłoszeniu stanu wojennego wszystkie podziemne struktury "Solidarności" korzystały z osłony instytucji kościelnych, więc te obchody zorganizowała Archikonfraternia Literacka przy katedrze św. Jana. Jej prezes, prof. Mieczysław Nieduszyński (ekonomista odsunięty jako nie-marksista od uprawiania pracy dydaktycznej, podobnie jak to było z prof. Lipińskim w czasach stalinowskich) prosił mnie, bym kilku prominentnym działaczom KOR, których znałem osobiście, przekazał od niego zaproszenia na sesję naukową, zorganizowaną w kościele pw. Świętego Krzyża. Prof. Edward Lipiński ze względu na wiek nie brał udziału w akcjach opozycyjnych, zaś jako socjalistyczny ateusz do kościoła nie chodził (od roku 1972 był w dodatku członkiem loży masońskiej "Kopernik"). Sesja naukowa w kościele zrobiła na nim wstrząsające zaiste wrażenie: odczyt o powstaniu wygłosił wybitny historyk, prof. Tomasz Strzembosz, okazała świątynia wypełniona była po brzegi słuchaczami, na zakończenie wszyscy zgodnie odśpiewali "Boże, coś Polskę". Poruszony tym przeżyciem, powiedział on swemu przyjacielowi z KOR, prof. Janowi Kielanowskiemu: "Wiesz, kościoły w dzisiejszej Polsce są niczym tereny wyzwolone".
Prof. Edward Lipiński jeszcze wciąż pozostawał antykomunistycznym marksistą, w rozmowie ze mną zwierzył mi się nawet, że planuje pracę naukową o Karolu Marxie jako moraliście, ale pierwszy krok został już wykonany. Gdy po dwóch latach obłożnie chory leżał w lecznicy przy ul. Emilii Plater, nawiedził go tam współtowarzysz z KOR, ksiądz Jan Zieja. Nie byłem niestety świadkiem ich rozmów, ale poznałem ich skutek. Prof. Edward Lipiński - zatwardziały ateista i mason pod wpływem księdza Jana Zieji nawrócił się na łożu śmierci na wiarę katolicką i powrócił na łono Kościoła. Zażądał pogrzebu katolickiego i mszy świętej po łacinie, jak za jego młodych lat. I tak się stało, o czym zaświadczam jako uczestnik pożegnalnej mszy w kościele św. Karola Boromeusza i pogrzebu.
Natomiast ksiądz prałat Zieja doczekał się upadku PRL i zmarł otoczony powszechnym szacunkiem w roku 1991. Przypomina o nim tablica wmurowana w kościele sióstr Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu. Przed kościołem stoi pomnik jego serdecznego przyjaciela księdza Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego, w którego obronie odważnie stawał po jego internowaniu w 1953 roku. Nie ma natomiast tablicy na budynku klasztoru sióstr urszulanek przy ulicy Dobrej. Zawsze, gdy przejeżdżam tamtędy, modlę się do niego jak do świętego. Zabrakło też miejsca dla niego w trzytomowym słowniku biograficznym opozycji w PRL w latach 1956 - 1989. Przykre to, gdyż z pewnością na to zasłużył całym swym długim życiem.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |