PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Moje rodzinne sprostowanie

(26,03,2007 źródło ASME)

Nie kruszyłbym kopii z Bohdanem Urbankowskim o jego niezmiernie interesujący artykuł o długim tytule "Aniołowie stróże (więzienni) w nowych szatach czyli drugie pokolenie UB atakuje", gdyby nie to, że napisał dwie niezbyt ścisłe rzeczy o moim ojcu. Stary dowcip z czasów PRL mówił, że towarzysze sowieccy - to nie są nasi przyjaciele, lecz bracia. Przyjaciół wszak sobie się wybiera, zaś braci po prostu się ma. Tak samo ojca i matkę. Kiedyś spowiadający mnie w kościele św. Jacka ojciec dominikanin tłumaczył mi, że muszę czcić swoją matkę, choć jest komunistką, bo przykazanie Boże głosi: czcij ojca swego i matkę swoją. Niezależnie, czy owi rodzice są pobożni, czy też nie.
Ja jako dziennikarz prawicowy mam krzyż Pański ze swym nieżyjącym od lat ojcem - dawnym działaczem komunistycznym i jedynie pocieszam się tym, że on z kolei miał krzyż pański ze mną, kiedy jako działacz opozycyjny przysparzałem mu kłopotów i zgryzot. Później siedziałem w więzieniu niejako za niego pod obrzydliwymi, a wyssanymi z palca zarzutami ubecji. Po śmierci ojca w 1977 roku broniłem go parokrotnie w prasie drugiego obiegu przed komunistycznymi kalumniami na jego temat. Dziś w wolnej Polsce głos zabieram jedynie wtedy, gdy ktoś pisze o moim ojcu jakieś bałamuctwa, które historycy mogą uznać za fakt, jeśli ich nie sprostuję. Dlatego też prostuję słowa naszego kolegi Bohdana Urbankowskiego.
Po pierwsze, Roman Zambrowski żadną miarą nie inspirował Adama Ważyka, by napisał "Poemat dla dorosłych". Gdyby to uczynił, to by się pochwalił, ponieważ "Poemat dla dorosłych" był dla mego pokolenia zwiastunem nadciągającego przełomu w imię odnowy wśród odwilży po stalinowskich mrozach. Ojciec, kiedy za młodu próbowałem pisać wiersze, usiłował wybić mi to z głowy i powoływał się na znajomość z cenionym poetą Lucjanem Szenwaldem, którego dobrze znał przed wojną i następnie przyjaźnił się z nim na froncie w I Armii gen. Berlinga. O Adamie Ważyku nigdy nie mówił jako o osobie, z którą miał cokolwiek do czynienia. W światłe inspiracje Jakuba Bermana też raczej wątpię, ale tu nie będę się upierał, gdyż brak mi po prostu dowodów.
Po drugie, Roman Zambrowski nie był oczywiście szefem - jak pisze Bohdan - polskiej czerezwyczajki. Gdyby Bohdan jako znakomity poeta napisał tak w wierszu, uznałbym to za licencia poetica, ale w artykule publicystycznym obowiązuje jednak większe przestrzeganie prawdy historycznej. Czerezwyczajka z naszym wielkim rodakiem tow. Feliksem Dzierżyńskim na czele pełniła w Rosji bolszewickiej funkcję policji politycznej. W Polsce Ludowej za czasów pierwszej "gomułkowszczyzny" oraz za rządów "Gospodarza", czyli tow. Bolesława Bieruta odpowiednikiem tow. Dzierżyńskiego jako minister bezpieczeństwa publicznego był przedwojenny przywódca białoruskich komsomolców, tow. Stanisław Radkiewicz, pseudonim "Pietia". Natomiast tow. Roman Zambrowski za czasów tow. Wiesława, a następnie za tow. Tomasza (B. Bieruta) stał na czele Komisji Specjalnej do walki ze spekulacją. Nie była to funkcja chwalebna, ale nie miała nic wspólnego z ubecją. Wręcz na odwrót, czasem darli ze sobą koty.
Przy sposobności dodam, że Bohdan nazbyt zawierzył pamfletowi Witolda Jedlickiego pt. "Chamy i Żydy", który - jak wykazałem w wydanej przez drugi obieg polemice pt. "Rewelacje wyssane z palca" - łgał jak najęty. Był zresztą najęty do tej roli przez gen. Mieczysława Moczara alias Nikołaja Tichonowicza Diomkę. Hierarchia partyjno-rządowa za czasów tow. Tomasza miała inny układ personalny niż za Witoldem Jedlickim powtarza Bohdan Urbankowski, ponieważ pomija osobę nr 2, czyli marszałka obojga narodów tow. Konstantego Rokossowskiego. Sam jako ZMP-owiec z LO im. Tadeusza Reytana skandowałem wraz z kolegami na pochodach: "Stalin - Bierut - Rokossowski!", więc to dobrze pamiętam. Obok niego było jeszcze paru bardzo wpływowych w owych czasach członków władz partyjnych, jak tow. Zenon Nowak - ten od kolektywizacji polskiej wsi, tow. Franciszek Mazur (wymieniany w "Zapiskach więziennych" ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego), tow. Franciszek "Witold" Jóźwiak lub następca tow. Tomasza - tow. Edward Ochab. Poza tym nie było wzajemnego wyzywania od chamów i Żydów, gdyż w stalinowskich czasach obowiązywał u komunistów kult robociarskiego chamstwa, zaś "Żydów", czyli Polaków żydowskiego pochodzenia było w nadmiarze w obydwu koteriach partyjnych, zarówno u "puławian", jak i u "natolińczyków". Pisałem zresztą o tym w artykule o skandalu z Witoldem Jedlickim właśnie na łamach "Gazety Polskiej".

Artykuł ukazał się pierwotnie w tygodniku "Gazeta Polska".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |