PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Kto zabił Stalina?

(21,05,2007 źrodlo ASME)

Stalina zamordowali jego przyboczni, powstrzymując się przez kilkanaście godzin po wylewie krwi do mózgu od wezwania pomocy lekarskiej. Nie wykluczone też, że to czekista z ochrony spowodował na rozkaz Berii zasłabnięcie Stalina.
Pierwszym, kto oskarżył najbliższych współpracowników Stalina o zamordowanie "ojca narodów sowieckich", był jego syn Wasilij. Gdy dowiedział się o nieszczęściu, jakie się wydarzyło, czyli o utracie przez Stalina przytomności wskutek wylewu krwi do mózgu, przybył do podmiejskiej willi Stalina w Kuncewo i głośno wydzierał się o spisku. Wasilij był jak zwykle pod wpływem alkoholu i raz po raz krzyczał, że ojca otruto i zamierzają zamordować. Po śmierci Stalina 5 marca 1953 roku Wasilij powtarzał wszystkim znajomym, że jego ojca zabili jego następcy. W dodatku miał on pretensje do organizatorów ceremonii pogrzebowych, że nie zdołali uchronić tysięcy Rosjan, usiłujących pożegnać Stalina, od skutków bałaganu na wielokilometrowej trasie kolejki do trumny w Sali Kolumnowej, przez co było wiele ofiar potwornego ścisku. Tej wersji wszelako nie podjęły żadne środki przekazu ani sowieckie (podlegające oczywiście partyjnemu nadzorowi i cenzurze), ani zachodnie - wszak jak najbardziej niezależne.

Represje wobec syna Stalina potwierdzają jego oskarżenia

Oskarżenia Wasyla pozostałyby jego prywatnymi poglądami, wygłaszanymi w kręgu rodziny i znajomych. Powagi tym oskarżeniom nadało natomiast aresztowanie gen. Wasyla Stalina 28 kwietnia 1953 roku (Jeszcze wcześniej, bo 26 marca Wasyla usunięto z wojska i przeniesiono do rezerwy bez prawa noszenia munduru). W śledztwie zarzucono mu nadużycia finansowe, ale znalazł się również zdradzający rzeczywiste intencje jego prześladowców ustęp o oszczerstwach pod adresem kierownictwa KPZR i sowieckiego rządu. Gen. Wasilij Stalin został skazany 2 września 1955 roku po ponad dwuletnim pobycie w areszcie śledczym w Lefortowie na osiem lat więzienia, które odbywał w ciężkim więzieniu w mieście Władimir. Po odbyciu kary nakazano mu pobyt w zamkniętym dla zagranicznych dziennikarzy mieście Kazań, gdzie wkrótce zmarł 19 marca 1962 roku w stosunkowo młodym wieku (42 lat), być może przy pomocy służb KGB. Świadczą o tym utrudnienia zastosowane przez KGB wobec mieszkającej w Moskwie rodziny, gdy chciała pożegnać ciało zmarłego. Urzędową przyczyną zgonu był alkoholizm.
Rewelacje syna o zamordowaniu Józefa Stalina przez jego współpracowników nie dotarły początkowo do środków przekazu i w licznych publikacjach o Stalinie długo królowała wersja o naturalnych przyczynach śmierci 73-letniego generalissimusa. Dopiero przebywający od czasów II wojny światowej na Zachodzie znany kremlinolog - Czeczen Abdurachman Awtorchanow w głośnej książce "Zagadka śmierci Stalina" wysunął hipotezę, iż Stalin padł ofiarą spisku, który uknuł Lawrenti Beria. Takie rozważania w owym czasie można było snuć wyłącznie na Zachodzie. Upadek Związku Rad umożliwił na szczęście prowadzenie w Rosji badań z zakresu historii najnowszej i konfrontując różne publikacje rosyjskich historyków, dziś już możemy odtworzyć w głównych zarysach okoliczności tej śmierci.

Stalin rozpętał po wojnie nową falę terroru

W okresie powojennym Stalin nie ograniczył się do rozpętania zimnej wojny z niedawnymi sojusznikami z koalicji antyhitlerowskiej. Zainicjował on również rozłam w obozie komunistycznym, wydalając z niego w 1948 roku niezależną od niego komunistyczną Jugosławię z jej prezydentem Josipem Brozem "Titem" na czele. By zdezawuować marszałka Tita, sowieckie służby specjalne zorganizowały w europejskich krajach satelickich pokazowe procesy oskarżonych o współpracę z jugosłowiańskimi "zdrajcami" przywódców komunistycznych: w Bułgarii był to proces wicepremiera Trajczo Kostowa i towarzyszy w 1949 roku, na Węgrzech - ministra Laszlo (po polsku Włodzimierza) Rajka i towarzyszy we wrześniu tegoż 1949 roku, zaś w Czechosłowacji - sekretarza generalnego KC KPCz Rudolfa Slanskiego i towarzyszy w listopadzie 1952 roku. We wszystkich tych procesach zapadały wyroki śmierci dla większości oskarżonych. W Polsce ogniwem tej serii pokazowych procesów miała być sprawa aresztowanego przez X Departament MBP byłego sekretarza generalnego KC PPR Władysława Gomułki "Wiesława".
Rosyjskim odpowiednikiem procesów agentów Tita w krajach satelickich stała się tzw. sprawa leningradzka, w ramach której w 1949 roku skazano na śmierć kierownictwo leningradzkiej organizacji partyjnej WKP(b) z wywodzącym się z niej sekretarzem KC WKP(b) Aleksiejem Kuzniecowem na czele. Byli to ludzie niezmiernie zasłużeni podczas wojennej blokady miasta przez hitlerowski Wehrmacht. Wraz z nimi został skazany na śmierć wybitny sowiecki ekonomista, wicepremier sowieckiego rządu Nikołaj Wozniesieński. Oskarżono ich m.in. o rosyjski, antysowiecki nacjonalizm. Represje w sprawie leningradzkiej dotknęły wielu działaczy partyjnych i państwowych w wielu regionach Rosji - początkowo 40 osób, następnie 200 działaczy. Z pracy na odpowiedzialnych stanowiskach zwolniono ponad 2 tys. osób. Represje obejmowały również członków rodzin oskarżonych, m.in. starą matkę Nikołaja Wozniesieńskiego oraz jego żonę.
Tymczasem Stalin powziął zamiar podjęcia represji przeciwko sowieckim Żydom, których podejrzewał o proamerykańskie i w ogóle prozachodnie sympatie. Stalin początkowo popierał walkę syjonistów o utworzenie żydowskiego państwa w brytyjskiej wówczas Palestynie. Lewicowi syjoniści zawiedli jednak jego nadzieje, gdyż utworzony w 1948 roku Izrael zamiast się stać nowym państwem prosowieckiej "demokracji ludowej", opowiedział się po stronie demokratycznego Zachodu. Co więcej, gdy ambasador Izraela w Moskwie, pani Gołda Meir nawiedziła 4 października 1948 roku moskiewską synagogę z okazji żydowskiego Nowego Roku, powitał ją tam spontanicznie 30-tysięczny tłum moskiewskich Żydów. Stalin uznał to za otwarty akt nielojalności moskiewskich Żydów wobec sowieckiej Ojczyzny. Od tej chwili rozpoczęły się represje wobec żydowskich elit partyjnych w Kraju Rad. Został skrytobójczo zamordowany wybitny aktor żydowski Salomon Michoels - w czasie wojny przewodniczący Antyfaszystowskiego Komitetu Żydowskiego, kwestujący w USA na rzecz poparcia finansowego dla zaopatrzenia Armii Czerwonej w broń. Aresztowano i skazano za zdradę innych działaczy Komitetu wraz z Michoelsem skutecznie kwestujących niegdyś w USA.
Ofiarą nowego kierunku w polityce Stalina stali się oskarżeni w procesie pokazowym w Czechosłowacji, oskarżeni o wysługiwanie się nie tylko faszystowskiej klice Tito oraz brytyjskiej Intelligens Service, ale i o syjonizm. Po raz pierwszy komunistyczny prokurator powiązał żydowskie pochodzenie czeskich działaczy komunistycznych z Rudolfem Slanskim na czele z ich skłonnością do zdrady.
Było to potrzebne Stalinowi jako kolejny krok w przygotowaniach represji wobec podejrzewanych o zdradę Żydów sowieckich. Wykorzystując rewelacje agentki służb specjalnych Lidii Timoszuk, zatrudnionej jako lekarka w kremlowskiej lecznicy rządowej, na temat umyślnego wykańczania czołowych dygnitarzy sowieckich przez lekarzy żydowskiej narodowości z tej lecznicy, Stalin po aresztowaniu złoczyńców podjął kroki w kierunku przygotowania deportacji na Daleki Wschód wszystkich Żydów sowieckich. Żydów miał spotkać ten sam los, co wcześniej Polaków, Niemców nadwołżańskich, Tatarów krymskich, Kałmyków oraz muzułmańskich narodów Północnego Kaukazu.
Wszystko to miało posłużyć jako wstęp do wielkiej czystki kierownictwa partyjnego, od byłego premiera i ministra spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa poczynając. Mołotow podpadł Stalinowi wskutek przywiązania do swej żony Pauliny Żemciużyn, aresztowanej, a następnie skazanej na zesłanie za kontakty z Gołdą Meir w czasie pobytu tej drugiej na placówce dyplomatycznej w Moskwie. Pikanterii tym zarzutom dodaje okoliczność, że to Stalin polecił żonie Mołotowa nawiązanie kontaktu z Gołdą Meir. Obok Mołotowa ofiarami czystki mieli by paść wieloletni współpracownicy Stalina Anastas Mikojan, Kliment Woroszyłow oraz jedyny Żyd w najbliższym stalinowskim otoczeniu Lazar Kaganowicz. Realizacji tych koszmarnych planów zapobiegła niespodziewana choroba i następnie śmierć Wodza Narodów.

Beria sam wyznał, iż usunął Stalina i uratował tym życie jego otoczeniu

Znany rosyjski kremlinolog Nikołaj Zeńkowicz, autor wielu książek (tłumaczonych m.in. na polski), przytacza w swym słowniku biograficznym przywódców sowieckich pt. "Encykłopiedija biografij. Samyje zakrytyje ludi." wypowiedź Mołotowa o Lawrentim Berii, który 1 maja 1953 roku miał mu powiedzieć stojąc obok niego na trybunie Mauzeleum Lenina i Stalina: "Ja go usunąłem" oraz "Wszystkich was uratowałem w ten sposób". Beria był osobiście zainteresowany w powstrzymaniu planów Stalina, gdyż ten podejrzewał go o szykowanie mu tragicznego losu poprzedników na czele NKWD Gienricha Jagody oraz Nikołaja Jeżowa, zgładzonych po wypełnieniu krwawej misji, nakazanej im przez Wodza. Tak Stalin umywał ręce, zwalając winę za ofiary krwawych czystek na wykonawców swych poleceń. Oznaki na ziemi i w niebie wskazywały Berii, że tym razem nadchodzi jego kolej.
Późnym wieczorem 28 lutego 1953 roku Stalin podejmował na Kremlu swych stałych współbiesiadników Malenkowa, Berię, Chruszczowa i Bułganina. Po projekcji filmu udali się oni na kolację do jego willi podmiejskiej w Kuncewo. Wieczerza trwała, jak to było u Stalina w zwyczaju, do 4-tej czasu moskiewskiego, po czym goście odjechali do swych domów, zaś Stalin udał się na spoczynek. Ochrona willi czuwała aż do południa, kiedy Stalin miał zwyczaj wstawać. Tymczasem przez cały dzień 1 marca zaniepokojeni czekiści nie doczekali się oznak życia ze strony Choziaina (czyli gospodarza), jak go z szacunkiem nazywano. Bez jego wezwania do Stalina nie wolno było wchodzić, by go nie niepokoić po próżnicy, toteż zaniepokojeni funkcjonariusze czekali na jakiś sygnał od niego. W ostatnim czasie Stalin odsunął i aresztował swych wieloletnich współpracowników - osobistego sekretarza Aleksandra Poskriobyszewa oraz szefa ochrony osobistej, gen. Nikołaja Własika, więc czekiści nie bardzo wiedzieli, do kogo mają telefonować po instrukcje. Dopiero po upływie całego dnia koło godz. 11-tej w nocy szef ochrony P. Łozgaciow odważył się wejść na pokoje pod pretekstem doręczenia nadesłanej z Kremla poczty. W pokoju stołowym Stalin leżał na dywanie, nieprzytomny, w kałuży moczu. Czekista wezwał kolegów i wspólnie przenieśli oni Stalina na tapczan oraz okryli go pledem, po czym zadzwonili z meldunkiem do Malenkowa. Ten powinien był powiadomić jak najszybciej Berię, gdyż tylko ów mógł wezwać lekarzy. Po pół godziny Malenkow oddzwonił do willi, że nie może znaleźć Berii, radząc ochronie Stalina odnalezienie go własnymi siłami. Po upływie następnych pół godziny zadzwonił jednak do willi Beria i polecił, by nikogo o ewentualnej chorobie Stalina nie powiadamiali. Miała to być tajemnica państwowa. Dopiero około godz. 3-ciej w nocy 2 marca przybyli do willi Malenkow i Beria. Postali przez chwilę koło nieprzytomnego Stalina, który w tej chwili zachrapał. Wówczas Beria obsztorcował Łozgaciowa, że sieje zamieszanie: "Widzisz, że tow. Stalin śpi mocnym snem. Czego siejesz panikę. Bądźcie cicho, nie budźcie go i nie zawracajcie nam głowy". Tak starszego pana po 70-tce po ciężkim wylewie krwi do mózgu pozostawiono bez pomocy lekarskiej w przeciągu kilkunastu godzin, zamiast wezwać natychmiast karetkę pogotowia. Dopiero o godz. 9-tej rano 3 marca do willi w Kuncewie dotarli sprowadzeni przez Malenkowa lekarze, którzy zdiagnozowali stan chorego. Można przypuszczać, że po niedawnym pogromie w klinice kremlowskiej obawiali się oni cokolwiek mniemać lub nie mniemać. W każdym razie leczenie nie dało wyników i Stalin zmarł 5 marca o 21.50. Dzień wcześniej ludność Związku Rad powiadomiono o nieszczęściu, ogłaszając urzędowy komunikat o ciężkiej chorobie Wodza. Komunikat o śmierci ogłoszono dopiero o 4-tej rano 6 marca 1953 roku.

Inna wersja śmierci Stalina

To nie jest jednak koniec "kryminału" o przyczynach śmierci Stalina. Istnieje jeszcze wersja o wkładzie w tę sprawę funkcjonariusza nazwiskiem Iwan Chrustalow, tego samego, do którego Beria zawołał z ulgą po zgonie Stalina: "Chrustalow, samochód!". Otóż czekista Chrustalow odprowadzał wraz ze Stalinem jego gości do drzwi i przekazał kolegom dyspozycje Gospodarza, że idzie spać i ochronie poleca to samo. Było to coś tak odmiennego od normalnych zwyczajów Stalina, że nie mieściło się w głowie. Mimo to po otrzymaniu za pośrednictwem Chrustalowa owego polecenia wszyscy ochoczo położyli się spać. Chrustalow przebywał w willi Stalina do 10-tej rano, po czym udał się do domu, zastąpiony przez czekistę Starostina. Biograf Stalina Edward Radziński wysuwa więc hipotezę, że tenże Chrustalow lub jakaś inna osoba mogła skorzystać z tej sjesty ochrony i zastosować wobec Gospodarza jakieś pozostające w dyspozycji służb specjalnych środki, które wpłynęły na nagłe pogorszenie jego samopoczucia. Chociażby środek na znaczne podwyższenie ciśnienia krwi. Dlatego też spiskowcy z otoczenia Stalina jak Malenkow lub Beria tak długo bez obawy konsekwencji grali na zwłokę w udzieleniu pomocy lekarskiej Stalinowi. Iwan Chrustalow był niewątpliwie człowiekiem zaufania Berii, o czym świadczy wyżej wymieniony okrzyk jego szefa: "Chrustalow, samochód!". po śmierci Gospodarza. On też asystował umieszczeniu zwłok Stalina w Mauzoleum Lenina. Dodajmy, że wkrótce po zgonie Stalina jego ochronę przydzielono do różnych obiektów poza Moskwą i wysłany na prowincję Iwan Chrustalow jakoś dziwnie szybko zmarł w nieznanych okolicznościach.
Podobne co Edward Radziński supozycje snuje w znacznie wcześniej napisanej biografii Stalina pod tytułem "Wzlot i padienije Stalina" Fiodor Wołkow. Czyni to również wspomniany wyżej Nikołaj Zeńkowicz w książce "Tajny uchodiaściego wieka" (czyli "Tajemnice mijającego stulecia"), napisanej już po wydaniu przez Edwarda Radzińskiego głośnej biografii Stalina. Oczywiście są to tylko hipotezy śledcze - jak najbardziej wiarygodne, ale mimo wszystko hipotezy.
Tak czy owak Stalin zmarł 5 marca 1953 roku dokładnie 13 lat po podpisaniu przez niego wyroku śmierci na polskich oficerów. Powiadają, że jeden z stalinowskich katów Gienrich Jagoda zdegradowany i uwięziony przez swego następcę Nikołaja Jeżowa powiedział po wprowadzeniu do celi więziennej: "A jednak jest Bóg na niebie, inaczej nie spotkała by mnie taka kara za moje bezeceństwa". To samo można powiedzieć o Stalinie i o dacie jego śmierci.

Artykuł pierwotnie opublikowany w tygodniku "Gazeta Polska"

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |