PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Korona i Ukraina: zawiłości naszej wspólnej historii

(16,11,2007 źródło ASME)

Nasza wiedza o historii Polski jest zaśmiecona mitami, ponieważ słabo ją znamy. Wielu Polaków nie zdaje sobie sprawy z tego, że Wielkie Księstwo Litewskie było w gruncie rzeczy państwem białoruskim. Najlepszym dowodem takiej ignorancji jest były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, który na obchody rocznicy bitwy pod Grunwaldem regularnie zapraszał prezydenta Litwy, zapominając o licznym udziale w tej bitwie rycerstwa białoruskiego i nawet pułków smoleńskich. W gruncie rzeczy rycerstwo litewskie pod Grunwaldem w większości składało się z Białorusinów.
A czy państwo domyślają się, w jakim języku rozmawiali ze sobą królewscy małżonkowie Jadwiga i Władysław Jagiełło? Wszak on był wielkim księciem litewskim, zaś ona księżniczką węgierską. Język węgierski nic a nic nie przypomina języka litewskiego. Otóż można przypuszczać, że wychowana od dziecka na dworze krakowskim Jadwiga doskonale mówiła po polsku, zaś Jagiełło równie biegle mówił po białorusku. Nawet teraz są to języki zbliżone do siebie, w Średniowieczu były jeszcze bliższe sobie. A skąd Litwin znał język białoruski? Ponieważ był on językiem urzędowym Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Wszystko się stało przez najazd Mongołów w XIII wieku, zakończony klęską polskiego rycerstwa pod Legnicą. Wychowani na stepie mongolscy wojownicy gorzej wypadali podczas walk w lesie i ustępowali pola oddziałom litewskim. Dzięki temu w XIV wieku Litwini wyzwolili spod ucisku mongolskiego wielkie połacie ziem ruskich i tak powstało Wielkie Księstwo Litewskie z litewskim i tradycyjnie pogańskim księciem na czele, rządzącym znacznie rozleglejszymi terenami ruskimi, sięgającymi aż po Smoleńszczyznę. Były to tereny chrześcijańskie, w odróżnieniu od Polski - prawosławne, znacznie bardziej ucywilizowane niż żyjący w borach Litwini.

Litwa czy Białoruś?

Można więc przypuszczać, że Aleksander Kwaśniewski nie zdawał sobie sprawę, że Unia Lubelska zawarta pomiędzy Polską a Wielkim Księstwem Litewskim była w gruncie rzeczy unią pomiędzy Polakami a Białorusinami. Nawet polska nazwa herbu Litwy "Pogoń" jest słowem białoruskim (po białorusku "Pogonia" oznacza pościg). Litwini mają na swój herb odrębną nazwę, zresztą również o słowiańskim brzmieniu.
Urodzony na terenie dzisiejszej Białorusi Adam Mickiewicz pisał: "Litwo, ojczyzno moja", gdyż historyczna Litwa sięgała aż do Smoleńska (Stąd w składzie wojska litewskiego pod Grunwaldem owe pułki smoleńskie, które padły jak jeden mąż, a nie oddały pola Krzyżakom). Na Litwę dzisiejszą w dawnej Polsce mówiono Żmudź i mój dobry znajomy, a znany białoruski działacz niepodległościowy Zianon Poźniak w prywatnych rozmowach ze mną na Litwinów zwykł był mówić "Żemajty", czyli Żmudzini. W jego bowiem przekonaniu właściwymi Litwinami są właśnie Białorusini.
Podobny spór o nazwę kraju i herby toczą w Europie z Grekami słowiańscy Macedończycy, podzieleni pomiędzy trzy państwa: niepodległą dziś Republikę Macedońską ze stolicą w Skopije, Grecję, gdzie na terenie północnej Macedonii żyje pozbawiona swych praw narodowych mniejszość słowiańska nazywająca siebie Macedończykami, oraz Bułgarię. W Bułgarii Macedończycy są traktowani jako Bułgarzy z określonego regionu, a nie jako mniejszość narodowa. W odróżnieniu od Grecji bułgarskim Macedończykom nie grozi wynarodowienie, ponieważ język bułgarski, nauczany w szkołach, jest bardzo podobny do macedońskiego. Z narodową oświatą dla Macedończyków w greckim szkolnictwie jest niestety znacznie gorzej, ale to jest odrębne zagadnienie przestrzegania praw człowieka w Unii Europejskiej.

Kto zawinił?

Pomiędzy Litwinami a Polakami toczy się od dawna spór o naszą wspólną historię. Litwini mają do Polaków żal o żywiołową polonizację litewskich elit w dobie Kontrreformacji. Wskutek tego litewskie rody magnackie i liczne rody szlacheckie spolonizowały się, zaś Litwini przetrwali jako odrębny naród dzięki swym chłopom, którzy przechowali swój język ojczysty. Z chłopów wyrosła nowa inteligencja litewska, twórczyni nowożytnej literatury i sztuki.
Podobne zjawisko żywiołowej polonizacji elit obserwowaliśmy w owych czasach również na Białorusi i na Ukrainie. Prawosławna młodzież szlachecka w dobie reformacji w poważnym stopniu uległa modzie na protestantyzm (najczęściej w odmianie kalwińskiej), zaś w dobie Kontrreformacji - na poważnie odnowiony i dzięki temu bardzo modny katolicyzm.
Nawiązując do pokazywanego ostatnio w naszej TV serialu Jerzego Hoffmana "Ogniem i mieczem" według powieści Henryka Sienkiewicza, chciałbym zwrócić uwagę, że nagminnie odbiera się tzw. wojny kozackie na Ukrainie z czasów Bohdana Chmielnickiego jako wojnę pomiędzy Ukraińcami a Polakami. Nic bardziej mylącego. Była to ukraińska wojna domowa na tle religijnym pomiędzy prawosławnymi kozakami i wspierającym ich ludem ukraińskim a ukraińskimi rodami magnackimi, nawróconymi na katolicyzm. Przecież główny przeciwnik Chmielnickiego Jarema Wiśniowiecki sam pochodził ze starego ruskiego (czyli ukraińskiego) książęcego rodu prawosławnego Wiszniowieckich.
Wojnę na Ukrainie po obu stronach toczyli ukraińscy w większości kozacy i obie strony starały się przeciągnąć (jak to podczas wojny domowej) żołnierzy strony przeciwnej na swoją. Prawdziwy konflikt zbrojny polsko-ukraiński rozegrał się dopiero podczas walnej bitwy polskiego pospolitego ruszenia szlacheckiego przeciw kozakom i Tatarom pod Beresteczkiem. Przedtem na Ukrainie walczyli głównie Ukraińcy przeciwko Ukraińcom.
Rzeczpospolita była państwem Obojga Narodów i dopiero podczas ugody hadziackiej podjęto (niestety nieudaną) próbę przekształcenia jej w Rzeczpospolitą Trojga Narodów. Po prostu szlachta ukraińska zbyt ochoczo przyłączyła się do Korony podczas Unii Lubelskiej, nie zabezpieczając swych interesów na wzór szlachty litewsko-białoruskiej tworzącej odrębne organa państwowe Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dlatego rewolta kozacka na Ukrainie była silniejsza i bardziej destrukcyjna niż na Litwie, czyli Białorusi.
Innym czynnikiem konfliktogennym była sprawa finansowania przez skarb koronny liczebności wojsk kozackich. Obok kozaków rejestrowych na żołdzie były liczne rzesze kozaków nierejestrowych, dla których nie starczało pieniędzy. Politycy Rzeczypospolitej nie znaleźli tak prostego rozwiązania jak moskiewscy carowie, którzy ze swych kozaków strzegących kresów państwa uczynili straż graniczną, obdarowaną własną ziemią i niczym wolni kmiecie stającą w razie potrzeby z własnym koniem i bronią do walki. A ziemi na Ukrainie było aż za dużo. Brakowało tylko pomyślunku.

Zawodne kryteria rasowe

Rozmawiałem kiedyś o tych sprawach ze znanym ukraińskim historykiem z Kijowa, prof. Kowalem, który z prawowiernego historyka sowieckiego przekształcił się w piewcę ukraińskiego nacjonalizmu i OUN-UPA. Zgodnie atoli z sowiecką modą traktował on spór ukraińsko-rosyjski oraz ukraińsko-polski jako konflikt na podłożu rasowym. Powiedziałem więc mu, że w Polsce nie myślano w tych kategoriach. Przecież polska w większości szlachta wybrała podczas wolnej elekcji w głosowaniu viritim Michała Korybuta Wiśniowieckiego na króla Polski. Według kryteriów rasowych głoszonych przez prof. Kowala, wybrano zatem na polskiego króla polskimi w większości głosami rodowitego Ukraińca i to pod hasłem "wybieramy Piasta", czyli swojaka.
Pan Kowal nie mógł zrozumieć, że przeciwstawianie polskiej szlachty ukraińskim chłopom również nie ma sensu, gdy wprowadza się kryteria rasowe. Przecież obszarnicy sprowadzali do swych majątków na Ukrainie z Mazowsza polskich chłopów pańszczyźnianych, którzy dzięki powszechnej na wsiach ukraińskiej oświacie (w prowadzonych przy cerkwiach szkołach) ukrainizowali się w ciągu kilku pokoleń. A zatem obok polonizacji elit mieliśmy równoległe procesy ukrainizacji polskich chłopów. Tę powszechną ukraińską oświatę zlikwidowali rosyjscy carowie po rozbiorach Polski, dlatego też twierdzę, że rozbiory były - wbrew twierdzeniom rosyjskiej propagandy - jeszcze większą klęską cywilizacyjną dla Ukrainy, jak dla Polski.
O zawodności kryteriów rasowych w dzieleniu Polaków i Ukraińców świadczą ukraińskie nazwiska u ludzi nieraz nie zdających sobie sprawy z niepolskiego brzmienia. Tak posłanka Anita Błochowiakówna, pochodząca spod Łodzi, nie zdaje zapewne sobie sprawy, że nosi ukraińskie nazwisko o charakterystycznym dla ukraińskich chłopskich nazwisk ironicznym wydźwięku ("Błochowiak" oznacza bowiem kogoś zapchlonego). Takich ukraińskich nazwisk wiele jest wśród posłów w Sejmie.
Koleżanka z "Naszego Dziennika" zapytała mnie kiedyś, jak mogę być takim zapalonym ukrainofilem, jeśli pomiędzy naszymi narodami było całe morze nienawiści. Odpowiedziałem, że to niestety prawda, ale przecież było i morze wzajemnej miłości. Przecież tyle było na Kresach mieszanych małżeństw. Czasem rodzeni bracia dzielili się według kryteriów narodowościowych, gdy jeden czuł się Polakiem, zaś drugi Ukraińcem, jak to było dla przykładu w rodzinie Szeptyckich. Tam jeden z braci - Stanisław był polskim generałem i nawet ministrem w polskim rządzie, zaś dwóch braci Ukraińcami i unickimi zakonnikami, bazylianami. Jeden z nich Andrij mimo ewidentnego polskiego pochodzenia odgrywał rolę przywódcy duchowego galicyjskich Ukraińców w okresie międzywojennym i podczas II wojny światowej. Dlatego też głoszone przez nacjonalistów ukraińskich hasła krwawych antypolskich czystek były nie tylko zbrodnicze, ale wręcz głupie.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |