PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

KAMIENOWANIE SŁOWEM

(25,02,2007 xródło ASME)

Byłem kamienowany słowami przez tych, którzy bronią czci ks. arcybiskupa

"Nasz Dziennik" oraz pozostałe media kierowane przez wielebnego ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka oskarżają inne środki przekazu, że przez swą nagonkę na księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa ukamienowały go słowem i w ten sposób zmusiły go do rezygnacji z urzędu metropolity warszawskiego. Głównym oskarżonym jest tu "Gazeta Polska", która pierwsza ogłosiła informacje o współpracy księdza arcybiskupa z komunistycznymi służbami specjalnymi - Służbą Bezpieczeństwa oraz wywiadem MSW. Później podłączyły się również inne media, ale "Gazeta Polska" była pierwsza i na nią głównie spada nienawiść obrońców honoru księdza arcybiskupa. Odpowiedzialność za rewelacje na łamach "Gazety Polskiej" ponoszą autorzy artykułów na ten temat: red. Katarzyna Hejke - zastępczyni redaktora naczelnego tygodnika, dziennikarz Przemysław Harczuk i oczywiście redaktor naczelny tygodnika Tomasz Sakiewicz.

Słowa niczym kamienie

Zabieram głos w tej sprawie nie na kształt owej żaby, co podstawia nogę tam, gdzie kują konie. Wbrew swej woli zostałem wplątany w tę aferę. Gdy ukazał się pierwszy numer tygodnika z rewelacjami o powiązaniu księdza arcybiskupa ze służbami specjalnymi PRL, rozdzwoniły się telefony w naszej redakcji oraz telefony komórkowe redaktorów. Oburzeni czytelnicy protestowali przeciwko szkalowaniu księdza arcybiskupa tak zasłużonego dla Kościoła i Ojczyzny, a zarazem piętnowali jako prawdziwego inicjatora tej afery "znanego zbrodniarza komunistycznego Antoniego Zambrowskiego". Inne epitety pod moim adresem były równie dotkliwe i równie zasadne. Zostałem zdemaskowany jako Żyd oraz mason (Po telefonach nadeszły listy o podobnej treści). Próżne były wszelkie tłumaczenia kierownictwa redakcji, iż nie miałem nic wspólnego z zdemaskowaniem księdza arcybiskupa. Telefoniczni rozmówcy oraz autorzy listów wiedzieli swoje. Wszystkiemu winien jest Antoni Zambrowski.
Jestem w kropce, gdyż nie bardzo rozumiem, kto mnie tak zajadle atakuje. Dotychczas miałem na pieńku z SB, która więziła mnie i prześladowała przez całe dziesięciolecia, ponadto ze środowiskiem "Gazety Wyborczej", które z błogosławieństwa Jacka Kuronia od wielu lat spychało mnie (m.in. przy pomocy tzw. opluskwiania, czyli cichego szkalowania) na margines oraz z niektórymi - głównie antypolskimi - środowiskami żydowskimi. Ci wszyscy mieli mi za złe mój nazbyt żarliwy katolicyzm oraz zaangażowanie w obronę Kościoła. Czyżby oni mieli teraz stawać w obronie "utraconej czci" księdza arcybiskupa ? Niepojęte, ale prawdziwe.

Odpowiadam na zarzuty

Ponieważ wbrew swojej woli zostałem wywołany do tablicy, postaram się odpowiedzieć na wysunięte przeciwko mnie zarzuty. Po pierwsze, nie jestem "znanym zbrodniarzem komunistycznym". Wręcz przeciwnie, byłem więźniem politycznym w PRL ze wszystkimi ubocznymi skutkami tego stanu rzeczy, działaczem opozycyjnym oraz związkowym w "Solidarności", internowanym w więzieniu w Białołęce. W III RP przez długie lata pracowałem w "Tygodniku Solidarność", przedtem w PRL byłem współpracownikiem prasy drugiego obiegu, wydawnictw katolickich oraz polskich gazet wydawanych na Zachodzie. Nie jestem oczywiście "Żydem i masonem", o co - przyznam szczerze - oskarżał mnie na podstawie ubeckich donosów w swych książkach taki poczytny autor jak Henryk Pająk. Kolportowane przez niego ubeckie kalumnie na mój temat prostowałem kilkakrotnie na łamach prasy prawicowej (głównie tygodnika "Najwyższy CZAS!"), odwołując się do faktów z mego życia. W latach 1979-80 zbierałem podpisy o mszę świętą w Polskim Radiu i TVP, w więzieniu w Białołęce prowadziłem modlitwę więźniów przez kratę, później pikietowałem na wezwanie Episkopatu sklepy monopolowe w sierpniu 1985 oraz 1986 roku, za co siedziałem w więzieniu na Służewcu. Jestem oczywiście ochrzczony, bierzmowany, miałem ślub kościelny, ochrzciłem wszystkie swe dzieci oraz większość wnuków. Bierzmował mnie w więzieniu w Białołęce ks. arcybiskup Bronisław Dąbrowski, który w okrągłą rocznicę tego sakramentu nawiedził nawet mnie wraz z księdzem prałatem Janem Sikorskim w redakcji "Tygodnika Solidarność". Świadkiem mego bierzmowania był nasz współwięzień - ówczesny major (dziś generał) Antoni Heda ps. Szary (Dodam przy sposobności, że jego córka Teresa Snopkiewiczowa jest matką chrzestną mego najmłodszego syna Jarka). Podczas peregrynacji obrazu Matki Bożej Białołęckiej (namalowanego przez Annę Danutę Staszewską) wśród rodzin byłych internowanych byłem dzięki nominacji przez ks. prałata Jana Sikorskiego komisarzem tej peregrynacji. Mogę powiedzieć, że - odpychany przez środowisko Jacka Kuronia od nielegalnej działalności związkowej - działałem jako jawny zwolennik "S" w duszpasterstwie świata pracy oraz Bractwie Otrzeźwienia przy kościele pw. św. Stanisława Kostki.
Listy i telefony na mój temat nie są dziełem rąk prawdziwych czytelników "Gazety Polskiej", którzy nie mówili by i nie pisali takich wierutnych bzdur na mój temat. Jestem współpracownikiem "Nowego Świata" oraz następnie "Gazety Polskiej" od samego początku. Zostałem odcięty od współpracy z "Gazetą Polską" dopiero w lipcu 2001 roku decyzją mej wieloletniej koleżanki Elżbiety Isakiewiczowej, gdy zamieściłem na łamach konkurencyjnej "Naszej Polski" odrzucony przez nią obszerny wywiad z prof. Tomaszem Strzemboszem o mordzie na Żydach w Jedwabnem. Zadawał on kłam oszczerstwom Jana Tomasza Grossa na ten temat zawartym w jego książce "Sąsiedzi". Za swe artykuły na ten temat trafiłem później na łamy raportu Otwartej Rzeczypospolitej o mowie nienawiści jako zoologiczny antysemita (i przy sposobności - Żyd). Autorami raportu byli dziennikarz "Gazety Wyborczej" i mój dawny kolega z opozycji demokratycznej Sergiusz Kowalski (wnuk działacza KPP Władysława "Grzecha" Kowalskiego) oraz pisarka krakowska Magdalena Tulli.
Wróciłem natomiast do współpracy z "Gazetą Polską" natychmiast po obaleniu przez Tomasz Sakiewicza oraz Katarzynę Hejke poprzedniego kierownictwa "Gazety Polskiej", za co im jestem niezmiernie wdzięczny. Jestem im też wdzięczny za ich rolę w ujawnieniu współpracy księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa z SB. Nie miałem nic wspólnego z tą demaskacją, która odbyła się poniekąd za moimi plecami, i przyznam ze skruchą, że pewnie nie stać by mnie było na tyle straceńczej odwagi, aby podjąć tak ryzykowną walkę. Ale jestem z nimi solidarny.
Przyznaję słuszność zawartym w kazaniu ks. Prymasa Józefa Glempa postulatom, by ks. arcybiskup Stanisław Wielgus miał uczciwy proces lustracyjny. Aby miał możliwość obrony, w tym wyjaśnienia okoliczności zwerbowania na TW ps. Grey oraz udowodnienia swej tezy, że swymi informacjami nikomu nie zaszkodził. Ale to nie media zawiniły, że do takiej rozprawy nie doszło przed mianowaniem ks. arcybiskupa na jego zaszczytne stanowisko. Więc nie media zawiniły, że doszło do skandalu z wymuszoną dymisją ks. metropolity już po przejęciu władzy i tuż przed uroczystym ingresem do katedry św. Jana. Media jedynie zapobiegły zgorszeniu.

Pytania do obrońców ks.arcybiskupa

Bóg mi świadkiem, że jestem wieloletnim fanem ojca dyrektora Tadeusza Rydzyka. Rano wstaję przed siódmą, by wysłuchać mszy radiowej z Radia Maryja, transmitowanej z kościoła pw. św. Józefa w Torunia. Korzystam z każdej sposobności, by w Telewizji Trwam wysłuchać transmitowanych przez nią mszy świętych z różnych kościołów w Polsce lub z Watykanu. Bóg mi świadkiem, że codziennie kupuję "Nasz Dziennik" i darzę przyjaźnią wielu jego współpracowników. Chciałbym ich teraz zapytać, co by było, gdyby apostoł Judasz Iskariota zdradził Pana Jezusa judejskim oprawcom nie otwarcie na oczach pozostałych apostołów w Ogrójcu, lecz potajemnie? I gdyby nie powiesił się, lecz ukrywając fakt zdrady - dalej pretendował do roli apostoła. Czy i w tym przypadku - podobnie jak z księdzem arcybiskupem S. Wielgusem - mówili by o Judaszu ze czcią należną apostołowi i skarbnikowi apostołów?!
I dodawali: kto z was bez grzechu, niech pierwszy weźmie do ręki kamień.
Otóż jestem człowiekiem grzesznym, ale nigdy nie dałem się zwerbować na agenta SB i potwierdza to zaświadczenie z IPN. A nie tylko krzyczano na mnie i obrażano mą godność, ale i skazywano mnie parokrotnie na uwięzienie pod wyssanymi z palca zarzutami. Znane są przypadki, kiedy ludzie umierali na torturach, a nie chcieli ulec swoim oprawcom. Czy nie zbyt łatwo co poniektórzy odpuszczają winy słabości wobec SB księdzu arcybiskupowi ?
Nasuwa się mi też pytanie, co znaczył śpiew słów Roty: "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz" przez zwolenników ks. arcybiskupa Stanisława Wielgusa po odwołaniu jego ingresu do Katedry? Przecież Maria Konopnicka miała, pisząc te słowa, na myśli Hakatę, a nie tak przyjaznego Polsce ojca świętego Benedykta XVI - wieloletniego przyjaciela i współpracownika Jana Pawła II.
I co znaczą okrzyki pod katedrą z ust zwolennika ks. arcybiskupa Stanisława Wielgusa: "Chcemy biskupa Polaka!". Czyżby obawiali się oni, że Stolica Apostolska mogła by szykować na miejsce Polaka jakiegoś Turka albo Żyda?! Przecież nic takiego nam nie zagraża.
Po Sejmie anonimowi autorzy kolportują listę domniemanych Żydów, na której obok Lecha Wałęsy figuruje również ks. Prymas Glemp z wymyślonym jakimś żydowskim nazwiskiem. Czy aby nie to mieli oni na myśli, wznosząc swe okrzyki? Przecież to są wierutne bzdury.
W Rosyjskim Kościele Prawosławnym według starej tradycji podejrzani są jako "żydowstwujuścije" kapłani tej cerkwi, o ile są żydowskiego pochodzenia. W myśl tej koncepcji był dyskryminowany przez ulegającą podszeptom KGB hierarchię śp. ks. Aleksander Mień - kapłan prawosławny, zarąbany we wrześniu 1990 roku przez agenta KGB saperką i dziś porównywany jako męczennik za wiarę do naszego ks. Jerzego Popiełuszki. W Kościele katolickim obowiązuje atoli prawda, głoszona jeszcze przez św. Pawła, że po chrzcie świętym nie masz Greczyna, ani Żyda. Może niektórzy działacze Ligi Polskich Rodzin mają w tej sprawie poglądy odrębne od stanowiska ojca świętego Jana Pawła II i jego następcy Benedykta XVI? Chciałbym im zwrócić uwagę, że mogą w ten sposób ściągnąć na siebie zarzut, iż idą w ślady pałkarzy ONR czy też Falangi, którzy przed wojną spoliczkowali podczas uroczystej mszy prymicyjnej ks. Tadeusza Pudra - kapłana katolickiego, zwalczanego przez nich za jego żydowskie pochodzenie. Wywołali tym skandal ku zrozumiałemu oburzeniu hierarchii Kościoła z ks. Prymasem kardynałem Augustem Hlondem na czele. Nie tędy zatem droga.
I jak rozumieć bicie pod kościołem pięściami i parasolami przez ludzi uważających się za chrześcijan innych katolików tylko za to, że mają odmienne przekonania? Takie odrażające sceny transmitowały później - na hańbę nas wszystkich - zagraniczne stacje telewizyjne. Czy nie są to skutki kultywowania ubeckich tradycji?
Na to wszystko nie może być zgody - musimy to powiedzieć za naszym Prymasem Tysiąclecia ks. kardynałem Stefanem Wyszyńskim w sposób jak najbardziej jednoznaczny: "non possumus". A ks. arcybiskup Stanisław Wielgus oraz broniący go ojciec dyrektor Tadeusz Rydzyk powinni się od takich czynów swych wiernych zdecydowanie odciąć i jednoznacznie je potępić. Właśnie w imię Ewangelii.

Artykuł pierwotnie został opublikowany w tygodniku "Gazeta Polska".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |