PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Gomułka wyparł się tej zbrodni

(03,12,2007 źródło ASME)

Wspomnienia Bohdana Urbankowskiego o wydarzeniach marcowych 1968 roku na Uniwersytecie Warszawskim mają ten wyjątkowy walor, że są to relacje autentycznego i czynnego uczestnika. Moje relacje nie mają tego waloru, gdyż do owych wydarzeń zostałem przyciągnięty za włosy przez partyjno-esbecki sztab, który kierował tłumieniem studenckich protestów przeciwko zdjęciu dramatu narodowego Adama Mickiewicza ze sceny Teatru Narodowego. Na ich zlecenie zostałem przez partyjne oraz PAX-owskie środki przekazu "mianowany" jednym z przywódców "Ruchu 8 marca" obok Jacka Kuronia, Karola Modzelewskiego oraz Adama Michnika. Chodziło o uwikłanie mego ojca Romana Zambrowskiego w tę historię jako rzekomego przywódcy antysocjalistycznej opozycji. Stąd ten opisywany przez B. Urbankowskiego pisk jakiegoś ubola "Chcemy Zambrowskiego!", w sytuacji gdy sam Zambrowski niczego tu nie chciał.

Natomiast mogę być świadkiem w sprawie ZOMO-wskiej zbrodni, której Gomułka bezczelnie się wyparł (Być może był wprowadzony w błąd przez swych sekretarzy, którzy często nim manipulowali, dobierając mu odpowiednie dla swych celów zestawy informacyjne. Takie manipulacje byłyby niemożliwe w warunkach wolnych środków przekazu). Chodzi o pogłoskę o śmierci studentki pobitej na dziedzińcu UW przez nazbyt krewkich milicjantów. W dniu 8 marca, czyli komunistycznego dnia kobiet, wiele dziewcząt padło ofiarą brutalnej agresji ZOMO. Stało się to nawet jednym z punktów słynnej interpelacji katolickiego klubu poselskiego "Znak" do premiera Józefa Cyrankiewicza.
W sprawie zgonu studentki mogę podać to, o czym wiem na pewno. 11 marca 1968 roku rozmawiałem z moją bratową Anną z Wazowskich Zambrowską, która jest lekarką, i zapytałem, co w kręgach lekarskich się mówi o tej sprawie. Odpowiedziała mi, że "Ruda", czyli Zosia Olszewska miała dyżur w szpitalu na Solcu. W mojej obecności zadzwoniła do niej i przekazała mi jej odpowiedź: "Dwa zejścia śmiertelne. Rozmowa nie na telefon". Później się okazało, że Zosia miała dyżur nie na Solcu, lecz w Szpitalu Praskim (pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego), ale to wyjaśniło się znacznie później.
Nie mogłem dopytać się o szczegóły tej sprawy w bezpośredniej rozmowie z Zosią, gdyż następnego dnia rano zostałem zatrzymany przez SB i osadzony w więzieniu mokotowskim (przy ul. Rakowieckiej 37). W czasie mego śledztwa moja bratowa została przesłuchana na okoliczność pogłosek o śmierci studentki przez oficera śledczego, majora Zbigniewa Cieślikowskiego i w aktach mojej sprawy pozostał zapewne protokół tego przesłuchania. Po wyjściu z więzienia w Barczewie zdążyłem jeszcze spotkać się z Zosią Olszewską-Górską tuż przed jej wyjazdem do Danii na tzw. żydowskich papierach (Żydzi i Polacy żydowskiego pochodzenia otrzymali wtedy od Gomułki przywilej opuszczania PRL pod pretekstem wyjazdu do Izraela. Wielu korzystało z tej sposobności, by wyjechać na Zachód). Popełniłem błąd, gdyż zamiast wypytać Zosię o owe dwa zgony w szpitalu na jej dyżurze, usiłowałem jej wyperswadować wyjazd z Polski. Po latach, gdy PRL przeszła do historii, Zosia zapytana o szczegóły tej sprawy odpowiedziała, iż szok związany z opuszczeniem ojczyzny był tak głęboki, że wymazał z jej pamięci wiele spraw, które wtedy przeżyła.
W czasie debaty marcowej na Uniwersytecie Warszawskim w 1981 roku (w czasie solidarnościowego karnawału) zabierałem głos w dyskusji po referatach o protestach studentów polskich i przypomniałem sprawę owych dwóch zgonów w szpitalu jako pośredni dowód, że jednak były ofiary śmiertelne. Dziś uważam, że Jacek Kuroń oraz Adam Michnik zaniedbali sprawę wyjaśnienia tej zagadki. Znacznie rzetelniej postąpili redaktorzy tygodnika "Po prostu", zamkniętego przez władze partyjne w październiku 1957 roku, co spowodowało protesty studentów oraz rozruchy w Warszawie. Po wznowieniu w roku 1989 działalności tygodnika, który niestety nie utrzymał się na rynku, natychmiast wdrożyli dochodzenie dziennikarskie w sprawie śmierci chłopca zastrzelonego przez ZOMO-wca pod Politechniką w czasie owych protestów. Mimo upływu lat odnaleźli rodzinę owego chłopca i opisali jego sylwetkę. Natomiast Jacek Kuroń zbyt chętnie przystał na argumenty partyjnej propagandy i uznał, że to była tylko plotka, być może rozsiewana przez SB w celach prowokacyjnych. Nie zadał sobie trudu ani w czasach działalności KSS KOR, ani solidarnościowego karnawału 1980-81, ani gdy był ministrem w III RP, by poszukać ofiary ZOMO-wskiego bestialstwa i dać satysfakcję ich rodzinom.
SB oczywiście nie była skora do nagłaśniania przypadków swego okrucieństwa. Podobnie było podczas rozruchów grudniowych 1970 roku na Wybrzeżu, kiedy liczne ofiary zbrodni chowano potajemnie w workach ze sztucznego tworzywa. Do nas więc należało wyjaśnienie sprawy ofiar śmiertelnych komunistycznego bezprawia. Niestety, w skutek karygodnego zaniedbania jedynym nagrobkiem ofiar śmiertelnych Marca '68 pozostaje piękny wiersz Bohdana Urbankowskiego.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |