PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Antyfaszyzm po rosyjsku

(03,03,2007 źródło ASME)

Wielka Rosja toczy wojnę propagandową przeciwko malutkiej Estonii. Estoński Sejm uchwalił bowiem ustawę o cmentarzach wojennych, która przewiduje możliwość przeniesienia z estońskich miast pomników ku czci sowieckich żołnierzy, poległych w walkach z niemieckim okupantem na sowieckie cmentarze wojskowe. Najbardziej boli rosyjskie środki przekazu projekt usunięcia ze śródmieścia Tallina - stolicy Estonii - wielkiego pomnika sowieckiego żołnierza, pod którym być może spoczywają szczątki Rosjan poległych podczas zdobywania Tallina. Problem tkwi - podobnie jak i w niepodległej Polsce - w niejednoznacznym stosunku do ofiary krwi sowieckich żołnierzy. Dla Rosjan są to po prostu wyzwoliciele Europy Wschodniej od niemieckiego okupanta. Dla Estończyków, podobnie jak i dla nas, są to żołnierze niosący na swych bagnetach nową, stalinowską okupację. Tego wymiaru "wyzwolenia" nie chcą postrzegać współcześni politycy rosyjscy, a w ślad za nimi i rosyjskie media elektroniczne. Jako rzecznika rosyjskiego protestu przeciwko "profaszystowskim" postawom Estończyków moskiewska telewizja RTR chętnie przywołuje przywódcę rosyjskich prostalinowskich komunistów Giennadija Ziuganowa. W tej sprawie niczym on się nie różni od sprawujących władzę polityków rosyjskich. Ponadto boli go estoński przepis przewidujący kary za eksponowanie dawnej symboliki sowieckiej - sowieckiego herbu, czerwonej gwiazdy oraz sierpa i młota. Wygłasza więc z ekranu telewizyjnego lamenty, że to hańba, gdyż złote gwiazdy bohatera Związku Rad nosili na swych mundurach tacy wielcy dowódcy sowieccy, jak marszałek Gieorgij Żukow.
Takie same pretensje Rosjanie mogliby wysuwać wobec współczesnej Polski, ale im to nie pasuje propagandowo, gdyż Polska padła ofiarą wspólnej agresji Hitlera i Stalina we wrześniu 1939 roku. Polskie siły zbrojne brały liczny udział w walkach na wszystkich frontach II wojny światowej. Estończykom nie było to dane, gdyż ich kraj został "pokojowo" okupowany przez Sowiety w roku 1940. Po roku krwawą sowiecką okupację zastąpiła okupacja niemiecka, podczas której wielu Estończyków - podobnie jak w Polsce, gdzie na ziemiach przyłączonych do Rzeszy wielu Polaków przymusowo wcielano do Wehrmachtu - musiało iść do wojska pod niemiecką komendę. Dziś rosyjska propaganda określa ich jako niemieckich kolaborantów i przyrównuje do nich tych wszystkich Estończyków, którzy domagają się usunięcia z estońskich ulic śladów wieloletniej sowieckiej okupacji. Rosyjskim mediom wtórują miejscowi Rosjanie, którzy osiedlili się w Estonii podczas sowieckiej, głównie rosyjskiej kolonizacji krajów bałtyckich. Boli ich traktowanie ich jako byłych okupantów, więc chętnie deklamują o prawach mniejszości etnicznej, o których nie pamiętano w czasach sowieckich i dziś nie pamięta się w Rosji, gdy chodzi o język i oświatę narodową licznych w niej nie-Rosjan.
Powinniśmy udzielić moralnego poparcia Estończykom i Łotyszom w ich walce z rosyjskim wielkomocarstwowym hegemonizmem i demaskować imperialną politykę Kremla, który krzyczy o faszystach w Europie Wschodniej, a sam nie potrafi poskromić rosyjskie faszystowskie (a raczej nazistowskie) bojówki na ulicach własnych miast, Moskwy i Petersburga nie wyłączając.

Artykuł pierwotnie został opublikowany w tygodniku "Gazeta Polska".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |