PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Stanisław Mikołajczyk o pogromie kieleckim

(13,07,2006 źródło Asme)

Obchody 60. rocznicy pogromu kieleckiego daje sposobność do przypomnienia, co pisał na ten temat premier rządu RP na uchodźstwie w Londynie Stanisław Mikołajczyk. Po ucieczce z Polski Ludowej w październiku 1947 r. udał się on na Zachód i tam napisał wspomnienia pod tytułem "Rape of Poland". Ostatnio zostały one wydane w Polsce pod tytułem "Polska zgwałcona". Opisuje on w nich m.in. terror UB wobec działaczy Polskiego Stronnictwa Ludowego, kierowanego przez Stanisława Mikołajczyka: "Władysław Kojder, członek naszego Komitetu Wykonawczego, przestał nagle przychodzić na zebrania. Na poprzednim zjeździe wojewódzkim w Krakowie przemawiał bardzo wymownie przeciw dalszej obecności Armii Czerwonej i wzrastającemu nasileniu terroru służalców UB. Dowiedzieliśmy się później, że sekretarz komunistycznej partii (właściwie PPR - uwaga AZ) w Przemyślu i major Sobczyński, naczelnik Urzędu Bezpieczeństwa w Rzeszowie wyciągnęli go z domu. Jego ciało znaleziono w pobliskim lesie. Było w nim trzydzieści kul". (str. 121)
Następnie opisuje on, jak komuniści z PPR sfałszowali wyniki referendum i dodaje: "Równocześnie z tym rozpoczęto ataki na ludność żydowską w nadziei, że uda się odwrócić uwagę Zachodu od tak bezczelnie sfałszowanego referendum.
W Częstochowie powiedziano ludziom, że na rynku będzie wystawiony wielbłąd - część żywego inwentarza Armii Czerwonej. Gdy ludzie zebrali się, aby oglądnąć zwierzę, ubecy przebiegali wśród tłumu, wznosząc okrzyki: >Żydzi zabijają naszych ludzi<. Rozruchy zostały zażegnane tylko dzięki szybkiej orientacji księdza, który stanął przed tłumem i powiedział, że okrzyki te były prowokacją.
W Kielcach major Sobczyński, oficer policji bezpieczeństwa odpowiedzialny za zamordowanie Kojdera w Rzeszowie, nakazał robotnikom odlewni żelaza przybyć w oznaczonym czasie na zebranie, które miało odbyć się na rynku. Miał zamiar wskazać ręką na pensjonat żydowski, który stał naprzeciw rynku, w czasie kiedy jego poplecznicy mieli krzyczeć, że mordują tam dzieci polskie. Spodziewał się, że spowoduje to najazd na budynek, co zmusi wojsko do otworzenia ognia na tłum. Spotęgowałoby to poczucie terroru, który panował w tych czasach.
Komuniści zapomnieli jednak usunąć telefon z pensjonatu. Mając informacje, że tłum jest prowokowany do ataku na dom, jakiś rabin zadzwonił do komendy armii prosząc o pomoc. Zjawił się wkrótce oddział wojska pod komendą ruskiego pułkownika. Ten - wiedząc oczywiście o całym spisku - zdziwiony był, że tłum, do którego miał strzelać, nie zjawił się jeszcze. Zmienił więc plan. Skierował bezlitośnie swoich ludzi przeciw żydowskim mieszkańcom pensjonatu, zabijając czterdziestu i raniąc tyle samo. W nadziei, że sprowokuje motłoch do akcji przeciw wojsku, kazał wyrzucić zabitych na ulicę. Jakikolwiek bowiem odruch tłumu byłby dla niego znakiem do rozpoczęcia strzelania".
I dalej: "Otrzymałem wiadomość o tej zbrodni w Kielcach podczas posiedzenia gabinetu (czyli Rady Ministrów - AZ) i domagałem się z miejsca, aby powołano specjalną komisję, która rozpoczęłaby natychmiastowe dochodzenie. Radkiewicz (Stanisław Radkiewicz, czyli komunistyczny minister bezpieczeństwa publicznego - AZ) odrzucił moje żądanie bez ogródek. Tego samego dnia tymczasowy sejm (czyli Krajowa Rada Narodowa - AZ) odrzucił podobne żądanie Karmińskiego, posła tego sejmu z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Nie mając innego wyjścia, chciałem umieścić tę sprawę w "Gazecie Ludowej", podając wszystkie szczegóły tego strasznego incydentu. Zostało to jednak ocenzurowane w całości. Z drugiej strony, prasa kontrolowana przez komunistów zamieściła tę informację, podając, że "niektórzy reakcjoniści, rozwścieczeni tym, że przegrali referendum, rozpoczęli mordowanie Żydów". Gomułka oskarżył zupełnie otwarcie Polskie Stronnictwo Ludowe o dokonanie pogromu w Kielcach. Zaś Osóbka-Morawski (premier rządu z ramienia promoskiewskiego odłamu PPS - AZ) oskarżył kardynała Hlonda o podżeganie do morderstw". (str. 135)
Ostatnie zdanie z przytoczonej przeze mnie relacji premiera S. Mikołajczyka dedykuję Adamowi Michnikowi, który ostatnio w swych artykułach w "Gazecie Wyborczej" również wysunął oskarżenia pod adresem księdza Prymasa Augusta Hlonda. Oddajmy sprawiedliwość red. Adamowi Michnikowi - oskarżył on księdza Prymasa nie o podżeganie do mordu, lecz jedynie o uchylanie się od jego potępienia.
W chwili obecnej mamy znacznie lepsze rozeznanie przebiegu i kulis tego mordu NKWD, wykonanego pod nadzorem autora trzech pogromów - rzeszowskiego, krakowskiego i najsławniejszego z nich, bo najbardziej krwawego, w Kielcach - majora Władysława Spychaja vel Sobczyńskiego. Cóż z tego, kiedy lewicowo-liberalne środki przekazu pod przewodem Adama Michnika upierają się przy tradycyjnej, czyli komunistycznej wersji tej zbrodni. Dlatego apeluję do Telewizji Publicznej, aby pokazała wykonane w wytwórni filmów telewizyjnych Media-Kontakt, kierowanej przez Mirosława Chojeckiego - znanego opozycjonistę i kolegę Adama Michnika z Komitetu Samoobrony Społecznej KOR oraz podziemnej oficyny wydawniczej NOWa w reżyserii Andrzeja Miłosza (brata naszego noblisty) dwóch filmów poświęconych tej problematyce. Są to filmy "Pogrom" oraz "Henio". W tym ostatnim "bohater" tragedii kieleckiej Henryk Błaszczyk - rzekomo porwany przez Żydów z domu na Plantach syn konfidenta UBP odsłania kulisy ubeckiej prowokacji. Opowiada, jak wywieziony przez ojca poza miasto, był następnie oprowadzany przez milicjantów po mieście jako dziecko porwane przez Żydów, zaś po pogromie - aby afera się nie wydała - trzymany przez wiele dni w ukryciu w ubikacji w piwnicy Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach. Natomiast film "Pogrom" opisuje prawdziwy przebieg pogromu wykonanego przez oddział KBW pod dowództwem sowieckiego oficera w polskim mundurze oraz PPR-owskiej bojówki przyjętej na kilka dni przed pogromem do fabryki i zwolnionej z niej zaraz po pogromie. Tej prawdzie o pogromie - wskutek wciąż obowiązujących zapisów komunistycznej cenzury - ciężko jest się przebić do polskiego widza. O zagranicznym nie ma co wspominać.

Artykuł pierwotnie ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska"

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |