PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Skandal z Witoldem Jedlickim

(17,10,2006 źródło Asme)

Na temat:
Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - Krzysztof Pawlak; "Rewelacje wyssane z palca. Rzecz o Żydach i Chamach Witolda Jedlickiego" - Antoni Zambrowski

Zbliża się 50. rocznica wielkiej pokojowej rewolucji Polaków, pierwszego naszego zwycięstwa nad Imperium Zła, odniesionego w październiku 1956 roku. Na VIII plenum KC PZPR wybrano wtedy bez uprzedniego uzgodnienia z Kremlem na I sekretarza KC PZPR czyli na pierwsze stanowisko w państwie komunistycznym Władysława Gomułkę "Wiesława", więzionego w okresie stalinowskim za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne. Wraz z nim wybrano w tajnym głosowaniu, co było zdarzeniem bez precedensu w państwie komunistycznym, zaproponowany przez niego skład personalny Biura Politycznego i sekretariatu KC PZPR. Ponieważ nie przewidziano w nim obecności zasiadających tam poprzednio działaczy z marszałkiem Konstantym Rokossowskim na czele, będących okiem i uchem Kremla, niespodziewanie do Warszawy przylecieli przedstawiciele zbiorowego kierownictwa na Kremlu z Nikitą Chruszczowem na czele. Na spotkaniu z kierownictwem partyjnym w Belwederze Chruszczow zapytywał dlaczego z władz partyjnych usuwa się wypróbowanych przyjaciół Związku Rad? Dla poparcia swych żądań Kreml uruchomił stacjonujące w Polsce jednostki pancerne, które parły na Warszawę. Do Zatoki Puckiej wpłynęła sowiecka eskadra okrętów wojennych. Polska nie ugięła się jednak pod tą presją i sowieckie czołgi musiały wrócić jak niepyszne do swych baz wobec twardej postawy niezliczonych rzesz robotników i studentów, deklarujących swe poparcie dla nowego - głoszącego suwerenność i demokratyzację - kierownictwa partyjnego. Z niczym wrócili też do Moskwy na swym Tu-104 przywódcy sowieccy. Tu i z powrotem - jak żartowali wtedy warszawiacy.
23 października odbył się w Warszawie na placu Stalina, przemianowanym w plac Defilad, wielki wiec zwycięstwa, na którym przemówił jako tryumfator Władysław Gomułka. Po wiecu po mieście krążyły grupy młodzieży z biało-czerwonymi flagami, domagając się odesłania do Moskwy marszałka Rokossowskiego i uwolnienia z internowania w klasztorze księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Wszystkie te postulaty zostały rychło spełnione. Gdy ustała presja policyjna, rozpadły się w Polsce spółdzielnie produkcyjne, czyli kołchozy, zaś młodzież opuściła utworzony w okresie stalinowskim Związek Młodzieży Polskiej. Z zakładów pracy wycofano jawne placówki UB, poprzednio terroryzujące pracowników. Ponadto władze sowieckie zostały zmuszone do umorzenia polskiego zadłużenia wobec Związku Rad, jako rekompensata za dostarczany na Wschód za półdarmo polski węgiel. Były to namacalne zdobycze polskiego społeczeństwa.
Tymczasem w grudniu 1962 roku, a zatem w sześć lat po październikowym zwycięstwie, na łamach paryskiej "Kultury" ukazał się obszerny artykuł Witolda Jedlickiego ogłaszający, iż całe październikowe zwycięstwo - to propagandowe oszustwo żydowskiej frakcji w PZPR. Artykuł ten nazywał się "Chamy i Żydy" i sugerował, że walki frakcyjne w PZPR w roku toczyli odpowiedzialni za stalinizm Żydzi przeciwko starającym się ich rozliczyć za te zbrodnie polskim komunistom, popieranym przez Nikitę Chruszczowa i sowiecką ambasadę. Zdaniem autora, żydowscy komuniści odpowiedzialni za zbrodnie stalinowskie w Polsce zręcznie wykiwali Polaków i w ten sposób zachowali swe wysokie stanowiska partyjne i państwowe. Wiarygodności tezom autora dodawał fakt, że wyjechał on z Polski na Zachód na żydowskich papierach w drodze do Izraela, dlatego jego zapewnienia, iż zarzuty antysemityzmu stawiane prosowieckim komunistom są absolutnie bezpodstawne, mogły być przyjmowane w dobrej wierze. Była to mistrzowska operacja propagandowa PRL-owskich i sowieckich służb specjalnych przygotowujących już wtedy czystkę szeregów partyjnych z elementów źle traktowanych na Kremlu. Oprócz "liberalnych" komunistów opowiadających się za reformami rynkowymi w PRL i demokratyzacją życia społecznego dostało się też od Witolda Jedlickiego księdzu Prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu, któremu autor bezczelnie zarzucił, iż idąc na ugodę z komunistami w październiku 1956 roku, ustanowił wzór dla katolickich oportunistów.
Artykuł musiał przypaść do gustu red. Jerzemu Giedrojciowi, gdyż wkrótce został wydany w formie broszury pod tym samym tytułem. Nie poznał się on niestety na matactwach propagandowych Jedlickiego, które można - co do skali - porównywać z kłamstwami propagandowymi Jana Tomasza Grossa. Pierwsze i podstawowe matactwo Jedlickiego polegało na tym, że w tytule i tekście sugerował on, iż opowiadający się za większą suwerennością i demokratyzacją partyjni liberałowie zwani "puławianami" - to Żydy, zaś ich zwani pogardliwie chamami przeciwnicy - to rasowo czyści Polacy. Było to kłamstwo, gdyż owi "Żydy", czyli Polacy żydowskiego pochodzenia znajdowali się po obu stronach partyjnej barykady. O "natolińczykach" żydowskiego pochodzenia mówiono w 1956 roku z przekąsem "natolinerzy" i było ich niemało (Gdy działałem wtedy w Rewolucyjnym Związku Młodzieży, moi starsi koledzy, lepiej ode mnie zorientowani w układach personalnych w KC oraz KW PZPR, wymieniali wiele nazwisk prominentnych "natolinerów", których dziś już niestety nie pamiętam). Po drugie, Witold Jedlicki ukrywał w ślad za partyjną propagandą, że wielu towarzyszy partyjnych traktowanych jako rodowici Polacy miało pochodzenie obce - ukraińskie, białoruskie, nawet niemieckie, jak Artur Ritter-Jastrzębski lub Aleksander Burski. Wysyłający W. Jedlickiego na Zachód gen. Mieczysław Moczar naprawdę nazywał się Nikołaj Tichonowicz Diomko i choć urodził się w Łodzi, został ochrzczony w miejscowej cerkwi prawosławnej. Nie chcę kwestionować ich prawa do polskości, jeśli się czuli Polakami i podawali w dokumentach narodowość polską, ale takie same prawo do polskości mieli też Polacy o rodowodzie żydowskim, jeśli się istotnie Polakami czuli. Tymczasem tym ostatnim prawa do polskości odmawiała propaganda natolińska, a w ślad za nią Witold Jedlicki. Najważniejsze jednak było to, że obciążał on wbrew prawdzie odpowiedzialnością za zbrodnie okresu stalinowskiego wyłącznie członków frakcji (a właściwie nieformalnej koterii, gdyż tzw. centralizm demokratyczny istnienie frakcje w partii wykluczał) reformatorskiej, czyli puławian. Tymczasem obydwie koterie były uwikłane w zbrodnie okresu "błędów i wypaczeń". Tyle, że "natolińczycy" chcieli rozliczyć dla efektu propagandowego kilku kozłów ofiarnych o żydowskim rodowodzie, natomiast "puławianie" proponowali program reform rynkowych i demokratycznych, zabezpieczających przed nawrotem stalinizmu.
Trzeba przyznać z uznaniem, że ówczesny dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Jan Nowak (Zdzisław Jeziorański) - w odróżnieniu od red. Jerzego Giedroycia - poznał się na matactwach Witolda Jedlickiego i w dyskusji na falach RWE otwarcie mu je wytknął.
Witold Jedlicki był osobą znaną w Warszawie jako członek kierownictwa głośnego klubu dyskusyjnego Krzywe Koło na Starym Mieście i następnie opublikował w Instytucie Literackim w Paryżu wartościową książkę o pracach tego klubu, zamkniętego przez władze komunistyczne w ramach odwrotu tow. Wiesława od Października '56. Wcześniej był on jednak konfidentem UB, o czym dowiedzieliśmy się z książki wspomnień premiera Jana Olszewskiego "Prosto w oczy", podyktowanych red. Ewie Polak-Pałkiewiczowej. Oszukał on swych kolegów z klubu, którzy zawierzyli jego próbie samobójstwa w znak protestu przeciwko presji UB, wymuszającego na nim współpracę. Tymczasem uzyskał on paszport zagraniczny na Zachód od gen. Mieczysława Moczara za cenę usługi propagandowej, wykonanej na medal.
"Rewelacje..." Witolda Jedlickiego posłużyły jako materiał propagandowy przygotowujący grunt pod antysemicką czystkę rozpętaną po kilku latach, bo w 1967 i 1968 roku najpierw w Ludowym Wojsku Polskim przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego oraz gen. Józefa Urbanowicza, a następnie przez gen. Mieczysława Moczara w aparacie partyjnym i państwowym PRL. Tak żydowski emigrant do Izraela przyczynił się do antysemickiej czystki, która oznaczała kompromitację naszego kraju w oczach cywilizowanego świata, choć była prowadzona na wyraźne zlecenie Kremla przez jego agenturę w Polsce.
Natomiast dzięki imprimatur red. Jerzego Giedroycia - pierwszego wydawcy "Chamów i Żydów" praca Witolda Jedlickiego przysłużyła się kompromitacji pierwszego wielkiego pokojowego zwycięstwa Polaków nad Imperium Zła w oczach samych Polaków, gdyż pokolenia polskich opozycjonistów uczyły się najnowszej historii Polski z powielanych w drugim obiegu kolejnych wydań tego paszkwilu na Październik '56.
Napisałem w 1986 roku obszerny artykuł pod wymownym tytułem "Rewelacje wyssane z palca", w którym wykazałem kłamliwość tez Witolda Jedlickiego, szczególnie jego krytyki postawy księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Przez wiele lat nie mogłem, mimo poparcia braci Kaczyńskich przebić się z nim na łamy prasy drugiego obiegu, aż wreszcie na wiosnę roku 1989 został on opublikowany przez drugoobiegowe Warszawskie Zeszyty Historyczne (nr 2). Niestety, został kompletnie przemilczany przez środki przekazu, już wkrótce uwolnione od komunistycznej cenzury. Stało się tak zapewne dzięki wpływom rodzonego brata Witolda Jedlickiego, czyli prof. Jerzego Jedlickiego z okołokorowskiego Towarzystwa Kursów Naukowych. Dziś stoi on na czele stowarzyszenia "Otwarta Rzeczypospolita" tropiącego (a jakże!) antysemityzm na prawicy. Za obronę prawdy historycznej przeciwko kłamstwom szerzonym przez prof. Jana Tomasza Grossa w sprawie mordu na Żydach w Jedwabnem w lipcu 1941 roku zostałem napiętnowany w raporcie Otwartej Rzeczypospolitej przez Sergiusza Kowalskiego jako wojujący antysemita. Natomiast przyjaciel prof. Jerzego Jedlickiego Adam Michnik zdjął piętno antysemity z organizatora bezprzykładnej antysemickiej i w jeszcze większym stopniu antypolskiej czystki z jej organizatora - gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

Artykuł ukazał się - w skróconej wersji - w tygodniku "Gazeta Polska".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |