PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Pułapka z ekstradycją

(01,10,2006 źródło Asme)

Odrzucenie przez władze brytyjskie polskiego żądania ekstradycji jako zbrodniarki komunistycznej, pani prokurator Leny Wolińskiej-Brusowej budzi cały szereg pytań i wątpliwości odnośnie motywów działania władz śp. III Rzeczypospolitej. Chodzi mi o to, że prokuratura wojskowa podejmująca kroki ekstradycyjne dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że ekstradycji nie będzie oraz, że pani Lena podniesie zarzut o antysemickie motywy żądania ekstradycji. Wprawdzie ministrem sprawiedliwości w owym czasie była pani premier Hanna Suchocka, zaś ministrem obrony i zwierzchnikiem owej prokuratury - Janusz Onyszkiewicz z Unii Wolności uchodzącej za stronnictwo wyjątkowo filosemickie, ale to - jak wiadomo - nie uchroniło Polskę przed tego rodzaju zarzutami.
Tymczasem sprawa miała drugie dno. W Warszawie pod bokiem prokuratury wojskowej pozostawał wtedy (i pozostaje do dziś) człowiek jeszcze bardziej umoczony w haniebną aferę mordu sądowego na naszym bohaterze narodowym gen. Nilu-Fieldorfie. Jest nim tow. Kazimierz Górski - (nie mylić ze śp. Kazimierzem Górskim - trenerem narodowej drużyny piłkarskiej). Był on oficerem śledczym bezpieczeństwa prowadzącym wszystkie chyba przesłuchania gen. Nila-Fieldorfa oraz autorem aktu oskarżenia dla prokuratora. Opowiadał mi dr Józef Rybicki - były szef warszawskiego Kedywu AK oraz członek - założyciel Komitetu Obrony Robotników - w wyjątkowej scenerii AK-owskiego spotkania na Wykusie w Górach Świętokrzyskich, że gen. Nil krzyczał do swoich sędziów po ogłoszeniu wyroku: "Jesteście świadomymi mordercami, skazujecie na śmierć niewinnego człowieka!". Pułkownik K. Górski jako śledczy i autor aktu oskarżenia musiał jeszcze bardziej niż sędziowie zdawać sobie z tego sprawę. Pisałem o tym skandalu wielokrotnie, gdy dowiedziałem się o pułkowniku K. Górskim od córek gen. Emila Augusta Fieldorfa, przez długie lata bezskutecznie walczących o ukaranie winowajców mordu na ich bohaterskim ojcu. Po mnie tę sprawę przejął mój kolega Tadeusz Płużański. Z wiadomym skutkiem. Prokuratura wojskowa wyraźnie sabotuje sprawę. Woli ścigać panią Lenę Wolińską-Brusową, gdyż wie, że z tej sprawy nic nie wyjdzie, zaś sprawozdanie o podjętych działaniach można złożyć przełożonym. I tak trwa do dziś ta tragikomedia ze ściganiem zbrodniarzy, mająca na celu uniknięcie ich ukarania.

Pierwotnie tekst został opublikowany w tygodniku "Nasza Polska".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |