PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Polski październik 1956: Prawica spisała się na medal

(30,10,2006 źródło Asme)

Zwycięstwo Polaków nad Imperium Zła w dniach 19 - 23 października 1956 roku poprawiło natychmiast nasz wizerunek w oczach świata. Węgierskie Powstanie rozpoczęło się od studenckiej demonstracji solidarności z Polakami w Budapeszcie pod pomnikiem naszego wspólnego bohatera, gen. Józefa Bema. Węgierska tragedia spowodowana sowiecką interwencją zbrojną jeszcze bardziej uwidoczniła cnoty Polaków, poprzednio negowane przez historyków i politologów. Wszak Fryderyk Engels - skądinąd sympatyk polskich powstań narodowych - stwierdził w liście do Karola Marksa, iż polskie dokonania w dziejach - to tylko odważne głupstwa. Austriacki dramaturg Franz Werfel napisał popularną w Europie i Stanach Zjednoczonych sztukę teatralną pt. "Jakobowski i Pan Pułkownik", w której opisał mądrego i zarazem odważnego Żyda Jakobowskiego, który w godzinach klęski Francji w lecie 1940 roku przyłączył się do zwariowanego polskiego pułkownika o charakterystycznym nazwisku Umieralski, by wraz z nim przedostać się brytyjską łodzią podwodną do Anglii. I istotnie Zachód traktował nas, zwłaszcza po Powstaniu Warszawskim jako Umieralskich. Po Polskim Październiku '56 było to już niemożliwe. Świat docenił polską rozwagę i odpowiedzialność. Rosyjska inteligencja o nastrojach demokratycznych, która boleśnie przeżyła sowiecką interwencję na Węgrzech, propagowała modę na różnorakie polskie dokonania kulturalne owych lat, zaś znany rosyjski pisarz emigracyjny Władimir Maksimow sam opowiadał mi w Warszawie, że po Październiku '56 rosyjski inteligent patrzył na Polaka "snizu wwierch", czyli z szacunkiem i podziwem.
Wszystko to było zasługą polskiej prawicy niepodległościowej, która w odróżnieniu od węgierskich powstańców, liczyła się z geopolitycznymi realiami. Ludzie zdawali sobie sprawę, że muszą ograniczyć się do zdecydowanego poparcia przeciwko Moskwie polskiego komunisty Władysława Gomułki, gdyż nie stać nas na wybór Stanisława Mikołajczyka czy też przysłowiowego gen. Władysława Andersa na białym koniu. Niemałe zasługi w tym względzie miał Kościół katolicki z księdzem Prymasem Stefanem kardynałem Wyszyńskim na czele oraz ówczesny dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Jan Nowak, czyli Zdzisław Jeziorański. Wpływali oni na postawy szerokich rzesz wiernych oraz licznych słuchaczy zachodniego radia w kierunku rozważnego umiarkowania. Obydwaj przeżyli dramat Powstania Warszawskiego jako jego uczestnicy i wyciągnęli z tego odpowiednie wnioski na przyszłość, że dość już przelewania polskiej krwi bez pewności sukcesu. Tej zasady trzymał się ksiądz Prymas przez cały czas swego posługiwania, zaś dyr. Jan Nowak-Jeziorański przez cały czas swej misji w Monachium wbijał w głowy słuchaczy swego radia, iż to właśnie ksiądz Prymas Wyszyński jest najwyższym autorytetem moralnym w kraju.
Obok powstańczej alternatywy, rokującej nieubłaganie klęskę w obliczu sowieckich czołgów, groziła Polsce inna prawicowa alternatywa: izolacjonizm. Ludzie prawicy mogli się obrazić na Czerwonych i uznać, że nic ich nie obchodzą wewnątrzpartyjne rozgrywki w komunistycznym gronie. Była by to postawa niezbyt roztropna, ale psychologicznie uzasadniona. Mimo to Polacy w swej większości poparli "niepodległościowych" komunistów, którzy bez tak masowego zaplecza nie byliby w stanie odeprzeć nacisków Kremla i jego polskich popleczników. Skutkiem byłaby klęska partyjnego obozu reform, która oznaczałaby również klęskę polskich aspiracji narodowych. Na szczęście tak się nie stało.
Ksiądz Prymas w przeciągu roku 1956 nie wdawał się w rozgrywki na szczytach władzy pomiędzy Puławianami a promoskiewskimi Natolińczykami, natomiast w warunkach ścisłej konspiracji przygotował w swym klasztorze w Komańczy w Bieszczadach program Jasnogórskich Ślubowań Narodu. Ale na wyciągniętą do zgody rękę odpowiedział propozycją porozumienia pomiędzy państwem a Kościołem.
Jak sam później przyznał - nie miał nadmiernych złudzeń co do intencji strony partyjnej, więc i późniejsze rozczarowanie związane z odejściem Gomułki od październikowego programu reform nie było tak głębokie, jak ze strony zawiedzionego społeczeństwa. Sądząc z "Zapisków więziennych", czyli fragmentów dzienników ks. Prymasa, już w Komańczy przewidział on przyszłe kłopoty związane z osobowością Zenona Kliszki, który po paru latach stał się osobą nr 2 w KC PZPR. A to właśnie Kliszko był tym dostojnikiem partyjnym, który w uzgodnieniu z Gomułką rozpoczął po kilku latach rozejmu akcję usuwania krzyży w szkołach.
Zenon Kliszko został po latach jednym z winowajców masakry polskich robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, do dnia dzisiejszego nie rozliczonej przez wymiar sprawiedliwości. Wraz z Gomułką poniósł jednak za to odpowiedzialność polityczną, wylatując wtedy w polityczny niebyt. A ksiądz Prymas pozostał - jak to głosiło Radio Wolna Europa pod kierownictwem Jana Nowaka-Jeziorańskiego - najwyższym autorytetem moralnym w Polsce.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |