PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Pogrom kielecki według Adama Michnika

(20,06,2006 źródło Asme)

Wkrótce - 4 lipca będziemy obchodzili 60. rocznicę słynnego tzw. pogromu kieleckiego. Na tą okoliczność z niejakim wyprzedzeniem Adam Michnik zamieścił na sobotnich łamach swej "Gazety Wyborczej" kolejno dwa sążniste artykuły pod wspólnym tytułem "Pogrom kielecki: dwa rachunki sumienia". ("GW" 3 i 10 czerwca br.) Przeciwstawia on stanowisko w sprawie "pogromu" księdza biskupa Teodora Kubiny stanowisku księdza biskupa Czesława Kaczmarka wspartego przez resztę Episkopatu z księdzem Prymasem Augustem Hlondem na czele, sugerując istnienie dwóch twarzy polskiego Kościoła katolickiego, jakie się ujawniły po "pogromie". Przy sposobności Adam zarzuca polskim publicystom katolickim fałsz i zakłamanie, gdyż nie chcą otwarcie potępić "pogromowego antysemityzmu" Polaków. Tymczasem fałsz i zakłamanie można z powodzeniem zarzucić Adamowi Michnikowi.
Z uporem godnym lepszej sprawy odrzuca on wyjaśnienie przebiegu "pogromu" zawarte w książce Krzysztofa Kąkolewskiego "Umarły cmentarz" oraz w dwóch filmach dokumentalnych reż. Andrzeja Miłosza (brata naszego noblisty Czesława Miłosza) "Pogrom" oraz "Henio", wykonanych w wytworni "Kontakt" pod kierownictwem Mirosława Chojeckiego, niegdyś założyciela drugoobiegowej oficyny wydawniczej "NOWA" oraz członka KSS "KOR". Zarówno książka jak i filmy zgodnie przedstawiają "pogrom" jako zbrodnię kieleckiego UB kierowanego przez majora Władysława Spychaja-Sobczyńskiego pod nadzorem doradców z NKWD. Sprawcą zbrodni był nie antysemicki motłoch, jak sugerowała PPRowska propaganda - a w ślad za nią Adam Michnik - lecz specjalny oddział KBW pod dowództwem sowieckiego oficera w polskim mundurze oraz bojówka PPR-owska, udająca robotników pobliskiego zakładu przemysłowego.
Nie był to jedyny pogrom w wykonaniu tow. Spychaja, ponieważ jako szef odpowiedniego miejscowego UBP organizował on już w roku 1945 antyżydowskie "pogromy", kolejno w Rzeszowie oraz Krakowie. "Pogrom kielecki" jest najbardziej z nich znany, gdyż był najbardziej krwawy. Adam Michnik upiera się przy wersji pogromu kieleckiego, wykonanego rękoma motłochu i nawet podpiera się w tym obszernymi cytatami z ówczesnych wypowiedzi biskupa kieleckiego, ks. bp. Czesława Kaczmarka, choć gdyby zajrzał do wspomnień premiera Stanisława Mikołajczyka pod tytułem "Polska zgwałcona" - znalazłby również tam relację podobną do opisu pogromu u Krzysztofa Kąkolewskiego i Andrzeja Miłosza. Adam nie chce jednak uznać prawdy i jest w swym anachronizmie śmieszny, niczym rosyjski publicysta Muchin, przy obecnym naszym stopniu rozeznania sprawy wciąż upierający się przy niemieckim sprawstwie zbrodni katyńskiej. A przecież w czasie inicjowanych przez KGB pogromów sowieckich Ormian w mieście Sungaicie nad Morzem Kaspijskim bojówki azerskie działały wypisz-wymaluj według tych samych wypróbowanych wzorów, co bojówki majora Spychaja.
Kwestionując punkt wyjściowy rozważań Adama Michnika odnośnie przebiegu pogromu, muszę odrzucić również jego wnioski odnośnie rachunku sumienia polskich katolików w tej sprawie. Jak Adam Michnik dobrze wie, byłem oskarżony przez SB w procesie marcowym o nie popełnione winy. Jak każdy fałszywie oskarżony, broniłem się w sądzie, tłumacząc, że mam czyste sumienie, ponieważ jestem niewinny. Podobnie wygląda sprawa rachunku sumienia polskich katolików w sprawie "pogromu kieleckiego". Nie mamy żadnego racjonalnego powodu do bicia się we własne piersi, wbrew temu, co nam insynuuje Adam Michnik. "Pogrom kielecki" zawinili nie polscy katolicy, lecz sowieccy okupanci. Tyle że posłużyli się do krwawej roboty rękoma polskich komunistów. Ale ci nie stanowili rzeszy wiernych Kościoła katolickiego.
Jednym zdaniem, w swym nader długim artykule Adam trafia w sedno sprawy, gdy mówi o podłożu pogromu kieleckiego: "Nie był to konflikt polsko-żydowski; był to konflikt polsko-komunistyczny, którego ofiarą często padali Żydzi". Cóż z tego, kiedy pozostałymi zdaniami swego artykułu Adam zadaje kłam tej prawdzie. A przecież osobiście przeżyte przez niego doświadczenie wydarzeń marcowych 1968 roku potwierdza słuszność tej diagnozy. Niestety, Adam Michnik zmienił po "okrągłym stole" swe sojusze i zaprzyjaźnił się z gen. Jaruzelskim, w latach 1967-68 czołowym - obok gen. Moczara - organizatorem antysemickiej czystki w PRL. Inny jego przyjaciel Włodzimierz Cimoszewicz podczas poprzednich obchodów rocznicowych w roku 1996 przepraszał Żydów za polski antysemityzm, jak zręczny kuglarz przekładając winę za "pogrom kielecki" ze swej formacji ideowej - na Bogu ducha winny naród polski. Adam Michnik idzie w tym samym kierunku, domagając się samokrytyki ze strony Kościoła katolickiego w Polsce w miejsce samokrytyki lewicy, na której ciąży grzech wieloletniego antysemityzmu państwowego uprawianego na bezpośrednie moskiewskie polecenie (wytł. ASME). Tymczasem odzyskanie przez Polskę niepodległości i związany z tym upadek totalitarnych rządów komunistycznych oznacza też i upadek państwowego antysemityzmu. Dziś antysemityzm jest sprawą prywatną poszczególnych jego wyznawców i coraz bardziej traci swoje ostrze.
Jedyny problem stanowić mogą niektóre ośrodki szerzące ksenofobię za obce pieniądze. Działalność publicystyczna Adama Michnika i jego środowiska niestety wspomaga te ośrodki, dostarczając im amunicji. Co gorsza, opierając się lustracji agentów SB oraz dekomunizacji Rzeczypospolitej, Adam Michnik i jego środowisko utrudnia zwalczanie źródeł zasilania tych ośrodków. Szkopuł w tym, że Adamowi Michnikowi zależy nie tyle na zwalczaniu antysemityzmu - ile na dorabianiu Polsce gęby antysemickiego kraju (wytł. ASME). W czym odnosi sukcesy.

Artykuł pierwotnie ukazał się w tygodniku "Nasza Polska"

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |