PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Październik 1956,pierwsza zwycięska insurekcja bezkrwawa

(17,01,2006 źródło Asme)

"O roku ów! Kto ciebie widział w naszym kraju!" - można by zawołać za Adamem Mickiewiczem na wspomnienie wydarzeń w roku 1956. Był on pełen głębokich przemian zwłaszcza w Polsce, gdyż ówczesny komunistyczny "Gospodarz" PRL Bolesław Bierut nie przeżył rewelacji tajnego referatu Nikity Chruszczowa o zbrodniach Stalina i umarł w Moskwie 16 marca 1956 r. Na jego miejsce w uzgodnieniu z Kremlem (i w obecności Nikity Chruszczowa na plenum KC) wybrano Edwarda Ochaba, ale nim umocnił on swą pozycję w Partii i aparacie państwowym - w kraju trwał rozgardiasz. Oliwy do ognia dolała okoliczność, że tajny referat Chruszczowa o zbrodniach Stalina był czytany we wszystkich organizacjach partyjnych, zaś broszurę z tekstem (z nadrukiem na okładce: tylko do użytku organizacji partyjnych) można było kupić spod lady na bazarze Różyckiego na warszawskiej Pradze. We władzach partyjnych powstały dwie zwalczające się, tajne koterie (centralizm demokratyczny obowiązujący w partii komunistycznej wykluczał istnienie frakcji): orientująca się na ambasadę sowiecką grupa "natolińska" (zwana tak od pałacyku Urzędu Rady Ministrów w Natolinie pod Warszawą) o tendencjach zachowawczych oraz grupa "puławska" (od domów mieszkalnych przy ul. Puławskiej 24 i 26 w Warszawie, gdzie mieszkało kilku jej członków [tzw. Dom Wedla, i kamienica przylegająca - wytworne luksusowe mieszkania, zbudowane w przedwojennej Warszawie w stylu funkcjonalizmu, przymusowo zasiedlone po wojnie przez partyjnych notabli - przyp. ASME]), postulująca pewne reformy w kierunku demokratyzacji oraz domagająca się większej suwerenności PRL w stosunkach z Kremlem. Gdy w czerwcu 1956 roku wybuchły krwawe zamieszki w Poznaniu, rozpoczęte przez strajk załogi zakładów im. Stalina (dawne i obecne zakłady Cegielskiego) w obronie swych płac, obie frakcje zgodnie wysłały wojsko do stłumienia rozruchów, ale podzieliły się w sporze o przyczyny konfliktu. Prostalinowscy "konserwatyści" zgodnie z podpowiedzią z Moskwy akcentowali wpływ imperialistycznej agentury podczas odbywających się wtedy Międzynarodowych Targów Poznańskich, natomiast partyjni "liberałowie" podkreślali niedrożność mechanizmów społecznych, mających zapewnić więź pomiędzy władzą a klasą robotniczą.
W lecie zebrało się VII plenum KC, na którym owe koterie ujawniły swe istnienie. "Natolińczycy" postulowali wzrost płac robotniczych, regulację "narodowościową", czyli usunięcie z władz partyjnych i państwowych komunistów pochodzenia żydowskiego, rozliczenie zbrodni okresu stalinowskiego ze szczególnym uwzględnieniem roli oprawców tegoż pochodzenia (o innych przezornie milczano) oraz rehabilitację partyjną tow. Wiesława, czyli Władysława Gomułki - byłego sekretarza generalnego KC PPR (Usunięto go ze stanowiska w lecie 1948 roku i następnie uwięziono pod zarzutem odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego). "Puławianie" opierali się tym propozycjom, natomiast domagali się reform politycznych i gospodarczych, urynkowienia gospodarki i wdrożenia samorządu pracowniczego w zakładach pracy. "Puławianom" sprzyjała inteligencja, zwłaszcza dziennikarze, gdyż "natolińczycy" jako tuba Moskwy domagali się ukrócenia ekscesów na łamach prasy, najbardziej otwartej w owym czasie i odważnej w krytyce błędów i wypaczeń minionego okresu w całym obozie ze Związkiem Rad na czele od NRD do Pekinu. Satyrycy z STS śpiewali z przekąsem o programie "natolińczyków": "Wszystkiemu winna rasa i prasa, i te, co majom mature".
W tych to okolicznościach jeden z przywódców "liberalnych" "puławian" w kierownictwie Partii Roman Zambrowski zaproponował Edwardowi Ochabowi ustąpienie stanowiska I sekretarza KC Władysławowi Gomułce i przelicytowanie w ten sposób postulatów kadrowych "natolińczyków". Zambrowski działał w ścisłym porozumieniu z premierem Józefem Cyrankiewiczem, dawnym socjalistą z PPS-WRN, traktowanym przez Kreml jako komunista gorszej jakości. Edward Ochab zamiast natychmiast zdymisjonować obydwu głosicieli tych propozycji, dla dobra kraju na nie przystał. W połowie października 1956 roku miano zwołać VIII z kolei plenum KC PZPR, by zatwierdziło owe zmiany na szczycie władzy. Ponieważ propozycje te nie były uzgodnione (wbrew komunistycznym zwyczajom) z Kremlem, do Warszawy bez zapowiedzi przylecieli przedstawiciele postalinowskiego kierownictwa KPZR Nikita Chruszczow, Wiaczesław Mołotow, Anastas Mikojan oraz Łazar Kaganowicz w towarzystwie marszałka Iwana Koniewa. W tym samym czasie bez uzgodnienia z władzami polskimi z sowieckich baz na Ziemiach Zachodnich PRL wyruszyły w kierunku Warszawy sowieckie kolumny czołgowe. Do Zatoki Puckiej koło Gdańska wpłynęła eskadra sowieckich okrętów wojennych. W całej Polsce zawrzało, zaś świat wstrzymał z wrażenia oddech.
Po stronie nowego kierownictwa partyjnego na niezliczonych wiecach i masówkach opowiedziały się szerokie rzesze warszawiaków oraz mieszkańców Trójmiasta w swoich zakładach pracy i uczelniach wyższych. Co wieczór wiecowali studenci Politechniki Warszawskiej. Przybyli do Warszawy przywódcy sowieccy ku swemu zdumieniu zdali sobie sprawę, że wbrew dotychczasowym zwyczajom, panującym w obozie moskiewskim, Polacy nie zamierzają ustąpić przed dyktatem. Gotowi są stawić opór w oparciu o szerokie rzesze robotników i studentów oraz wiernych nowemu kierownictwu oficerów LWP i KBW (Szczególnie w szeregach sił zbrojnych taką postawą wyróżniały się Wojska Wewnętrzne z gen. Włodzimierzem Musiem i gen. Bronisławem Bednarzem oraz zwolnionym właśnie z więzienia gen. Wacławem Komarem, a nadto dowództwo Wojsk Lotniczych z gen. Janem Freyem-Bieleckim na czele). Również reperkusje międzynarodowe takiego konfliktu byłyby nie do przewidzenia. Po stronie Polaków opowiedziały się dwa niezależne od Moskwy kraje komunistyczne, z którymi Nikita Chruszczow musiał się liczyć: Chińska Republika Ludowa oraz Jugosławia z jej prezydentem marszałkiem Josipem Brozem "Titem". W tych warunkach przywódcy sowieccy woleli przyjąć do wiadomości wyjaśnienia polskich komunistów, że PZPR nie zamierza podważać sojuszu z ZSRR i innymi krajami obozu sowieckiego. Odwołali oni marsz swoich wojsk na Warszawę i powrócili do Moskwy samolotem Tu-104. "Tu i z powrotem" - żartowano z satysfakcją w Warszawie. Cały cywilizowany świat, który ze wstrzymanym oddechem śledził wydarzenia w Polsce w obawie przed nową tragedią na kształt Powstania Warszawskiego z sierpnia 1944 roku, odetchnął z ulgą i uznaniem dla postawy Polaków.
VIII Plenum KC PZPR wybrało w otwartym głosowaniu Władysława Gomułkę na I sekretarza KC. Jednocześnie po raz pierwszy i jedyny wybrano w tajnym głosowaniu Biuro Polityczne oraz sekretariat KC. Zdecydowaną większością głosów przeszła lista proponowana przez tow. Wiesława. Nie było na niej ludzi Moskwy, w obronie których interweniowali przywódcy sowieccy. Nie zgłoszono oczywiście do wyboru listy alternatywnej, jedynie dwaj promoskiewscy członkowie KC Stanisław Skrzeszewski oraz Bolesław Rumiński wysunęli w miejsce Romana Zambrowskiego kandydaturę marszałka Konstantego Rokossowskiego. Marszałek obojga narodów przegrał atoli, uzyskując jedynie 23 głosy wobec 56 oddanych na R. Zambrowskiego. 56 głosów otrzymał również inny przedstawiciel "liberalnego" nurtu w Partii Jerzy Morawski (Edward Ochab otrzymał 75 głosów, o jeden głos więcej od W. Gomułki). Innymi słowy, stosunek głosów 56 : 23 obrazuje stosunek sił w KC PZPR pomiędzy zwolennikami reform i suwerenności kraju a zwolennikami socjalizmu ze Związkiem Rad na czele.
23 października odbył się w Warszawie na dawnym placu Stalina przy Pałacu Kultury i Nauki tegoż imienia wielki wiec mieszkańców Warszawy i okolic z poparciem dla nowego kierownictwa partyjnego. Wiec otworzył I sekretarz KW PZPR w Warszawie Stefan Staszewski (wł. Gustaw Szuster), który odegrał istotną rolę w przygotowywaniu oporu przed sowiecką interwencją (Jego determinację wzmagała okoliczność, że spędził on osiem lat w łagrze na Kołymie, dokąd trafił jako polski komunista wskutek czystek stalinowskich). Przemówienie wygłosił Władysław Gomułka, wzywając w nim do zakończenia wiecowania. Po nim musiał przemówić nieprzygotowany do tego, a wywołany przez zebrane tłumy gen. Marian Spychalski, również więzień w okresie stalinowskim. Wiec zamknął S. Staszewski, zaś orkiestra odegrała "Miedzynarodówkę". Po niej zebrany tłum odśpiewał bez akompaniamentu orkiestry hymn "Jeszcze Polska nie zginęła". Mimo wezwań Gomułki do zaprzestania wiecowania duże grupy młodzieży krążyły po mieście, domagając się uwolnienia z internowania księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego oraz odesłania do Moskwy marszałka Konstantego Rokossowskiego. Co też się wkrótce stało.
W Polsce nie umiemy obchodzić rocznic naszych zwycięstw. Zwyczajem jest obchodzenie pamięci tragicznych ofiar nieudanych powstań narodowych. Pamiętalibyśmy o "wiośnie w Październiku" 1956, gdyby przyniosła Polakom nie tryumf, lecz zagładę pod sowieckimi czołgami. Lecz dla milionów Polaków w owym czasie było to wielkie zwycięstwo, poprawiające ich codzienne bytowanie oraz zmieniające wizerunek Polaków w oczach świata. Znany pisarz austriacki Franz Werfel napisał wcześniej sztukę "Jakobowski i pan pułkownik", której bohaterem był dzielny Żyd Jakobowski towarzyszący zwariowanemu polskiemu pułkownikowi Umieralskiemu podczas letniej kampanii francuskiej 1940 roku. Tak nas postrzegał świat po Powstaniu Warszawski 1944 roku - jako naród Umieralskich. Od Polskiego Października 1956 roku było to już niemożliwe. A znany rosyjski pisarz emigracyjny Władimir Maksimow mówił mi z uznaniem, że po 1956 roku inteligent rosyjski patrzył na Polaków "snizu wwierch" - czyli z podziwem i zazdrością.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |