PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Odpowiedź czytelniczce

(13,06,2006 źródło Asme)

Pani Teresa Blizińska przysłała do redakcji "Naszej Polski" list związany z mym artykułem o pani Kazimierze Szczukównie pod tytułem "Nieodpowiedzialna feministka". Pani Teresa pisze: "Interesuje mnie, w którym numerze "New York Timesa" lub "International Herald Tribune" ukazały się omawiane teksty wywiadu z K.(azimierą) Sz.(czukówną)". Odpowiadam, że przeczytałem o tym w artykule red. Pawła Szaniawskiego w sobotnim wydaniu "Życia Warszawy" z dnia 6-7 maja br. Red. P. Szaniawski podał datę przedruku informacji "NYT" w dzienniku "IHT" "dwa dni temu", czyli 3 lub 4 maja br. Przy sposobności przepraszam czytelników ASME za ewidentny błąd, polegający na nazwaniu "IHT" dziennikiem nowojorskim. Jest to zwyczajny anachronizm, wynikający z okoliczności, że za młodu czytywałem dla znakomitych felietonów Arta Buchwalda wcześniejszą wersję tego dziennika pod tytułem "New York Herald Tribune". I tak mi się w pamięci zakodowało.
Dalej pani Teresa Blizińska zapytuje: "W jaki sposób można dotrzeć do informacji, potwierdzających fakt, że Kazimiera Sz. ochrzciła swego psa". Odpowiadam, najlepiej zapytać ją oto samą. Wiemy o tym wydarzeniu dzięki temu, że sama przechwalała się swym czynem w wystąpieniu telewizyjnym. Pies na pewno nie zwoływał konferencji prasowej z tej właśnie okazji. Możliwe, że pani Kazimiera wszystko to po prostu zmyśliła dla draki, jak i kolportowaną w swoim czasie w telewizji informację, iż ma ojca antysemitę. Pani Teresa komentuje: "Wiadomości te są tak niesłychane, że wymagają udowodnienia, ponieważ nie mieszczą się w głowie normalnemu człowiekowi" W pełni się z panią zgadzam, dlatego to opisałem. "Jeśli autor nie potrafi podać źródeł informacji - będzie to oznaczało, że jego oskarżenia są fałszywe". Tu mamy do czynienia z nieporozumieniem. Ja nie oskarżam pani Kazimiery Szczukówny, gdyż nie jestem oskarżycielem publicznym, lecz jedynie dziennikarzem. Komentuję przeczytane lub zasłyszane fakty. Nie przechowuję atoli starych gazet z dokumentacją przeciwko różnym osobom publicznym, a tym bardziej nie dokumentuję wiedzy pochodzącej z programów telewizyjnych. Pani Kazimiera pochwaliła się publicznie swym happeningiem z psem i za nią to powtarzam. Drwiny z Madzi Buczkówny mamy żywo w pamięci. Uważam, że osoba, która (moim zdaniem bezpodstawnie) uważa się za Żydówkę, mogła by się powstrzymać w katolickim kraju od kpin z panującej w nim religii. Łatwiej byłbym przełknął skandaliczne zachowanie pani Szczukówny, gdybym ją traktował jako katoliczkę, która utraciła wiarę. Ale pani Kazimiera szuka poklasku u amerykańskich Żydów, oczerniając w ten sposób swoją ojczyznę jako kraj antysemicki. I to mnie boli.
Dodam jeszcze gwoli ścisłości, że zadzwoniłem do ojca pani Kazimiery, mec. Stanisława Szczuki i poprosiłem, by przeczytał mój artykuł. Oddzwonił po przeczytaniu i miał jedynie jedną uwagę, że jego odgałęzienie ziemiańskiego rodu Szczuków nie ma pretensji do przynależności do arystokracji. Myślę, że dla amerykańskich dziennikarzy wiadomość o przynależności do prastarego ziemiańskiego, ale nie arystokratycznego rodu i tak by ośmieszała oskarżenia o antysemityzm. A amerykańskim dziennikarzom właśnie na tym zależało. Podali oni w "NYT" informację, że Polsat ukarano olbrzymią karą pieniężną za wygłupy pani Szczukówny pod adresem Madzi Buczkówny, natomiast nie ukarano radia Maryja za rzekomo antysemicki felieton Stanisława Michalkiewicza. Tymczasem felieton Stanisława Michalkiewicza o zamiarach złupienia Polski na sumę 65 mld dol. wcale nie miał posmaku antysemickiego. Godził wszak nie w Żydów jako naród ani w Holokaust, czyli Zagładę europejskich (głównie polskich) Żydów, lecz w grupę żydowskich cwaniaków, którzy na te konto chcieliby złupić polskich frajerów. Wrzask, jaki podniosły "filosemickie" media, stanowi w tej sprawie jedynie zasłonę dymną. Wystarczyłoby sprostowanie, że nikt nie wysuwa wobec Polski tego rodzaju roszczeń. Tymczasem wyzywa się od antysemitów red. Michalkiewicza oraz radio Maryja za ich obywatelską troskę o stan naszego skarbu narodowego. I czynią to te same środki przekazu, które biją na alarm w związku z niskimi płacami służby zdrowia, nauczycieli i innych pracowników budżetówki oraz głodowymi dochodami szerokich rzesz emerytów.
Ostatnia sprawa, to końcowe uwagi pani Teresy Blizińskiej pod adresem mego artykułu: "Zdziwienie również budzi sam tytuł, nieadekwatny do treści artykułu. Zawartość tekstu nie odnosi się w żadnym stopniu do zagadnienia feminizmu. W szkole był on uznany jako wypracowanie nie na temat". Wyjaśniam z chrześcijańską pokorą, że za młodu w PRL byłem przodownikiem nauki, w LO im. Tadeusza Reytana miałem u pani profesorki Sztaudyngerowej piątkę z polskiego, co było nie lada sukcesem, zagraniczną wyższą uczelnię ukończyłem z wyróżnieniem, zatem za młodu pisywałem wypracowania na temat. Natomiast tytuł mego artykułu nawiązywał do informacji "Życia Warszawy" zawartej w tzw. leadzie: "Znana feministka Kazimiera Szczuka żali się zachodnim mediom, że słuchacze Radia Maryja atakują ją ze względu na jej... żydowskie pochodzenie". I dalej: "Nienawidzą mnie, ponieważ jestem feministką, jestem Żydówką - przede wszystkim dlatego, że jestem feministką". W swym artykule zakwestionowałem przynależność pani Szczukówny do narodu wybranego, natomiast jej feminizmu zakwestionować nie mogę. Stąd taki właśnie tytuł.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |