PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Nowy przykład języka nienawiści

(21,03,2006 źródło Asme)

Na łamach "Przekroju" (nr 10 z dnia 9 marca 2006) ukazał się artykuł demaskujący prof. Jerzego Roberta Nowaka jako wojującego antysemitę. Tytuł jego brzmi odpowiednio: "Tropiciel judeospisków". W poniedziałkowym numerze "Gazety Wyborczej" z dnia 13 marca, dokładniej w dodatku do "GW" zatytułowanym "Duży Format", prof. Jerzy Robert Nowak jest z kolei bohaterem artykułu "Kampania z Żydem w tle". Jest on poświęcony wyborom burmistrza w miasteczku Jedwabne, rozsławionym dzięki książce Jana Tomasza Grossa "Sąsiedzi". Zaledwie przed miesiącem, bo 7 lutego prof. Jerzy Robert Nowak gościł już na łamach "Gazety Wyborczej" w związku z jego odczytem w domu kultury w podwarszawskim Pruszkowie. Wszystkie te artykuły napisane są w napastliwym tonie i raz po raz przetykane kłamliwymi insynuacjami pod adresem flekowanej ofiary.

Opluwanie pod dyktando

Mnie najbardziej dotknął artykuł na łamach "Przekroju", ponieważ miałem sposobność poznać jego autora. Red. Cezary Łazarewicz zwrócił się do mnie przed jego napisaniem o pomoc w zebraniu i weryfikacji informacji na temat mego wieloletniego przyjaciela. Jestem osobą otwartą na wszystkich, więc spotkałem z panem Cezarym i w duchu zrozumienia i przyjaźni opowiedziałem mu, co wiem o bohaterze artykułu. Nie miałem jednak pojęcia, w co się ładuję, gdyż nie mieściło mi się w głowie, że pod kierownictwem byłego dziennikarza "Gazety Wyborczej" Piotra Najsztuba poczytny tygodnik zszedł na psy i zajmuje się miast informowania - opluwaniem pod dyktando "Gazety Wyborczej" prominentnych osób z przeciwnego politycznie obozu. Nie spełniłem najwidoczniej rachub pana Cezarego w odróżnieniu od cytowanych w artykule innych jego rozmówców, demaskujących prof. Jerzego Roberta Nowaka jako antysemitę i niskich lotów historyka. Za karę doczekałem się następującego stwierdzenia:
"Jerzy Robert Nowak nie spotka się ze mną, bo jest zbyt zajęty. (...) Ubolewa, że liberalni dziennikarze wciąż powtarzają te same kłamstwa na jego temat. Na przykład, że jest antysemitą. - A ja napisałem znacznie więcej niż ktokolwiek inny o propolskich Żydach - mówi. Bo zawsze interesowałem się tymi, którzy biorą w obronę polskie sprawy.
Tyle że dla Nowaka propolscy Żydzi to tacy, którzy bez szemrania popierają jego wersje historii. Jak Antoni Zambrowski, który wystąpił publicznie w jego obronie, gdy Marian Barański w periodyku >Teraz Polska< ogłosił, że Jerzy Robert Nowak też jest pochodzenia żydowskiego. Zambrowski oświadczył, że znał matkę profesora".

Wiele kompromitujących kłamstw

W tym krótkim ustępie pan Cezary zawarł wiele kompromitujących kłamstw. Po pierwsze, pod wpływem mojej perswazji Jerzy Robert Nowak wyraził zgodę na rozmowę z panem Cezarym, ale on po spotkaniu ze mną już się do nas nie odezwał. Prof. Jerzy Robert Nowak istotnie pisał wiele o wkładzie Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia (co nie jest to samo) w obronę polskich spraw w czasie rozbiorów Polski, w okresie międzywojennym oraz w dobie dzisiejszej. Większość z nich nie może popierać jego wersji historii, gdyż od dawna nie żyje. Co się tyczy mojej osoby , to pan Cezary dobrze wie, że miałem poważne rozbieżności z prof. J. R. Nowakiem w sprawie oceny pewnych wydarzeń historycznych, przede wszystkim polskiego Października 1956 r., polemizowałem z nim na łamach tygodnika "Nasza Polska" i prof. J. R. Nowak urażony ostrością mej polemiki, zerwał na czas jakiś ze mną stosunki towarzyskie (Pan Cezary zapewne liczył, że mu coś opowiem o tej polemice, co da się wykorzystać przeciwko prof. J. R. Nowakowi). Pogodził nas dopiero raport "Otwartej Rzeczypospolitej" o języku nienawiści w prasie prawicowej, wydany pod tytułem "Zamiast procesu". Na współautora tego raportu Sergiusza Kowalskiego powołuje się zresztą pan Cezary w swych oskarżeniach o szerzenie przez prof. Nowaka treści antysemickich w swych publikacjach.
Mnie Sergiusz Kowalski oskarżył o to samo za słowa prawdy o wydarzeniach w Jedwabnym, kłamliwie opisanych przez Jana Tomasza Grossa (Wbrew temu, co pisze pan Cezary, we wstępie do swego artykułu pion śledczy IPN nie potwierdził wersji prof. Grossa, w której zabrakło Niemców jako inspiratorów i organizatorów mordu). Miał też Sergiusz Kowalski w swym raporcie pretensje do mnie o to, że ujawniłem fakt załamania się Janka Grossa w śledztwie w sprawie "Ruchu 8 marca" w 1968 roku i haniebnego sypania kolegów oraz koleżanek, za co był poddany ostracyzmowi przez bardziej dzielnych kolegów.
Dodam przy sposobności, że o zaplanowanie afery z Jedwabnem oskarżałem w swych artykułach nie mityczne judeospiski, lecz Jacka Kuronia - guru lewicy laickiej. Potwierdza to wsparcie, jakiego kłamstwom prof. Jana Tomasza Grossa udzieliła "Gazeta Wyborcza", która ewidentnie wybaczyła Jankowi dawną zdradę. Jacek Kuroń nie po raz pierwszy zagrywał wtedy przeciwko Polsce, gdyż to on w roku 1989 zaprosił do Polski znanego z antypolonizmu, choć mało znanego z działalności duszpasterskiej, rabina z Nowego Jorku Abrahama Weissa, by urządził głośną hecę pod klasztorem karmelitanek w Oświęcimiu. Pracujący na rusztowaniach robotnicy polali ich wodą i uczestnicy ekipy rabina Weissa przyjechali z płaczem do Jacka Kuronia, by tam osuszyć swoje szaty (Opisała to z odpowiednim wzruszeniem "Gazeta Wyborcza").

Na jakiej podstawie?

Z lektury słów pana Cezarego o propolskich Żydach popierających prof. Nowaka wynika ewidentnie, że zostałem arbitralnie zakwalifikowany przez niego do tej właśnie kategorii. Chciałbym go zapytać, na jakiej podstawie to uczynił. Dziś w III Rzeczypospolitej, gdy skończył się inspirowany przez Moskwę urzędowy antysemityzm komunistyczny, mamy zjawisko masowego ujawniania się jako etnicznych Żydów osób nieraz mających 1/4, 1/8 lub nawet mniej tzw. krwi żydowskiej. Wielu z nich w PRL przezornie ukrywało swą przynależność do narodu wybranego, ale w III RP nabrało odwagi. Mnie to wszelako nie dotyczy. Całe życie deklarowałem narodowość polską, zarówno w Polsce, jak i wcześniej w Rosji, gdzie w dzieciństwie chodziłem do szkoły podstawowej, zaś za młodu ukończyłem Uniwersytet Moskiewski im. Łomonosowa. To samo czynili moi rodzice. Ojciec - znany działacz komunistyczny, przez całe życie z dumą przyznawał się do tego, że jego wuj po kądzieli Władysław Skoryński był bojowcem z Frakcji Rewolucyjnej PPS, rannym podczas rewolucji 1905 roku w strzelaninie z kozakami. Jako inwalida (poniekąd wojenny) przeżył mimo utraty możliwości pracy w zawodzie tylko dzięki obrotności i warszawskiej smykałce. Komunista dumny z obecności "fraka" w rodzinie!
Byłem w czasie komunistycznej nagonki antysemickiej po marcu 1968 roku ofiarą oskarżeń o sympatie syjonistyczne, co było wierutnym kłamstwem, gdyż gdy w 1966 roku usuwano mnie z szeregów PZPR za krytykę wrogiej polityki Partii wobec Kościoła katolickiego, stawiano mi również zarzuty o sympatię do rewolucyjnego nacjonalizmu arabskiego. Wobec załamania się planów SB uwikłania mnie w odpowiedzialność karną za kierowanie Ruchem 8 marca, posłużono się jako fałszywym świadkiem oskarżenia, agentem SB Bernardem (dziś Bolesławem) Tejkowskim, który zeznał, iż - jak na syjonistę przystało - uważałem Polaków i w ogóle Słowian za głupców i przerobiłem znane polskie przysłowie "mądry Polak po szkodzie" w wierszyk, że Polak jest głupi przed szkodą i po szkodzie. Otrzymałem za to dwa lata z art. 28. stalinowskiego "małego kodeksu karnego" o szkalowaniu Narodu Polskiego, mimo że mój obrońca, dr Kazimierz Łojewski tłumaczył sądowi, iż jest to cytat ze znanego wiersza Jana Kochanowskiego z Czarnolasu. Gdy przybyłem do Zakładu Karnego w Barczewie, administracja więzienna usiłowała napuścić na mnie więźniów pospolitych, rozpowiadając przez klawiszów, że jestem Żydem. Próba ta spaliła wszelako na panewce, gdyż podczas pierwszej wizyty w więziennej łaźni można było się łacno przekonać się, że nie jestem obrzezany. Zdawałem sobie sprawę, że wszystkie te szykany - to przewrotna zemsta władz partyjnych i esbeckich za katolicki ślub kościelny, który wziąłem po wydaleniu mnie z Partii, co czynniki partyjne przyjęły z wielkim niesmakiem.
Również w dokumencie o decyzji o mym internowaniu przygotowanym jeszcze w styczniu 1981 roku przez Pałac Mostowskich przypisano mi - bez powiadamiania mnie o tym - narodowość żydowską, o czym dowiedziałem się ze zdumieniem dopiero ostatnio, czytając swoje dokumenty w Instytucie Pamięci Narodowej. Bezpieka była równie leniwa i niewydolna, jak wszystkie instytucje komunistyczne z gospodarczymi na czele, i w przygotowanej wtedy charakterystyce wciąż nawiązywała do mego procesu marcowego, nie dostrzegając, że przed Sierpniem 1980 r. byłem czynnym uczestnikiem Akcji Wiernych "Chrystus w środkach przekazu społecznego" zbierającej podpisy wiernych o mszę świętą w radiu i TV. Dzięki tej akcji stoczniowcy wywalczyli mszę radiową nadawaną od września 1980 roku w programie I PR z kościoła św. Krzyża w Warszawie. Tak czy owak - mogę pogratulować panu Cezaremu wpisywanie się w "chlubne", esbeckie wzorce. Tym razem w ramach demaskowania prawicowego antysemityzmu.

Przekręcanie faktów

By dokopać prof. Jerzemu Robertowi Nowakowi, pan Cezary odpowiednio preparuje jego życiorys. Przekręca przy tym fakty - trudno orzec czy z niechlujstwa, premedytacji, czy też braku czasu wynikającego z przepracowania - w tym samym bowiem numerze pan Cezary dokopuje jeszcze w innym artykule Jarosławowi Kaczyńskiemu jako byłemu naczelnemu redaktorowi "Tygodnika Solidarność". Zastanawiające, że w rozmowie ze mną nie zapytał ani słowem o mego dawnego szefa! Wiedział, że będę wobec niego lojalny, natomiast liczył, że uda się ze mnie wydusić coś przeciwko Robertowi. Wkłada w usta ministrowi Waldemarowi Kuczyńskiemu słowa o rzekomym przestrachu jako przyczynie wycofania się Jerzego Roberta Nowaka z opozycji antykomunistycznej. Myli atoli daty. Jan Nowak-Jeziorański w swych wspomnieniach dyrektora Rozgłośni Polskiej RWE opisuje pewnego Nowaka, zatrzymanego przez SB za rozpowszechnianie odpisu sławnego listu 34 intelektualistów do premiera Józefa Cyrankiewicza w sprawie cenzury krępującej życie kulturalne kraju. Tym wspomnianym przez niego Nowakiem był właśnie Jerzy Robert. Pan Cezary przekręca słowa Waldemara Kuczyńskiego, by wynikało z nich, iż to wtedy Jerzy Robert tak się przestraszył, że wycofał się z działalności opozycyjnej. Przeczy temu opowieść tegoż Waldemara Kuczyńskiego: "Nowak należał do frakcji patriotycznej, bliższej Kościołowi - razem z Bernardem Tejkowskim i Antonim Zambrowskim". Tymczasem nasze "bogoojczyźniane" kółko dyskusyjne zbierające się najpierw w garsonierze Bernarda (dziś Bolesława) Tejkowskiego, a po zerwaniu z nim - u socjologa Waldemara Siemińskiego, wyłoniło się z opozycyjnego nurtu na Uniwersytecie Warszawskim po wyrzuceniu mnie i Waldemara Kuczyńskiego z szeregów PZPR na wiosnę 1966 roku. Widziałem Roberta na manifestacji młodzieży katolickiej, rozpędzonej pałkami ZOMO w czerwcu 1966 roku w ostatnim dniu warszawskich obchodów Millenium Chrześcijaństwa w Polsce. Więc jednak nie przestraszył się.
Cenne jest też świadectwo Waldemara Kuczyńskiego o ówczesnej postawie Roberta, przytoczone przez pana Cezarego: "Nie było w nim nawet cienia antysemityzmu - opowiada Kuczyński". A warto wiedzieć, że toczyliśmy zażarty spór ze zwolennikami Adama Michnika, którzy traktowali jako uleganie moczarowskim nacjonalistom mówienie o polskim patriotyzmie i mieli nam za złe obronę praw Kościoła katolickiego. Później Adam Michnik napisał książkę "Kościół - lewica - dialog", w której złożył samokrytykę za swą ówczesną postawę, ale powstrzymał się przed daniem satysfakcji swym ówczesnym adwersarzom. Po co konkurencji robić reklamę! Tej niechęci do Kościoła sprzyjał rodowód michnikowych "komandosów" wywodzących się z dawnych kuroniowych "walterowców", czyli harcerzy z czerwonego hufca im. gen. Waltera. Powołał go Jacek Kuroń w odpowiedzi na reaktywowanie dzięki październikowym przemianom 1956 roku Związku Harcerstwa Polskiego z Aleksandrem Kamińskim na czele. Wielu partyjnych rodziców, zwłaszcza o żydowskim rodowodzie, traktowało ZHP jako organizację reakcyjną i klerykalną, więc chętnie posyłali swe pociechy do kuroniowego hufca. Stąd ich tylu było wśród "komandosów" z Adamem Michnikiem na czele.
Po wyjściu Jacka Kuronia z więzienia w lecie 1967 roku uczestnik naszego konspiracyjnego kółka, mec. Karol Głogowski z Łodzi, gdy zapoznałem go z Jackiem, powiedział mu wprost, że jeśli nie zrewiduje swego stosunku do suwerenności Polski oraz do praw Kościoła katolickiego, to będzie miał w swym otoczeniu samych Żydów. Jak wiemy, Jacek Kuroń na początku 1968 roku zapragnął stać się polskim Dubczekiem i wystąpił w obronie mickiewiczowskich "Dziadów", zdjętych przez Gomułkę ze sceny Teatru Narodowego. Podał wtedy piłkę moczarowej propagandzie, która określała Ruch 8 marca jako syjonistyczną akcję.
Zostałem dokooptowany przez SB do grona przywódców tego Ruchu, aby uwiarygodnić propagandową manipulację, iż za plecami Jacka Kuronia i Adama Michnika czai się złowieszcza postać "bankruta politycznego" Romana Zambrowskiego (mego ojca), który w 1963 roku z własnej inicjatywy złożył dymisję Gomułce ze swych wysokich stanowisk partyjnych. Ponieważ w trakcie śledztwa wyszło na jaw, że nie miałem (podobnie jak ojciec) nic wspólnego z tą akcją, zostałem ostatecznie (by uniknąć skandalu z mym uniewinnieniem) skazany za coś innego, a mianowicie - za szkalowanie PRL przez określenie polityki Partii wobec Kościoła jako nowe wydanie Kulturkampfu oraz za szkalowanie Narodu Polskiego przez przypisanie mi słów z wiersza Jana Kochanowskiego. W tych okolicznościach zarówno Waldemar Kuczyński, jak i Jerzy Robert Nowak wystąpili jako świadkowie mej obrony. Jerzy Robert, który wtedy był już pracownikiem podległego MSZ Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, ryzykował za swą postawę wydaleniem z pracy. Taki właśnie los spotkał starszego asystenta Wydziału Ekonomii UW Włodzimierza Bursztyna, również świadka mej obrony, który za karę stracił pracę na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego i wyemigrował do Szwecji
Opisując dalsze losy Jerzego Roberta Nowaka, pan Cezary wydziwia, że pisząc teksty do reżymowej prasy, m.in. do tygodnika "Polityka", pisał on je zgodnie z wymogami ówczesnych czasów. Przytacza zgodne relacje prof. Andrzeja Garlickiego, Wiesława Władyki oraz historyka IPN, prof. Andrzeja Friszke, że artykuły Jerzego Roberta Nowaka nie stwarzały problemów z cenzurą. To świadczy jedynie o kunszcie autora, który umiejętnie przemycał informacje, iż na bratnich Węgrzech władze komunistyczne inicjują z pozytywnym skutkiem reformy gospodarcze, zainspirowane polskim dorobkiem teoretycznym stanowiącym spadek popaździernikowych dyskusji ekonomicznych. A u nas wtedy panował zastój. Wygląda to wyraźnie na czepianie się delikwenta, by mu za wszelką cenę przyczepić łatkę oportunisty.

Nie tylko o żydach

Również czepianie się krytycznej postawy prof. Jerzego Roberta Nowaka wobec okrągłostołowego układu rządzącego III Rzeczypospolitą zdradza zwolenników PRL-bis. Pan Cezary zgodnie z zaleceniami swych mocodawców akcentuje rzekomy antysemityzm prof. J. R. Nowaka (To samo czyni autor artykułu w "Dużym Formacie", powołując się nawet na te same ekspertyzy prof. Jerzego Tomaszewskiego. W "Dużym Formacie" opisuje on prof. J. R. Nowaka jako przyjaciela Leszka Bubla, choć to właśnie Leszek Bubel zaatakował go w opisanym przez pana Cezarego artykule, zamieszczonym w jego piśmie "Tylko Polska", na który odpowiedziałem artykułem polemicznym.). Tymczasem krytyka postaw antypolskich środowisk żydowskich - to tylko cząstka jego zainteresowań. Pamiętam dla przykładu artykuły w "Naszej Polsce" krytykujące nadmierne przywiązanie Jacka Kuronia do alkoholu.
Dorabianie współczesnej Polsce antysemickiej gęby - to po prostu ulubiony chwyt środowisk liberalnych, układających kanony poprawności politycznej i usiłujących zmusić nas (nawet przy pomocy prokuratury) do przestrzegania tych kanonów. Sami z kolei przeżywają żydowskie obsesje, wobec czego mają do prof. J. R. Nowaka pretensje o przypominanie osobom żydowskiego pochodzenia ich nazwisk rodowych, co jest w przypadku osób publicznych zwyczajną praktyką w krajach demokratycznych. Przy tym wszystkim mylą im się kierunki i w związku z tym sami są gotowi szerzyć antysemickie plotki. Dlatego na zakończenie swego artykułu pan Cezary usiłuje dobić prof. Jerzego Roberta Nowaka, przypominając mu, że jacyś kretyni przypisują mu nazwisko Moritz Nauman. Na kretynów, panie Cezary, nie ma lekarstwa, gdyż dla niektórych z nich nawet nazwisko Nowak - najpopularniejsze w całej Słowiańszczyźnie - jest typowym nazwiskiem przechrztów. Cóż zrobić, na głupotę nie ma lekarstwa. Jedynym kryterium słuszności jest zgodność z prawdą i dlatego mam pretensje do pana Cezarego o tak częste mijanie się z nią w powyższym artykule.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |