PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Nieopłacalna katastrofa

(16,03,2006 źródło Asme)

Od pierwszych lat władzy sowieckiej w Rosji obchodzono święto 23 lutego - najpierw jako dzień Armii Czerwonej, dziś po upadku tej władzy - jako Dzień Obrońcy Ojczyzny. Taka jest logika rządów prezydenta Władimira Putina, łączącego w jedno tradycje imperialne białych carów oraz czerwonego faraona Stalina. Od rana tego dnia (w czwartek) w moim telewizorze oglądałem na drugim moskiewskim kanale RTR programy batalistyczne lub świąteczno-patriotyczne. Z polskiej telewizji już wiedziałem, że w Moskwie nad ranem wydarzyła się katastrofa analogiczna do naszej chorzowskiej, aliści wieść ta nie mogła się przebić do rosyjskich telewidzów. Dopiero wieczorem ogłoszono ją w ogólnorosyjskim programie informacyjnym. Z niej się dowiedziałem, że już pierwszego dnia użyto ciężkiego sprzętu do rozbiórki zawałów, mimo znajdujących się pod nimi ofiar.
Ta opieszałość w informowaniu o tragedii moskiewskiej kontrastowała z naszymi, europejskimi obyczajami medialnymi, ale już staje się regułą, że oglądając namiętnie rosyjskie programy informacyjne, o pewnych faktach i wydarzeniach w Rosji dowiaduję się nie z nich, lecz z polskich środków przekazu. Dla przykładu: w telewizji RTR omawiano przypadek znęcania się "dziadków" w Nowy Rok nad młodym "kotem" w jednostce czołgowej. W tej sprawie była nawet interpelacja w Dumie Państwowej i nagłośniona medialnie odpowiedź na nią wicepremiera i ministra obrony Siergieja Iwanowa, (nb. prawdopodobnego następcy prezydenta Putina). Ale o tym, że skatowanemu przez "dziadków" i pozbawionemu pomocy medycznej "kotowi" Andriejowi Syciowowi amputowano nie tylko nogi, ale i jądra - dowiedziałem się z polskiej prasy.
Podobnie było i tym razem. Piątkowy (z 24 lutego) "Fakt" pisze na stronie tytułowej: "Moskwo, płaczemy z tobą!". Rzecz w tym, że płaczemy samotnie, gdyż Moskwa nie płacze, lecz świętuje święto swego wojska, które tak traktuje swych rekrutów. I nie dziwota. Większość ofiar - to nie Moskwianie, lecz gastarbeiterzy z południa dawnego Związku Rad: w większości handlujący na Rynku Basmannym Azerowie, kilku Tadżyków oraz dwóch Gruzinów. Ich rodowici Rosjanie nazywają z pogardą "czarnymi dupami" (ciernożopyje), i co i rusz napadają na nich podmiejscy skinowie z organizacji nacjonalistycznych. Prezydenci Ilham Alijew oraz Emomali Rachmonow nie upomną się o nich, gdyż, zwalczani przez opozycję, potrzebują poparcia Kremla. Cieszmy się, że dzięki solidarnościowej rewolucji my, Polacy, żyjemy na innym świecie.

Jest to pełen tekst artykułu, pierwotnie opublikowanego (ze skrótami) w "Gazecie Polskiej".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |