PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Kto tu kłamie?

(24,09,2006 źródło Asme)

W komentarzu na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej" z dnia 30 sierpnia Adam Michnik pisze: "Coraz ciekawiej się robi w naszej ojczyźnie pełnej patriotyzmu, wartości katolickich. Rewolucja moralna rozwija się w najlepsze". I po kilku zdaniach, które chętnie bym zacytował, ale pomijam z braku miejsca, dochodzi do meritum: "Teraz "Życie Warszawy" informuje na pierwszej stronie: >Jacek Kuroń negocjował z bezpieką". Na stronie 18. tejże "Gazety Wyborczej" Lech Wałęsa potwierdza ten fakt: "Prawda. Prowadził negocjacje, bo go osobiście do tego upoważniłem. Nie tylko zresztą Jacka Kuronia. Robiło to jeszcze dwadzieścia zaufanych osób. Za zadanie mieli prowadzić wszelkie rozmowy, także z SB. Przecież nam chodziło o odblokowanie drogi do wolności. Dla takiego celu można rozmawiać z samym diabłem".
Mimo to Adam Michnik komentuje: "Redakcja "Życia Warszawy", tytułując tak tekst raportów oficerów UB o Jacku - człowieku, który jest polskim bohaterem narodowym, który spędził dziewięć lat w komunistycznych więzieniach - postąpiła podle. Tym ludziom nie powinno się podawać ręki". Pytam więc, za co? Za to, że napisali prawdę, którą Lech Wałęsa potwierdza?
Ale Adam Michnik konkluduje: "Chociaż Jacek, który wszystkim podawał rękę i wszystkim wybaczył, pewno by wybaczył także tym draniom".
Chciałbym zakwestionować fakt, że Jacek Kuroń wszystkim podawał rękę. Mnie na oczach Adama Michnika ręki nie podał. Było to 1 listopada 1971 roku na Cmentarzu Powązkowskim w miejscu, gdzie teraz jest grób Jacka. Do Jacka i towarzyszących mu osób doszedłem w towarzystwie Karola Modzelewskiego i przywitałem się z nimi, podając kolejno rękę. Gdy kolej przyszła na Jacka, odwrócił się do mnie plecami i odmówił podania ręki. Zapytałem więc: "Traktujesz mnie jak majora Bartczaka?".
Bo majorowi Bartczakowi niegdyś Jacek również nie chciał podać ręki w Pałacu Mostowskim, o czym sam nam opowiadał. Major Bartczak w owym czasie odpowiadał za śledzenie opozycji.
Pożegnałem się ze wszystkimi obecnymi oprócz Jacka, ponownie podając im rękę i odszedłem. Było mi głupio. Po chwili dogonił mnie Jacek Kuroń i przeprosił. Na jego prośbę wróciłem do towarzystwa, czyli oprócz wymienionych - do Gajki Kuroniowej z małoletnim w owym czasie synem Maćkiem, Jana Józefa Lipskiego oraz Krzysztofa Śliwińskiego. Jak się okazało, Gajka, Karol Modzelewski oraz Adam Michnik wsiedli na Jacka za takie potraktowanie mnie i poniekąd zmusili do przeproszenia za afront. Tej sceny Adam Michnik nie mógł zapomnieć, gdyż mimo przeprosin byłem długo w stanie szoku, a z cmentarza wracaliśmy do śródmieścia razem. Jackowi poszło o to, że w śledztwie w marcu 1968 roku składałem zeznania, zamiast ich odmawiać. Wyjaśnię, że nie będąc uczestnikiem Ruchu 8 marca i nie mając nic do ukrycia, jeśli chodzi o moje czyny, składałem wyjaśnienia, starając się jedynie nie sypać osób postronnych. Jacek - jak się później okazało - wybaczył Janowi Tomaszowi Grossowi oraz innym osobom z Ruchu 8 marca, które się w śledztwie załamały i sypały bliźnich, natomiast spostponował mnie. Później podczas lektury wspomnień Jacka pod tytułem "Wiara i wina" dowiedziałem się, że w więzieniu w Sztumie jako jedyny w celi podał rękę na pożegnanie więzionemu w Polsce zbrodniarzowi niemieckiemu. Ja pod wpływem przeżytego szoku już nigdy pierwszy nie wyciągnąłem ręki na powitanie Jacka, choć byłem od niego starszy wiekiem. Taka jest prawda. Nie bardzo rozumiem, po co Adam Michnik jej zaprzecza. Możliwe, że w następnych latach Jacek podawał rękę następcom majora Bartczaka. Ale nieraz ział nienawiścią do swych przeciwników na prawicy. Dziś lewica chce go umieścić na swych sztandarach i stąd awantury o niego. Gdy ojca Maksymiliana Kolbego wynoszono na ołtarze, protestował przeciwko temu i to na łamach "Tygodnika Powszechnego" nasz wspólny przyjaciel Jan Józef Lipski. Nikt go wtedy nie wyzywał od drani. Adam Michnik również mógłby się dziś pohamować.
Jacek Kuroń jak wszyscy ludzie miał swe zasługi i swoje błędy. Jest dziś częścią naszej wspólnej historii. A historię trzeba rzetelnie badać, a nie świadomie fałszować dla wybielania miłych swemu sercu bohaterów.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |