PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Kontrowersje wokół października 1956

(17,11,2006 źródło Asme)

Mimo upływu lat wydarzenia związane z Październikiem 1956 w Polsce i na Węgrzech budzą emocje. Czytelnik "Gazety Polskiej", pan Marek Karpisiak z Gdańska po przeczytaniu mego artykułu "Jak Jugosławia ratowała byt państwowy Polski" przysłał gniewny list, w którym porusza wiele spraw nie związanych z omawianym przeze mnie tematem. Z braku miejsca pominę je milczeniem, choć nie uchylam się od polemiki. Tu ograniczę się do odpowiedzi, co by było - gdyby komuniści chińscy i jugosłowiańscy nie poparli domagających się większej niezależności od Kremla komunistów polskich w chwili marszu sowieckich kolumn pancernych na Warszawę. Otóż przywódcy "puławian" zawiśliby, jak węgierscy komuniści Imre Nagy, Pal Maleter i towarzysze na szubienicy, ich zwolennicy w partii, a zwłaszcza spoza niej, (szczególnie z AK-owską przeszłością) poszliby masowo do więzień lub pod mur. Ksiądz Prymas Stefan Wyszyński nie wróciłby do Warszawy, Kościół poddany byłby kolejnym represjom. Przeżylibyśmy następną klęskę narodową, okupioną krwią, gdyż sowiecka inwazja napotkałaby jeszcze większy opór niż na Węgrzech. Emigracja londyńska protestowałaby przeciwko represjom w Polsce, ale Polakom by nie była w stanie pomóc.
O tym, jak wyglądałaby więc sytuacja Polski, można przeczytać w artykule pana Roberta Spałka w ostatnim numerze "Gazety Polskiej", w jego artykule "Wicher nad Budapesztem". Przy sposobności chciałbym zasygnalizować kilka usterek w tym interesującym artykule. Po pierwsze, marszałek Konstanty Rokossowski - przywódca promoskiewskiej koterii we władzach PZPR, nie był przywódcą "puławian", lecz ich zażartym przeciwnikiem. To właśnie "puławianie" głosili hasła reform i suwerenności wobec ZSRR. Bałamutnie też opisuje autor stanowisko Jugosławii wobec rządu Imre Nagy'a oraz inwazji sowieckiej na Węgry. W rzeczywistości Imre Nagy traktował komunistów jugosłowiańskich jako swych najbliższych ideowych sojuszników. Dlatego schronił się w ambasadzie jugosłowiańskiej zgodnie z uprzednim porozumieniem. Stanowisko marszałka Josipa "Broza" Tita w tej sprawie pan Robert Spałek opisuje tak, jak gdyby Jugosłowianie byli zwolennikami sowieckiej interwencji, kiedy w rzeczywistości mieli w tej sprawie tyle samo do powiedzenia, co Władysław Gomułka, Edward Ochab i Józef Cyrankiewicz, konsultowani przez Rosjan przed drugą sowiecką inwazją. Robert Spałek przytacza wstrząsający dokument o ostrzelaniu przez Rosjan polskiej ambasady w Budapeszcie. Tymczasem Jugosłowianie mieli znacznie poważniejszy incydent, gdyż w skutek ostrzału ich ambasady przez stojący koło niej czołg zginął jugosłowiański dyplomata - sekretarz ambasady Milovanov. Ambasada wypełniona była przez węgierskich uchodźców, dla których nie było ani żywności, ani leków. Rosjanie szantażowali Jugosłowian, że podejmą szturm tej placówki, jeśli uchodźcy nie opuszczą gmachu. Takich kroków nie ośmieliliby się oni podjąć wobec ambasady USA, w której schronił się Prymas Węgier Jozsef kardynał Mindszenty. Stąd samobójczy krok premiera Imre Nagy'a, który najpierw wysłał dramatyczny list do przywódcy rumuńskiego Gheorghe Georghiu-Deja, a następnie zgodził się na opuszczenie ambasady pod rękojmią Janosa Kadara. Z wiadomym skutkiem. Jugosłowianie byli świadomi prawideł tej moskiewskiej gry, gdyż ambasador Jugosławii w Moskwie Veljko Miciunović odnotował w swym dzienniku: "naciskają na nas, byśmy wydali kontrrewolucjonistów, a jeśli ich wydamy, oskarżą nas, że nie dotrzymujemy słowa danego naszym sojusznikom". Dlatego też Jugosłowianie opierali się rosyjskim naciskom na tyle, na ile ich było stać. Po rewolucji węgierskiej powstało właśnie pojęcie jugosłowiańskiego "rewizjonizmu", wyklętego w Moskwie. Trawestując słowa AK-owskiej piosenki: "Chytre Sowiety... ruskim sposobem ich wykiwali". Nie po raz pierwszy, i nie po raz ostatni.

Artykuł pierwotnie opublikowany w tygodniku "Gazeta Polska".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |