PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Kabaret na zjeździe

(14,06,2006 źródło Asme)

Najbardziej medialnym z punktu widzenia TV wydarzeniem na Konwencji Krajowej Platformy Obywatelskiej w maju było niewątpliwie przemówienie senatora PO Stefana Niesiołowskiego z Łodzi. Najwięcej pokazywano go we wszystkich programach TV, zwłaszcza w sympatyzującym Platformie Obywatelskiej TVN 24. Gdy zapytałem swego kolegę - fotoreportera o wrażenia z programowego przemówienia na konwencji osoby nr 1 czyli Donalda Tuska, odpowiedział lekceważąco, że jego jako fotografa interesuje tylko najnowszy lifting twarzy przywódcy platformersów.
We wszystkich sprawozdaniach z Konwencji niezmiennie postacią centralną był Stefan Niesiołowski. W ostrym, emocjonalnym przemówieniu zaatakował on najpierw Jarosława Kaczyńskiego, porównując go do tow. Wiesława, czyli Władysława Gomułki. Mówił wręcz o recydywie gomułkowszczyzny. Jarosław Kaczyński Gomułkę przypomina prof. Niesiołowskiemu nawet sposobem mówienia. Mnie to kojarzy się ze znanym dowcipem o erotomanie, któremu psycholog rysuje kolejno kwadrat, koło oraz trójkąt, ale to wywołuje u chorego pacjenta asocjacje z ostrymi scenami erotycznymi. Gomułka mówił podhalańską gwarą, której się nie wyzbył do końca swej kariery politycznej, zaś wszystkie swe tasiemcowe przemówienia czytał dukając z kartki. Jarosław Kaczyński jest normalnym, warszawskim inteligentem z Żoliborza i mówi jak na warszawskiego inteligenta przystało - normalną literacką polszczyzną. W dodatku swe przemówienia wygłasza z głowy, wbrew panującym dziś w Sejmie obyczajom (Nawiasem mówiąc, w przedwojennym Sejmie II RP czytanie przez posłów przemówień z kartki było wręcz zabronione i marszałkowie pilnowali tego zakazu). Porównanie senatora Niesiołowskiego pasowało więc jak pięść do nosa. Wydźwięk polityczny tego porównania był jeszcze bardziej kompromitujący dla pana senatora. Tow. Władysław Gomułka, który doszedł do władzy w Październiku 1956 roku jako zbawca Ojczyzny, wdał się natychmiast w wojny ze studentami, robotnikami, pielęgniarkami, literatami, Kościołem katolickim, Żydami, Czechami i Słowakami itp., aby zejść ze sceny zhańbiony użyciem broni palnej i czołgów przeciwko stoczniowcom na Wybrzeżu. Porównywanie swych przeciwników parlamentarnych z obozu solidarnościowego do takiego krwawego potwora świadczyło o zwyczajnym braku hamulców. W nadawanej przez telewizję scenie odpowiedniego ustępu przemówienia pana senatora widać było nie tylko rozbawienie samego mówcy z udanego konceptu, ale i uciechę słuchającego go prezydium konwencji (Wypisz, wymaluj - jak na przedstawieniu kabaretu Jana Pietrzaka). I to po przemówieniu Jana Rokity, piętnującego nasze czasy za kwitnącą dziś atmosferę agresji i pogardy, wyrażającą się m.in. obrażaniem ludzi. Medice, cura te ipsum czyli mówiąc po polsku: lekarzu, ulecz się najpierw sam.
Senatorowi Niesiołowskiemu było tego mało, więc zaatakował na dokładkę prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, tym razem o Lenina. "W latach 70. - oświadczył z dumą pan senator - zajmowaliśmy się Leninem. Tylko że ja go wysadzałem w powietrze, a on cytował go w swej pracy doktorskiej. Nie tylko cytował, ale - jak widać - przyswoił". Cytowanie w PRL w pracy doktorskiej z dziedziny prawa pracy klasyków marksizmu było rzeczą obowiązkową, więc nawet opozycyjnie myślący doktorant musiał spełniać ten warunek. Jeśli w karierze naukowej w dziedzinie biologii nie było to konieczne, to pan senator Niesiołowski może jedynie złożyć ręce w podzięce do Boga. Ale na czym polega przyswojenie Lenina przez prezydenta Kaczyńskiego? Rozpędził za sprzeciw Sejm i Senat (niczym Lenin i Trocki demokratycznie wybraną Konstytuantę), powołał przeciwko opozycyjnej Platformie Czerezwyczajkę z tow. Dzierżyńskim na czele, postawił pod mur opozycjonistów?! Niech się pan opanuje, panie Stefanie, bo plecie pan duby smalone!
W dyskusji u red. Moniki Olejnik senator Stefan Niesiołowski bronił się, przypominając postawiony przez Jarosława Kaczyńskiego środowisku "Gazety Wyborczej" zarzut kontynuowania tradycji Komunistycznej Partii Polski. Oni w mych przyjaciół ojcami z KPP, więc ja w nich - Gomułką i Leninem. Cała różnica polega jednak, panie Stefanie, na tym, że Jarosław Kaczyński mówił ewidentną prawdę, a pan się chwytał kłamstwa, jak tonący brzytwy. Ja też miałem rodziców w KPP, ale nikt przytomny nie zarzuci mi, że bronię zasad wyniesionych z komunistycznego domu.
Jestem starszym panem, który wiele widział na własne oczy. W odróżnieniu od młodego dziennikarza z TVN, który nie wie, kto to był generał "Gazrurka", czyli gen. Kazimierz Witaszewski, choć z nauki historii najnowszej zapamiętał gen. Moczara - (obydwu wymienionych w przemówieniu pana senatora) dobrze pamiętam wysadzenie w Nowej Hucie pomnika Lenina. Wpadłem wtedy wraz z zabranymi właśnie przedszkola dziećmi w ubecki kocioł w mieszkaniu współpracownika KSS KOR Wiktora Nagórskiego, jak i ja - byłego więźnia marcowego. Dzięki temu pamiętam, że piętę Lenina wysadził w powietrze nie senator Stefan Niesiołowski, lecz działacz opozycyjny z Nowej Huty Andrzej Szewczuwaniec. W III RP nie udała mu się kariera polityczna, więc o nim nie słychać w mediach. Ale to nie powód, panie Stefanie, by sobie przypisywać cudze zasługi. Senator Stefan Niesiołowski był natomiast uczestnikiem tzw. Ruchu, rozbitej przez SB organizacji niepodległościowej z Andrzejem Czumą na czele, która planowała (ale nie wykonała swego zamiaru) spalenie muzeum Lenina w Poroninie.
Kilka zdań wypowiedzianych w zapamiętaniu przez pana senatora na Konwencji Platformy Obywatelskiej, a ile zdań niezbędnych do wyjaśnienia wypowiedzianych głupot! Platforma Obywatelska, która szła do władzy parlamentarnej i prezydenckiej jako poważne stronnictwo reformatorskie, po swej nieznacznej porażce najwyraźniej popadła w stan określany w medycynie jako porażenie mózgowe.

Artykuł pierwotnie - z małymi skrótami - ukazał się w "Gazecie Polskiej".

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |