PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Dekalog i Ewangelia

(15,10,2006 źródło Asme)

Wybitny współczesny intelektualista polski Bohdan Urbankowski zaszczycił mnie swą obszerną polemiką na łamach niedawnego numeru "Gazety Polskiej". Jest to odpowiedź na króciutkie sprostowanie na łamach miesięcznika "Niezależna Gazeta Polska" w sprawie Ozjasza Szechtera oraz na mą średniej wielkości polemikę z artykułem pana Bohdana o założycielu i wieloletnim prezesie Stowarzyszenia PAX Bolesławie Piaseckim. Od pierwszych swych słów pan Bohdan umiejętnie ustawił mnie do strzału, względnie (używając bliższych mi określeń bokserskich) do ciosu, pisząc: "Z uwagą i współczuciem przeczytałem polemiki p. Antoniego Zambrowskiego z moimi artykułami". No jasne, osobnik, który ośmiela się polemizować z panem Bohdanem, godny jest współczucia. Tymczasem moje sprostowanie w sprawie Ozjasza Szechtera nie było żadną polemiką, lecz jedynie wystąpieniem w obronie prawdy o moim dobrym znajomym. Pan Bohdan napisał długi artykuł o dziejach żydowskiego hochsztaplera Joska Mitzenmachera, który wyszedł z nicości i poprzez zawodową działalność w Komunistycznej Partii Polski, a następnie w polskiej policji - robił karierę życiową. Jednym z jej przejawów była wydana przez policję, a napisana przez niego, instruktażowa "Historia KPP". Opisaną z sympatią przez pana Bohdana sylwetkę Mitzenmachera zakłóca atoli podjęta przez niego współpraca z Gestapo w czasie okupacji niemieckiej. Cała sprawa mało mnie animuje i zwróciłem jedynie uwagę na króciutki ustęp dotyczący Ozjasza Szecntera, w którym Mitzenmacher, a w ślad za nim pan Bohdan insynuuje panu Ozjaszowi, iż sypał towarzyszy w śledztwie. Dlatego zgłosiłem protest.
Pan Bohdan komentuje: "Pan Antoni, omijając starannie temat artykułu, poświęcił swą polemikę demaskatorskiej wzmiance Mitzenmachera o Szechterze - co nazywa się szukaniem pchły na słoniu". I dodaje: "Mam nadzieję, że nie chciał w ten sposób dezawuować krytyki KPP". Jest to insynuacja pod moim adresem, zadziwiająca, jeśli się weźmie pod uwagę mój życiorys, dobrze znany panu Bohdanowi. Otóż panie Bohdanie, w krytyce KPP nie jest pan pionierem. A mnie te sprawy mało animują. Chętniej bym natomiast rozliczył żyjących jeszcze sprawców zbrodni komunistycznych. Zwróciłem uwagę jedynie na oszczerstwa pod adresem mego dobrego znajomego, w dodatku osoby zasłużonej dla opozycji antykomunistycznej. Gdyby chodziło panu Bohdanowi o wspólne poszukiwanie prawdy, to nie omijałby w swej polemice szerokim łukiem informacji, przytoczonej przeze mnie w mym sprostowaniu, iż premier Felicjan Sławoj-Składkowski przyznał w publicznym wystąpieniu, że w Urzędzie Śledczym w Łucku naruszono prawo, stosując tortury i ten urząd on zamierza rozpędzić na cztery wiatry.
Jeszcze bardziej pokrętnie polemizuje ze mną pan Bohdan w sprawie oceny Bolesława Piaseckiego. Na początku wyjaśnię zarzut najbardziej drastyczny, dotyczący mordu na jego synu Bogdanie. Jeśli określiłem mord na Romku Strzałkowskim jako ohydną zbrodnię komunistyczną, to gwoli jasności określę mord na synu Piaseckiego jako mord odrażający. Natomiast nie dodam epitetu "komunistyczny", gdyż mamy jasność, iż mordercami byli Żydzi, natomiast nie znamy motywów tej zbrodni. Mój przyjaciel Peter Raina sugerował kiedyś, iż był to rytualny mord nacjonalistów żydowskich. Słyszałem sugestie, iż - podobnie jak podczas pogromu kieleckiego - za mordercami stali służby sowieckie. Przemawiałaby za tym okoliczność podana przez Stanisława Gabriela Cichockiego, że tym żydowskim mordercom pomogły uciec na Zachód prosowieckie ogniwa PRL-owskich służb specjalnych. Są to jednak jedynie supozycje, gdyż sprawa (w odróżnieniu od pogromu kieleckiego) nie została wyjaśniona. Zarzut o nieprawdziwości mego komentarza (?!), iż po tragicznej śmierci Bogdana Piaseckiego nagonka w środkach przekazu na jego ojca ustała jak nożem uciął, odrzucam jako bezpodstawny. Jest to informacja jak najbardziej prawdziwa. Pamiętam dobrze tamte czasy, gdyż byłem wtedy dorosły i brałem czynny udział w działalności społeczno-politycznej jako aktywista antystalinowskiego Rewolucyjnego Związku Młodzieży.
Co do reszty dywagacji pana Bohdana na temat PAX-u, to są one nie na temat. Ja z tymi sprawami, o których pisze, nie mam nic wspólnego. Zresztą mój artykuł o Bolesławie Piaseckim ukazał się stosunkowo niedawno na łamach tygodnika "Gazeta Polska" i broni się sam. Natomiast jego uwagi o samoświadomości moralnej, wypowiedziane pod mym adresem, mijają się z celem. Jestem wierzącym i praktykującym katolikiem i dla mnie drogowskazem moralnym jest Dekalog oraz Ewangelia Chrystusowa. A w Dekalogu jest też i ósme przykazanie, by nie mówić fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu. I to przedkładam panu Bohdanowi do rozważenia jako dobry uczynek względem jego duszy.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |