PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Czarna lista "Gazety Wyborczej"

(19,02,2006 źródło Asme)

We wtorkowym numerze "GW" z dnia 7 lutego br. w artykule "Czarne listy o. Rydzyka" opisana została w słowach pełnych obywatelskiego niepokoju prelekcja prof. Jerzego Roberta Nowaka w wypełnionej sali domu kultury w podwarszawskim Pruszkowie. Obok zdjęcia prof. J. R. Nowaka "GW" zamieszcza króciutką jego notkę biograficzną, pełną przeinaczeń. Gwoli ścisłości przytaczam ją w całości: "Jerzy Robert Nowak. Autor ponad 40 książek i 1,4 tys. publikacji prasowych. W obszernej nocie biograficznej umieszczonej w internecie nie podaje niewygodnego faktu ze swego życiorysu - pod koniec lat 80. był we władzach krajowych Stronnictwa Demokratycznego, satelickiej partii PZPR.
Jego książki mają opinie antysemickich. Tytuły mówią wszystko: Kogo muszą przeprosić Żydzi, Sto kłamstw Jana Tomasza Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem, Przemilczane zbrodnie. Nowaka regularnie drukuje tygodnik "Niedziela" oraz "Nasz Dziennik". Ma on też swój cykliczny przegląd wydarzeń politycznych miesiąca w Radiu Maryja i TV Trwam. Z wykształcenia historyk, w latach 60. Był zaangażowany w działalność opozycyjną na UW, wybitny znawca Węgier".
Gdybym ja pisał biogram prof. Jerzego Roberta Nowaka - mego wypróbowanego przyjaciela od lat 40-tu, zupełnie inaczej niż GW rozłożyłbym akcenty. Jerzy Robert pochodzi z Terespola, z pogranicza polsko-białoruskiego i katolicko-prawosławnego, stąd jego wyjątkowe wyczulenie na sprawy narodowe. W Warszawie podczas studiów mieszkał w akademiku i czuł się prowincjuszem m.in. wobec wywodzących się z elity partyjnej "komandosów" Adama Michnika, z którymi już wtedy współpracował. Wtedy też debiutował w studenckim piśmie "Nowy Medyk". Od rewolucji węgierskiej października - listopada 1956 roku, stłumionej przez sowieckie czołgi, był zafascynowany sprawami węgierskimi, opanował więc biegle język i problematykę tego kraju. W sposób bardzo zręczny przeciwstawiał zainicjowane przez Janosa Kadara reformy rynkowe (zainspirowane przez polską dyskusję ekonomiczną lat 60., zignorowaną przez Gomułkę i Gierka) nieudolnej polityce kolejnych ekip kierowniczych PZPR. Po ukończeniu studiów wyższych pracował jako pracownik naukowy w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, jako osoba bezpartyjna unikając skutków rozgrywek frakcyjnych w nadzorującym go MSZ. W 1966 roku po głośnym liście polskiego Episkopatu do biskupów niemieckich brał udział w warszawskich obchodach Millenium chrześcijaństwa w Polsce, m.in. w manifestacji młodzieży katolickiej na Krakowskim Przedmieściu, rozpędzonej pałkami przez ZOMO. Po wyodrębnieniu się z grona "komandosów" naszego "bogoojczyźnianego" kółka dyskusyjnego, brał regularnie udział w jego pracach. Po moim aresztowaniu przez SB w marcu 1968 roku nie bał się wystąpić jako świadek obrony na moim procesie w lutym 1969 roku. Po moim zwolnieniu z zakładu karnego dzięki amnestii jako jeden z nielicznych moich przyjaciół utrzymywał ze mną regularne kontakty towarzyskie (Gdy telefonowałem do niego do Instytutu, podawałem zamiast nazwiska swój pseudonim dziennikarski Antoni Zakrzewski i nie było wsypy). W 1981 roku podczas solidarnościowego "karnawału", zdając sobie sprawę z niemożliwości założenia w Instytucie organizacji związkowej "S", wpadł z kolegami na pomysł założenia tam koła Stronnictwa Demokratycznego celem podważenia monopolu organizacyjnego miejscowej POP PZPR. Nie w końcu lat 80., lecz po "okrągłym stole" w 1989 został wybrany do nowych władz odnowionego SD, które z satelity PZPR przekształciło się w partnera "Solidarności" w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. "Gazeta Wyborcza" po prostu szuka tu przysłowiowej dziury w całym.
Bezpodstawny też jest zarzut antysemityzmu stawiany przez "GW" jego książkom. Wręcz przeciwnie: prof. Jerzy Robert Nowak ma wielkie zasługi w przypominaniu Polakom pozytywnych sylwetek słynących z polskiego patriotyzmu Żydów bądź Polaków żydowskiego pochodzenia, zupełnie przemilczanych przez niechętne Polsce kręgi żydowskie. Prof. J .R. Nowak - bez charakterystycznej u wielu ślepoty na jedno oko - widzi i odnotowuje zarówno jednych, jak i drugich.
Polemizowałem na łamach tygodnika "Nasza Polska" z jego cyklem artykułów "Kogo muszą przeprosić Żydzi", ale zarzucałem prof. J. R. Nowakowi nie antysemityzm, którego u niego nie uświadczysz, lecz pewne błędy warsztatowe. Chodziło o to, że prof. J. R. Nowak zaliczył do Żydów na podstawie bałamutnych źródeł historycznych szereg znanych mi osobiście osób pochodzenia aryjskiego, należących do głośnej w 1956 roku proreformatorskiej koterii we władzach PZPR, zwanej wtedy "puławianami". Prof. J. R. Nowak zbytnio zaufał rewelacjom znanego działacza Klubu Krzywego Koła Witolda Jedlickiego, wysłanego jako agent wpływu gen. Mieczysława Moczara (wł. Nikołaj Tichonowicz Diomko) na Zachód, gdzie w Instytucie Literackim paryskiej "Kultury" wydał swój głośny paszkwil na Październik 1956 pod tytułem "Żydy i chamy". W swoim czasie poddałem krytycznemu rozbiorowi jego treść pod wymownym tytułem "Rewelacje wyssane z palca", wydane przez drugoobiegowe "Warszawskie zeszyty historyczne" w 1989 roku. Dziś je można przeczytać jedynie w ASME. Prof. J. R. Nowak wyżej cenił "rewelacje" W. Jedlickiego, niż moją jego krytykę. Pogodził nas raport Otwartej Rzeczypospolitej, na czele której stoi brat Witolda Jedlickiego Jerzy.
Co się tyczy stu kłamstw Jana Tomasza Grossa, to krytyka jego rozreklamowanej przez "GW" "pracy" ma tyleż wspólnego z antysemityzmem, co praca J. T. Grossa z prawdą historyczną.
"Gazeta Wyborcza" nie lubi prof. Jerzego Roberta Nowaka i to jej prawo, ale to nie powód, by wypisywać o nim uwłaczające mu kłamstwa. Takie kłamstwo trafia jak bumerang w jego kolporterów.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |