PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Chamy i żydy raz jeszcze

(26,05,2006 źródło Asme)

Odpowiedź Antoniego Zambrowskiego na książkę Witolda Jedlickiego "Chamy" i "Żydy":

Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - posłowie Autora
Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - cz. VIII (ostatnia) - i zapowiedź uaktualniającego posłowia
Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - cz. VII
Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - cz. VI
Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - cz. V
Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - cz. IV
Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - cz. III
Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - cz. II
Historyczny sojusz "Chamów" i "Żydów" - cz. I

Pan Marian Miszalski w świątecznym numerze "Najwyższego CZASU!" ("NCz!" nr 15-16/06) wziął w obronę Stanisława Michalkiewicza i słusznie. Niestety w artykule swym zatytułowanym "Śladami Bermana i Brystygierowej" wprowadza on w błąd czytelników, gdy wraca do sprawy słynnego paszkwilu politycznego Witolda Jedlickiego, pisząc: "Z tych samych powodów słynną analizę polityczna marca '68 Chamy i Żydy" pióra profesora Jedlickiego, zamieszczoną w paryskiej "Kulturze" (nr 12, rok 1962) nazywają uporczywie w Wyborczej pamfletem...". Otóż pan Marian w swym zapamiętaniu polemicznym pomylił parę rzeczy. "Chamy i Żydy" nie są analizą wydarzeń marcowych 1968 roku, które wyprzedziły o lat kilka, o czym świadczy data ich publikacji przytoczona przez pana Mariana, lecz paszkwilem na pierwsze pokojowe zwycięstwo Polaków nad sowieckim Imperium Zła odniesionym w październiku 1956 roku. Przyniosło to zwycięstwo szereg namacalnych korzyści Polakom w postaci rozwiązania założonych pod przymusem kołchozów, rozpadu stalinowskiego Związku Młodzieży Polskiej, wycofania jawnych komórek UB w zakładach pracy, a przede wszystkim uwolnienia księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego z internowania w klasztorze w Komańczy.

W roku 1962 agent wpływu gen. Mieczysława Moczara (wł. Nikołaja Tichonowicza Diomki) Witold Jedlicki został wysłany na żydowskich papierach na Zachód. Umieścił on paszkwil na październikowe zwycięstwo Polaków w 1956 roku na łamach paryskiej "Kultury", sugerując, iż żadnego zwycięstwa nie było, zaś Polacy dali się wystrychnąć na dudków. Znakomici psychologowie z MSW dobrze wykalkulowali, że "Książę pan", czyli red. Jerzy Giedrojc nabierze się na antykomunistyczną retorykę paszkwilu. Liczyli też na niechęć księcia pana do księdza Prymasa, którego Witold Jedlicki atakował bezpardonowo z pozycji nieprzejednanego antykomunizmu, co było bezczelnym zabiegiem polemicznym ze strony agenta UB (O współpracy Witolda Jedlickiego ze stalinowskim UB opowiedział red. Ewie Polak-Pałkiewiczowej premier Jan Olszewski. Koledzy z Klubu Krzywego Koła dali się nabrać na nieudane samobójstwo Jedlickiego w proteście przeciwko ubeckim szantażom i uznali w swej naiwności, iż godzien on jest ich zaufania). Zadaniem Jedlickiego było wmówienie jego czytelnikom, że uczestnicząca w walkach frakcyjnych w łonie kierownictwa PZPR wewnątrzpartyjna koteria proreformatorska zwana "Puławianami" - to w istocie stalinowcy, zaś promoskiewska koteria zwana "Natolinem" - to ludzie antystalinowskiego Nikity Chruszczowa. Uczestnicy wydarzeń październikowych wprawdzie pamiętali, że Kreml (i w tym Nikita Chruszczow) konsekwentnie usiłował powstrzymać przemiany w Polsce i to w obronie stanowisk "natolińczyków" we władzach partyjnych podjął próbę interwencji zbrojnej, uruchamiając 19 października 1956 roku sowieckie czołgi i okręty wojenne, ale gen. Moczar i jego zausznik W. Jedlicki liczyli na krótką pamięć Polaków po upływie kilku lat od tych wydarzeń.
Najważniejszym atoli zadaniem propagandowym Jedlickiego było wmówienie czytelnikom, iż proreformatorscy "puławianie" - to "Żydy", zaś ich przeciwnicy z "Natolina" - to "chamy" i rodowici Polacy. Było to oczywiste kłamstwo, ponieważ Żydzi oraz Polacy żydowskiego pochodzenia znajdowali się w obydwu zwalczających się koteriach (Nie mówię o frakcjach, gdyż stalinowski "centralizm demokratyczny" je wykluczał). "Natolińczyków" żydowskiego pochodzenia nazywano wtedy z przekąsem "natolinerami". Poza tym W. Jedlicki ukrywał przed czytelnikami i tę okoliczność, że wśród "rodowitych" Polaków w "natolińskim" gronie było masa osób białoruskiego, ukraińskiego i nawet niemieckiego pochodzenia z Mieczysławem Moczarem alias Nikołajem Diomką na czele.
Wysłanie Witolda Jedlickiego z jego misją propagandową na Zachód w roku 1962 świadczyło, że obóz promoskiewski już wtedy przygotowywał czystkę elementów "niebłagonadiożnych", czyli źle ocenianych na Kremlu we władzach PRL oraz w LWP pod pozorem dymisjonowania Żydów. Władysław Gomułka (w odróżnieniu od jego poprzednika Bolesława Bieruta) nie pozwalał Moskwie interweniować przy podejmowaniu decyzji personalnych. Dlatego konspiracyjnie działający obóz promoskiewski przygotowywał wstrząsy społeczne w PRL, by wykorzystać je dla wywierania nacisków na Gomułkę. O planowaniu wieloletnim w działaniach obozu promoskiewskiego świadczy afera gen. Zygmunta Duszyńskiego, usuniętego z MON wskutek dętego skandalu szpiegowskiego na wiele lat przed wydarzeniami marcowymi 1968 roku. Gen. Duszyński - rodowity Polak, partyzant z GL i AL, był źle widziany w Moskwie, gdyż w odróżnieniu od gen. Wojciecha Jaruzelskiego miewał własne zdanie w sporach z sowieckimi generałami. Moskwa planowała usunięcie marszałka Mariana Spychalskiego - osobistego przyjaciela tow. Wiesława i zastąpienie go swym "człowiekiem", czyli gen. Jaruzelskim, ale na drodze jego awansu stał starszy od niego stopniem gen. Duszyński. Więc go usunięto w atmosferze skandalu obyczajowo-szpiegowskiego. Następnie w 1968 roku Gomułka musiał odwołać marszałka Spychalskiego pod naciskiem moskiewskiej agentury krzyczącej na zebraniach partyjnych oficerów LWP, że nie będą służyć pod "Mońkiem". "Mońkiem" tym miał być rodowity Polak Marian Spychalski, ożeniony z rodowitą Polką, okrzyczaną podobnie jak i on Żydówką. Cała kampania czystki w LWP pod kierownictwem gen. Jaruzelskiego oraz w organach władzy cywilnej i partyjnej pod kierownictwem Moczara-Diomki prowadzona była w atmosferze nagonki na elementy syjonistyczne, ale uderzała głównie w Polaków cieszących się złą opinią w Moskwie. Jak mawiał mój kolega z celi więziennej Piotr Żebruń: "nie ten Żyd, kto Żyd, lecz kogo Partia wskaże". Kampania antysemicka odgrywała rolę zasłony dymnej, kryjącej prawdziwe cele koterii moskiewskiej. Najlepszym przykładem ówczesnych manipulacji była sprawa gen. Tadeusza Bończa-Pióry, pochodzącego z polskiej i katolickiej rodziny ziemiańskiej i za to dręczonego przez Informację Wojskową w okresie stalinowskim, a wydalonego z LWP przez gen. Jaruzelskiego po tym jak Centralna Komisja Kontroli Partyjnej usunęła go z szeregów PZPR za rzekome ukrycie przez niego żydowskiego nazwiska Feder.
Żydowskie lobby polityczne, o którym z takim gniewem pisze pan Marian, od lat akcentuje antysemicki wydźwięk nagonki marcowej 1968 roku, pomijając jej antypolskie aspekty. Jacek Kuroń - przywódca Ruchu 8 Marca zaproponował nawet w III RP, by dzień 8 marca obchodzić nie jako dzień polskiego studenta broniącego godności narodowej Polaków, lecz jako dzień żydowskiego emigranta. Zwracałem wielokrotnie uwagę, że pamięć żydowskich emigrantów należy czcić nie 8 marca, lecz w dzień hańby Gomułki czyli 19 marca, kiedy to tow. Wiesław publicznie wezwał Żydów (ku uciesze władz Izraela), by wyjeżdżali z PRL do "ziemi obiecanej".
Chciałbym też zwrócić uwagę na qui pro quo, zawinione przez pana Mariana, gdy wymienia jako autora "Chamów i Żydów" prof. Jedlickiego. Otóż prof. Jerzy Jedlicki - rodzony brat Witolda Jedlickiego, stoi dziś na czele Stowarzyszenia "Otwarta Rzeczypospolita", zarzucającego polskiej prawicy antysemityzm. W imieniu tego stowarzyszenia dziennikarz "Gazety Wyborczej" Sergiusz Kowalski w raporcie o języku nienawiści zaatakował mnie za moje słowa prawdy o sprawie mordu na Żydach w Jedwabnem zamieszczone na łamach "Najwyższego CZASU!", "Tygodnika Solidarność" oraz "Naszej Polski" i nawyzywał mi od antysemitów (Dla równowagi nawyzywał mi też od Żydów i nie udzielił mi odpowiedzi na pytanie, na jakiej podstawie mnie tak zaklasyfikował). Podobnie postąpił ostatnio tygodnik "Przekrój" w ramach kampanii przeciwko Radiu Maryja. Dziennikarz red. Piotra Najsztuba poprosił mnie o informacje o mym wieloletnim przyjacielu prof. Jerzym Robercie Nowaku, atakowanym wielokrotnie przez "Gazetę Wyborczą". Niezadowolony z mej obrony jego działalności publicystycznej, nawyzywał prof. Jerzego Roberta Nowaka od antysemitów (podając dla równowagi, iż są ludzie, którzy upierają się, że jest on Żydem o prawdziwym nazwisku Moryc Nauman), zaś mnie zaliczył do Żydów, którzy go wspierają. Gdy go zapytałem, na jakiej podstawie mnie tak zaklasyfikował, odpowiedział, że jest gotów mnie przeprosić, ale tego oczywiście nie uczynił. I to wszystko w ramach walki z prawicowym antysemityzmem. Wyobrażam sobie, co by było, gdybym ja sobie pozwolił na nazwanie Żydami kogokolwiek z tamtej strony barykady.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |