PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Celem właściwym byl monopol

( 09,11,2006 źródło Asme)

Pragnę dołączyć swój podpis pod listem zbiorowym "W obronie prawa do pamięci i prawdy", a przeciwko autocenzurze narzucanej nam przez środowisko "Gazety Wyborczej". To środowisko usiłuje wylansować jako wspólnego bohatera zjednoczonej lewicy postkomunistycznej - od Partii Demokratów aż do SLD - Jacka Kuronia i umieścić jego wizerunek na wspólnym sztandarze tego obozu oraz na jego plakacie wyborczym. Jednocześnie tenże obóz chciałby zapewnić postaci Jacka Kuronia - mimo podjętej w ten sposób próby wykorzystania go jako narzędzia propagandy wyborczej w szrankach walki międzypartyjnej - absolutnie sprzeczny z tym status osoby sakralnej, coś na kształt Włodzimierza Lenina z czasów PRL. Jest to próba skazana z góry na niepowodzenie. Po pierwsze, żyjemy już od kilkunastu lat w warunkach pluralizmu politycznego i postacie na sztandarach narażone są i na ostrzał, i na obrzucanie błotem ze strony konkurencji politycznej. Po drugie, jak pamiętamy z dziejów opozycji antykomunistycznej w PRL, postać tow. Lenina mimo ochrony ze strony SB była narażona na złośliwe drwiny szerokiego ogółu nieuświadomionych obywateli, a nadto na zamachy radykalnych odłamów opozycji usiłujących już to spalić muzeum w Poroninie, już to wysadzić pomnik Lenina w Nowej Hucie. Teraz ten sam los dawni przyjaciele Jacka Kuronia szykują jego osobie, narażając w ten sposób jego najbliższych na bolesne odczucia.
Przez wiele dziesięcioleci przyjaźniłem i współpracowałem z Jackiem Kuroniem i jego ideowymi przyjaciółmi. W tej współpracy było wiele zgrzytów nie przeze mnie zawinionych, wskutek czego już w czasach KOR-owskich znalazłem się w gronie jego prawicowych adwersarzy. Mimo to darzyłem go nadal sympatią, starając się w duchu Ewangelii oddzielić krytykę grzechów od osoby grzesznika. Wielokrotnie zdarzało mi się go krytykować również w czasach III RP. Czyniłem to za życia, czynię i po śmierci. Ostatnio Seweryn Blumsztajn poradził mi, bym nie pisał głupot o Jacku, na co mu odpowiedziałem, że nie piszę głupot, lecz samą prawdę. Argument, iż Jacek nie żyje, nie trafia mi do przekonania, gdyż Jacek Kuroń był i pozostaje osobą publiczną. Sewkowi Blumsztajnowi również zdarzało się krytykować osoby nie żyjące i nie zastanawiał się wtedy, jak to odbierają ich bliscy, w dodatku pozbawieni możliwości riposty w warunkach współdziałania czerwonej cenzury oraz różowego monopolu na treści publikowane w Biuletynie Informacyjnym KSS KOR.
W jednym z ostatnich numerów "Głosu" ukazał się obszerny tekst prof. Jacka Bartyzela - dawnego przywódcy Ruchu Młodej Polski. Poddał on krytycznemu rozbiorowi dorobek ideowy Jacka Kuronia i jego formacji z pozycji prawicowych. Jest to naturalne, gdyż Jacek Bartyzel był przez całe swe życie człowiekiem prawicy. Ja mam zupełnie inny punkt widzenia na obóz Jacka Kuronia, ponieważ podjąłem z nim współpracę jako człowiek o poglądach autentycznie lewicowych. Pod wpływem doświadczeń życiowych ewoluowałem w prawo, w więzieniu nawróciłem się na wiarę katolicką, później zostałem działaczem katolickim zbierającym podpisy pod apelem do Sejmu PRL o mszę świętą w radiu i TVP, prowadziłem modlitwę internowanych przez kratę więzienną, pikietowałem sklepy monopolowe w ramach katolickiego Ruchu Otrzeźwienia Narodu. Mimo to przez wiele lat zgłaszałem Jackowi Kuroniowi pomysły odnośnie uruchomienia inicjatyw lewicowych - wszystkie konsekwentnie odrzucane przez niego. Miałem nawet taki pomysł, aby na wzór AK-owskiej akcji dywersji wśród Niemców podjąć akcję propagandową wśród komunistów i osób o poglądach lewicowych na rzecz opozycji niepodległościowej, i demokratycznej. Wszystko to spaliło na panewce wskutek obstrukcji ze strony Jacka Kuronia.
Dlatego podzielając wiele ocen Jacka Bartyzela, sądzę, iż sedno tkwi nie tyle w lewicowych poglądach Jacka Kuronia, ile w jego dążeniu do władzy politycznej, a zatem do pozycji monopolistycznej w ruchu opozycyjnym, która by mu ten udział we władzy zapewniła. Dlatego też ucinał inicjatywy zarówno prawicowe, wzmacniające jego konkurentów na prawicy, jak i inicjatywy lewicowe, zagrażające jego monopolowi na lewym skrzydle opozycji antykomunistycznej.
Od czasu "manifestu rewolucyjnego" oraz "Listu otwartego do PZPR" miał on określoną koncepcję co do swej roli dziejowej. W sierpniu 1980 roku oświadczył zdumionym dziennikarzom niemieckiej TV, że Lech Wałęsa - przewodniczący MKS w Gdańsku - to tylko porucznik w okopach, zaś sztab generalny polskiej rewolucji znajduje się w mieszkaniu Jacka Kuronia. Tak on widział swą rolę dziejową i tak planował rozwój wydarzeń w Polsce. Jeszcze w grudniu 1981 roku usiłował sklecić rząd koalicyjny ze swym udziałem, a gdy 13 grudnia obudził się z ręką w nocniku, z więzienia w Białołęce wezwał naród do powstania. Po "okrągłym stole" odrzucił propozycje Jana Józefa Lipskiego udziału w kierownictwie lewicowej PPS, w dążeniu, aby osiągnąć u boku Wałęsy zamierzone przywództwo w partii politycznej wyrastającej z masowego ruchu "Solidarności". On był też faktycznym podżegaczem wojny na górze, napuszczając premiera Tadeusza Mazowieckiego na Lecha Wałęsę i rozbijając w ten sposób jednolity solidarnościowy ruch społeczny. Później wysunął swą kandydaturę na prezydenta, przekonany, iż pokona wszystkich konkurentów, a gdy zajął zaszczytne, trzecie miejsce za Aleksandrem Kwaśniewskim i Lechem Wałęsą - odebrał to jako totalną porażkę. Dziś po śmierci jest kreowany na największą postać naszych dziejów najnowszych. Niemieckie przysłowie powiada wszelako, że przyroda sama się stara, aby drzewa nie rosły do nieba.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |