PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Zniesławienia ciąg dalszy

(9,02,2005 źródło Asme)

Wyczytałem w sobotnim numerze "Naszego Dziennika" z dnia 5 lutego br. w artykule red. Wojciecha Wybranowskiego pod tytułem "Nie ma reakcji na antypolonizm", że na jednym z największych cmentarzy Danii Vester Kiekegaard znajduje się obelisk postawiony przez środowisko tzw. marcowych emigrantów "Ofiarom polskiego Holokaustu". Red. W. Wybranowski powołuje się na informacje poznańskiego radia "Merkury", w którym wystąpiła pani Margaret Kępińska-Jakobsen - założycielka Helsińskiego Komitetu Praw Człowieka w Danii. Opowiada ona, że protesty w tej sprawie w Danii pozostają bez echa. "Napisałam duży artykuł na ten temat i moja profesorka, pół Dunka, pół polska Żydówka, powiedziała mi:"słuchaj, nie wychylaj się, bo cię zadziobią" - wyjaśniała pani Margaret Kępińska-Jakobsen na antenie Radia "Merkury" - informuje red. W. Wybranowski i komentuje: "Dla nie znających polskiej historii Duńczyków ów kamień upamiętnia ofiary pogromów żydowskich dokonanych przez Polaków!".
Jestem byłym więźniem marcowym, który zapłacił wysoką cenę za swój proces sądowy, zakończony wyrokiem dwóch lat pozbawienia wolności. Załamała się moja kariera naukowa (miałem na ukończeniu rozprawę doktorską, której już nie dane mi było obronić), opuściła mnie ślubna żona, więc nie mam prawa do przystępowania do komunii świętej, utraciłem prawo do wychowywania swojej własnej córki, przy rozwodzie straciłem mieszkanie spółdzielcze na rzecz byłej żony, do końca dziejów PRL pozostałem obywatelem III kategorii mimo formalnego zatarcia karalności po upływie 10 lat od opuszczenia więzienia w Barczewie. Mimo to nie porównywałbym swoich nieszczęść z ręki gen. Diomki-Moczara do losu ofiar hitlerowskiego Holokaustu Żydów i Cyganów. Co się tyczy emigracji marcowej, to jest to typowe podstawianie nogi przez żabę tam, gdzie konie kują. Polscy Żydzi oraz Polacy żydowskiego pochodzenia opuszczający PRL trafili lepszy los na loterii życiowej, otrzymując gomułkowski przywilej wyjazdu na zamożny Zachód, którego im zazdrościli rodowici Polacy pozbawieni prawa do opuszczenia obozu socjalistycznego ze Związkiem Rad na czele. By osiągnąć taki sam przywilej opuszczenia Kraju Rad, grupa rosyjskich Żydów (w tym znany dysydent rosyjsko-żydowski Eduard Kuzniecow) usiłowała porwać samolot w Leningradzie. Pochwyceni przez KGB - zostali w pierwszym rzucie skazani na karę śmierci. Uratował im życie gen. Franco, który wówczas ułaskawił skazanych na śmierć terrorystów baskijskich z organizacji ETA i w ten sposób wymusił na Brieżniewie ułaskawienie niedoszłych porywaczy samolotu. Gdy Międzynarodówka Socjalistyczna chciała potępić Władysława Gomułkę jako przywódcę PRL za czynny antysemityzm, wzięła go w obronę sama pani Gołda Meir, tłumacząc europejskim towarzyszom, że PRL pozwala Żydom wyjeżdżać do Ziemi Obiecanej. O żadnym Holokauście ani dosłownie, ani w przenośni nie było mowy.
Tenże Leonid Brieżniew był autorem pomysłu na kampanię antysemicką w Polsce, o czym zaświadcza w swych wydanych w Polsce wspomnieniach tow. Piotr Kostikow - szef polskiego sektora w wydziale zagranicznym KC KPZR. Opisuje on rozmowę na Kremlu Brieżniewa z Gomułką w obecności Kostikowa, w której Brieżniew narzekał na powszechne w Polsce nastroje proizraelskie po wojnie 6-dniowej, zaś rozwścieczony Gomułka zadeklarował mu, iż nie dopuści do działania w PRL syjonistycznej V kolumny. Te słowa o V kolumnie powtórzył on ku osłupieniu polskiej i światowej opinii publicznej w swym transmitowanym przez TVP i Polskie Radio przemówieniu na V Kongresie Związków Zawodowych. Na znak z Kremla ówczesny wiceminister obrony narodowej, gen. Wojciech Jaruzelski rozpoczął wówczas antysemickie rugi w Ludowym Wojsku Polskim, które w gruncie rzeczy stały się zasłoną dymną dla czystki polskich patriotów, źle notowanych na Kremlu. Ofiarą antysemickiej nagonki w LWP stał się nawet bezpośredni przełożony gen. W. Jaruzelskiego marszałek Marian Spychalski, nie mający żydowskich korzeni, ale z wyglądu podpadający antysemitom, którzy na zebraniach partyjnych wołali: "Nie będziemy służyć pod Mońkiem!". Pod naciskiem ludzi Jaruzelskiego ugiął się wszechwładny zdawałoby się w PRL tow. Wiesław, który nie był w stanie obronić swego osobistego przyjaciela. Toteż po ustąpieniu Edwarda Ochaba w proteście przeciwko antysemickiej kampanii w PRL mianował na stanowisko przewodniczącego Rady Państwa marszałka Spychalskiego, zwalniając miejsce ministra obrony dla gen. Jaruzelskiego. Mój kolega z celi więziennej na Mokotowie, student Uniwersytetu Warszawskiego Piotr Żebruń, komentując antysemicką kampanię gen. Jaruzelskiego w wojsku oraz gen. Diomki-Moczara w aparacie partyjnym i państwowym, mówił z przekąsem: "Nie ten Żyd, kto Żyd, ale ten, kogo Partia wskaże!". Tak dla celów obozu komunistycznego ze Związkiem Rad na czele PZPR narażała dobre imię Polski i Polaków w świecie, obarczając odpowiedzialnością za ekscesy antysemickie w Polsce naród polski.
Tę politykę kontynuowali pogrobowcy PZPR spod znaku SLD w III RP. Przywódcy SLD wielokrotnie przepraszali uroczyście za grzechy swej formacji ideowej Żydów oraz państwo Izrael, zapominając o stwierdzeniu, iż to są grzechy komunistycznych antysemitów na usługach Moskwy, a nie grzechy narodu polskiego, ubezwłasnowolnionego w PRL. Tak czynił w roku 1996 ówczesny premier rządu SLD Włodzimierz Cimoszewicz na obchodach 50. rocznicy pogromu kieleckiego, przypisywanego ludności miasta, a w rzeczywistości dokonanego siłami Urzędu Bezpieczeństwa z majorem Władysławem Spychajem-Sobczyńskim na czele oraz oddziału KBW pod ogólnym nadzorem sowieckich doradców z NKWD (dodajmy, że tow. Spychaj-Sobczyński był przed Kielcami organizatorem aż dwóch pogromów, w tym głośnego pogromu krakowskiego w roku 1945). W czasie obchodów rocznicowych w roku 1996 grupa miejscowych skinów kierowana przez działacza SLD, pracownika kieleckiego kuratorium, przygotowywała na cmentarzu żydowskim w Kielcach prowokację antysemicką w obecności laureata pokojowej nagrody Nobla Elie Wiesela, udaremnioną przez znanego działacza "Solidarności" Krzysztofa Wyszkowskiego. Krzysztof Wyszkowski powiadomił o próbie przestępstwa kielecką prokuraturę bez żadnych odczuwalnych następstw dla organizatorów tej międzynarodowej, antypolskiej prowokacji. Nie dziw, że kierowane przez ekspremiera Włodzimierza Cimoszewicza Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie było w stanie zmusić do właściwego reagowania swe służby dyplomatyczne w obliczu spotwarzania naszego kraju przez zagraniczne środki przekazu.
Na zakończenie apeluję do kierownictwa "Gazety Wyborczej" jako znanego rzecznika marcowej emigracji, by wysłało do Danii swego korespondenta, aby dotarł do fundatorów tego antypolskiego obelisku i opisał motywy działania tych ludzi mylących dobrowolną emigrację po złote runo z hitlerowskim ludobójstwem.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |