PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Tolerancyjna lewica wygrywa przez knock-out

(2,12,2005 źródło Asme)

W Święto Niepodległości 11 listopada grupa narodowców ze Stowarzyszenia NIKLOT składała na Cmentarzu Powązkowskim (dawnym Wojskowym) znicze na grobie Jana Stachniuka - ideologa prawicy laickiej, krytykującego chrześcijaństwo i przeciwstawiającego mu dawne pogańskie tradycje słowiańskie. Zostali oni zaatakowani przez kilkakrotnie liczniejszą grupę młodzieży lewicowej, wznoszącej okrzyki "Antifa!", co zapewne oznacza antyfaszystów. Lewicowcy sprawili ciężki łomot narodowcom, przy czym największe cięgi otrzymał pewien dwudziestoletni niepełnosprawny, mówiąc wprost: inwalida. Opowiedział mi o tym przez telefon mój przyjaciel Tomasz Szczepański, w latach 80. organizator stowarzyszenia "Pomost" na Uniwersytecie Warszawskim, skupiającego obok studentów polskich również studiujących na UW polskich Białorusinów i Ukraińców. Później na łamach sobotniego "Życia Warszawy" zobaczyłem jego zdjęcie z zabandażowaną głową i plastrem na nosie. Lewicowi bojówkarze zaatakowali ich w chwili zapalania zniczy nad grobem, rzucali w nich przyniesionymi ze sobą kamieniami i butelkami oraz zabieranymi z okolicznych grobów zniczami. Dodam, że Jan Stachniuk został po wojnie pochowany w kwaterze żołnierzy AK, obok swych poległych w czasie wojny kolegów. Z ich grobów pochodziły użyte do walki znicze. Miejmy nadzieję, że policja szybko ustali skład osobowy tej lewicowej bojówki i bandyci profanujący cmentarz w tak uroczystej chwili poniosą zasłużoną karę.
Lewicowe i liberalne środki przekazu straszą nas nietolerancyjnym prawicowym i klerykalnym Ciemnogrodem, stawiając za przykład lewicową tolerancję dla wszelakich mniejszości, ale ten incydent wskazuje wyraźnie, że to lewica raz po raz sięga po wzory hitlerowskich SA-manów. Po raz pierwszy widzieliśmy to, gdy lewicowa bojówka zaatakowała na lotnisku prawicowych polityków udających się z wizytą do gen. Augusta Pinocheta. Michałowi Kamińskiemu jeden z lewicowych bojówkarzy oblał jesionkę jakimś płynem żrącym. Najwyraźniej lewica, wątpiąc w siłę swych argumentów, woli uciekać się do argumentu siły fizycznej, do przemocy. Po upadku PRL młodzi "antyfaszyści" nie mogą już służyć w ZOMO i SB, więc zamiast przemocy służbowej muszą uciekać się dla zwalczania swych ideowych adwersarzy do ordynarnych czynów chuligańskich. Nasuwa się jednak pytanie, czym owi "antyfaszyści" różnią się od swych przedwojennych poprzedników w czarnych lub brunatnych koszulach? Chrześcijańska "Solidarność" wyrzekała się ideowo przemocy nawet w obliczu komunistycznego terroru. Postkomunistów na to nie stać.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |