PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Dzień polskiego studenta

(8,03,2005 źródło Asme)

8 marca 1968 roku kilkutysięczny wiec protestacyjny studentów Uniwersytetu Warszawskiego został brutalnie rozpędzony przez ZOMO na dziedzińcu uniwersyteckim. Szkoleni według sowieckich wzorów milicjanci brutalnie bili bezbronnych studentów, a zwłaszcza studentki, mimo że tego dnia w PRL obchodzono uroczyście Dzień Kobiet. Jak stwierdzili w swej głośnej interpelacji posłowie katolickiego (popieranego przez Episkopat) klubu "Znak" w Sejmie PRL "manifestująca młodzież była bita niesłychanie brutalnie, częstokroć w sposób zagrażający życiu. Widziano szereg wypadków znęcania się nad młodzieżą, w tym nad kobietami. Wszystko to rozjątrzyło niesłychanie społeczeństwo." Według informacji uzyskanych przeze mnie u znajomej lekarki mającej 8 marca dyżur w Szpitalu Praskim (dziś p. w. Przemienienia Pańskiego) były co najmniej dwa zejścia śmiertelne ofiar milicyjnego bestialstwa. Władze komunistyczne najbezczelniej wyparły się faktu istnienia ofiar śmiertelnych. Następnego dnia odbył się solidarnościowy wiec studentów Politechniki Warszawskiej, następnie fala manifestacji i strajków solidarnościowych młodzieży akademickiej rozlała się po całym kraju. Władze komunistyczne odpowiedziały na to biciem młodzieży i represjami. W Katowicach studentów opuszczających w myśl kompromisu z władzami budynek Uniwersytetu Śląskiego poszczuto milicyjnymi psami i przerażone studentki skakały w marcową pogodę do przepływającej w pobliżu rzeczki.
Praprzyczyną protestu studentów była skandaliczna decyzja Władysława Gomułki - osoby nr 1 w ówczesnej PRL, gdyż I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, podjętej pod wpływem najbliższego współpracownika tow. Zenona Kliszki - wicemarszałka Sejmu i sekretarza KC odnośnie zdjęcia ze sceny Teatru Narodowego w Warszawie dramatu narodowego Adama Mickiewicza - "Dziady" w reżyserii Kazimierza Dejmka. Kierowali się oni przy podejmowaniu tej decyzji ideą wieczystej przyjaźni polsko-radzieckiej, w którą godziły patriotyczne i niepodległościowe treści dramatu wieszcza. Oliwy do ognia dolewała okoliczność, że na treści te żywo reagowała warszawska publiczność. O planach zdjęcia dramatu ze sceny wiedzieli aktorzy teatru, więc zaalarmowana opinia publiczna podjęła protest. Z inicjatywy studentów Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej z Małgorzatą Dziewulską oraz Andrzejem Sewerynem na czele po ostatnim przedstawieniu sztuki w dniu 30 stycznia 1968r. odbyła się demonstracja protestacyjna, której uczestnicy przeszli od teatru na Placu Teatralnym aż do pomnika Adama Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu. Manifestanci, do których już w teatrze dołączyła grupa opozycyjnych studentów Uniwersytetu Warszawskiego, nieśli transparent "Niepodległość bez cenzury". Większość manifestantów w liczbie ok. 300 osób została rozproszona przez bijące pałkami ZOMO, około 35 zatrzymano, 9 z nich (w tym student Andrzej Seweryn) następnego dnia stanęło przez kolegium orzekającym, które wymierzyło im wysoką grzywnę. Z pozostałych ukaranych warto wymienić jeszcze nazwiska studentów UW Józefa Dajczgewanda, Sławomira Kretkowskiego, Jana Lityńskiego oraz Wiktora Nagórskiego. Związani oni byli z działalnością tzw. "komandosów", którym przewodził student historii Adam Michnik. Nazwa "komandosi" pochodziła z żartu ówczesnego I sekretarza Komitetu Uczelnianego PZPR na UW doktora Andrzeja Jezierskiego, który grupę studentów i członków Związku Młodzieży Socjalistycznej z Adamem Michnikiem na czele określił mianem komandosów Kuronia i Modzelewskiego robiących "desanty" na zebrania, aby zadawać niewygodne politycznie pytania prelegentom. Za tą działalność studenci ci kilkakrotnie stawali przed uczelnianą komisją dyscyplinarną. Adam Michnik był właśnie zawieszony przez komisję na rok w prawach studenta. Mimo to wraz ze studentem ekonomii Henrykiem Szlajferem spotkał się następnego dnia z przebywającym do dnia dzisiejszego w Polsce korespondentem prasy francuskiej Bernardem Marguerittem, aby go poinformować o najnowszych wydarzeniach. Za to spotkała ich kara w postaci relegowania obydwu studentów decyzją ministra szkolnictwa wyższego prof. Henryka Jabłońskiego z uczelni. Przeciwko tej decyzji (wyprzedzającej wyniki śledztwa i wyrok sądowy) protestowali m.in. studenci Uniwersytetu na dziedzińcu przed biblioteką uniwersytecką 8 marca 1968 roku.
Jacek Kuroń oraz Karol Modzelewski byli młodymi pracownikami naukowymi, którzy zostali wydaleni z szeregów PZPR i uwięzieni odpowiednio na 3 oraz 3,5 roku za napisanie na początku 1965 roku "Listu otwartego do PZPR", w którym wzywali robotników do rewolucji przeciwko dyktatorskim rządom uprzywilejowanej biurokracji partyjnej. W tym czasie wyszli oni już z więzienia na tzw. przedterminowe zwolnienie i stanęli na czele lewicowej grupy młodzieży opozycyjnej, która zorganizowała ów wiec na Uniwersytecie. Oczywiście wszyscy przywódcy "Ruchu 8 marca" (jak ironicznie nazywali "komandosów" z Kuroniem, Modzelewskimi i Michnikiem na czele funkcjonariusze SB) zostali natychmiast uwięzieni w areszcie śledczym w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Ruch protestacyjny studentów w Polsce mimo to się szerzył we wszystkich ośrodkach akademickich i został stłumiony przy pomocy groźby represji policyjnych SB dopiero w końcu marca. Do 25 marca trwał strajk studentów we Wrocławiu.. W Warszawie najważniejszym wydarzeniem był strajk okupacyjny studentów Politechniki Warszawskiej, kierowany przez Komitet Strajkowy ze studentem elektroniki Bogdanem Czajkowskim na czele i zakończony kompromisowo w nocy z 22 na 23 marca. Kilka tysięcy studentów wyszło z gmachu uczelni i udało się do akademika demonstracyjnie szurając nogami. Strajk studentów Politechniki cieszył się poparciem warszawiaków, którzy przynosili im jedzenie i napoje. Firma "Blikle" przysłała pączki, roznosiciele butelek z mlekiem dostarczyli studentom mleko kosztem swych klientów.
Z sympatią do ruchu studenckiego odnieśli się biskupi Kościoła Katolickiego, którzy 21 marca1968 roku na 107 Konferencji Episkopatu Polski ogłosili Słowo Episkopatu Polski o bolesnych wydarzeniach. Napisali w nim: "Wszelkie sprawy, jakie dzielą ludzi w świecie współczesnym, powinny być rozwiązywane nie przy pomocy siły, ale w drodze wnikliwego dialogu. Tylko taka metoda może prowadzić do unikania dyskryminacji, a nade wszystko do znajdowania prawdy i sprawiedliwości w stosunkach między ludźmi. Tylko ta metoda odpowiada godności człowieka, w niej bowiem dochodzi do głosu jego siła moralna. Stosowanie środków przemocy fizycznej nie prowadzi do prawdziwego rozwiązania napięć między ludźmi ani między grupami społecznymi. Brutalne użycie siły uwłacza godności ludzkiej i zamiast służyć utrzymaniu pokoju, rozjątrza tylko rany." W kazaniu wygłoszonym 30 marca 1968 roku w warszawskim kościele seminaryjnym na Krakowskim Przedmieściu ks. Prymas kardynał Stefan Wyszyński pochwalił "dojrzałość i realizm naszej młodzieży".
Władze oprócz represji policyjnych uciekły się do dywersji i manipulacji politycznych. Oskarżyły one ruch protestacyjny studentów o to, że pozostaje pod zakulisowym kierownictwem syjonistów czyli żydowskich nacjonalistów, wspierających państwo Izrael. Już 11 marca z oświadczeniem takiej treści wystąpił dziennik "Słowo Powszechne" - organ stowarzyszenia PAX, powołanego z inicjatywy gen. NKWD Iwana Sierowa, tego samego, który w 1945 roku porwał do Moskwy 16-tu przywódców Polski Podziemnej. Apel do studentów UW napisali prezes Stowarzyszenia PAX Bolesław Piasecki oraz sekretarz tow. Zenona Kliszki tow. Ryszard Frelek. Oskarżyli oni przywódców "Ruchu 8 marca", iż chcą obalić Władysława Gomułkę z poczucia zemsty za to, że w konflikcie zbrojnym na Bliskim Wschodzie w czerwcu 1967 roku tow. Wiesław opowiedział się po stronie Arabów , a nie państwa Izrael. Był to świadomy anachronizm, gdyż Jacek Kuroń pozostawał w opozycji do Gomułki od wielu lat i od wielu lat podzielali jego poglądy opozycyjne liczni jego wychowankowie żydowskiego pochodzenia. W rzeczywistości objął on przewodnictwo ideowe nad tą gromadą młodzieży o poglądach lewicowych wiele lat wcześniej, bo w po przełomie październikowym 1956 roku. W owym czasie reaktywowano po okresie stalinowskich prześladowań Związek Harcerstwa Polskiego w jego tradycyjnym kształcie, którego symbolem był autor "Kamieni na szaniec" harcmistrz Aleksander Kamiński. Wówczas jemu na przekór podharcmistrz Jacek Kuroń utworzył hufiec czerwonego harcerstwa im. gen. Waltera (czyli polsko-sowieckiego gen. Karola Świerczewskiego), do którego chętnie posyłali swe dzieci partyjni rodzice, zwłaszcza o żydowskich korzeniach, traktujący ZHP jako organizację nacjonalistyczną i religiancką. Gdy w roku 1961 władze partyjne rozwiązały hufiec walterowski, Jacek Kuroń przeszedł do opozycji antygomułkowskiej i wraz z nim do opozycji przeszło wielu jego wychowanków. Przez wiele lat przyjaźniłem się z Jackiem Kuroniem i jego żoną Grażyną z Boruckich i wielokrotnie zwracałem mu uwagę na okoliczność, że negowanie przez niego treści patriotycznych oraz niechęć do Kościoła Katolickiego skazują go na kiszenie się w gronie młodzieży żydowskiego pochodzenia, gdyż utrudnia akces do tego grona ludzi wyznających wartości patriotyczne i katolickie. Znacznie dobitniej mu to wygarnął mój przyjaciel - łódzki adwokat mecenas Karol Głogowski, uczestnik prowadzonego przez nas tajnego kółka dyskusyjnego, krytycznego wobec kuroniowych "komandosów". Władze partyjne podjęły więc kampanię antysemicką przeciwko opozycji antygomułkowskiej niejako na mimowolne zaproszenie Jacka Kuronia.
Po latach - dopiero w III Rzeczypospolitej dowiedzieliśmy się ze wspomnień Piotra Kostikowa - byłego szefa sektora polskiego w wydziale zagranicznym KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, że to Leonid Brieżniew wymusił na Gomułce w osobistej rozmowie na Kremlu podjęcie kampanii antysemickiej w PRL najpierw w Ludowym Wojsku Polskim (poprowadzoną z wielkim rozmachem przez gen.Wojciecha Jaruzelskiego), a następnie w instytucjach partyjnych i państwowych (prowadzonych przez sekretarza KC PZPR tow.Ryszarda Strzeleckiego oraz gen. Mieczysława Moczara - z domu: Nikołaja Tichonowicza Diomki). Kampania antysemicka miała zresztą charakter zasłony dymnej kampanii antyopozycyjnej, gdyż pod pozorem walki ze syjonistami usuwano ze stanowisk w wojsku oraz w Partii i urzędach państwowych ludzi mających złą opinię na Kremlu. Obok Żydów oraz Polaków żydowskiego pochodzenia byli to Polacy ożenieni z Żydówkami, jak również liczni Polacy bez żydowskich konotacji, ale źle widziani w Moskwie. Mój kolega w celi więziennej na Mokotowie student Piotr Żebruń żartował, że nie ten Żyd - kto Żyd, lecz ten, kogo Partia wskaże. Najlepszym tego przykładem była sprawa gen. Tadeusza Bończa-Pióry, usuniętego z szeregów PZPR decyzją Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej w 1968 roku pod wyssanym z palca zarzutem, iż ukrył przed Partią swe żydowskie pochodzenie, gdyż nazywa się z domu Feder. Rzecz w tym, że gen. Bończa-Pióro pochodził z ziemiańskiej rodziny i w czasach stalinowskich był za to dyskryminowany przez Informację Wojskową. Wydalenie z Partii stało się dla gen. Wojciecha Jaruzelskiego pretekstem do usunięcia gen. Pióry z szeregów LWP.
Innym elementem manipulacji propagandowej władz partyjnych było wmawianie Polakom, iż kampania czystki w wojsku i Partii godzi w dawnych bankrutów stalinowskich, stojących za plecami zrewoltowanych studentów i podżegających ich do buntu. Tymczasem gen. Jaruzelski usunął z LWP za opór wobec antysemickiej czystki dwóch generałów więzionych w czasach stalinowskich, a mianowicie gen. Józefa Kuropieskę oraz gen. Adama Uziembłę. Na polecenie z Moskwy gen. Jaruzelski podjął kampanię przeciwko więzionemu w czasach stalinowskich marszałkowi Marianowi Spychalskiemu, kreowanemu przez szeptaną propagandę ubecką na Żyda. Na zebraniach partyjnych w wojsku oficerowie deklarowali, że nie będą służyć pod Mońkiem. Wszechwładny zdawałoby się w PRL tow. Wiesław musiał się ugiąć pod tym naciskiem i mianował marszałka Spychalskiego przewodniczącym Rady Państwa, zwalniając jego stanowisko dla gen. Wojciecha Jaruzelskiego.
Konfrontacja z Episkopatem z księdzem Prymasem Stefanem Wyszyńskim w roku 1966 o obchody Tysiąclecia chrztu Polski oraz kolejna konfrontacja z młodzieżą polską w roku 1968 o dramat narodowego wieszcza do tego stopnia podkopały pozycję Władysława Gomułki, że przy kolejnej jego konfrontacji z robotnikami na Wybrzeżu o podwyżkę cen żywności tuż przed świętami Bożego Narodzenia w grudniu 1970 roku opór społeczny przeciwko jego rządom był już tak silny, że kierownictwo partyjne w porozumieniu z Moskwą musiało podjąć decyzję o odsunięciu go od władzy wraz z całą jego kliką i o wysłaniu go na emeryturę.
W 1981 roku w Poznaniu wzniesiono pomnik ku czci robotniczego zrywu w czerwcu 1956 roku, zapowiadającego zwycięski przełom w październiku tegoż roku w Warszawie. Na pomniku umieszczono daty innych polskich zrywów wolnościowych: 1968, 1970, 1976 i 1980. W tym samym roku 1981 mazowiecka "Solidarność" doprowadziła do ufundowania tablicy pamiątkowej ku czci studentów Uniwersytetu Warszawskiego, zebranych na wiecu 8 marca 1968 roku. W latach stanu wojennego i po nim co roku pod tą tablicą składano kwiaty dnia 8 marca, który w ten sposób stał się symbolicznym dniem polskiego studenta, broniącego godności narodowej.
Aliści już w III Rzeczypospolitej Jacek Kuroń dokonał wolty i zainicjował obchody 8 marca jako dnia żydowskiego emigranta. Chodzi o to, że 19 marca 1968 roku Władysław Gomułka wygłosił na spotkaniu z aktywem partyjnym w sali kongresowej Pałacu Kultury programowe przemówienie, w którym zadeklarował, iż każdy człowiek ma tylko jedną ojczyznę i ci, którym bliższe jest państwo Izrael niż PRL, mogą się tam udać. Z tej sposobności wyrwania się z socjalistycznego "raju" na Zachód skorzystało wielu etnicznych Żydów oraz Polaków żydowskiego pochodzenia, a nawet ludzi o nader wątłym powiązaniu z narodem wybranym. Przykładem takich ludzi może być nasz przyjaciel Andrzej hrabia Broel-Plater, który wyjechał na żydowskich papierach do Szwecji. Na tę okazję znany satyryk opozycyjny Janusz Szpotański ułożył mu wierszyk: "To żaden wstyd, że hrabia Plater jedzie jako Żyd." Wyjeżdżano bez prawa powrotu do PRL pociągiem do Wiednia z warszawskiego Dworca Gdańskiego i Jacek Kuroń postarał się o tablicę na jego budynku, upamiętniającą owe wyjazdy. Środki przekazu w III Rzeczypospolitej nagłośniły obchody rocznicowe tych pożegnań i w ten sposób z dniem 8 marca zaczęto kojarzyć sobie dzień żydowskiego emigranta. Tak Jacek Kuroń przyczynił się do zwycięstwa z za grobu gen. Diomki-Moczara oraz Bolesława Piaseckiego. Jest to jednak skojarzenie nieuprawnione. Dzień żydowskiego emigranta należy obchodzić 19 marca w rocznicę przemówienia tow. Wiesława jako dzień jego hańby. Natomiast dzień 8 marca powinien pozostać we wdzięcznej narodu pamięci jako dzień chwały polskiego studenta.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |