PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Cześć naszej historii

(Suplement do wspomnień o Jacku Kuroniu)
(19,03,2005 źródło Asme)

Pierwsza część wspomnień
Druga część wspomnień
Trzecia część wspomnień

Poniższy tekst wspomnień o Jacku Kuroniu napisałem na prośbę wydawnictwa "Adam", które przygotowuje książkę wspomnień o Jacku. Odczuwam atoli niedosyt po napisaniu swych wspomnień, więc dla PT czytelników ASME dodaję coś na kształt uzupełnienia. Podstawową cechą Jacka było to, że był to czynny całe swe życie polityk, co więcej - "zwierzę polityczne". Karol Modzelewski był czynnym działaczem opozycyjnym, ale miał swój zawód historyka średniowiecza, w którym znajdował sens i satysfakcję, Jacek Kuroń umiał realizować się wyłącznie jako działacz polityczny. Po drugie, był on człowiekiem wielkich ambicji na skalę międzynarodową. Podobnie jak dla Róży Luksemburg Polska była zbyt małym dla jej ambicji krajem, które realizowała w europejskich ramach Międzynarodówki Socjalistycznej, tak i dla Jacka Polska była zbyt małym boiskiem. Swe ambicje pragnął realizować on w skali globalnej. Początkowo szukał zaspokojenia swych aspiracji w ramach IV Międzynarodówki Trockistowskiej, z emisariuszem której utrzymywał wraz z Karolem stosunki konspiracyjne na początku lat 60. "Manifest Rewolucyjny" oraz "List Otwarty" zrywający z koncepcjami Lwa Trockiego i podejmujący koncepcje Milovana Dżilasa świadczą, iż czuł się on kontynuatorem dzieła Karola Marxa i Fryderyka Engelsa na nowym etapie rozwoju ludzkości. Gdy wyszedł z więzienia w 1967 roku, stanął na czele swych dawnych zwolenników, głównie z hufca walterowskiego. W tym czasie demonstracja praskich studentów rozpędzonych przez policję, rozpoczęła Praską Wiosnę. Jacek zapragnął więc zostać polskim Dubczekiem i zainicjował Ruch 8 marca. Wcześniej odrzucał hasła patriotyczne jako nacjonalizm, tym razem gotów był stanąć w obronie mickiewiczowskich "Dziadów". Przegrał jednak próbę sił z Władysławem Gomułką, co gorsza, jak dyletant podał piłkę Diomce-Moczarowi, gdyż skład rasowo-narodowościowy jego grupy ułatwiał oskarżenia propagandy partyjnej o wysługiwanie się syjonistom. Klęska opozycji w Polsce przyczyniła się do najazdu pięciu państw Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Na szczęście ta próba sił podkopała pozycję Gomułki, którego zmiotła fala robotniczego gniewu w grudniu 1970 roku. Dzięki temu Jacek wyszedł z wiezienia w aureoli bohatera.
Będąc nosicielem Prawdy Absolutnej, Jacek zwalczał (zapewne w dobrej wierze) wszelką konkurencję w ruchu opozycyjnym. Wraz z kolegami przejął kierownictwo Komitetem Obrony Robotników, którego inicjatorami i pomysłodawcami byli harcerze z Czarnej Warszawskiej Jedynki (drużyna 1. WDH-y z warszawskiego liceum im. Taduesza Reytana - przyp. Krzysztof Pawlak) - Antoni Macierewicz i Piotr Naimski. Łatwo też uwierzył, że za plecami jego oponentów z Ruchu Obrony Człowieka i Obywatela stoi polska Służba Bezpieczeństwa i KGB. Gdy Leszek Moczulski zakwestionował jego nieomylność, rozpowiadał wszystkim, że jest on wieloletnim ubekiem. Długi czas dawałem temu wiarę i zwątpiłem w to dopiero wtedy, kiedy 1 września 1979 roku jako współpracownik KSS KOR byłem obserwatorem ogłoszenia powołania Konfederacji Polski Niepodległej na placu Zwycięstwa (dziś Piłsudskiego) przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Ku swemu zdumieniu zauważyłem, że konfederaci z Niną Milewską na czele w imieniu Leszka (zatrzymanego przed wiecem przez SB) ogłaszającą powołanie nowej organizacji opozycyjnej, autentycznie boją się ubecji. Nie chcę jednak opisywać wyłącznie negatywnie dorobku Jacka z tego okresu, choć sam padłem ofiarą jego wodzowskich praktyk. Gdy Andrzej Szewczuwaniec wysadził w Nowej Hucie piętę w pomniku Lenina, wpadłem wraz z dziećmi w wieku przedszkolnym w ubecki kocioł w mieszkaniu współpracownika KOR Witka Nagórskiego (wcześniej uczestnika Ruchu 8 marca). Gdy po kilku godzinach Witka zabrano do Pałacu Mostowskich, natychmiast zadzwoniłem do Jacka z tą wiadomością. Odebrała telefon Basia Toruńczykówna. Wieczorem o zajściach mówiła RWE. Dzięki temu mieliśmy poczucie, że gra się nie toczy do jednej bramki.
Jacek do tego stopnia czuł się wodzem przyszłej rewolucji, że w czasie strajków sierpniowych 1980 roku powiedział w swoim mieszkaniu dziennikarzom zagranicznym, że Lech Wałęsa - to porucznik w okopach, zaś "Sztab Generalny jest tu, w jego domu". Później konsekwentnie podgryzał Wałęsę, stawiając początkowo na Andrzeja Gwiazdę jako jego naturalnego konkurenta. W ramach wycinania konkurencji w ruchu związkowym przemilczano cenną pracę Leszka Moczulskiego "Rewolucja bez rewolucji" zawierającą instrukcje o zachowaniu załóg robotniczych podczas prób rozbijania przemocą strajku powszechnego. Te nauki przydałyby się związkowcom w pierwszych dniach stanu wojennego. Jacek, który w tym czasie nastawiony był duchowo na wprowadzenie rządu koalicyjnego, obudził się 13 grudnia 1981 roku z ręką w przysłowiowym nocniku. Zaskoczony biegiem wydarzeń, z więzienia śledczego w Białołęce wystosował apel o powstanie przeciwko WRON-ie, szczęśliwie zignorowane przez walczącą "Solidarność". Po wyjściu z więzienia na mocy amnestii działał jako doradca Lecha Wałęsy. Nadal wycinał konkurencję wobec swoich ludzi. Opowiadał mi w swoim czasie Andrzej Gelberg, jak zgłosił się w imieniu podziemnej struktury związanej z MRKS do Jacka Kuronia po przekazane przez kolegów z Londynu fundusze na ich działalność konspiracyjną. Porównali swe połówki dolara, które idealnie pasowały, więc liczył, że Jacek przekaże mu należne im pieniądze. Tymczasem Jacek zapytał go, "czy są oni od Zbyszka Bujaka?". Naiwny Andrzej odpowiedział zgodnie z prawdą, że są strukturą niezależną, wobec czego Jacek, który miał odegrać rolę skrzynki pocztowej, odmówił wydania należnych im pieniędzy. Jeszcze bardziej kompromitująca była sprawa nagrody pieniężnej rodziny Kennedych dla Zbyszka Bujaka, Adama Michnika oraz pośmiertnie dla księdza Jerzego Popiełuszki. Jak ustalił już w III Rzeczypospolitej red. Andrzej Gelberg, rodzina księdza Jerzego swej "doli" nagrody nigdy nie otrzymała. Jacek Kuroń i jego otoczenie najwyraźniej kierowali się leninowską zasadą, że wszystko jest moralne, co służy zwycięstwu rewolucji.
W drugiej połowie lat 80. Jacek Kuroń oceniał sytuację w Polsce jako "krajobraz po bitwie", za co był krytykowany w Polsce przez Leszka Moczulskiego, zaś na Zachodzie przez Władimira Bukowskiego, którzy niezależnie od siebie oczekiwali gwałtownego załamania się dyktatury komunistycznej w obozie moskiewskim. Lech Wałęsa (wraz z Jackiem Kuroniem) zdecydował się na kompromis okrągłego stołu. W imię tej koncepcji Lech Wałęsa wygaszał siłą swego autorytetu podejmowane przez podziemną "S" strajki robotnicze. Napisałem wtedy artykuł przeciwko kompromisowi z PZPR przy "okrągłym stole", którego nie udało mi się zamieścić w żadnej z gazetek drugiego obiegu. Ukazał się on na łamach londyńskiego "Tygodnia Polskiego". Od Jarosława Kaczyńskiego wiem, że grupa Jacka Kuronia stawiała w tym czasie na porozumienie z tzw. liberalnym skrzydłem PZPR. W okrągłostołowej części opozycji wystąpiły wówczas silne tarcia, w wyniku których Tadeusz Mazowiecki oraz Aleksander Hall odmówili kandydowania do Sejmu lub Senatu z listy Lecha Wałęsy, przygotowanej przez Bronisława Geremka oraz Jacka Kuronia. Po wyborczej klęsce PZPR w czerwcowych wyborach 1989 roku Jacek Kuroń namawiał Wałęsę do zawarcia koalicji rządowej z PZPR. Na szczęście Wałęsa dał się przekonać braciom Kaczyńskim do koalicji "S" ze stronnictwami satelickimi ZSL oraz SD i tak powstała formuła rządu Tadeusza Mazowieckiego. Doprowadziło to do rozpadu pozbawionej władzy PZPR i spektakularnej sceny wyniesienia sztandaru PZPR do lamusa historii.
W owym czasie Jan Józef Lipski namawiał Jacka Kuronia i Adama Michnika do wstąpienia do odnowionej PPS jako stronnictwa otwarcie lewicowego. Jacek Kuroń liczył jednak na opanowanie kierownictwa szerokiego ruchu solidarnościowego i propozycje Jana Józefa odrzucił. Podjęta następnie koncepcja ROAD pod kierownictwem Jacka Kuronia i Władysława Frasyniuka spaliła jednakowoż na panewce, wobec czego Jacek Kuroń poprzez swoich ludzi w otoczeniu premiera Tadeusza Mazowieckiego namówił go do podjęcia "wojny na górze" z Lechem Wałęsą. Ta konfrontacja zakończyła się kompromitującą klęską premiera T. Mazowieckiego, który przegrał nie tylko Lechem Wałęsą, ale i ze sprowadzonym przez komunistyczne służby specjalne Stanisławem Tymińskim. Wówczas Jacek Kuroń wszedł do stworzonej pod auspicjami Tadeusza Mazowieckiego Unii Demokratycznej, patronując jednocześnie Unii Pracy. Ta druga, z Karolem Modzelewskim na czele, grupowała pospołu lewicę "S" oraz postkomunistów jak prof. Tomasz Nałęcz. Do spektakularnych osiągnięć Jacka Kuronia należy czynny udział w dokonanym przez Lecha Wałęsę obaleniu prawicowego rządu Jana Olszewskiego i udaremnieniu w ten sposób pierwszej próby lustracji agentów SB podjętej przez ministra Antoniego Macierewicza (napisał nawet książkę "Spoko" przeciwko lustracji Macierewicza i Naimskiego, opartą na zasobach archiwalnych MSW i w niej bez żadnych po temu podstaw zlustrował jako agentkę SB Danusię B. z kościelnego Bractwa Otrzeźwienia, do której niezbyt owocnie się zalecał). Działalność Jacka Kuronia jako ministra pracy wobec jego słabej znajomości reguł ekonomii spowodowała zadłużenie Polski na skalę porównywalną z zadłużeniem PRL w epoce Edwarda Gierka (wiem o tym od naszego wspólnego przyjaciela, prof. Stanisława Gomułki - doradzającego pani premier Hannie Suchockiej). Podjęte wobec tego działania oszczędnościowe doprowadziły do konfliktu ze związkowcami z "S" i obaleniem rządu Hanny Suchockiej, po czym Lech Wałęsa rozwiązał parlament i utorował w ten sposób drogę do powrotu na scenę postkomunistów. Jacek Kuroń był tak przekonany co do swej popularności w społeczeństwie, że wysunął i przeforsował swą kandydaturę na kolejnych wyborach prezydenckich kosztem Janusza Onyszkiewicza (lub mego prywatnego kandydata dla Unii Wolności Wiktora Kulerskiego). Wtedy też "Gazeta Wyborcza" podłożyła świnię Lechowi Wałęsie, oskarżając o wygłoszenie w jego obecności antysemickiego kazania księdza prałata Henryka Jankowskiego, co miało posłużyć kompromitacji Wałęsy i utorowaniu drogi zwycięstwu Jacka Kuronia. Tymczasem zwycięstwo wyborcze odniósł inny przyjaciel Adama Michnika - postkomunista Aleksander Kwaśniewski. Jacek Kuroń porażkę odchorował i wskutek długotrwałej choroby został zepchnięty na margines życia politycznego w III RP. Przestał być postacią pierwszoplanową nawet we własnym stronnictwie. Wraz z porażką wyborczą Unii Wolności w kolejnych wyborach parlamentarnych zszedł na amen ze sceny politycznej. Na osłodę otrzymał wraz z Karolem Modzelewskim od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego order Orła Białego. Dzięki przyjaźni z Adamem Michnikiem odgrywał jednak istotną rolę jako "autorytet moralny i polityczny", szkodzący dobremu imieniu Polski i Polaków w sporach o kwestię oceny UPA w konflikcie polsko-ukraińskim podczas II wojny światowej oraz w konflikcie polsko-żydowskim w sprawie Jedwabnego, ale zarabiający dzięki temu punkty dla siebie na arenie międzynarodowej (czynił tak i wcześniej, gdyż to on sprowadził do Polski rabina Abrahama Weissa z Nowego Jorku, aby ten urządził awanturę w Oświęcimiu pod klasztorem ss. Karmelitanek). Pozostawił jako testament polityczny realizowaną obecnie przez Władysława Frasyniuka koncepcję wspólnej partii postkomunistycznych liberałów oraz lewicy laickiej z dawnej opozycji demokratycznej (nie mylić z niepodległościową). Wraz ze swą śmiercią stał się jednak częścią naszej wspólnej historii, wnosząc swój niewątpliwy wkład zarówno w jej blaski, jak i w cienie.
W odróżnieniu od Jacka, budzącego u wielu bliźnich mieszane uczucia, jednoznacznie pozytywne odczucia pozostawiła jego żona, śp. Grażyna z Boruckich Kuroniowa, śmiertelna ofiara stanu wojennego. Na stypie po jej katolickim pogrzebie Jacek zwrócił mi uwagę, że Gajka była - pod jego wpływem - ateistką. Widziałem jednak na własne oczy Gajkę modlącą się nad grobem pana Henryka Kuronia w dniu jego pogrzebu. Nie miała powodu do udawania. Poznałem później więzioną wraz z Gajką w jednej celi w ośrodku internowania Teresę Kłosównę ze Szczecinka, która mówiła mi, że Gajka nawróciła się przed śmiercią i dużo się modliła. Przede wszystkim za Jacka. Mam nadzieję, że we właściwym czasie zostanie wyniesiona na ołtarze jako wzorowa żona i matka oraz męczennica stanu wojennego.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |