PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Czeczenia: nowy cud nad urną

(6,12,2005 źródło Asme)

W Czeczenii, okupowanej przez wojsko rosyjskie, odbyły się - mimo trwających wciąż działań pacyfikacyjnych - wybory do miejscowego parlamentu. Zgodnie z rosyjskim ustawodawstwem udział w nich wzięły jedynie stronnictwa ogólnorosyjskie, z których trzy według urzędowych danych zdobyły miejsca w republikańskim parlamencie. Zwycięstwo przyznano proputinowskiej partii "Jedinaja Rossija", która uzyskała większość w parlamencie. Po 10-15% przydzielono lewicowej oraz prawicowej opozycji, czyli komunistom oraz Sojuszowi Sił Prawicowych. (Nazwa partii rządowej "Jedinaja Rossija" oznacza jednolitą, względnie zjednoczoną Rosję i nawiązuje do haseł antybolszewickich carskich generałów o jedinoj i niedielimoj Rossiji, czyli całej i niepodzielnej Rosji. Oznaczało to brak zgody na samostanowienie krajów przez Rosję okupowanych, jak Polska lub Finlandia. W imię tych haseł admirał Kołczak odrzucił pomoc prezydenta Finlandii, barona Mannerheima, zaś gen. Dienikin sprowokował swą antypolską postawą wstrzymanie ofensywy na bolszewików przez marszałka Piłsudskiego podczas marszu "białej armii" na Moskwę. Po rozpadzie Związku Rad podstawową troską imperialnych elit rosyjskich jest utrzymanie kosztem dobrobytu ludności nienaruszalności terytorium Federacji Rosyjskiej. Oznacza to w sposób oczywisty odmowę prawa narodów nierosyjskich do samostanowienia).
Frekwencję wyborczą określono na 60%, co kontrastuje z doniesieniami niezależnych korespondentów opisujących puste lokale wyborcze i mały tego dnia ruch uliczny. Ludność czeczeńska najwyraźniej zbojkotowała wybory, ale komisje wyborcze w sposób, który pamiętamy z PRL, i tak wpisały zgodne z odgórnymi wytycznymi "dane" odnośnie frekwencji i rozkładu głosów na poszczególne partie rosyjskie. Pamiętamy podobne cuda w pierwszych latach Polski Ludowej, gdy działało antykomunistyczne podziemie zbrojne spod znaku WiN oraz NSZ, zaś teoretycznie legalna opozycja w postaci Polskiego Stronnictwa Ludowego pod wodzą Stanisława Mikołajczyka usiłowała w oparciu o wolę większości wyborców przy pomocy kartki wyborczej odebrać władzę. Wtedy żartowano z goryczą: "urna wyborcza - cudowna szkatułka: wrzucasz Mikołajczyka, wychodzi Gomułka". A i za czasów tow. Edwarda Gierka, jak opowiadali mi koledzy pracujący w komisji wyborczej, przewodniczący komisji prawdziwe wyniki meldował przez telefon wyższej instancji w PZPR czy SB, zaś wpisywał do urzędowej dokumentacji wyniki podyktowane mu przez telefon. Wypisz-wymaluj, jak dziś w Czeczenii. Jest to zresztą stała praktyka na całym obszarze posowieckim. Prezydent Putin, który dziś gratuluje wyników wyborczych gen. Alu Alchanowowi - w ten sam sposób "wybranemu" prezydentowi Czeczenii, w czasie rewolucji pomarańczowej na Ukrainie również gratulował "zwycięstwa" swemu kandydatowi Wiktorowi Janukowyczowi. Powszechny zryw Ukraińców uniemożliwił ten przekręt wyborczy, podobnie jak rok wcześniej podczas "rewolucji róż" w Gruzji. W Czeczenii krwawy terror FSB, GRU i innych służb rosyjskich uniemożliwia ludziom takie protesty.
I tym razem nie obeszło się od polskiego akcentu. Na ekranie telewizora w programach moskiewskiej RTR raz po raz migała twarz eksministra z czasów Leszka Millera - dziś deputowanego SLD Tadeusza Iwińskiego. Jak donosi prasa, uznał on czeczeńskie "wybory" za "ważny krok ku dalszej demokratyzacji". Widzimy więc, jak Sojusz Lewicy Demokratycznej wciąż rozumie demokrację. Niby tyle w nim zmian w obliczu, a mimo to wciąż z nich tkwi PZPR - czyli Płatni Zdrajcy, Pachołki Rosji. Tymczasem Tadeusz Iwiński powinien wiedzieć, że stan prawny w Rosji Putina jest krokiem wstecz nie tylko wobec standardów europejskich, ale nawet w porównaniu do Rosji carskiej po rewolucji 1905 roku. W rosyjskim zaborze Polacy mogli głosować na polskie stronnictwa polityczne. W Federacji Rosyjskiej narody nierosyjskie, w tym i Czeczeni nie mogą głosować na swe własne partie narodowe, ponieważ Prezydent Putin zakazał im udziału w jakichkolwiek wyborach, nawet lokalnych. Urzędowe wyniki wyborów w Czeczenii w równym stopniu odzwierciedlają preferencje jej mieszkańców, co wyrażałyby wolę Polaków, gdyby oznajmiono, że Polacy głosowali jak jeden mąż na partię "Jedinaja Rossija". Wyobrażacie, państwo, coś takiego, bo ja nie?! I tym się różnię od Tadeusza Iwińskiego.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |