PUBLICYSTYKA ANTONIEGO ZAMBROWSKIEGO

Bolesława Tejkowskiego zmarnowane życie

(27,12,2005 źródło Asme)

Warszawski dodatek do "Gazety Wyborczej" "Stołeczna" zamieściła 17 listopada notatkę o sprawie sądowej Bolesława Tejkowskiego, który domaga się od państwa 467 tys. zł odszkodowania, ponieważ - jak podaje "Gazeta" - od 1977 roku nie ma stałej pracy i ma problemy z uzyskaniem emerytury. "Uważa, - kontynuuje autor notatki, red. Mariusz Jałoszewski, - że źle wiodło mu się w życiu, bo krytykował PRL" (Dodajmy, że krytyka PRL była sankcjonowana przez jej władze, gdyż Bolesław Tejkowski jedynie udawał opozycjonistę, będąc de facto agentem SB). "Jego zdaniem, szykany nie skończyły się też po 1989 r." - kontynuuje red. M. Jałoszewski i cytuje B. Tejkowskiego: "Znalazłem się w opozycji do nowej władzy. Na wyścigi zaczęli wyprzedawać majątek państwowy i ja to krytykowałem. Byłem też przeciwny wejściu Polski do UE i NATO - przekonywał wczoraj warszawski sąd okręgowy".

Bolesław Tejkowski jest w III RP przywódcą kanapowej organizacji Polskie Stronnictwo Narodowe - Polska Wspólnota Narodowa. Mam podstawy sądzić, że w ten sposób kontynuował swe prace dla służb specjalnych PRL, zadomowionych w służbach specjalnych III RP, czyli PRL-bis. Wystarczy porównać jego bezkarność z smutnym losem Kazimierza Świtonia - w PRL założyciela Wolnych Związków Zawodowych na Górnym Śląsku, w III RP - obrońcy papieskiego krzyża na Żwirowisku koło dawnego obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu. Temu nie wiodło się tak dobrze w III RP jak Bolesławowi Tejkowskiemu. Zaliczył i więzienie, aby tylko nie miał możliwości kontaktu z ojcem świętym Janem Pawłem II podczas Jego pielgrzymki do ojczyzny, i bicie - gdy bronił na Żwirowisku krzyża papieskiego przed zwolennikami poprawności politycznej. Bolesławowi Tejkowskiemu, otwarcie głoszącemu antysemickie hasła, cała jego działalność uchodziła na sucho. I to mimo skandalicznych akcji, przynoszących mu światowy rozgłos i służących kompromitowaniu nowej Polski. A jacyś sekretni protektorzy zapewniali mu i bezkarność, i pieniądze na jego działalność polityczną wśród skinów.
"Gazeta Wyborcza" nie chce dostrzegać służebnej wobec służb specjalnych roli Bolesława Tejkowskiego, więc red. Mariusz Jałoszewski opisuje go jako autentycznego działacza politycznego, tyle że wrogiego środowisku "GW". Toteż pisze: "Jak pisaliśmy w >Gazecie<, w 1956 r. był radykalnym marksistowskim działaczem >lewicy październikowej<, a w latach 60. zbliżył się do >narodowej< frakcji w PZPR. Jako świadek oskarżenia zeznawał przeciw byłym towarzyszom w procesach wytoczonych po Marcu 1968. W latach 70. zmienił imię Bernard na bardziej >słowiańsko< brzmiące Bolesław. Popierał ideę sojuszu Słowiańszczyzny pod egidą Rosji. Na początku lat 90. bojówki skinów związane z jego partią napadały m.in. na niemieckich turystów". Mariusz Jałoszewski jest zapewne młodym dziennikarzem i mało wie o przedmiocie, który omawia. Po październikowym przełomie 1956 roku Bernard Tejkowski jako przedstawiciel "rewolucyjnych środowisk studenckich" został wybrany na sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR obok Bolesława Drobnera oraz historyka Marka Waldenberga. Wówczas neostalinowscy antysemici z tzw. grupy natolińskiej wymieniali te nazwiska jednym tchem jako "Drobner, Tejkower i Waldenberg". Długo nie porządzili w Krakowie, gdyż tow. Wiesław ich nie zatwierdził, lecz mimo to w styczniowych wyborach do Sejmu w 1957 r. Bernard Tejkowski startował jako kandydat na posła z ramienia PZPR, tyle że z miejsca niemandatowego. Dlatego przepadł po wezwaniu tow. Wiesława do głosowania bez skreśleń (Natomiast Bolesław Drobner, umieszczony na miejscu mandatowym listy kandydatów, został wybrany do Sejmu). Za udział w protestach studenckich po zamknięciu przez nowe władze młodzieżowego tygodnika "Po prostu" Bernard Tejkowski został usunięty z PZPR. Na szczęście uchodzący za "puławianina" tow. Mateusz Ochs z KC PZPR załatwił mu w Warszawie garsonierę na Hożej, zaś doc. Zygmunt Bauman został promotorem jego pracy magisterskiej z socjologii (W Krakowie Bernard Tejkowski ukończył studia na Politechnice, ale nie chciał pracować w zawodzie jako inżynier). Z Uniwersytetu Warszawskiego został usunięty za współpracę z Jackiem Kuroniem i Karolem Modzelewskim przy dyskutowaniu tez ich "Manifestu Rewolucyjnego", wyprzedzającego "List Otwarty do PZPR". Po ich uwięzieniu demonstrował z nimi solidarność i zbierał wraz z nami pieniądze na pomoc dla ich rodzin. Wtedy naraził się kolegom, przyjmując od Gajki Kuroniowej część przekazywanych jej pieniędzy, co środowisko "komandosów" określiło zbyt pochopnie jako defraudację. Podczas obchodów Millenium chrześcijaństwa w Polsce - wbrew stanowisku "komandosów" z Adamem Michnikiem na czele, propagujących neutralność w sporze pomiędzy "czarnymi" a "czerwonymi" - wraz z kolegami z kółka "bogoojczyźnianego" brał udział w akcjach solidarności z Episkopatem, m.in. w manifestacji młodzieży katolickiej na Miodowej i Krakowskim Przedmieściu w Warszawie 26 czerwca 1966 r. W imieniu naszego środowiska złożył wizytę księdzu Prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu w Warszawie oraz kardynałowi Karolowi Wojtyle w Krakowie, co później podczas procesów marcowych uznał otwarcie za błąd. W trakcie antysemickiej kampanii, kierowanej przez gen. Mieczysława Moczara (Nikołaja Tichonowicza Diomkę) oraz gen. Wojciecha Jaruzelskiego, poparł "narodowo-radykalną" frakcję PZPR, ale przez jednego z członków swej grupy - Leszka Kozyrę został oskarżony o to, iż jest kryptosyjonistą ukrywającym przed kolegami swe żydowskie pochodzenie. W roku 1969 zeznawał jako świadek oskarżenia na procesach marcowych, m.in. przeciwko Jackowi Kuroniowie i Karolowi Modzelewskiemu. Na jego zeznaniach i zeznaniach ustawionych przez niego kolegów z Instytutu Organizacji Przemysłu Maszynowego oparte było oskarżenie mnie z art. 28. mkk o szkalowaniu narodu polskiego przez rzekome ułożenie przeze mnie wiersza "o Polaku głupim przed szkodą i po szkodzie", którego prawdziwym autorem był Jan Kochanowski z Czarnolasu. Skazano mnie za to na dwa lata więzienia. Wtedy zdemaskował się jako agent SB. W latach 70. pod wpływem lansowanych w ZSRR poglądów rosyjskich nacjonalistów, tzw. rusitów, usadowionych w KGB i Komsomole, zwalczających wiarę chrześcijańską i przeciwstawiających jej dawne pogańskie tradycje pogańskie, zmienił swe imię z Bernard na Bolesław (Swe kontakty z czerwono-brunatnymi nacjonalistami rosyjskimi utrzymywał nadal jako wódz PSN-PWN, zapraszany przez nich do Moskwy już po upadku ZSRR). W czasie stanu wojennego trafił na jakiś czas do obozu internowania w więzieniu w Białołęce, by stworzyć mu opinię osoby represjonowanej przez reżym komunistyczny. Zawdzięczam temu przedwczesne uwolnienie z internowania, gdyż SB zależało, abym nie opowiadał internowanym, jakim gagatkiem w rzeczywistości jest Bolesław Tejkowski.
Jest rzeczą zrozumiałą, że przez długie lat B. Tejkowski i jego partia byli finansowani z zasobów finansowych polskich, a może i rosyjskich służb specjalnych. Jego desperacka próba uzyskania odszkodowania od państwa wynika prawdopodobnie ze zmiany sytuacji politycznej w Polsce po ostatnich wyborach, która wyklucza dalsze finansowanie z tych zasobów.
Teraz Bolesław Tejkowski będzie klepał biedę, podobnie jak tysiące dawnych działaczy opozycji niepodległościowej i podziemnej "Solidarności", o których zapomniały elity PRL-bis. W odróżnieniu od niego, my jednak nie musimy stroić się w piórka ofiar PRL, gdyż jesteśmy autentyczni. B. Tejkowski może wszelako żywić nadzieję, że pomoże mu ktoś z majętnych do dziś właścicieli Polski Ludowej, na co - my liczyć rzecz jasna nie możemy.

Antoni Zambrowski
artykuły najnowsze | wywiady z autorem | o autorze | felietony TV | o mojej książce |